Wywiad

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

ilustracja

- Panie komendancie, prowadzicie teraz akcję Droga Pożarowa Drogą Życia. O co chodzi?
- To jest element szerszego zjawiska. Pojazdy straży pożarnej, ale i wszystkie inne uprzywilejowane, czyli przede wszystkim karetki i policyjne, są u nas
w sytuacji gorszej, niż innych europejskich krajach. Pozwoli pan, że zacytuję fragment ustawy: „Kierujący pojazdem uprzywilejowanym może, pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności, nie stosować się do przepisów o ruchu pojazdów”. Kluczowe są tu słowa „pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności”. W praktyce oznacza to, że tak naprawdę wcale  nie jest pojazdem uprzywilejowanym, bo musi ustąpić tym, którzy do przepisów się stosują, nie zauważając jadącej na sygnale straży czy karetki.
- Pan żartuje? Sam widziałem na niemieckiej autostradzie, jak auta robiły straży szeroki przejazd środkiem, a jeśli ktoś za mało zjechał na bok, pędzący strażacki wóz po prostu urywał lusterka!
- W Niemczech tak. U nas kierowca tego wozu odpowiadałby za wszystkie szkody. Dwa lata temu w Oświęcimiu pojazd straży z sygnałami dźwiękowymi i świetlnymi, już przejechał skrzyżowanie na czerwonym świetle, gdy w jego tylną oś uderzyło z boku auto jadące na zielonym. I policja uznała współwinę pani kierującej tym autem i strażaka. W Tychach też mieliśmy stłuczkę na skrzyżowaniu, i też była współwina. Tak
w praktyce wygląda uprzywilejowanie.
- Ale jednak widzimy, że kierowcy ustępują pierwszeństwa, też zjeżdżają na pobocze albo zostawiają w środku wolny pas dla pojazdów uprzywilejowanych. Choć zapewne nie wszyscy, bo coraz częściej widzi się ludzi ze słuchawkami na uszach. Oni sygnału nie usłyszą, więc jeśli nie mają też zwyczaju ciągłego zerkania w lusterka, nie będą wiedzieli, że jedziecie.
- Albo mają w aucie radio grające głośniej, niż decybele pojazdu uprzywilejowanego. Albo inne urządzenia elektroniczne. A my musimy zachować szczególną ostrożność, i jeśli on nas nie zauważył, bo ma słuchawki, dostosować się do tego, kto normalnie ma pierwszeństwo. Ale prawdą też jest, że liczni kierowcy nie wiedzą, jak się zachować. Na przykład teraz w Tychach, podczas remontu ulicy Oświęcimskiej. Jest tam bardzo wąsko, zjechać na bok, żeby zrobić miejsce, praktycznie nie ma gdzie.
- Prawdę powiedziawszy też nie wiedziałbym…
- Wtedy nie ma innego wyjścia, niż po prostu przyspieszyć na ile się da, aż się dojedzie do zatoczki czy innego miejsca, gdzie można zjechać aby przepuścić przejazd uprzywilejowany. Bo jeśli musi on jechać w kolumnie, bez możliwości wyprzedzenia czy wyminięcia, to dobrze, by ta kolumna jechała jak najszybciej.
- W sumie logiczne. Ale drogi pożarowe, których dotyczy wasza akcja, raczej nie mają skrzyżowań, nie są drogami ważnymi. Tak najczęściej oznakowane są miejsca na osiedlach.
- No właśnie, i miejsca te są regularnie blokowane przez parkujące samochody. Taki kierowca pewnie uważa, że przecież nie co dzień się coś pali, więc cóż się stanie, jak zaparkuje. Zazwyczaj nic się nie stanie, ale mamy udokumentowaną na filmie naszą akcję na jednym z tyskich osiedli, podczas której musieliśmy rozwijać dziesiątki metrów węży, bo droga pożarowa była kompletnie zablokowana przez parkujące auta. Będziemy go w tej akcji promocyjnej używać, żeby pokazać – głównie w internecie – o co chodzi.
- A tak zwyczajnie staranować takiego auta nie możecie?
