Sondaż publiczny

Czy uważasz, że ze smogiem, który znów się zaczyna, uporamy się:

Wywiad

Niezbędny kwiatek do kożucha

Rozmowa z, nauczycielem, pisarzem, propagatorem edukacji regionalnej

ilustracja

Polski system edukacji kompletnie pomija sprawy regionalne. W efekcie nasze dzieci ucząc się o wielkich odkryciach i wynalazkach przez całe 12 lat szkoły nie dowiadują się, że jednego z największych wynalazków w dziejach przemysłu dokonano w Tychach i na Wesołej, nie wiedzą, że Śląsk wydał kilkunastu noblistów – z fizyki, chemii, medycyny, literatury. Uczą się o Mickiewiczu z Litwy i Słowackim
z Ukrainy, a nie wiedzą, że poeta romantyzmu tej samej klasy urodził się raptem 60 kilometrów od Mikołowa i na naszej Ziemi też tworzył. Można wymieniać tak długo. Nauczanie tej tematyki zakłada edukacja regionalna – ale przebija się ona do szkół z największym trudem. O tym rozmawiamy z Marcinem Melonem, tyskim nauczycielem, twórcą autorskiego programu edukacji regionalnej.

- Rozpoczął się kolejny rok szkolny. Jaki będzie dla edukacji regionalnej?
- Zabrzmi to pesymistycznie, ale będzie to kolejny rok, w którym następny rocznik śląskich nastolatków opuści system edukacji, nie wiedząc zupełnie nic
o miejscu, w którym żyją.
- Jest aż tak źle?
- Ostatnie miarodajne badania wykazały, że 90 procent uczniów nie umie wymienić ani jednej postaci czy wydarzenia z dziejów regionu. Do tego dochodzi brak znajomości śląskiego etnolektu (mowy śląskiej, języka, gwary, zwał jak zwał – przyp. red.)
i kultury regionu.
- Przecież samorządowcy deklarują, że rozumieją wagę edukacji regionalnej.
- To prawda. Każdy oficjalnie przyznaje, że to istotne. W skali 0-10 może nawet „aż” trójka? Bo przecież jest mnóstwo spraw podobno ważniejszych. „Fajnie, by dzieciak wiedział, gdzie mieszka  i znał trochę słów po śląsku, ale bez przesady…” Tymczasem edukację regionalną powinno traktować się jako podstawowe narzędzie do przeciwdziałania depopulacji.
- To znaczy?
- Badania naukowe z całego świata wskazują, że im więcej wiemy o regionie, w którym mieszkamy, tym staje się on nam bliższy. Nie jest już miejscem na ziemi, w którym przyszło nam żyć, tylko naszym miejscem na ziemi. Dziś najczęściej jedynym z czym utożsamia się lokalnie młody chłopak, to miejscowy klub sportowy, GKS Tychy czy katowicka „Gieksa”. Dziewczyna nie ma nawet tego. I to utożsamienie, dumę z własnego regionu, powinna wzbudzić wiedza
o regionie, wyniesiona ze szkoły. Polskiej szkole idzie to całkiem dobrze, jeśli chodzi o rozbudzanie polskiego patriotyzmu, ale znacznie gorzej z patriotyzmem lokalnym. Jeśli wykształcimy wśród najmłodszych to poczucie zakorzenienia, tę więź emocjonalną z regionem, za kilka lat będą mniej skłonni migrować w poszukiwaniu pracy do Warszawy, Londynu czy Nowego Jorku. Część z nich pomoże rozwijać regionalną turystykę, część będzie twórcami, a inni odbiorcami sztuki tworzonej po śląsku. Inwestowanie dziś w uczenie
o regionie może nas w przyszłości ocalić od kluczowych problemów demograficznych a więc i gospodarczych.
- Czy edukować o regionie można równie dobrze w każdej śląskiej szkole?
- Teoretycznie to obowiązek każdej szkoły. I oczywiście nie ma żadnych formalnych przeszkód. Ale jest też proza życia, która uczy, że wielu dyrektorów traktuje edukację regionalną jako przysłowiowy kwiatek do kożucha. Zrobią raz w roku akademię barbórkową i mają odhaczony ten punkt w kolejnym sprawozdaniu. No i nauczyciele… Wielu nie czuje tematu, inni czują, ale otwarcie przyznają, że nie wiedzą jak atrakcyjnie
i skutecznie uczyć o Śląsku. Nie mają dostępu do materiałów dydaktycznych, nie czują wsparcia organów prowadzących szkoły.
- W pana szkole też to tak wygląda?
- Na szczęście nie. Uczciwie mogę stwierdzić, że szkoła, w której pracuję – Szkoła Podstawowa z Oddziałami Dwujęzycznymi nr 37 im. Makuszyńskiego w Tychach – realizuje edukację regionalną w sposób modelowy. Nie tylko dlatego, że mamy na koncie zwycięstwo w kuratoryjnej olimpiadzie wiedzy o regionie i licznych konkursach godki.
I nie tylko dlatego, że jesteśmy pomysłodawcami i organizatorami – od dwóch lat we współpracy z Muzeum Miejskim w Tychach – Wojewódzkiego Konkursu „Silesia Incognita”. Wspominam o tym ze szczególną dumą, bo to ogromna impreza, w ubiegłorocznej edycji udział wzięło ponad sto drużyn z całego Śląska.
Przede wszystkim jednak mamy szczęście, bo nasza dyrekcja świetnie rozumie jak istotne jest poczucie regionalnego zakorzenienia dla rozwoju młodego człowieka. Do tego mamy grupę nauczycieli-pasjonatów, którzy kochają swoją Małą Ojczyznę
i skutecznie zarażają uczniów swoją pasją. Dodam: uczniów w każdym wieku, od najmłodszych do najstarszych.
- W innych szkołach nie ma takich nauczycieli?
- Nawet jeśli są, to nie umieją się przebić, nie mają właśnie tego pomysłu, jak o Śląsku robić to ciekawie. Choć na przykład w mysłowickiej dzielnicy Kosztowy świetnie robi to Tomasz Wrona. No ale to człowiek, który potrafi przyjść na zajęcia
w śląskim stroju regionalnym. Nosi go zresztą często i on, i jego rodzina. W południowych dzielnicach Katowic jest Tomek Świdergał, który dla odmiany stworzył średniowieczną grupę rekonstrukcyjną, a chłopcy  zawsze chętnie popatrzą z bliska na zbroje i miecze, dziewczyny na strój szlachcianki czy mieszczki, który normalnie widują tylko w filmach czy grach komputerowych. Trudno jednak wymagać, by każdy nauczyciel tworzył takie rekwizyty. On powinien mieć przygotowane narzędzia do realizacji programu nauczania. Tak, jak jest to w przypadku każdego innego przedmiotu szkolnego.
- Wspomniał Pan o ponad setce drużyn, które wzięły udział w konkursie „Silesia Incognita”. Chyba więc nie jest aż tak źle?
- To była duża i spektakularna impreza, z finałem zorganizowanym na tyskim Stadionie Miejskim i atrakcyjnymi nagrodami. Obserwując tych młodych ludzi związanych ze swoją Małą Ojczyzną, nie mieliśmy wątpliwości, że
w przyszłości będą odpowiedzialnymi gospodarzami naszego regionu. Nie możemy jednak zapominać, że to tylko niewielki procent, podczas gdy dla większości Śląsk pozostaje tytułową „ziemią nieznaną”.
- Co by się musiało zatem zmienić?
- Mentalność decydentów. Tymczasem rządzące nami partie ogólnopolskie od lat lekceważą ten temat. Jedyne nadzieje możemy wiązać z regionalistami, którzy ostatnio, z coraz lepszymi wynikami, rzucają rękawicę centralistom. Cieszy mnie to, że coraz więcej gmin – jak choćby Rybnik czy Mysłowice – w ostatnim czasie postanowiło zainwestować w świadomość regionalną swoich najmłodszych mieszkańców.
Mentalności decydentów zmienić nie możemy, możemy ewentualnie zmienić decydentów. Ale możemy też zmienić swoją własną mentalność. Pozbyć się kompleksów i mówić z dumą o tym w jakim niezwykłym miejscu mieszkamy. Promować lokalne
i regionalne atrakcje turystyczne, nie wstydzić się śląskiej godki. I skutecznie lobbować w naszej miejscowej szkole, by wprowadziła skuteczne rozwiązania z zakresu edukacji regionalnej, jeśli jeszcze takich nie ma.  

Rozmawiała  Joanna NORAS

 

Wywiad

ilustracja

Czasem włącza mi się „śląski tryb”

Rozmowa z Waldemarem Cichoniem, tyskim pisarzem, autorem książek dla dzieci

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Polska nie wtedy się odrodziła!

Mało kto wie, co 11 listopada świętujemy

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Nie taki zwykły ten ziemniak

Wartość odżywcza kartofli jest tak duża, że mogą one – oczywiście przez jakiś czas – stanowić jedyny składnik pożywienia człowieka bez uszczerbku na zdrowiu. Odmian tego niezwykłego warzywa jest około 4000, choć nie wszystkie są jadalne (większość zjadaczy ziemniaków pewnie będzie zdziwiona – jak to, jest więcej rodzajów niż młode i stare?!). Możemy spotkać odmiany białe, żółte, różowe, czerwone, fioletowe a nawet niebieskie (popularne w Irlandii). I właśnie od koloru ziemniaka zależy ilość mikroelementów
i przeciwutleniaczy. Wspólna dla wszystkich rodzajów jest niska zawartość tłuszczów i niezwykłe bogactwo węglowodanów o średnim indeksie glikemicznym. Gotowane bulwy mają więcej białka niż kukurydza i prawie dwa razy więcej wapnia. Oprócz tego maja w sobie błonnik i składniki mineralne takie jak: potas, fosfor, kwas foliowy i witaminy - szczególnie C.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Ograna przez radnych

Rzutem na taśmę, przed wyborami, lędzińska burmistrz próbowała tereny pod centrum sprzedać pod… Lidla

więcej

Partnerzy