Wywiad

Jaki w końcu był Śląsk?

Rozmowa z Dariuszem Zalegą, doktorantem historii, autorem książki Śląsk zbuntowany

ilustracja

- Jaki w końcu był Śląsk? Bo opowieści rodzinne mówią, że komunistów tu nigdy nie było, że dopiero po wojnie zaimportowali się z Sosnowca, tego „Czerwonego Zagłębia”. Ty pokazujesz coś zupełnie innego.

- Tak, znam ten mit, łatwy do obalenia. Prawdziwe czerwone zagłębie nie było za Brynicą i Przemszą, w Sosnowcu czy Dąbrowie Górniczej, ale to na czeskim Śląsku, między Karwiną i Ostrawą, na terenie dziś zwanym Zaolziem, gdzie już przed I wojną światową socjaldemokraci dostawali do 80% głosów. I co warte podkreślenia: obojętnie jakim językiem mówili. Okres międzywojenny to bardzo silna pozycja komunistów na czeskim Śląsku oraz w przemysłowych miastach i osiedlach niemieckiego Śląska (do 50% głosów w wyborach). Od obrazu tego coraz bardziej odstawał polski Śląsk – bo do walki z lewicą sanacyjne władze wykorzystywały polski nacjonalizm, no i zwykłe bicie po mordach przeciwników przez bojówkarzy np. ze Związku Powstańców Śląskich.

- Czyli to polskie narodowe i nacjonalistyczne organizacje po 1922 roku tępiły na polskim Śląsku ruch lewicowy?

- Jasne. I to nie tylko komunistów. Przecież kiedyś do redakcji Gazety Robotniczej, związanej z PPS, wdarło się dwóch sanacyjnych oficerów i chciało pobić Henryka Sławika, znanego później z ratowania Żydów. Działacze Związku Byłych Powstańców byli wprost wykorzystywani przez władze do rozbijania wieców opozycji, nie tylko lewicowej zresztą. Ostatnio znalazłem w archiwum informację o tym, jak byli powstańcy zaatakowali, bodajże w Bogucicach, niemieckich socjaldemokratów wracających z antyhitlerowskiej imprezy.

- Więc skąd się wziął ten mit, że u nas nie było lewicy? Może po prostu po 1945 roku jej niebyło, bo część zniszczyła sanacja, resztę wymordowali naziści? A i PPR też tych ideowo według niej niepewnych przedwojennych śląskich lewicowców sadzała do więzień...

- To wszystko racja: przypomnijmy że spośród dwóch komunistycznych posłów w Sejmie Śląskim jeden padł ofiarą Hitlera (Wieczorek), a drugi Stalina (Komander). Przede wszystkim jednak PRL szukając legitymizacji na Śląsku odwoływał się do wszystkich powstańczych i sanacyjnych mitów, a tu lewica komunistyczna niezbyt pasowała, bo też nie wykazywała się jakimś narodowym zaangażowaniem. Zwróćmy uwagę, że tylko raz - i to na początku lat 50., wydano u nas książkę Hansa Marchwitzy "Moja młodość", chyba najlepszą książkę o życiu na Śląsku na początku XX wieku. Tyle, że na kilkuset stronach o "konfliktach narodowych" i "budzeniu polskości" było tylko kilka linijek. Marchwitza był komunistą ze Śląska, ale zarazem Niemcem, więc nie pasował polskim komunistom do oficjalnej linii.

- A czy ta lewicowość przekładała się jakoś na kwestie narodowe. Na przykład że więcej komunistów było wśród Niemców czy Żydów a mniej wśród Polaków?

- Na czeskim Śląsku polskojęzyczni Ślązacy stanowili 80% partii komunistycznej. Na niemieckiej części musiało być podobnie - choć oczywiście używanie polskiego języka nie oznaczało identyfikacji narodowej. Myślę, że po polskiej stronie granicy, wiele osób działających na radykalnej lewicy nie miało jakichś zdecydowanych identyfikacji narodowych. Przytoczę też pewną anegdotę: Bieniek, jeden z liderów przedwojennego, bielskiego Związku Zawodowego Robotników i Robotnic Przemysłu Włókienniczego był przepytywany przez historyka już w PRL o narodowość jego kolegów w zarządzie oddziału związku w 1932 roku. Bieniek miał przed sobą zdjęcie, na którym poznawał wszystkie osoby. Pytanie o narodowość mocno go jednak zdziwiło i odpowiedział: „Myśmy się tym nie zajmowali. O to nikt nie pytał”.

- Tytuł książki Śląsk Zbuntowany mówi właśnie o Śląsku lewicowym. Dla tych, którzy znają ten mit o prawicowym, bogobojnym, książka może być zaskoczeniem?

- Na pewno Śląsk Zbuntowany będzie pewnym szokiem, bo burzy budowaną od dekad wizję naszego regionu. Przy czym podkreślam, że sama książka to nie "podręcznik historii", tylko historia w tle losów "zbuntowanych Ślązaków". Którzy nieraz dostali od życia po rzyci... A oczywiście podobnych historii, wygrzebanych z archiwów, mam więcej, jak choćby o antyklerykalnej operze... robotniczej w Hindenburgu. Tak więc szykuję już kolejną książkę na ten temat.

- Mało komu ze środowisk politycznych się ta książka spodoba. Nawet dla obecnej lewicy może być niewygodna, bo nie pokazuje polskości Śląska, tęsknoty Ślązaków za macierzą.

- To nie jest książka, która coś ma oceniać. Ja pokazuję fakty, wspomnienia, świat, taki jakim go postrzegali moi bohaterowie. Bo wielu po prostu było rozgoryczonych tą nową Polską - mieli poczucie, że nie o to walczyli, a w tym gronie byli i powstańcy śląscy. W ogóle fascynujący jest temat jak sobie wyobrażali Polskę ci, którzy o nią walczyli. Socjolog Józef Chałasiński w głośnej pracy Antagonizm polsko-niemiecki w osadzie fabrycznej „Kopalnia” na Górnym Śląsku z 1935 roku notował opinie ówczesnych górników: „I to bolesność je, że ten Rząd polski oddał tę Polskę do dyspozycji kapitalistom. Walczyliśmy o tę Polskę, a teraz tej Polski nie mamy. […] Ten polski robotnik był tu uciemiężony za Niemca i tak samo teraz”.

- Dlaczego tę opowieść kończysz lodami Ślązaków w Hiszpanii?

- Bo to ciekawa historia, a poza tym kwintesencja ich postaw. To tam napiszą: „Zdezerterowałem z polskiego wojska dla wzięcia udziału w rewolucji w Hiszpanii o prawa robotnicze” (Wilhelm Skóra, ur. 1914 w Chorzowie) czy „Przyjechałem do Hiszpanii, by potrzaskać faszystów” (Jerzy Wróbel, ur. 1914 w Mysłowicach).

Rozmawiał Dariusz Dyrda

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy