Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy wierzysz, że wpadka polityków PiS-u z materiałami wyborczymi opatrzonymi numerami listy przed ich losowaniem?

Wywiad

Raczej nie będę kandydował

Rozmowa ze Zbyszkiem Zaborowskim, mikołowianinem, wiceprzewodniczącym SLD

ilustracja

- Zbyszku, 13 lipca opublikowałeś na facebooku zdumiewające oświadczenie, którego końcówka brzmi: „od początku lat 90tych współtworzyłem Socjaldemokrację Rzeczypospolitej Polskiej, a później Sojusz Lewicy Demokratycznej, demokratyczne partie polskiej lewicy. Nigdy nie akceptowałem takich metod w działaniu, jakie dzisiaj są stosowane i nie zaakceptuję. Po Krakowie, Radomiu, Płocku, Suwałkach przyszedł czas na Katowice, moją macierzystą Organizację. Z tym pogodzić się nie mogę. Zamiast jednoczyć ludzi i jednoczyć polską lewicę, prowadzi się rozgrywki wewnętrzne i likwiduje organizacje, w czasie przedwyborczym. Odchodzę.” Z czego odchodzisz? Ty, wiceprzewodniczący SLD, najbardziej rozpoznawalna twarz lewicy w województwie śląskim odchodzisz z partii, którą zakładałeś? Tuż przed wyborami, w których lewica ma nadzieję wrócić do Sejmu???

- Moje oświadczenie jest protestem przeciwko rozwiązaniu trzech śląskich organizacji SLD w Piekarach Śląskich, w Świętochłowicach oraz mojej macierzystej – katowickiej; jest skierowane przeciw temu, jak Marek Balt kieruje Partią w województwie śląskim. To nie ma nic wspólnego ze standardami demokratycznej partii. Dość powiedzieć, że Zarząd Wojewódzki, którego jestem członkiem, nie został zwołany od czerwca ubiegłego roku. A przecież w tym czasie mieliśmy wybory samorządowe, wybory do europarlamentu, teraz zbliżają się parlamentarne. U nas przez dziesięciolecia było przyjęte, że na zebraniach dyskutujemy, spieramy się, wspólnie wypracowujemy program, wspólnie układamy listy wyborcze, które potem Warszawa jedynie zatwierdzała. Tak było, gdy szefem SLD na Śląsku byłem ja, ale również wtedy, gdy sporo do powiedzenia miała Basia Blida czy nawet Andrzej Szarawarski. Teraz decyzje zapadają w jakimś nieformalnym kręgu częstochowsko-zagłębiowskim, a struktury partii na Górnym Śląsku, a wcześniej w Bielsku-Białej, które się na to nie godzą, są po kolei rozwiązywane, rozwalane.

- A może przemawia przez Ciebie frustracja, że już nie jesteś przewodniczącym partii w naszym województwie, że teraz rządzi nią Marek Balt?

- Bez przesady, przegrałem z nim wybory siedem lat temu, zdążyłem przywyknąć. Zresztą przegrałem wtedy dwoma głosami, nasze wizje działania miały po mniej więcej tyle samo zwolenników. Tylko potem Balt, metodami rodem z innego ustroju, zaczął wszystkich, którzy nie są mu bezwzględnie posłuszni, wycinać, neutralizować. To praktyki wcześniej na lewicy nieznane. Krótkofalowo dało mu to władzę niemal absolutną nad śląską organizacją, ale długofalowo ta organizacja się u nas rozpada. Efekty są widoczne. Ostatnie sukcesy w wyborach do Sejmiku Wojewódzkiego odnieśliśmy w 2006 roku (8 radnych) i w 2010 – po okresie mojego „wicemarszałkowania"(10 radnych). Jeszcze w wyborach do Sejmu 2011 roku zdobyliśmy trzy mandaty poselskie i to by było na tyle. Za czasów M. Balta: 3, a następnie 2 radnych wojewódzkich i 0 posłów.

