Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy takie zdarzenia, jak ostatnia wichura, bardzo ci się dają we znaki?

Wynik głosowania:

75%
0%
25%
 
Tak! Wtedy uświadamiam sobie, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od elektryczności
 
Nie, bo jak powiedziała pewna blondynka: sorry, taki mamy klimat
 
Ja tam wiem że była wichura tylko z internetu.

Wywiad

Gra każdy, wygrywają najlepsi

Rozmowa z Krzysztofem Kołodziejczykiem, wiceprezesem Polskiego Związku Skata i prezesem okręgu tyskiego

ilustracja

- Niebawem jedziesz na kolejne mistrzostwa Europy. Umiesz policzyć które?
- Trwałoby to. Regularnie jeżdżę na mistrzostwa świata i Europy od dobrych 20 lat. Niektóre bywały poza naszym kontynentem, na przykład w Kapsztadzie, czyli na samym południu Afryki.
- No właśnie, i to mnie zdumiewa. Bo o ile szachiści, brydżyści jeżdżą na koszt federacji, to wy na własny. To spory wydatek. Czy więc nie jest tak, że nie jadą najlepsi, tylko ci, których stać?
- Po części tak, ale na przykład na Champions League związek wyjazd dofinansowuje. Tam jadą ci najlepsi. A w otwartych mistrzostwach Europy czy świata może wziąć udział każdy, kto opłaci wpisowe. Z jednej strony niby drogo, bo tegoroczne mistrzostwa Europy to 1100 euro. Z drugiej strony mamy je na ekskluzywnym statku pasażerskim, który z prawie 4000 skatowych pasażerów przez 11 dni kursuje między Hiszpanią a Włochami, zawijając do kilku portów, między innymi Rzymu. Dwie osoby mogą zabrać ze sobą za darmo dwoje dzieci do lat 17. I ta druga dorosła też wcale nie musi być zawodnikiem. Ba, znam przypadek, gdy jeden zawodnik jedzie z kilkoma swoimi kibicami, a tak naprawdę rodziną. Więc jeśli dwoje dorosłych i dwoje dzieci może jechać na piękne 11-dniowe wakacje na statku ze niespełna 9000 złotych, to mamy ofertę korzystniejszą, niż większość tego, co proponują biura podróży.
- Ale czy to trochę nie wypacza sensu sportowej rywalizacji?
- Chyba nie. Po pierwsze jest to świetna promocja i popularyzacja naszej gry, po drugie realizacja marzeń. Mam zamożnego znajomego, który graczem jest przeciętnym, ale z jaką dumą opowiada, że grał na mistrzostwach świata i Europy. Tacy jak ja, a tym bardziej mój brat, walczymy o jak najwyższe miejsce, o medale, dla niego frajdą jest sam udział. A na koniec na podium, a nawet w pierwszej setce są tylko ci, którzy naprawdę grają na wysokim wyczynowym poziomie.
- Zmieńmy nieco temat. Czy poza Śląskiem, Wielkopolską, Pomorzem, ktoś w Polsce w skata grywa?
- „Ktoś" to właściwe słowo. Ale to najczęściej ci, którzy w naszym regionie mieszkali przynajmniej kilka lat. Pracowali u nas, choćby na kopalniach. Potem wrócili w rodzinne strony i jeśli znaleźli tam kilku podobnych, to między sobą grywają. Znam kółko towarzyskie w Warszawie, które grywa. Wywołując zresztą zdumienie znajomych takie, jakby na przykład uprawiali praktyki voodoo.
- A u nas. Młodzi się garną?
- Jeśli się ich umie zachęcić, to tak. Mój klub nazywa się OSP Lędziny, bo naszą siedzibą jest strażacka remiza. I ci młodzi, a jest ich sporo, którzy wstępują do OSP, często załapują też skatowego bakcyla. Dla odmiany
w Tychach kilka klubów ma swoje siedziby w piwiarniach, i tam im młody narybek znaleźć trudno. Ale prawda jest też taka, że w klubach i na turniejach zjawia się mnóstwo ludzi, którzy zasady gry znają od dziesięcioleci, ale mieli pracę, rodzinę i czasu na grę brakowało. Teraz, gdy dzieci są na swoim, a oni albo już na emeryturze, albo pod koniec zawodowej kariery, wracają do tej pasji. Nie każdy, komu trochę nudzi się w domu, musi od razu wędkować. Niektórzy wybierają rozrywkę intelektualną z nutką hazardu, którą jest skat.
- No to miłej rozrywki.•   

 Rozmawiał  Dariusz DYRDA

 

Wywiad

ilustracja

Gra każdy, wygrywają najlepsi

Rozmowa z Krzysztofem Kołodziejczykiem, wiceprezesem Polskiego Związku Skata i prezesem okręgu tyskiego

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

1945 na Śląsku

Zbrodnia, która zaczęła się 27 stycznia

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Pieprzne tematy

Stoi na stole w specjalnym, dedykowanym przyprawniku - zawsze na straży, zawsze pod ręką. Tak się do niego przyzwyczailiśmy, że przy gotowaniu nawet nie wymieniamy go jako składnika – przecież to jasne jak słońce, że do każdego mięsa, zupy, pierogów, czy choćby jajecznicy koniecznie trzeba dodać pieprz i sól. Chociaż... od tego drugiego staramy się odchodzić, nie przesalać, bo to niezdrowe. A pieprz? Zmieniają się mody na diety i alergie, ale to jedno póki co zostaje niezmienione: pieprzą weganie, wegetarianie, bezglutenowcy i mięsożercy. Bo przepieprzenie grozi co najwyżej kichaniem, więc... czemu nie?

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Kolejowe obiecanki - cacanki

Od kilku lat PKP opowiadała nam, jak to będzie rewitalizować zlikwidowane przed laty połączenia kolejowe. Na przykład z Orzesza przez Tychy do Bierunia i Oświęcimia. Teraz okazuje się, że obiecanki cacanki a głupiemu radość.

więcej

Partnerzy