Sondaż publiczny

Czy uważasz, że samorządy powinny mieć prawo zablokowania wydobycia węgla pod swoją miejscowością?

Wywiad

Najważniejsza jest pasja

„Jeśli chcesz być nadzieją przyszłości, musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci” - powiedział papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce w lipcu 2016 roku. W myśl tych słów na łamach Echa cyklicznie publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom". Nie wystarczy bowiem zadzwonić tylko do nich od czasu do czasu, pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się, jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Wojciechem Wikarkiem, którego życiową pasją jest robienie filmów.

ilustracja

Echo: - Pana dzieciństwo było w jakiś sposób filmowe?
Wojciech Wikarek
: - Urodziłem się w Katowicach w rodzinie muzyków. Tata Ireneusz ukończył studia na dwóch wydziałach w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Stalinogrodzie
i Katowicach. Często żartował, że skończył dwie uczelnie. Przez długie lata był dyrektorem Orkiestry Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach. Mama Krystyna, też muzyk, całe swoje zawodowe życie spędziła w Telewizji Katowice. Była ilustratorem muzycznym programów i filmów telewizyjnych, czyli tzw. „oprawcą” muzycznym. Byłem jedynakiem
i podobno dzieckiem telewizji, bo jako mały chłopak często tam przebywałem. Moi dziadkowie byli fotografami. Mieli zakład fotograficzny w Czeladzi. W ich atelier często bawiliśmy się z kuzynem w teatr. Od małego dziadek wprowadzał mnie w tajniki fotografii. Nauczył mnie, jak się pracuje w ciemni i wywołuje fotografie. Żałuję, że dziadkowie nie dożyli czasu, gdy zostałem prawdziwym fotografem. Do przedszkola chodziłem, ale prawie nic z tego okresu nie pamiętam…
Echo: - I przyszedł czas na szkołę? Lubił pan się uczyć?
Wojciech Wikarek
: - Rozpocząłem 8-latkę na Koszutce. Od V klasy, w związku z przeprowadzką, uczęszczałem do szkoły podstawowej im. W. I. Lenina. Była to pierwsza w województwie placówka oświatowa z basenem. Tam nauczyłem się pływać. Na lodowisko w „Spodku” miałem 30 metrów i koledzy z podwórka namówili mnie, abym wstąpił do sekcji hokeja Klubu Sportowego „Baildon”. Ta dziedzina sportu pochłonęła mnie całkowicie. Mama chciała zrobić ze mnie muzyka, ale po 3 lekcjach nauki gry na pianinie u cioci uciekłem. Jak większość chłopaków lubiłem lekcje w-f. Innymi przedmiotami musiałem wykazywać zainteresowanie na tyle… żeby zdać egzaminy.
Echo: - Udało się? Co pan robił po podstawówce? Wrócił do fotografii czy robił karierę hokeisty?
Wojciech Wikarek: - Wymyśliłem, że pójdę do Technikum Fotograficznego w Katowicach-Piotrowicach, gdzie nie było się łatwo dostać, bo w Polsce były tylko dwie takie szkoły. Mimo że aż 4 osoby rywalizowały
o jedno miejsce, dostałem się. Tam rozpoczęła się moja edukacja fotograficzna. Jako uczeń technikum często brałem udział w zimowych spartakiadach młodzieży szkół CZSP w jeździe szybkiej na lodzie. Pamiętam, że zdobyłem nawet dla szkoły dwa złote medale. W technikum najbardziej jednak lubiłem lekcje z fotografii, na których prezentowaliśmy i omawialiśmy swoje prace. To był pewien rodzaj konkursu. 4 lata minęły jak z bicza strzelił i przyszedł czas matury, którą zdałem nawet dobrze.
Echo: - I po niej wymarzone studia?
Wojciech Wikarek
: - O studiach nie było mowy, bo chciałem zarabiać własne pieniądze. Znalazłem zatrudnienie w Wytwórni Filmów Telewizyjnych "POLTEL" w Katowicach na stanowisku asystenta operatora filmowego.
W ciągu roku zapoznałem się z całą pracą reportażową. Dopiero wtedy zacząłem myśleć o studiach na Uniwersytecie Śląskim, gdzie otwarto właśnie Wydział Radia i Telewizji. Niestety Ojczyzna mnie wezwała do woja. Zacząłem kombinować, jak dostać się na czas służby do wytwórni filmowej „Czołówka” we Wrocławiu. Z taką nadzieją odbywałem służbę najpierw w Biskupcu Reszelskim koło Olsztyna, a potem w Radzionkowie. Uważam, że wtedy wojsko mogłoby być o rok krótsze. Marzenia o studiach prysły jak bańka, bo w międzyczasie się zakochałem. Trzeba było myśleć o założeniu rodziny i podjęciu pracy.
Echo: - W telewizji?
Wojciech Wikarek
: - Na kopalni „Piast” jako pracownik Działu Mierniczo-Geologicznego. Najważniejsze było mieszkanie, które mi było wtedy potrzebne i które od razu dostałem.
Echo: - Tak znalazł się pan w Tychach?
Wojciech Wikarek
: - Tak. Na KWK „Piast” przetrwałem do emerytury. Pracowałem jako pomiarowy - mierniczy, ale w związku z moim zawodem i umiejętnościami zacząłem również dokumentować kopalniane życie, uroczystości, dokumentację techniczną oraz współpracowałem z działem BHP.
Echo: - I tak stał się pan fotografem kopalnianym?
Wojciech Wikarek
: - Tak. Okazało się, że jestem potrzebny. Udało mi się stworzyć komórkę fotograficzną i coraz częściej robiłem to, co umiem i lubię. Po 1,5 roku pracy, po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku, znalazłem się na dole wśród strajkujących górników. Miałem 23 lata, był to odruch solidarności z kolegami. My miernicy trzymaliśmy się razem i po 10 dniach postanowiliśmy wyjechać na górę. Żałuję, że nie miałem wtedy ze sobą aparatu fotograficznego, ale o strajku zrobiłem w 2006 roku, w 25. rocznicę, film „Najdłuższa szychta”. Zadedykowałem go kolegom, którzy wytrwali do końca.
Film został obsypany wieloma nagrodami. Zaprezentowałem go na festiwalu filmów amatorskich „Zoom-zbliżenia” w Jeleniej Górze w 2007 roku i w Koninie na prestiżowym Ogólnopolskim Konkursie Filmu Amatorskiego, gdzie dostałem nagrodę za najlepszy dokument festiwalu.
W tym samym roku na festiwalu „Publicystyka” w Kędzierzynie Koźlu było III miejsce, a w Rzeszowie, na ogólnopolskim Przeglądzie Filmu Amatorskiego, Grand Prix. W 2008 roku na festiwalu „Kochać człowieka”
w Oświęcimiu film zdobył II miejsce.
Echo: - Czy wtedy się zaczęła naprawdę pana przygoda z filmem?
Wojciech Wikarek
: - Nie, to było dużo wcześniej. Już w 1986 roku ówczesny dyrektor kopalni „Piast” poprosił mnie o nakręcenie filmu reklamowego o zakładzie. Nastała wtedy era VHS i wszyscy oszaleli na tym punkcie. Zrobiłem z kolegami godzinny film na pożyczonej kamerze.
Z perspektywy czasu wiem, że był to film o godzinę za długi. Jego fragmenty pokazywano nawet w telewizji Katowice. Była to dla mnie wielka nobilitacja, że moje materiały zostały zauważone. Dowiedziałem się, że w Łaziskach przy kopalni „Bolesław Śmiały” ogłoszono konkurs filmowy „Górniczy Oskar” (potem „Łaziskie Liście”). Postanowiłem więc zrobić film konkursowy.
Echo: - Na pewno z sukcesem?
Wojciech Wikarek
: - I to wielkim! Był rok 1988. Zrobiłem film o hokeju „Gdyby nie to, że tak ślisko!”. To był strzał w dziesiątkę. Zdobyłem nagrodę główną, a w zasadzie dwa „Oskary Górnicze”, bo oprócz hokeja zgłosiłem film o tematyce związanej z BHP - „Transport kołowrotami w wyrobiskach pochyłych”. Był to film, jak większość z 21 moich filmów, o wesołym scenariuszu z dowcipną puentą. Te nagrody tak mnie zdopingowały, że film amatorski jest do dzisiaj moją wielką pasją.
Echo: - Który ze zrobionych do dzisiaj filmów jest dla pana najważniejszy?
Wojciech Wikarek: - Mam dwa takie filmy. „Najdłuższa szychta”, mimo, że mam w dorobku filmy, które zdobyły więcej nagród, i „Irek” opowiadający o moim ojcu. Jest to bardzo osobiste dzieło. Chciałem przypomnieć postać znanego kiedyś w świecie artystycznym człowieka
w 30. rocznicę jego śmierci. Realizacja filmu trwała 2 lata. Cieszę się, że mogłem zaprezentować ten film na wszystkich festiwalach przed publicznością z całej Polski. Zdobył wiele nagród, m.in. I miejsce na OKFA w Koninie i I Grand Prix na „Publicystyce”
w Kędzierzynie- Koźlu, II Miejsce na festiwalu „Kochać człowieka” w Oświęcimiu.
Echo: - Nad czym pracuje pan teraz?
Wojciech Wikarek
: - Rozpocząłem pracę nad filmem pod roboczym tytułem „Hanys”.
W jego realizację włączyło się Muzeum Miejskie w Tychach. Dzięki temu uzyskaliśmy materiały archiwalne z telewizji Katowice. Bohaterem filmu jest tyszanin Zygmunt Hanusik, jeden
z najwybitniejszych kolarzy Polski lat 60. i 70. XX wieku, uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Meksyku w 1968 roku, zwycięzca m.in. wyścigu dookoła Algierii i Tour de Louir Cher, medalista Wyścigu Pokoju, mistrz Polski. Premiera filmu przewidziana jest na wiosnę 2019 roku w Tyskiej Galerii Sportu.
Echo: -  Dużo czasu poświęca pan swojej życiowej pasji. Czy oprócz robienia filmów ma pan jeszcze na coś czas?
Wojciech Wikarek
: - Bardzo mało. Żeby trochę odetchnąć od filmu, siadam czasem na rower i pędzę przed siebie.
Echo: - Co według pana, który ogląda świat z pomocą kamery,  jest w życiu najważniejsze?
Wojciech Wikarek
: - Mieć pasję, która daje człowiekowi radość. Najbardziej lubię chwile, kiedy na festiwalach schodzą się ludzie do sali kinowej na mój film, kiedy po projekcji słyszę oklaski. Przychodzi wówczas satysfakcja i przekonanie, że warto było. Antoine de Saint-Exupery powiedział kiedyś: „Aby zdobyć wielkość, człowiek musi tworzyć, a nie odtwarzać…” I tym się w życiu kieruję!  

Rozmawiała   Danuta WENCEL

 

Wywiad

ilustracja

Mordowali polskich patriotów

Rozmowa z Damianem Fierlą, tyskim historykiem i wielokrotnym weteranem bitwy wyrskiej.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wrzesień '39 w naszej okolicy

Autentyczne wspomnienia Ślązaków z września 1939 roku, a nie opracowania historyków. Prawdę powiedziawszy, znacznie się od tych opracowań różnią. I chyba warto spojrzeć na wrzesień 1939 roku ich oczami. Wtedy łatwiej zrozumieć, że dla mieszkańców województwa śląskiego wkroczenie Niemców było czymś zupełnie innym, niż dla reszty mieszkańców Polski. Warto ją przeczytać, by zrozumieć, jak złożona jest śląska historia. I jak inna od choćby warszawskiej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Żurawina – mały owoc o dużym potencjale

O zaletach owoców żurawiny wielkoowocowej wieki temu bardzo dobrze wiedzieli rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej. Cenili zarówno jej smak jak i właściwości, dlatego poza włączeniem jej do codziennej diety, zaczęli ją wykorzystywać w medycynie i jako naturalny barwnik do farbowania tkanin.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Bieruński geszeft po warszawsku

Nowak – cudotwórca. I nie chodzi wcale o Zbigniewa Nowaka

więcej

Partnerzy