Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że dzieci nieszczepione nie powinny być przyjmowane do szkół i przedszkoli?

Wywiad

Trudniej o plan, trudniej o aktorów

Rozmowa z Józefem Kłykiem

ilustracja

- Podoba się panu ta książka?
- Zdecydowanie tak, bo jest utrzymana w konwencji filmu, ekranu, czyli tego, o czym opowiada. Czerń, biel, bo przecież pierwsze moje filmy były czarno-białe.
- Józef Kłyk jest uważany za filmowy fenomen. Od pięćdziesięciu lat kręci amatorskie filmy fabularne. Nie wiem, czy jest ktoś drugi na świecie…
-Gdy była u mnie amerykańska telewizja, to twierdzili, że sprawdzali i drugiego takiego wariata nie ma. Puściłem im na ekranie, z taśmy filmowej, nakręconego
w 1967 roku Chaplina. Myśmy wtedy taśmy nie montowali, tylko precyzyjne przemyślane ujęcie, stop-klatka. I następne ujęcie. Oni ten film nagrywali z ekranu, a kilka lat później dowiedziałem się… że
w Europie odkryto nieznany dotychczas film Charlie Chaplina. Trudno o większy komplement dla17-letniego synka z Bojszów.
- Potem pojawiły się śląskie westerny…
- Tak. Na początku lat 70. tuż po wojsku, dowiedziałem się że w tym westernowym Texasie są śląskie osady. A że western mnie zawsze fascynował, to wziąłem się za niego. Pierwszy był Napad na dyliżans.
- Łatwo było znaleźć aktorów do tych pierwszych filmów. Teraz Kłyk jest z westernów znany, ale wtedy?
- Wtedy było łatwiej. Dziś każdy nakręca filmiki komórką, kręcimy wesela, komunie, wszystko, a w latach 70. jedyną okazją dla Bojszowioka, aby zostać uwiecznionym na filmie, było zagranie u Kłyka. Garnęli się. A czasem zaganiałem…
- Jak to zaganiałem?
- A tak to! Gdy niedawno z bojszowską młodzieżą oglądałem moje pierwsze westerny, byli pod wrażeniem choćby bójek. Mówili, że oni je teraz na filmie pozorują, a tamto wygląda na autentyczne mordobicie. Wygląda, bo to było autentyczne mordobicie. W naszej gospodzie podpite chachary robiły chaje. Więc jednego dnia im mówię, że jeśli pobiją się nie w gospodzie, ale u mnie na planie filmowym, to nie tylko milicja nie przyjedzie, nie będą ukarani kolegium, ale jeszcze wypiją na koszt filmu. I zostaną artystami. Rozochocili się i lali na całego. A że byli przy tym już wypici, mówiąc po naszemu łożarci, to scena jest bardzo autentyczna. Jak wiele innych.
- A inni aktorzy? Bo przecież nikomu za granie nie płacono.
- Bardzo pomocny był Alojz Lysko, gdy powiedział słowo, to licznie zjawiał się, z dziećmi, wnukami, jego zespół Bojszowianie. A potem Bojszowy pokochały moje filmy,
i tak, jak początkowo prosiłem się na przykład o jednego, dwa konie do zdjęć, to potem na jedno słowo zjawiało się dwadzieścia. Bo każdy chciał pokazać, że jego koń jest ładniejszy niż ten, który był
w poprzednim filmie. Ale teraz gospodorze koni już nie mają, więc trzeba ich szukać po stadninach.
- Czyli przy rozwoju techniki trudniej kręcić amatorskie filmy fabularne?
-W sumie trudniej. Choćby kwestia planów filmowych. Czterdzieści lat temu na bojszowskich łąkach w Jedlinie mogliśmy mieć prerię. A teraz? Z jednej strony na horyzoncie majaczy szyb kopalni Piast, z drugiej Czeczott, a przez sam środek idzie linia wysokiego napięcia. Ciężko już znaleźć plener, który może udawać XIX-wieczny Texas. Jeszcze ciężej o budynki.
W Jedlinie był zamek z kolumnami przypominający rezydencje bogaczy z południowych stanów USA, były karczmy i inne budynki z XIX wieku, które oddawały klimat. Teraz albo ich nie ma, albo są otoczone nowymi willami. Nie ma wsi, jest dzielnica willowa.
- Czy to oznacza, że Józef Kłyk zawiesił kamerę na kołku?
- Tego nie powiedziałem. Mój ostatni western, sprzed czterech lat, to Śląski Szeryf. On jest niedopowiedziany, więc myślę nad drugą częścią. W pierwszej szeryf rozprawia się z meksykańską bandą, ale jeden bandyta zdołał uciec. Więc w drugiej, gdy on akurat opowiada o swoich dawnych przewagach, tamten może wrócić z nową bandą, by załatwić znienawidzonego szeryfa… Przy czym ja jestem filmowiec-amator, zazwyczaj nie mam zupełnie gotowego scenariusza, czasem film „robi się sam” i akcja nagle skręca w inną stronę, niż zakładałem. Ale western ma proste zasady. Musi być czarny charakter i biały charakter, walczą, najlepiej jak czarny charakter zginie, a ten dobry odjeżdża o zachodzie słońca na koniu, ale jest nadzieja, że gdy znów zapanuje bezprawie, to wróci. Za to kochamy westerny.
- No tak. Nie żebym się wpraszał, ale gdyby tych westernowych aktorów brakowało, to ja chętnie. Bo filmy Kłyka są już na tyle sławne, jako filmowy fenomen, że zagrać w nich, choćby epizodyczną rolę, to jest zaszczyt! Konno jeździć umiem.
- Jeśli zacznę kręcić, zadzwonię! Ale uprzedzam, to będzie szwarccharakter, bo był taki westernowy amerykański aktor, grający zawsze właśnie tych złych, do którego jest pan podobny.
- Czyli przyjdzie mi zginąć z ręki dobrego szeryfa w bojszowskim Texasie. Byle to nie było tak autentyczne, jak to mordobicie…
- Postaram się.
 
