Wywiad

W opozycji jest dziwnie

z Michałem Gramatyką, radnym wojewódzkim rozmawia Dariusz Dyrda

ilustracja

- Michał, w polityce samorządowej jesteś od 21 lat, bo pierwszy raz tyskim radnym zostałeś w 1998 roku. Zawsze jednak byłeś, że tak to ujmę, w grupie trzymającej władzę, przewodniczącym rady miasta, wiceprezydentem Tychów, wicemarszałkiem województwa.  Tak było przez dwadzieścia lat. I nagle od jesieni ubiegłego roku jesteś w sejmiku w opozycji. Więc – jak się żyje w opozycji?

- Dziwnie. Nie dlatego, że w opozycji, tylko w związku z tym, jak obecny zarząd województwa opozycję traktuje. My staraliśmy się opozycję, wówczas PiS, szanować, z parytetu mieli miejsca w prezydium sejmiku, przewodniczyli komisjom. Normalne, demokratyczne standardy. Teraz z opozycji w prezydium sejmiku nie ma nikogo, przewodniczących czy zastępców  komisjach również. Za wyjątkiem mnie, ale to wynika wprost z ustawy, że w samorządzie wojewódzkim funkcję przewodniczącego komisji rewizyjnej pełni przedstawiciel największego klubu opozycyjnego.

- I padło na Ciebie?

- Powiedzmy, że w moim klubie doceniono moje wykształcenie, a może i pracowitość…  Jestem prawnikiem, i jako niedawny wicemarszałek dobrze znam zarówno funkcjonowanie urzędu marszałkowskiego, jak i podległych mu instytucji. Czyli, że mam kwalifikacje. Zresztą kwalifikacje i kompetencje, są również tym, co mnie, nie jako obecnego opozycjonistę, lecz samorządowca boli bo PiS wszystkie funkcje obsadza z klucza politycznego.

- Inni tak nie robią?

- Nie w takim stopniu. Weźmy choćby przykład sprzed kilku lat, gdy szeroka koalicja bez PiS-u   rządziła województwem, a konkurs na dyrektora skansenu w Parku Śląskim wygrał Andrzej Sośnierz, poseł PiS-u. Dziś nie jest możliwe, by ktokolwiek związany z opozycją, nawet najwybitniejszy fachowiec, konkurs wygrał. Za to z funkcji nie mających nic wspólnego z polityką, jak dyrektor Muzeum Górnośląskiego czy dyrektor Teatru Rozrywki w Chorzowie, władze zwalniają bardzo kompetentnych ludzi.

-  Z tym dyrektorem Muzeum Górnośląskiego to się trochę sam podkładasz. Kilka lat temu tego samego Leszka Jodlińskiego marszałek województwa z PO zwolnił z funkcji dyrektora ważniejszego Muzeum Śląskiego. W proteście RAŚ wystąpił nawet wtedy z koalicji.

- Nie mówię, że nam się nie zdarzały pomyłki, wpadki. Ale dziś to nie są wpadki, to jest usankcjonowana metoda działania. Przeciwko której nawet nie ma jak zaprotestować, jak w przypadku dyrektor Teatru Rozrywki, Aleksandry Gajewskiej, którą zwolniono z naruszeniem prawa.

- Ale po trzech tygodniach przywrócono!

- Owszem, napisałem nawet skargę do wojewody, wskazując wprost na naruszenie prawa. Odpowiedź dostałem po chyba dwóch miesiącach, że wojewoda nawet skargi nie badał, bo jeśli Gajewską przywrócono,  to „tematu nie było”. Ale temat był i wojewoda powinien zbadać, czy zarząd województwa podjął uchwałę zgodnie z prawem, czy nie. To, że po czasie, gdy Gajewska się pokajała i złożyła samokrytykę, marszałek  się ze swojej decyzji wycofał, nie powinno mieć znaczenia. Ale czego się spodziewać,  jeśli wojewoda z PiS-u ma kontrolować marszałka z PiS-u.

Podobnie zresztą, gdy napisałem do Głównego Rzecznika Dyscypliny Finansowej (wiceminister finansów) w związku z naruszeniami tej dyscypliny przez zarząd województwa. Po dwóch miesiącach odesłał mnie do Izby Obrachunkowej w Katowicach.

Zarząd województwa usuwa też bardzo dobrych dyrektorów szpitali wojewódzkich w Sosnowcu i Częstochowie czy dyrektora goczałkowickiego uzdrowiska. Na to ostatnie stanowisko mianując potem Tomasza Kordona, który w Tychach był przez lata dyrektorem… Teatru Małego. Nowa władza w województwie nie ma ręki do ludzi. Kadrowa karuzela trwa w najlepsze a ważne sprawy leżą i czekają – nie wiadomo na co…

- Więc wróćmy na chwilę jeszcze do tych władz sejmiku. Naprawdę nie otrzymaliście żadnej propozycji przewodniczącego komisji choćby?

- To była zabawna sytuacja, bo początkowo nawet ustaliliśmy parytety, ale wtedy wkroczył marszałek Chełstowski i obwieścił nam, że wychowawczo będzie, jeśli nic nie dostaniemy, a kiedy nauczymy się być „grzeczni”, to on zastanowi się nad ponowną zmianą tej decyzji.

- A Ty grzeczny nie jesteś…

- Nie wiem dlaczego, ale wywołuję u pana marszałka Jakuba Chełstowskiego jakieś dziwne, nerwowe, agresywne reakcje. Staram się mandat radnego pełnić rzetelnie, więc zgłaszam propozycje działań a także składam sporo interpelacji. Na które zresztą odpowiedzi dostaję albo kłamliwe, albo nie na temat. Ale najwyraźniej denerwuję nimi pana marszałka, bo krzyczy na mnie na sesjach.

- Jak to: krzyczy?

- Czego nie rozumiesz, nie wiesz jak wygląda krzyczenie po kimś? Więc tak właśnie krzyczy. Poza tym on, a w zasadzie cały zarząd województwa, zachowuje się czasem nieracjonalnie.

- To znaczy?

- Gdy przychodzi się do dowolnego urzędu, na dowolne stanowisko, to nie trafia się w próżnię, to nie jest ten moment, gdy Pan Bóg właśnie stworzył świat. Zastaje się urząd działający, w którym prowadzone są różne projekty. No i zarząd marszałka Chełstowskiego wśród takich projektów miał na przykład opracowany w poprzedniej kadencji pod moim kierownictwem, a będący pomysłem profesora Zembali wspólny system informatyczny dla wszystkich szpitali wojewódzkich, mający znacząco obniżyć ich koszty funkcjonowania. Zarząd marszałka Chełstowskiego uznał, że jest zły i że realizował go nie będzie.

- Może po prostu był zły!

- Gdyby był zły, nie przeszedłby wielostopniowej procedury sprawdzającej w ministerstwie zdrowia, i nie dostałby dofinansowania z Unii Europejskiej.

- Zaraz, Ty mi chcesz powiedzieć, że PiS-owskie ministerstwo projekt zaakceptowało, a PiS-owski marszałek uznał, że jest zły?

- Dokładnie tak. Bo ta ekipa gdy przyszła do urzędu, uznała, że wszystko co się w nim działo wcześniej, było złe. To nieznana mi dotychczas w samorządzie arogancja, wynikająca z tego, że oni nie postrzegają nas jako przeciwników politycznych, lecz jako wrogów. I właśnie ta wrogość jest czymś, czym nie przestają mnie zadziwiać. Można mieć odmienne wizje państwa, odmienne wizje funkcjonowania regionu, ale jednocześnie się szanować. Kiedy mówię, że PiS to partia autorytarna, totalitarna, to mam na myśli głównie ten aspekt. Wrogość wobec wszystkich politycznych przeciwników cechuje właśnie takie partie. Poza tym mnie bawi u obecnej władzy taka, hmmm, cepeliada, nadymanie się własną wielkością.

- A dokładniej?

- A dokładniej, zarząd uwielbia celebrę. Gdy jakakolwiek instytucja dostaje dotację unijną, pan marszałek przywozi ją osobiście, tak jakby to on ją dał, podczas gdy urząd marszałkowski jest tylko formalnym pośrednikiem. W Gazecie Parkowej Parku Śląskiego, ba nawet w gazetce wydawanej przez szpital wojewódzki w Częstochowie, prawie na każdej stronie zdjęcia polityków PiS. Ostatni raz z takim celebrowaniem partyjnych urzędów spotkałem się chyba w Chinach, a przedtem u nas, ale jeszcze za PRL-u. Zarząd bardzo zachłysnął się zewnętrznymi atrybutami władzy, jej otoczką, czego przykładem choćby występy zespołu Śląsk… na sesji Sejmiku Wojewódzkiego. Trochę mi przykro, bo marszałek jest tyszaninem tak samo jak ja, i chciałbym mówić o nim w samych superlatywach.

- A wicemarszałek Wojciech Kałuża?

- Mało o nim wiem, poza tym z czego zasłynął, bo na sesjach wcale nie zabiera głosu, a poza sesjami nie mamy kontaktu. Ale trochę mi go żal, bo to postać smutna, personifikacja wszystkich złych cech obecnej polskiej polityki, postać wręcz tragiczna, bo będąca symbolem politycznego upadku. Myślę, że jego milczenie na sesjach wynika z faktu, że ma tego świadomość i nie umie sobie z tym psychicznie poradzić. Ale kto by umiał…

- Mówisz, że jest bierny, a przecież on obóz mienił podobno po to, by więcej zrobić dla Śląska.

- To widocznie długo się zbiera, by zacząć coś robić. Ale może się doczekamy.

- Na koniec. Nie dziwi Cię, że kandydujesz do Sejmu, a ja wcale o to nie pytam?

- Nie dziwi. Taką  rozmowę przeprowadziłeś ze mną do Echa, gdy kandydowałem do Sejmiku. Trudno, żebym częściej, niż co rok, gościł na łamach Echa jako kandydat w wyborach. Zresztą myślę, że to o czym rozmawialiśmy jest ciekawsze, niż rozmawianie o stanie państwa. Bo przecież takich rozmów w mediach co dzień jest pełno i trudno byłoby powiedzieć coś naprawdę odkrywczego.

Rozmawiał Dariusz Dyrda

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy