Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że dzieci nieszczepione nie powinny być przyjmowane do szkół i przedszkoli?

Wywiad

Zaczęło się od zawstydzenia

 Rozmowa z Marią Skołożyńską- założycielką akcji „Podziel się posiłkiem z bezdomnym”

ilustracja

- Także w Tychach działa stworzona przez panią inicjatywa.  A w Mysłowicach, w Mikołowie?
- Akurat w tych  miastach nie. Jeśli jednak chodzi o Górny Śląsk, a dokładnie aglomerację śląsko-zagłębiowską, to jesteśmy tu  bardzo aktywni, inicjatywa przyjęła się świetnie. Działamy tu w 11 miastach. W Tychach w te święta i tuż po nich mieliśmy 10 wyjazdów po jedzenie do domów, a w całej aglomeracji 146.
- Inicjatywa społeczna „Podziel  się jedzeniem z bezdomnym” to stosunkowo nowa rzecz. O co w tym chodzi?  
- W dużym skrócie chodzi o to by podzielić się tym, czego mamy w nadmiarze po świętach czyli jedzeniem. Większość z nas na święta zaopatrza się w nadmiarze w artykuły spożywcze, gotuje zbyt wiele potraw, których potem nie jest w stanie przejeść, a przecież jest również wielu innych ludzi którym tego brakuje, na przykład bezdomni czy ubodzy. Pokazujemy, że jedzenie które z takim zapałem przygotowywaliśmy a koniec końców nam zostało, nie musi potem trafiać do koszy na śmieci.
- A jak Pani wpadła na taki pomysł?
- Zaczęło się od zawstydzenia. Była  Wielkanoc, w 2015 roku. Pojechałam po kwiaty dla mojej babci na Halę Kwiatową w Warszawie. Gdy już kupiłam kwiaty i miałam odjechać, w okno samochodu zapukał mężczyzna. Bezdomny mężczyzna. Poprosił mnie o 2 złote. Powiedziałam, że pieniędzy mu nie dam, ale możemy razem pójść do sklepu i kupie mu coś do jedzenie. Już w sklepie mężczyzna zdradził mi, że o niczym innym nie marzy tak bardzo, jak o jajkach na twardo. Zaproponowałam mu, aby wziął sobie jajka, a ja za nie zapłacę. Mężczyzna wtedy zawstydził mnie mówiąc, że on nie ma gdzie tych jajek ugotować. I to chyba był ten moment, który sprawił, że zrobiłam pierwszy krok, by stworzyć taką inicjatywę, ale wtedy jeszcze nie myślałam
o zasięgu krajowym. Postanowiłam, że pojadę do domu mojej babci i ugotuje jajka na twardo. Gdy gotowałam jajka, kontem oka zerkałam na Wielkanocny stół, przygotowany przez babcie. Oczywiście wszystkiego było za dużo. Nas jest tylko sześcioro,
a stół wyglądał, jakby miała się do nas zjechać wielka rodzina z całego kraju. I wtedy to, właśnie wtedy, podczas gotowania tych jajek, zdecydowałam o zrobieniu akcji na fb. A dla spotkanego rano bezdomnego postanowiłam zabrać nie tylko jego wymarzone jajka na twardo, ale też inne rzeczy które zostały po Wielkanocnym śniadaniu. Zawiozłam mu po południu całkiem sporą wałówkę. Po powrocie stworzyłam tego posta na facebooku, w którego treści było pytanie, czy ktoś ma do oddania jakieś jedzenie, które zostało mu po świętach. Nie spodziewałam się dużego odzewu. Miałam wtedy około 300 znajomych na portalu i gdy późnym wieczorem zobaczyłam, że jest aż dziewięć udostępnień tej wiadomości, myślałam że świetnie mi poszło. Następnego dnia doznałam szoku, gdyż udostępnień było około 500, a do mnie zaczynają dzwonić obcy mi ludzie z Warszawy, którzy chcą oddać jedzenie. Wsiadłam do auta i zaczęłam jeździć po mieście odbierając jedzenie i zawozić je potrzebującym pod hale w centrum.
- Początek tej historii jest dosyć banalny, bo przecież każdego z nas chociaż raz zaczepił bezdomny. Ale finał i to co z tej historii wynikło, jest wręcz niesamowite. Pani, a teraz już wasza inicjatywa ma już ponad trzy lata. Jak to wygląda dzisiaj?
- Dzisiaj to działamy nie tylko w Warszawie, ale praktycznie w całej Polsce. W tegorocznym okresie świąt Bożego Narodzenia około 1500 darczyńców zdecydowało się oddać nam jedzenie. Mamy około 500 kierowców - wolontariuszy którzy w okresie 26-28 grudnia, zdecydowali się poświęcić swój, czas aby odebrać jedzenie, a następnie przywieźć je do jadłodajni i ośrodków które pomagają ludziom bezdomnym i ubogim. To duży postęp i myślę, że takie działanie też zmienia świadomość ludzi żyjących
w Polsce.
- Zmiana świadomości? Mogę zapytać w jakim sensie?
Wie pani, tradycje ciężko jest zmienić, szczególnie te które tyczą się świąt. Na święta ma być dużo, ważne żeby niczego nie brakło. I kończy się to tak. że  wszystkiego jest o dużo za dużo.
I tu pojawia się problem, co zrobić z nadwyżką jedzenia. Zazwyczaj cześć można zamrozić, o części zapominamy i w konsekwencji się psuje, gdzieś na tyłach lodówki. Większość z nas po prostu wyrzuca to, co zostało, gdy już sami stwierdzamy, że nie damy rady tego zjeść zanim się zepsuje. My wychodzimy ludziom naprzeciw, pokazując że można inaczej. Ja głęboko wierze w to, że ludzie chcą pomagać, tylko czasem trzeba im pokazać jak. My stworzyliśmy taką perspektywę, która chyba się przyjęła. Największy wzrost zainteresowania obserwujemy w Warszawie, Krakowie, Łodzi ale mamy sygnały na przykład z Radomska, że jest lepiej niż było w poprzednich latach. Ostatnio też coraz częściej słyszę głosy: „mniej kupuje i mniej gotuje”, wiec jest to zmiana na plus na pewno. A nawet gdy nam coś zostanie, to już inni wiedzą, że można to jedzenie po prostu oddać. W końcu w święta nikt nie powinien być głodny.
- Na pewno inicjatywa „Podziel się” rozwiązuje dylemat co zrobić z jedzeniem. O ile się orientuje, najprężniej działacie w okresie zaraz po świętach, gdy tego jedzenia jest bardzo dużo, ale nie wiem czy też Pani zaobserwowała taki wzrost kupowania produktów spożywczych poza tym okresem. Wydaje mi się, że kiedyś to z pełnym koszykiem to wyjeżdżało się tylko przed świętami, teraz ten obraz w supermarketach jest bardzo pospolity. Zwłaszcza, gdy w  niedziele mają być zamknięte. Sklep zamykają na jeden dzień, a ludzie mają zakupy, jakby na miesiąc głodu.
- Myślę, że to jest związane z mentalnością ludzi którzy teraz żyją. Stajemy się w istocie społeczeństwem konsumenckim i konsumpcyjnym - gdzie lepiej jest coś kupić, coś posiadać. Ale myślę że mają na to wpływ też inne rzeczy. Na przykład, że opakowania produktów o większej gramaturze wychodzą taniej, niż takie mniejsze albo że papryka, pomidory są pakowana po cztery sztuki. Spójrzmy na rozmiary lodówek w naszych domach. Są ogromne! Zazwyczaj mają wysokość 170 centymetrów i taką powierzchnie trzeba przecież zapełnić, jak tak położymy paczkę szynki, żółtego sera czy pomidora, to wygląda tak jakby była totalnie pusta. A przecież dziennie potrzebujemy niewiele więcej, tym bardziej że ludzie odchodzą od tworzenia rodzin wielodzietnych. A dla mamy, taty i jednego dziecka taka ilość
w zupełności wystarczy.  Ponadto mam też swoją własną teorię ale do takich wniosków doszłam po rozmowach z wieloma ludźmi którzy żyli w czasie wojny lub zaraz po niej.
- Co to za teoria?
- Nie jest to żadna naukowa teoria, raczej takie wnioski, przemyślenia. No bo przecież kiedyś nie było takiego łatwego dostępu do towaru, nie było takiej różnorodności asortymentu. Wielu ludzi cierpiało głód, a nie ma chyba nic gorszego niż głód czy śmierć głodowa. Jeśli udowodniono, że mysz może dziedziczyć wspomnienia po matce, to może można też odziedziczyć traumę? Może te kompulsywne czasem, niczym nieuzasadnione wydawanie i kupowanie jest spowodowane tą traumą po czasie, w którym praktycznie nie było nic. Te przysłowiowe puste półki lat osiemdziesiątych, a na nich tylko ocet. Ostatnio właśnie nad tym się zastanawiałam.
- Warte przemyślenia. Mam jeszcze pytanie, co jest waszym największym problemem?
- Mamy kierowców, którzy są zawsze gotowi, by odebrać jedzenie od darczyńców. Niestety nie jesteśmy ani firmą ani też fundacją, wiec czasem brakuje ludzi, aby zorganizować wolontariat i znaleźć miejsca, gdzie zawieźć jedzenie celem przechowania. Nie jest tak prosto odbierać i wykonywać setki telefonów dziennie. Ludzie którzy współorganizują tę inicjatywę, dają z siebie wszystko i co roku jest nas więcej, ale czasem po prostu brakuje czasu. Wiec też jeśli mogę, przy okazji wywiadu apeluję, by wszyscy ci który mogą oddać, lub też przyjąć, świeżo zrobione domowe jedzenie, odezwali się do nas, byśmy mogli organizować punkty również w innych miejscach. Wolontariuszy też zapraszamy. Nie chodzi o to, by być stale do naszej dyspozycji, ale przy takich okazjach jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc każdy dysponujący samochodem i mający choć kilka godzin czasu, jest bardzo ważny. •   

 Rozmawiała  Karolina GĄSIOR

 

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bażant dla każdego

Kiedyś podawany jako rarytas przeszedł długą i trudną drogę kulinarną, żeby po wielu latach znów wrócić do naszego menu. Znów jako rarytas. Zdaję sobie sprawę z tego, że bażant traktowany jest jako zbyt wyrafinowany, trudno dostępny i drogi przysmak – usłyszałam nawet, że wręcz „pretensjonalny”. To nie jest do końca prawda, choć znając jego losy (ostatnie sto lat omal nie skończyło się dla niego tragicznie) podejrzewam, dlaczego myślimy o bażancie jakby dalej chadzał wyłącznie po sarmackich stołach. Skoro mamy dostęp do kawioru, możemy w każdej chwili skoczyć na sushi lub ramen, albo w formie ciekawostki spróbować strusiny w praktycznie każdym większym mieście, to uwierzcie – bażant nie będzie już takim wyzwaniem.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Każdy obcy to wróg - niebezpieczne dzielnice

W każdym mieście mieszkaniec może wskazać miejsce grozy, gdzie strach spacerować gdy zgasną ostatnie promienie słońca. Nie inaczej jest na Śląsku. Powodów z których do niektórych miejsc śląskich miast przylgnęła łatka dzielnic grozy jest wiele, począwszy od biedy, częstych libacji alkoholowych, a na wysokim odsetku przestępstw kończąc. W niektórych miastach przyczyniły się do tego makabryczne wydarzenia, które po czasie urosły do wielkości legend miejskich, skutecznie odstraszających mieszkańców. Czasem by zebrać baty wystarczy być „obcym” na dzielnicy, wiec jak się nikogo tam nie zna, lub nie idzie się w konkretnym zamiarem odwiedzanie kogoś, lepiej się tam nie zapuszczać. A jak wygląda dziś sytuacja w miejscach grozy oraz gdzie się znajdują? Czy miasta starają się zmienić wizerunek tych miejsc?

więcej

Partnerzy