Rozmawiał Dariusz DYRDA

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bażant dla każdego

Kiedyś podawany jako rarytas przeszedł długą i trudną drogę kulinarną, żeby po wielu latach znów wrócić do naszego menu. Znów jako rarytas. Zdaję sobie sprawę z tego, że bażant traktowany jest jako zbyt wyrafinowany, trudno dostępny i drogi przysmak – usłyszałam nawet, że wręcz „pretensjonalny”. To nie jest do końca prawda, choć znając jego losy (ostatnie sto lat omal nie skończyło się dla niego tragicznie) podejrzewam, dlaczego myślimy o bażancie jakby dalej chadzał wyłącznie po sarmackich stołach. Skoro mamy dostęp do kawioru, możemy w każdej chwili skoczyć na sushi lub ramen, albo w formie ciekawostki spróbować strusiny w praktycznie każdym większym mieście, to uwierzcie – bażant nie będzie już takim wyzwaniem.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Każdy obcy to wróg - niebezpieczne dzielnice

W każdym mieście mieszkaniec może wskazać miejsce grozy, gdzie strach spacerować gdy zgasną ostatnie promienie słońca. Nie inaczej jest na Śląsku. Powodów z których do niektórych miejsc śląskich miast przylgnęła łatka dzielnic grozy jest wiele, począwszy od biedy, częstych libacji alkoholowych, a na wysokim odsetku przestępstw kończąc. W niektórych miastach przyczyniły się do tego makabryczne wydarzenia, które po czasie urosły do wielkości legend miejskich, skutecznie odstraszających mieszkańców. Czasem by zebrać baty wystarczy być „obcym” na dzielnicy, wiec jak się nikogo tam nie zna, lub nie idzie się w konkretnym zamiarem odwiedzanie kogoś, lepiej się tam nie zapuszczać. A jak wygląda dziś sytuacja w miejscach grozy oraz gdzie się znajdują? Czy miasta starają się zmienić wizerunek tych miejsc?

więcej

Partnerzy