SLD dobrze działa w Częstochowie’ Rządzi również w niektórych miastach Zagłębia Dąbrowskiego, ale w miastach i powiatach Górnego Śląska obumiera, Po siedmiu latach kierowania Organizacją Marek Balt próbuje przerzucić odpowiedzialność za efekty swojej pracy na ludzi, którzy jeszcze działają; mówi o odbudowie struktur, ale czas na trzy miesiące przed wyborami do Sejmu to nie jest moment na niszczenie struktur istniejących i budowę nowych. Myśmy już powinni całą parą przygotowywać kampanię wyborczą a nie budować struktury.

- Może Marka Balta, od dwóch miesięcy europosła, te wybory niewiele obchodzą?

- Może. Spójrzmy na PiS, partię do które można mieć mnóstwo zastrzeżeń, ale która jest niesamowicie sprawną maszyną wyborczą. Tam świeżo wybrani europosłowie, chociażby Grzegorz Tobiszowski czy Izabela Kloc, przestali być szefami okręgów, zastąpili ich ci, którzy są na miejscu, a nie w Brukseli. Do tego nasz szef i tak nie byłby na miejscu, tylko w Częstochowie. Balt nie rozumie, nie zna specyfiki Śląska. Zresztą jest coś nienormalnego w sytuacji, gdy partią na Śląsku rządzi facet z Częstochowy, który stale podkreśla, że jego ambicją jest odtworzenie województwa częstochowskiego, wyrwanie się ze „śląskiej niewoli”. To nie buduje autorytetu SLD u Ślązaków. Nasz Region jest zróżnicowany kulturowo i trzeba dbać o względną równowagę.

- Ostro krytykujesz szefa partii na Śląsku, nie boisz się, że możesz za to utracić „jedynkę” lewicy w Katowicach w jesiennych wyborach do Sejmu?

- To nie ma znaczenia. Prawdziwym impulsem do rozwiązania śląskich organizacji SLD nie była ich słaba działalność czy mały udział w referendum wewnątrzpartyjnym na temat formuły startu SLD w wyborach parlamentarnych, ale zgłoszenie mnie przez organizacje z mojego okręgu wyborczego na lidera listy do Sejmu. Przeżyłem to już w 2007 roku, kiedy na mój okręg wyborczy rzucono „spadochroniarza” z Warszawy Andrzeja Celińskiego, to przeżyję i teraz. A jeżeli chodzi o strach w polityce – to nie jest on dobrym doradcą. Gdybym się nim kierował, to w 1998 nie głosowałbym za silnymi polskimi 12 regionami, samorządowymi, m. In. z Barbarą Blidą, Andrzejem Szarawarskim, Zygmuntem Machnikiem, Józefem Błaszczykiem i Wiesławem Szwedą. Za co zresztą zawieszono mnie na 3 miesiące wraz z posłem W. Szwedą w prawach członka Klubu SLD. Nie obroniłbym też ze związkowcami i połową posłów ze Śląskiego czterech śląskich kopalń {w tym Bolesława Śmiałego} przed likwidacją przez nasz Rząd w 2003r.

- Ale czekaj, wróćmy, Ty chcesz mi powiedzieć, że wcale nie będziesz kandydował do Sejmu???

- Na to wygląda.

- Przecież w tym górnośląskim okręgu przemysłowym jesteś jedyną rozpoznawalną twarzą SLD! Bo jedną ze słabości tej partii jest to, że kiedyś znaliśmy dziesiątki jej działaczy, a teraz tak naprawdę Czarzastego, Millera, a u nas Ciebie. I tę partię stać na to, by jedynego rozpoznawalnego lidera nie wystawić na listy???

- Nie do mnie pytanie. Ja jestem gotów działać na rzecz lewicy w każdy możliwy sposób,. To, że mam złe zdanie o zarządzaniu partią przez Balta nie oznacza, że obraziłem się na całe SLD Rozumiem nawet potrzebę zmian pokoleniowych, ja sam powoli zbliżam się do wieku emerytalnego, przekroczyłem sześćdziesiątkę, a niekoniecznie jestem fanem aktywnych politycznie osiemdziesięciolatków. Sam wspierałem młodzieżowców w ich rozwoju politycznym i zawodowym. Ale zmiana pokoleniowa nie powinna powodować zmian standardów; odchodzenia od wewnątrzpartyjnej demokracji. Teraz się to dzieje. Jak wierzyć w program mówiący o decentralizacji państwa, jeśli partia, która go głosi, jednocześnie sama coraz bardziej się centralizuje? A ja jestem wielkim zwolennikiem decentralizacji, I w funkcjonowaniu partii i ty bardziej Państwa. Uważam, że nasze regiony powinny mieć samorządność , jeśli już nie taką, jak niemieckie landy, to przynajmniej jak regiony włoskie. Wszyscy powtarzają jak mantrę, że reforma samorządowa, będąca formą decentralizacji, nie została dokończona, ale najwyraźniej nikt jej dokończyć nie chce. Także moja partia pokazuje, że z centralizmem jej po drodze. Boli mnie to.