- Mamy do tego dokładnie takie samo prawo, jak pan, czyli żadnego. Jedyna możliwość to podnośniki na rolkach, którymi możemy taki pojazd przestawić. Ale to oznacza czas, a w naszych akcjach, podobnie jak
w przypadku pogotowia ratunkowego, liczy się każda minuta, jeśli nie każda sekunda. Na szczęście ludzie – także dzięki akcjom informacyjnym - to coraz lepiej rozumieją.
I na szczęście zmieniły się przepisy.
- To znaczy?
- Większość dróg pożarowych leży na terenie dróg wewnętrznych, należących do spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych. Do niedawna policja czy Straż Miejska nie mogły tam interweniować. Teraz mogą na takiego kierowcę nałożyć mandat, do 500 złotych lub w szczególnych przypadkach pojazd taki może zostać odholowany. No i sami mieszkańcy coraz częściej dzwonią, że ktoś zatarasował drogę pożarową. Wyższa świadomość plus mandaty dla lekceważących oznakowanie powoduje, że sytuacje blokowania dróg pożarowych są coraz rzadsze, ale wciąż są.
- Za nami Dzień Strażaka, który przypada w św. Floriana, 4 maja. To dobra okazja, żeby zapytać o kondycję polskiej, śląskiej, tyskiej straży pożarnej. Jak, chociażby sprzętowo, wyglądamy na tle innych państw europejskich?
- Na pewno nie mamy się czego wstydzić. Nie dorównujemy sprzętowo Niemcom czy Austriakom, ale oni od dobrych stu lat są ścisłą światową czołówką, jednak na tle wielu wyżej rozwiniętych państw nie wypadamy w tej dziedzinie gorzej. Choć na przykład Czesi wprowadzają lepsze, w moim odczuciu, rozwiązania organizacyjne. A jeśli chodzi o wyszkolenie, większość europejskich państw może się od naszych strażaków uczyć. Wracając zaś do sprzętu, to że mamy nowoczesny, w ogromnym stopniu zawdzięczamy samorządom. Tyska komenda zawdzięcza to właśnie miastu Tychy oraz, w mniejszym stopniu powiatowi bieruńsko-lędzińskiemu. W mniejszym stopniu nie z braku chęci, tylko jest on po prostu od Tychów biedniejszy, ale starosta Bernard  Bednorz, tak samo jak tyski prezydent Andrzej Dziuba, rozumie rolę społeczną, jaką pełni straż pożarna. Dzięki Tychom mamy właśnie przetarg na 42 metrową drabinę, która przez kilka dziesięcioleci zabezpieczy całe miasto i okolice, bo wyższych jest zaledwie kilka tyskich wieżowców.
- A co jak one się zapalą na samej górze?
- Będziemy ściągać 66-metrowy podnośnik z Katowic albo Chorzowa, a do tego czasu prowadzić akcję od dołu i wykorzystywać dostępne techniki alpinistyczne. Ostatnio dostaliśmy też od samorządu samochód, którego oficjalne przekazanie nastąpi 14 maja.
- Ale to akurat auto osobowe. Do czego taki pojazd w straży służy?
- Czasem do akcji trzeba dowieźć dodatkowy zastęp strażaków czy jakiś specjalistyczny sprzęt. Szybciej i taniej autem osobowym, niż dużym wozem bojowym.
- To ostatnie pytanie, sprawa ważna w całej budżetówce. Kiedy strajk strażaków o lepsze płace, bo pewnie też nie jesteście ze swoich zadowoleni?
- Nie jesteśmy, a najlepszy dowód, że w ostatnim czasie musieliśmy przeprowadzić aż cztery postępowania rekrutacyjne, by znaleźć czterech chętnych do służby
w straży. Bo zarabiamy mniej choćby od policji. Ale strażacy brali udział we wspólnym proteście służb mundurowych, bo nie  był to tylko protest policji, jak można było odnieść wrażenie z mediów,
i wynegocjowane tam podwyżki się pojawiły. Może  nie  zadowalają, ale lepszy rydz, niż nic.
- Więc życzę kolejnych sukcesów i dziękuję za rozmowę.
- Ja też i zapraszam ponownie. Ciekawych tematów u nas jest sporo.

Rozmawiał Dariusz DYRDA

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy