Wywiad

Wierzę w ten Teatr

Rozmowa ze Sławkiem Żukowskim, reżyserem, aktorem, rysownikiem, malarzem, a nawet muzykiem!

ilustracja

- Sławek, właśnie odbył się konkurs na dyrektora Teatru Małego. Startowałeś, ale wybrali kogoś innego? Bardzo to przeżyłeś? Bo myślę, że dyrektorowanie teatrowi to twoje marzenie. Przecież od ponad 30 lat robisz jeden z najlepszych teatrów amatorskich, a w Teatrze Małym też na stanowisku specjalisty pracowałeś. Reżyserowałeś w ważnych teatrach sztuki z zawodowymi aktorami. Masz lat 60, to była jedna z ostatnich takich twoich szans…

- Pytasz, czy czuję się przegrany? Nie, myślę że w tym konkursie wygrał teatr. Dokładnie Teatr Mały. Nie chcę źle mówić o odchodzącej dyrektor, chociaż zwolniła mnie z pracy, a prywatnie nawet ją lubię. Ale ona nie czuła tego teatru, który chociaż nazwę taką nosił od powstania, to przecież do upadku był domem kultury FSM-u, potem Fiata. I jak to w domu kultury, zawsze się tu dużo działo. Było pełno zespołów, ciągle jakieś próby na scenie. W tym nasz BELFEgoR. Dorota Pociask-Frącek gdy trzy lata temu została dyrektorem teatru, potraktowała jego rolę jako impresaryjnego zbyt poważnie. Scena przestała być dostępna dla tyskich teatrów, w tym także dla BELFEgoRa, który miał tu próby przez dziesięciolecia.

- Wierzysz, że ze zmianą dyrektora to się też zmieni?

- Wierzę! Paweł Drzewiecki jest na wskroś człowiekiem teatru. Udowodnił to choćby tym konkursem, będąc przecież dyrektorem Miejskiego Centrum Kultury, placówki chyba na kulturalnej mapie Tychów ważniejszej. Więc Drzewiecki, startując w konkursie, chyba nie chce robić każdej kultury, koncertów, festynów, wystaw, ale właśnie teatr. Natychmiast po wygranej zapowiedział, że zamierza teatr otworzyć na lokalnych twórców, na tyskich aktorów, reżyserów, tyskie przyzwoite grupy offowe, współpracę z nauczycielami – czyli dokładnie na to, czego w moim odczuciu od lat Teatrowi Małemu brakuje. A czy to zrobi on, czy zrobiłbym ja, nie ma dla mnie większego znaczenia. Ja kocham teatr, poświęciłem mu ponad pół życia, i jeśli w Tychach będzie dobry klimat dla teatru, to ja będę się cieszył.

- A jeśli nie będzie?

- To ja będę bardzo zawiedziony, bo powtórzę, wolałbym ten konkurs wygrać sam, ale nie mogę powiedzieć, że komisja konkursowa dokonała złego wyboru. Paweł Drzewiecki na teatrze się zna. Pisałem przecież recenzje reżyserowanych przez niego przedstawień, zresztą w Echu, i były to recenzje pochlebne, pozytywne, bo warsztat reżyserski ma solidny. Jako dyrektor MCK-u nabrał doświadczenia w kierowaniu jednostką kultury, wizję teatru zapowiada podobną do mojej, więc dlaczego miałbym nie podchodzić do przyszłości teatru z optymizmem?

- A nie chciałbyś też wrócić do Teatru Małego, jako powiedzmy wicedyrektor do spraw artystycznych?

- Pewnie, że chciałbym. Ale będę bardzo zadowolony także jeśli wrócę na moje dawne stanowisko, specjalisty do spraw edukacji teatralnej. Nie narzekam, pracuję „w kulturze”, w katowickiej instytucji kultury Miasto Ogrodów, do pracy niby mam raptem pociągiem dwadzieścia minut, ale do Teatru Małego mniej niż dziesięć pieszo. Poza tym ja też jestem człowiekiem teatru, w Mieście Ogrodów też nabrałem doświadczenia w organizowaniu imprez, ale mnie jednak teatr jest najbliższy, a w tym Teatrze znam każdy zakamarek, w Tychach znam każdą osobę mającą jakiekolwiek związki z teatrem. Wiesz, ja pracowałem jako nauczyciel plastyki, jako wizytator kuratorium oświaty, prowadziłem własną agencję reklamy wizualnej, ale tak naprawdę szczęśliwy to ja jestem w teatrze. Na próbach, na scenie, tworząc scenografię, nawet komponując muzykę, bo choć media podały, że do ostatniej premiery BELFEgoRA muzykę napisał Henryk Botor, to dwa utwory były mojego autorstwa. Zdarza mi się nie tylko na gitarze grać, ale też coś na niej komponować.

