Sondaż publiczny

Czy potrafisz udzielić pierwszej pomocy?

Wywiad

Maszeruje już od 30 lat

Yochanan Fried dla „Echa”

ilustracja

12 kwietnia prezydenci Polski i Izraela stanęli na czele Międzynarodowego  Marszu Żywych (MoL), który gromadzi Żydów z całego świata, ale także Polaków, którzy wspólnie ruszyli w trzykilometrową trasę, zwaną drogą śmierci z byłego niemieckiego obozu zagłady Auschwitz do Auschwitz II - Birkenau. Wspólny przemarsz głów państw był gestem pojednania po zaostrzonej ostatnio sytuacji dyplomatycznej.

Jednym z inicjatorów MoL jest 76-letni rabin z Jerozolimy, który od 30 lat, grając na baranim rogu „szofarze” pod ścianą, gdzie koncertowali muzycy - więźniowie Auschwitz, daje sygnał do rozpoczęcia marszu. Dziadkowie rabina i czterech z jego sześciu wujków zginęli w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz.11 kwietnia Echo spotkało się i przeprowadziło z rabinem wywiad w Krakowie.
ECHO: - Proszę przypomnieć, kiedy odbył się pierwszy MoL i jakie były początki?
Yochanan Fried
: - Pracowałem wtedy w Ministerstwie Edukacji Izraela jako szef Departamentu ds. Edukacji. Minęło 40 lat od wybuchu II Wojny Światowej. Ci, którzy ją przeżyli, zaczęli powoli odchodzić. Z grupą nauczycieli stwierdziliśmy, że musimy coś zrobić, aby pamięć o holokauście nie zginęła. Myśleliśmy o wnuczętach tych, którzy nigdy nie mieli radości nacieszyć się nimi. Nie wystarczy przeczytać książki czy obejrzeć film. To nie jest to samo, co dotrzeć do miejsca- świadka historii i zobaczyć na własne oczy, jak to było. Zdecydowaliśmy się zebrać grupę młodych ludzi z Izraela do Auschwitz - Birkenau, Majdanku, Treblinki i mówić im na miejscu o holokauście.
W pierwszym marszu 30 lat temu wzięło udział kilkaset uczniów z Izraela. Wieść o tym wydarzeniu poszła w świat.
W drugim marszu wzięli udział nauczyciele z Nowego Yorku, w którym przez dwa lata pracowałem. Przyszli do mnie i poprosili, aby też mogli wziąć w nim udział. Dołączyły do nich grupy z innych miast USA. Było już 2500 uczestników, a w trzecim marszu uczestniczyło już 10 000 osób z całego świata i z Polski. Taka jest historia tego marszu.
ECHO: - Kiedy pan rabin przybył pierwsze raz do Polski i jak ją zapamiętał?
Yochanan Fried
: - Pierwszy raz przyleciałem do Warszawy w 1988 roku, miesiąc przed pierwszym Marszem Żywych, aby zobaczyć trasę, możliwości zakupu żywności koszernej itp. To był szok! Lotnisko Okęcie w warszawie było małe, trudno było przejść przez odprawę paszportowo - celną, dogadać się z kimkolwiek. Było szaro i biednie! Uczucie przygnębienia towarzyszyło mi przez cały czas. Komuniści nie chcieli, aby Polska się rozwijała. Nie przypuszczałem, że kraj Polin, w którym przez 1000 lat mieszkała ludność żydowska był tak biedny.
Brudnym pociągiem udałem się z warszawy do Krakowa. Tam miałem przewodnika, z którym pojechałem do obozu w Auschwitz, po którym oprowadzała nas przewodniczka. Mój przewodnik z wrażenia tego, co zobaczył, nie mógł mówić. Był słoneczny dzień, wiosna, a my byliśmy wypełnieni smutkiem. Zrozumiałem wtedy, jak ważne jest przywozić tutaj młodych ludzi, którzy o okrucieństwach w niemieckim obozie Auschwitz- Birkenau słyszeli, ale nie można sobie wyobrazić Holokaustu bez dotarcia do miejsca kaźni.
Początek był nieprzewidywalny, ale po dwóch latach cały świat mówił o marszu i Auschwitz. Od tego momentu jest to największy projekt edukacyjny państwa Izrael. Jest przepełnioną nadzieją odpowiedzią na doświadczenie setek tysięcy więźniów obozu, którzy byli zmuszani przez hitlerowców do przemierzenia wielkich odległości w najsurowszych warunkach w tzw. „marszach śmierci”. Pamięć wiąże się z teraźniejszością. Biorą w nim także udział żywi świadkowie historii, byli więźniowie. Ich historie wywołują wzruszenie, ale i radość, że żyją, że są, że nie wszystko stracone. Idą, aby pokazać, że Żydzi przetrwali!
ECHO: - Jaki był wtedy stosunek władz Polski do tego projektu i jak znalazła się w nim młodzież polska?
Yochanan Fried
: - Stosunek władz polskich do tego projektu mogę określić jednym słowem: „korekt”. W Nowej Hucie jest od wielu lat ceremonia „Sprawiedliwi wśród narodów świata”. Zapraszano na nią kilku ocalonych
z Izraela, aby dawali świadectwo. Polskie władze uznały, że dobrze się stało, że Żydzi zaproponowali, aby w MoL wzięli udział młodzi Polacy. Wspólne przejście trasy z Auschwitz do Birkenau angażowało młodzież żydowską, aby wspólnie poznawać historię.
Młodzi ludzie rozmawiali ze sobą, nawiązywali kontakty. Yahad – po hebrajsku „razem” to było to. W 2007 roku podeszła do mnie w Auschwitz pani i zapytała, co trzymam w ręce? Opowiedziałem jej o szofarze i jego roli. Spytała, czy mógłbym podejść do grupy uczniów z Tych i opowiedzieć trochę o sobie i zrobić wspólne zdjęcie. I tak się zaczęła nasza znajomość. 10 lat temu przybyłem do Tych. W auli „budowlanki” zorganizowaliśmy spotkanie z młodzieżą z tyskich szkół, na którym mówiłem o holokauście, o naszej wspólnej historii, kulturze, którą należy pielęgnować, o tolerancji i przebaczaniu oraz współpracy.