- Wróćmy do wyborów, wszystko wskazuje na to, że lewica po raz pierwszy od bardzo dawna, pójdzie do nich zjednoczona.

- Nie po raz pierwszy. Tak było w zasadzie cały czas. Sojusz Lewicy Demokratycznej był pierwotnie porozumieniem wyborczym lewicowych partii, związków zawodowych i stowarzyszeń. Lewica była jednością. Dopiero w 2011 i 2015 lewica w kryzysie poszła do wyborów podzielona. Ostatnio zabrakło w zasadzie tyko partii Razem, ale to wystarczyło, aby polska lewica po raz pierwszy od odzyskania niepodległości nie znalazła się w parlamencie. Dlatego trochę obawiam się startu w formalnej koalicji, bo to podnosi próg wyborczy do 8%. Jestem oczywiście za porozumieniem całej lewicy, ale moim zdaniem powinna wystarczyć dobra umowa polityczna, bez koalicji w formie komitetu wyborczego partii. Czasem można się uczyć nie tylko na własnych błędach, ale i od przeciwników. Prawica Razem zawarła umowę, ale nie biega z nią do Państwowej Komisji Wyborczej, mimo, że nie musi drżeć o próg wyborczy. Uważam wprawdzie, że zjednoczoną lewicę stać na wynik znacznie powyżej 10%, ale po pierwsze: dobrze czasem dmuchać na zimne, jak pokazały wybory 2015 roku; po drugie: na dobry wynik można zasłużyć tylko dobrą, przemyślaną kampanią, dobrym programem, mocnymi listami. Na razie tego nie widzę.

- Bo też deklaracja o wspólnym starcie lewicy dopiero co zapadła, nawet nie wiadomo jeszcze pod jakim szyldem i w jakiej formule, lewica w odróżnieniu od PiS-u czy PO nie ogłosiła jeszcze swoich jedynek…

- No tak, kolega Czarzasty trochę za długo stał u Schetyny w przedpokoju.

- Chcesz, żebym tak napisał?

- Czemu nie, przecież to wiedzą wszyscy.

- Jednak często można usłyszeć, że opozycja podzielona nie ma żadnych szans na pokonanie PiS-u. Że metoda d'Hondta, którą u nas wylicza się parlamentarne mandaty wyraźnie premiuje ugrupowanie najmocniejsze.

- Bo premiuje! Zwycięzcę premiuje zawsze, ale raz mocniej raz słabiej, w zależności od stopnia rozdrobnienia reszty. Polskie okręgi do Sejmu mają od 7 do 20 mandatów. W Śląskiem: katowicki ma 12, ale reszta od 7 do 9 mandatów. A to oznacza, że w tych okręgach najmniejszych nawet 9% głosów mandatu nie gwarantuje. Ale dla wszystkich, którzy przekraczają 12%, d'Hondt jest już w miarę sprawiedliwy (z wyjątkiem właśnie zwycięzcy, który spija śmietankę).