- Mimo to wielu ludzi kojarzy cię przede wszystkim z twoimi rysunkami, z freskami, jak na przykład te w tyskiej Piramidzie, ale też z portretami w gazetach, chociażby w Echu. Niewielu rysowników bywało zapraszanych, by portretować kilku prezydentów państw…

- Dobrze, że nie mówisz, iż jestem malarzem, bo mnie malarstwo sztalugowe nie pociąga. Rzeczywiście, wolę szybki rysunek, pastelą, taką trochę karykaturę, albo malarstwo naścienne, niech ci będzie, że to freski. Nawet teraz maluję nową rzecz na tyskim stadionie, rewanżując się tym Fundacji Multiintegra, która przygarnęła BELFEgoRa, gdy nas wygoniono z Teatru Małego. Gdyby nie Multiintegra, to nasza czerwcowa premiera, „Bal w Operze”, by nie powstała. Choć byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie dodał, że połowę kwoty, 12 tysięcy, dostaliśmy od miasta Tychy. Przez 33 lata naszego działania była to druga premiera współfinansowana przez miasto. Druga na 31.

- Czyli razem przedstawienie kosztowało 25 tysięcy? Dużo, jak na teatr amatorski…

- Nie zgadzam się, by nazywać nas amatorskim. Owszem, taki był, gdy go w 1986 roku ze znajomymi nauczycielami zakładałem, ale teraz muzykę pisał nam świetny kompozytor Henryk Botor, wśród aktorów było kilku zawodowców, a ja sam, jako autor scenografii, też na pewno stuprocentowym zawodowcem jestem. Czy jako reżyserii i aktor – nie mnie oceniać, ale zważywszy, że reżyserowanie sztuk z profesjonalnymi aktorami potrafił u mnie zamawiać profesjonalny teatr, że mam całkiem spory dorobek jako aktor filmowy, choć oczywiście są to role drugoplanowe – to chyba za zupełnego amatora też trudno mnie uznać…

- Mój ojciec, znany przecież artysta, mówi, że artystą profesjonalnym jest ten, kto umie stworzyć wartościowe dzieło sztuki, a amatorem ten kto nie umie, niezależnie od tego, dyplomy jakich uczelni ma w szufladzie…

- Z twoim ojcem często się zgadzam w poglądach na sztukę. Chociaż ja tak naprawdę nie myślę o sobie jako o artyście, tylko o rzemieślniku sztuki. Bo artysta w reżyserii to Wajda, Kutz, Woody Allen, w teatrze Kantor, w malarstwie Duda-Gracz czy Salvadore Dali, a niemal cała reszta to lepsi lub gorsi wyrobnicy sztuki. Chodzi o to, by starać się należeć do tych lepszych.

- W porządku. Ale można usłyszeć głosy, że gdybyś skupił się na jednym rodzaju sztuki, osiągnąłbyś znacznie więcej. Choćby jako ten rysownik!

- Pewnie, ale znacznie więcej to znaczy co? Większy prestiż? Większa kasa? Idealną możliwość miałem w Kanadzie, gdzie za scenografie płacono mi lepiej, niż dobrze. Może gdybym został, nagle bym się dowiedział, że kolejny Polak, Sławomir Żukowski, zrobił karierę za oceanem, może zrobiłbym scenografię jakiegoś znanego hollywoodzkiego filmu. Tylko ja nie byłbym szczęśliwy, nie byłbym spełniony. Bo ja kocham robić scenografie, ale też pokazywać aktorom jak grać, narysować karykaturę. To się u mnie uzupełnia. Jeśli nie umiem aktorom jakiejś sceny wytłumaczyć, to im ją narysuję, jeśli scenograf nie rozumie o co mi chodzi, to scenografię, a i kostiumy, zrobię sam. Dlatego BELEgoR to naprawdę mój teatr autorski. Tekst mój, chociaż najczęściej to przeróbki dzieł wielkich mistrzów, reżyseria moja, scenografia moja, plakat mój, nierzadko główny aktor też ja.

- To też prawda, dziś często pod pojęciem teatr tyski rozumie się Sławek Żukowski…

- Dziś już nie. Dziesięć lat temu, ale nie dziś. Pojawiły się inne świetne trupy: T.C.R. Marcina Stachonia, „Gęba” Piotra Adamczyka, „Wampa” Moniki Szydłowiecka. No i przedstawienia Piotra Drzewieckiego, nowego dyrektora Teatru. Mamy może najlepszy teatr nie w pełni profesjonalny, choć już nie do końca offowy w Polsce. Na tym można budować!

- Ale jeśli dyrektor Drzewiecki korzystając ze swojej pozycji zechce udowodnić, że jest najlepszym z tych reżyserów?

- Nie wierzę w takie pytanie! No, nie wierzę! Sama sugestia, że dyrektor teatru mógłby wykorzystywać stanowisko, aby udowadniać swoją artystyczną wyższość, jest dla mnie obrzydliwa.

- Ale obaj jesteście reżyserami. Będziecie więc na scenie, na teatralnych deskach rywalizować.

- Rywalizacja to nie wrogość. Rywalizacja w jednej drużynie buduje siłę tej drużyny.

- Więc? Wracasz do Teatru Małego zBELFEgoRem?

- Nie do mnie pytanie. Ale powiem tak: Jeśli Paweł Drzewiecki poważnie podejdzie to swoich obietnic, to my, pod rządami tego dyrektora, zrobimy taki teatr w Tychach, że cała Polska będzie nam zazdrościć. Paweł Drzewiecki będzie dyrektorem wielkiego Teatru Małego, a my tylko małymi pomocnikami. I on to wie, tylko pytanie, czy umie tę wiedzę wykorzystać, Wierzę, że tak.

Rozmawiał Dariusz Dyrda

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy