Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że strajk nauczycieli służy oświacie, czy też szkodzi uczniom?

Wynik głosowania:

44%
31%
25%
 
Nie wierzę, że chodzi im o dobro szkoły. Tylko o kasę!
 
Oświata wymaga reformy, ale się jej boję, bo co jedna, to gorsza
 
Jak nie chcą uczyć dzieci, niech się zwolnią!!

Wywiad

Niezbędny kwiatek do kożucha

Rozmowa z, nauczycielem, pisarzem, propagatorem edukacji regionalnej

ilustracja

Polski system edukacji kompletnie pomija sprawy regionalne. W efekcie nasze dzieci ucząc się o wielkich odkryciach i wynalazkach przez całe 12 lat szkoły nie dowiadują się, że jednego z największych wynalazków w dziejach przemysłu dokonano w Tychach i na Wesołej, nie wiedzą, że Śląsk wydał kilkunastu noblistów – z fizyki, chemii, medycyny, literatury. Uczą się o Mickiewiczu z Litwy i Słowackim
z Ukrainy, a nie wiedzą, że poeta romantyzmu tej samej klasy urodził się raptem 60 kilometrów od Mikołowa i na naszej Ziemi też tworzył. Można wymieniać tak długo. Nauczanie tej tematyki zakłada edukacja regionalna – ale przebija się ona do szkół z największym trudem. O tym rozmawiamy z Marcinem Melonem, tyskim nauczycielem, twórcą autorskiego programu edukacji regionalnej.

- Rozpoczął się kolejny rok szkolny. Jaki będzie dla edukacji regionalnej?
- Zabrzmi to pesymistycznie, ale będzie to kolejny rok, w którym następny rocznik śląskich nastolatków opuści system edukacji, nie wiedząc zupełnie nic
o miejscu, w którym żyją.
- Jest aż tak źle?
- Ostatnie miarodajne badania wykazały, że 90 procent uczniów nie umie wymienić ani jednej postaci czy wydarzenia z dziejów regionu. Do tego dochodzi brak znajomości śląskiego etnolektu (mowy śląskiej, języka, gwary, zwał jak zwał – przyp. red.)
i kultury regionu.
- Przecież samorządowcy deklarują, że rozumieją wagę edukacji regionalnej.
- To prawda. Każdy oficjalnie przyznaje, że to istotne. W skali 0-10 może nawet „aż” trójka? Bo przecież jest mnóstwo spraw podobno ważniejszych. „Fajnie, by dzieciak wiedział, gdzie mieszka  i znał trochę słów po śląsku, ale bez przesady…” Tymczasem edukację regionalną powinno traktować się jako podstawowe narzędzie do przeciwdziałania depopulacji.
- To znaczy?
- Badania naukowe z całego świata wskazują, że im więcej wiemy o regionie, w którym mieszkamy, tym staje się on nam bliższy. Nie jest już miejscem na ziemi, w którym przyszło nam żyć, tylko naszym miejscem na ziemi. Dziś najczęściej jedynym z czym utożsamia się lokalnie młody chłopak, to miejscowy klub sportowy, GKS Tychy czy katowicka „Gieksa”. Dziewczyna nie ma nawet tego. I to utożsamienie, dumę z własnego regionu, powinna wzbudzić wiedza
o regionie, wyniesiona ze szkoły. Polskiej szkole idzie to całkiem dobrze, jeśli chodzi o rozbudzanie polskiego patriotyzmu, ale znacznie gorzej z patriotyzmem lokalnym. Jeśli wykształcimy wśród najmłodszych to poczucie zakorzenienia, tę więź emocjonalną z regionem, za kilka lat będą mniej skłonni migrować w poszukiwaniu pracy do Warszawy, Londynu czy Nowego Jorku. Część z nich pomoże rozwijać regionalną turystykę, część będzie twórcami, a inni odbiorcami sztuki tworzonej po śląsku. Inwestowanie dziś w uczenie
o regionie może nas w przyszłości ocalić od kluczowych problemów demograficznych a więc i gospodarczych.
- Czy edukować o regionie można równie dobrze w każdej śląskiej szkole?
- Teoretycznie to obowiązek każdej szkoły. I oczywiście nie ma żadnych formalnych przeszkód. Ale jest też proza życia, która uczy, że wielu dyrektorów traktuje edukację regionalną jako przysłowiowy kwiatek do kożucha. Zrobią raz w roku akademię barbórkową i mają odhaczony ten punkt w kolejnym sprawozdaniu. No i nauczyciele… Wielu nie czuje tematu, inni czują, ale otwarcie przyznają, że nie wiedzą jak atrakcyjnie
i skutecznie uczyć o Śląsku. Nie mają dostępu do materiałów dydaktycznych, nie czują wsparcia organów prowadzących szkoły.
- W pana szkole też to tak wygląda?
- Na szczęście nie. Uczciwie mogę stwierdzić, że szkoła, w której pracuję – Szkoła Podstawowa z Oddziałami Dwujęzycznymi nr 37 im. Makuszyńskiego w Tychach – realizuje edukację regionalną w sposób modelowy. Nie tylko dlatego, że mamy na koncie zwycięstwo w kuratoryjnej olimpiadzie wiedzy o regionie i licznych konkursach godki.
I nie tylko dlatego, że jesteśmy pomysłodawcami i organizatorami – od dwóch lat we współpracy z Muzeum Miejskim w Tychach – Wojewódzkiego Konkursu „Silesia Incognita”. Wspominam o tym ze szczególną dumą, bo to ogromna impreza, w ubiegłorocznej edycji udział wzięło ponad sto drużyn z całego Śląska.
Przede wszystkim jednak mamy szczęście, bo nasza dyrekcja świetnie rozumie jak istotne jest poczucie regionalnego zakorzenienia dla rozwoju młodego człowieka. Do tego mamy grupę nauczycieli-pasjonatów, którzy kochają swoją Małą Ojczyznę
i skutecznie zarażają uczniów swoją pasją. Dodam: uczniów w każdym wieku, od najmłodszych do najstarszych.
- W innych szkołach nie ma takich nauczycieli?
- Nawet jeśli są, to nie umieją się przebić, nie mają właśnie tego pomysłu, jak o Śląsku robić to ciekawie. Choć na przykład w mysłowickiej dzielnicy Kosztowy świetnie robi to Tomasz Wrona. No ale to człowiek, który potrafi przyjść na zajęcia
w śląskim stroju regionalnym. Nosi go zresztą często i on, i jego rodzina. W południowych dzielnicach Katowic jest Tomek Świdergał, który dla odmiany stworzył średniowieczną grupę rekonstrukcyjną, a chłopcy  zawsze chętnie popatrzą z bliska na zbroje i miecze, dziewczyny na strój szlachcianki czy mieszczki, który normalnie widują tylko w filmach czy grach komputerowych. Trudno jednak wymagać, by każdy nauczyciel tworzył takie rekwizyty. On powinien mieć przygotowane narzędzia do realizacji programu nauczania. Tak, jak jest to w przypadku każdego innego przedmiotu szkolnego.
- Wspomniał Pan o ponad setce drużyn, które wzięły udział w konkursie „Silesia Incognita”. Chyba więc nie jest aż tak źle?
- To była duża i spektakularna impreza, z finałem zorganizowanym na tyskim Stadionie Miejskim i atrakcyjnymi nagrodami. Obserwując tych młodych ludzi związanych ze swoją Małą Ojczyzną, nie mieliśmy wątpliwości, że
w przyszłości będą odpowiedzialnymi gospodarzami naszego regionu. Nie możemy jednak zapominać, że to tylko niewielki procent, podczas gdy dla większości Śląsk pozostaje tytułową „ziemią nieznaną”.
- Co by się musiało zatem zmienić?
- Mentalność decydentów. Tymczasem rządzące nami partie ogólnopolskie od lat lekceważą ten temat. Jedyne nadzieje możemy wiązać z regionalistami, którzy ostatnio, z coraz lepszymi wynikami, rzucają rękawicę centralistom. Cieszy mnie to, że coraz więcej gmin – jak choćby Rybnik czy Mysłowice – w ostatnim czasie postanowiło zainwestować w świadomość regionalną swoich najmłodszych mieszkańców.
Mentalności decydentów zmienić nie możemy, możemy ewentualnie zmienić decydentów. Ale możemy też zmienić swoją własną mentalność. Pozbyć się kompleksów i mówić z dumą o tym w jakim niezwykłym miejscu mieszkamy. Promować lokalne
i regionalne atrakcje turystyczne, nie wstydzić się śląskiej godki. I skutecznie lobbować w naszej miejscowej szkole, by wprowadziła skuteczne rozwiązania z zakresu edukacji regionalnej, jeśli jeszcze takich nie ma.  