Razem z polskim księdzem katechetą modliliśmy się psalmem 23 po polsku i hebrajsku o pokój. Byłem na spotkaniu z dziennikarzami Echa, w gminie żydowskiej w Katowicach i na cmentarzu żydowskim w Pszczynie. Na drugi dzień wspólnie z uczniami z Tychów i ich opiekunami wyruszyliśmy do Auschwitz na MoL. To było bardzo ważne wydarzenie w historii MoL. Potem spotykaliśmy się w Auschwitz na MoL jak starzy znajomi i razem maszerowaliśmy do Birkeanu. Pamiętam nauczycieli - majora Ryszarda Wodę, Barbarę Matuszewską
i Jolantę Krawiec, którą zarekomendowałem na wyjazd do Yad Vashem na kurs dotyczący Holocaustu. Miło wspominam też wizytę w redakcji Echa i panią prezes Agnieszkę. Tychy są bliskie mojemu sercu i zawsze wspominam o nich podczas różnych uroczystości i spotkań międzynarodowych. Marsz Żywych zbliża Polaków i Żydów.
ECHO: - To jeden z dobrych owoców tego projektu. Często słyszy się głosy, że młodzi Żydzi z całego świata przyjeżdżają do Polski, śpią w Krakowie, potem jadą na cały dzień do Auschwitz i wyjeżdżają z przekonaniem, że byli w polskim obozie koncentracyjnym. Czy organizatorzy pracują nad zmianą tego skrótu myślowego? Może warto byłoby pokazać im trochę Polski, często kraju ich przodków, którzy współtworzyli jego historię?
Yochanan Fried
: - To jest trudne pytanie. Polacy nie budowali obozów śmierci. To był hitlerowski pomysł, ale zdarzało się, że byli i tacy, którzy przyczyniali się do śmierci swoich sąsiadów. Przykładem może być pogrom w Kielcach. W Yad Vashem jest aleja „Sprawiedliwi wśród narodów świata”. Najwięcej, bo około 7000 nazwisk, to Polacy. I o tym musimy pamiętać. W każdym narodzie są dobrzyi źl i ludzie. Naród polski też bardzo ucierpiał podczas okupacji hitlerowskiej.  Jutro przed rozpoczęciem marszu spotkają się nasi prezydenci Reuwen Riwlin
i Andrzej Duda, aby przedyskutować drażliwe tematy, szczególnie nowelizację ustawy o IPN, którą skrytykował Izrael, obawiając się o śmiałość w relacji wydarzeń z Holocaustu. Moim zdaniem obie strony przesadzają. Polski rząd i politycy są bardzo wrażliwi na punkcie stawiania znaku równości między niemieckim nazistami i polskimi ludźmi, którzy byli antysemitami. Żydzi są bardzo wrażliwi na tym punkcie. Zamiast siąść i porozmawiać, walczą jak lwy. Musimy być bardzo ostrożni. Jest w interesie nas wszystkich, aby nie było zagrożeń w samorządności. Mam nadzieję, że prezydenci będą też rozmawiać o roli młodzieży biorącej udział w Marszu Żywych, o ich misji w przekazywaniu świadectwa historii w prawdziwym świetle.
ECHO: - Przyjeżdża pan do Polski od 30 lat, czasem kilka razy w roku. Czy doznał pan osobiście uczucia antysemityzmu podczas tych pobytów!
Yochanan Fried
: - Nigdy! Zawsze darzono mnie dużą sympatią. Może ktoś coś powiedział za moimi plecami, ale to nie ma znaczenia. Cieszę się, że powstało muzeum Polin w Warszawie i wszystkich zachęcam do jego zwiedzenia, aby lepiej zrozumieć, co łączyło nasze narody.
ECHO: - Przed rozpoczęciem marszu i przejściu przez bramę „Arbeit macht frei” gra pan na szofarze, baranim rogu…
Yochanan Fried
: -  Szofar (hebr.; jid. szojfer) to instrument dęty o charakterze liturgicznym. Jest rodzajem rogu, który dla nawiązania do historii ofiarowania Izaaka przez Abrahama, był wykonywany z rogu baraniego. Szofar pojawia się w opisach biblijnych jako instrument, za którego pomocą ogłaszano ważne wydarzenia: alarm wojenny, zawarcie pokoju, zbliżające się niebezpieczeństwo, ogłoszenie postu, zawiadomienie o rozpoczęciu roku jubileuszowego itp... W jego dźwięk można włożyć wszystko. Kiedy przybywam do niemieckiego obozu
w Auschwitz, nie mam słów. Gra na szofarze to modlitwa bez słów.
ECHO: - Państwo Izrael obchodzi w tym roku 70. rocznicę powstania. Czy dobrze się w nim mieszka? Jest bezpiecznie?
Yochanan Fried
: - Mój kraj jest piękny i bezpieczny. Ludzie są szczęśliwi. Poziom życia jest wysoki. Nie narzekamy. Mamy jednak ten sam problem od 70 lat. Budujemy państwo o najwyższym poziomie edukacji, o najlepiej wyposażonej armii, wyszkolonych służbach Mosadu i to jest solą w oku zazdrosnych sąsiadów. Ale nie boimy ich się, bo mamy mocnego sojusznika USA. Od kilku lat prowadzę dom Bet HaRav, jedną z największych szkół rabinistycznych w Jerozolimie. Nazwa domu pochodzi od Abrahama Izaaka Kooka, urodzonego w Grzywie
w imperium rosyjskim, naczelnego rabina Izraela do 1935 roku. Oprócz nauki organizujemy koncerty i różne spotkania. Zapraszam do Jerusalem!
ECHO: Co by chciał pan przekazać czytelnikom Echa?
Yochanan Fried
: Ooooo! Najlepiej to napiszę!
ECHO: Dziękuję serdecznie i do zobaczenia! Shalom!•
Rozmawiała    Danuta WENCEL

 

Wywiad

ilustracja

Wszyscy w rodzinie czuli się Ślązakami

„Jeśli chcesz być nadzieją przyszłości, musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci” - powiedział papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce w lipcu 2016 roku. W myśl tych słów na łamach Echa cyklicznie publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom. Nie wystarczy bowiem zadzwonić tylko do nich od czasu do czasu, pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się, jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Reginą Sierak, emerytowaną nauczycielką, która opowiada o zawiłych śląskich losach.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Pisaliśmy przed laty

ilustracja

Siedem lat z „Echem”

Zacznę od pewnej refleksji. To była szczęśliwa siódemka. Moje siedem lat pracy w redakcji „Echa” - czas zdobywania szlifów dziennikarskich i nieustających emocji. Dlatego zaproszenie redaktora naczelnego do napisania wspomnień przyjęłam ze wzruszeniem, ale też z niepokojem, czy potrafię odtworzyć z przeszłości coś istotnego...

więcej

Reportaż

ilustracja

W krainie baobabów i spacerujących lwów

Od pięciu lat Gambia, a od dwóch Senegal zniosły obowiązek wizowy dla obywateli Polski. Biura podróży wykorzystały ten fakt i zaczęły organizować egzotyczne wycieczki do dzikiej Afryki, oferując różne atrakcje, m.in. spacer z lwami, na który przymierzałam się w czasie ferii zimowych od trzech lat. W tym roku udało się!

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Przeznaczona na deweloperkę?

Co dalej z budynkiem po SP 21?

Zamknięta od trzech lat szkoła przy ulicy Młodzieżowej 7 w Tychach wciąż stoi bezczynnie. Choć w budynku tkwi ogromny potencjał, nikt dotąd nie podjął jakichkolwiek kroków, by go wykorzystać.

więcej

Interwencje

ilustracja

Poniewierka na stare lata

Tychy • Eksmisja do baraków na ul. Świerkowej

więcej

Partnerzy