Mimo wszystko wierzę, że lewicę stać na taki wynik, na pewno osiągnie go też Koalicja Obywatelska, nie wykluczam, że PSL, jeśli pójdzie razem z Kukizem (kilka godzin po naszej rozmowie media podały, że PSL się z Kukizem nie dogadał – przyp. D.D.). U nas też często w wyborach dobry wynik uzyskuje taki „królik z kapelusza” w rodzaju Samoobrony czy w ostatnich wyborach właśnie Kukiza. Może się więc okazać, że taka podzielona opozycja dostanie znacznie lepszy wynik, niż dostałaby w szerokiej Koalicji Europejskiej, bo poszczególne partie i bloki będą mogły być wyraziste programowo, lewica może być naprawdę lewicą, z lewicowym programem, a ludowcy naprawdę ludowcami. Łatwiej wtedy mobilizować wyborców i premia zwycięzcy może być zniwelowana dobrymi wynikami 2-3 konkurentów, ale nie więcej.
W Koalicji całej opozycji to wszystko było rozmyte, bo tak naprawdę stanowiła pospolite ruszenie, której jedynym celem było pokonać PiS. A polityki nie da się skutecznie uprawiać przeciw komuś. Może to zabrzmi patetycznie, ale jeśli chce się być wiarygodnym, politykę uprawia się dla kraju, dla ojczyzny, dla rodaków, obywateli, a nie aby kogoś pokonać, odsunąć od władzy. Straszenie PiS-em dawno przestało działać.

Żeby pokonać PiS trzeba przede wszystkim, skutecznie uspokoić wyborców, że programy socjalne obecnego rządu nie są zagrożone. 500+ można modyfikować, ale trzeba je utrzymać. Dla młodzieży, która się kształci i podejmuje studia trzeba wręcz ten program wydłużyć, ale z pewnością nie jest on potrzebny dzieciom milionerów. Trzeba też zadbać o polską edukację, która znajduje się na ostrym wirażu, nie tylko zresztą z racji podwójnego rocznika. I o młodzież i o nauczycieli.
Trzeba też zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia; zwiększając wyraźnie liczbę kształconych lekarzy i pielęgniarek i likwidując kolejki do lekarzy specjalistów. A reformę trzeba zacząć od SORów. To tylko kilka problemów, które należy podjąć. Inne przedstawiłem Zespołowi Programowemu SLD.

Z pewnością do sukcesu lewicy nie wystarczy głoszenie haseł rewolucji kulturowo-obyczajowej.

- Nie żal ci, że ta walka o sejmowe mandaty obędzie się już bez Ciebie? Byłeś posłem pięciu kadencji, przez chwilę byłeś też eurodeputowanym…

- Sam widzisz, że byłem czynnym politykiem naprawdę długo. Może wystarczy. Jasne, trochę żal, ale to nie jest czarna rozpacz, mam swoje pasje, mam co w życiu robić, choć wierzę, że lewica zechce jeszcze z mojego doświadczenia skorzystać. Ale do tego nie muszę być posłem. A polskiej i śląskiej Lewicy życzę z całego serca - powodzenia!

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Dariusz Dyrda

Wywiad

ilustracja

Wierzę w ten Teatr

Rozmowa ze Sławkiem Żukowskim, reżyserem, aktorem, rysownikiem, malarzem, a nawet muzykiem!

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wio koniku

Przełom XIX i XX wieku to czas, kiedy rozwój cywilizacji bardzo przyspieszył. Mówimy  o nim w kontekście elektryczności, hut, samochodów, samolotów, chirurgii nawet. Tymczasem dla naszych górnośląskich przodków najważniejsze były być może zmiany, które zachodziły w transporcie… konnym. Ponieważ jednak najlepiej znam temat z okolic Mysłowic, będę operował przede wszystkim tutejszymi przykładami.

 

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląska oberiba!

Alka, Delikates Biała, Gabi czy Wiedeńska Biała - coś wam to mówi? No tak. A może po prostu…oberiba? Pewnie części nie trzeba już bardziej tłumaczyć. Tak proszę Państwa - dzisiaj biorę na warsztat kalarepę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

W Kamionce nie chcą szerokiej drogi

Plan zagospodarowania przestrzennego, który burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula pokazał mieszkańcom dzielnicy Kamionka – bardzo się im nie spodobał. Mało powiedziane, na spotkaniu 25 lipca było bardzo gorąco. Padały pod adresem burmistrza i planu gorące słowa. Najwięcej kontrowersji wzbudza szeroka ulica, prowadząca przez środek dzielnicy. Mieszkańcy nie wiedzą, czemu ma ona służyć, ale obawiają się, że stanie się drogą praktycznie tranzytową, a ich spokojna, cicha, wiejska w zasadzie dzielnica zmieni się nie do poznania.

więcej

Partnerzy