Rozmawiała  Joanna NORAS

 

Wywiad

ilustracja

Rowery nie zastąpią samochodów, ale ….

Rozmowa z Wiesławem Bełzem, prezesem stowarzyszenia Rowerowe Katowice

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Odchodzący świat waserturmów

Od  dziesięcioleci stanowią nieodłączny  element naszego krajobrazu, a  nierzadko też punkt  orientacyjny, bo widać je  z daleka. Teraz jednak odchodzą, podobnie jak wiele innych obiektów  wczesnej epoki industrialnej. Trudno ratować każdą starą fabryczkę, ale waserturmów szkoda, bo mają szczególne piękno. Są jakieś takie dostojne. Zaś te w naszej  najbliższej okolicy najwyraźniej nie mają szczęścia do właścicieli.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Rosole mio!

Dużo jest smaków bez których nie wyobrażamy sobie kuchni. I co ciekawe, najczęściej są to proste potrawy - jedzenie, które od zawsze nam towarzyszy i do którego najczęściej wracamy. Pamiętam jak wyjechałam z domu do akademika, myśląc, że teraz w końcu będę mogła jeść tylko to, na co będę miała ochotę. Rebelia, prawdziwa wolność, słowem: czyste szaleństwo. Pizza, zupki chińskie, hamburgery i tony słodyczy na okrągło. Nawet nie wiem jak to się stało, że pewnego dnia, po zaledwie kilku miesiącach sielanki, wykonałam ten jeden, przełomowy w życiu prawie każdego, młodego człowieka telefon - „Babciu...to jak się robi ten cały rosół”? 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Ziobro szuka mafii górniczej

Minister wie lepiej od sądu?

więcej

Partnerzy