Sondaż publiczny

Czy uważasz, że zima w tym roku znów zaskoczy drogowców?

Wywiad

Stanisław Dziegieć – Najważniejsza jest rodzina, nawet mała…

Cyklicznie na łamach Echa publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom" w myśl idei Papieża Franciszka, który w lipcu 2016 roku, w trakcie ŚDM w Krakowie zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków i babcie i poświęcili im swój czas. Nie wystarczy zadzwonić do nich od czasu od czasu pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę z Stanisławem Dziegieciem, porucznikiem Wojska Polskiego.

ilustracja

Echo: - Pańskie lata dzieciństwa przypadły na okres międzywojenny. Dużo pan pamięta z tamtych czasów?
 Stanisław Dziegieć:
- Urodziłem się w 1925 roku w wiosce Stobiecko Miejskie koło Radomska. Ojciec Józef pracował w fabryce śrub, a mama Weronika zajmowała się wychowaniem mnie i dwóch starszych braci Czesława i Henryka. Mieliśmy dom z ogrodem, hektar pola, które ojciec z pomocą rodziny obrabiał i 1 krowę, którą pasałem oraz kury. Lubiłem od dzieciństwa sport. Miałem dużo kolegów i zorganizowałem grupę, z którą uprawialiśmy lekkoatletykę. Biegaliśmy na 100, 200, a nawet 500 m po wiejskiej drodze. Do przedszkola nie chodziłem, ale nie było czasu na nudy.
Echo: - A co ze szkołą? Chyba nie miał pan pod górkę?
 Stanisław Dziegieć:
- Była obok domu (haha!). Jak zadzwonił dzwonek na lekcję, to wyskakiwałem przez płot i byłem w klasie. Uczęszczałem tam przez 6 lat do II wojny światowej. Lubiłem matematykę i technikę. Kierownik, który znał naszą rodzinę zaproponował, aby zapisać mnie do Radomska do 7 klasy. Zdałem egzamin do prywatnego gimnazjum. Ojciec zapłacił 30 złotych z góry za miesiąc wrzesień, ale nie udało mi się przekroczyć progu szkoły…
Echo: - Bo wybuchła II wojna światowa. Czy Pan pamięta, co działo się 1 września 1939 roku i potem?
 Stanisław Dziegieć:
- Miałem już 14 lat i pamiętam, że o 6.00 rano obudziły nas pierwsze wybuchy bomb. Przeleciało nad nami 13 „Sztukasów”. Zbombardowały centrum miasta i jeden oddział francuskiej fabryki, który wytwarzał śruby i gwoździe. Około południa wsiadłem na rower i pojechałem zobaczyć, co się stało.
W pierwszym roku wojny było dość spokojnie. Ojciec w obawie, że wezmą mnie na przymusowe roboty do Niemiec załatwił mi pracę w roli ucznia ślusarskiego w Fabryce Metalurgii. Było nas około 80 chłopaków, dla których zorganizowano warsztat szkolny. Mieliśmy piłować tak długo, aż klocek został spiłowany. Po roku każdy dostał miejsce do pracy. Mieszkaliśmy po sąsiedzku z rodziną Krynke (spolszczonymi Niemcami), w której było 4 synów. Uczono ich w domu, aby zawsze byli porządnymi ludźmi. Byli starsi ode mnie. Po skończeniu szkoły średniej zostali wciągnięci do Armii Krajowej, potem wciągnęli mnie i 2 kolegów.
Na początku uczyli nas matematyki, fizyki, języka polskiego i łaciny, abyśmy mogli iść do normalnej szkoły. Byłem też przygotowywany do walki, przeszkolili mnie w strzelaniu. Byłem w tajnej jednostce. Pracowałem przy lokomotywie, którą sprowadzili Niemcy. Dorabialiśmy też z kolegami w konspiracji niektóre rzeczy dla żołnierzy AK, m.in. części do karabinu.
Echo: - I wreszcie wojna się skończyła. Co było potem? Praca, nauka?  
 Stanisław Dziegieć
: - Dalej pracowałem w fabryce. A potem trafiłem do wojska do Częstochowy na punkt zbiorowy. Zaproponowali mi szkołę podoficerską, najpierw w Częstochowie, potem w Warszawie od czerwca 1945 roku. Uczyłem się tam 6 miesięcy do uzyskania stopnia kaprala, po czym wróciłem do Częstochowy, skąd przeniesiono mnie do Kuźnic, koło Zakopanego, gdzie odbywałem służbę w placówce Wojsk Ochrony Pogranicza. W Zakopanem poznałem moją przyszłą żonę. Po skończeniu służby wyjechałem na studia na Politechnice Wrocławskiej na Wydziale Mechaniki.
Echo: - Jak się pan znalazł w Tychach?
Stanisław Dziegieć:
- Skończyłem studia, pobraliśmy się w 1954 roku i dostałem nakaz pracy w FAMURZE w Piotrowicach, z przydziałem pokoju w Tychach. Dzieliliśmy mieszkanie z jakąś rodzinę, a potem, gdy w 1957 roku na świat przyszedł syn, dostaliśmy swoje. W międzyczasie zrobiłem studia magisterskie na Politechnice Krakowskiej i otrzymałem pracę w Tychach. Pracowałem jako zastępca dyrektora w ZREMBie do emerytury.
Echo: - Co pan robi na emeryturze?
Stanisław Dziegieć:
- Działam w Związku Żołnierzy AK, byłem w poczcie sztandarowym, biorę udział w różnych uroczystościach m. in. nadaniu im. AK tyskiemu gimnazjum. W ostatnich latach opiekowałem się chorą żoną, której mi bardzo brakuje. Siły nie pozwalają na wycieczki rowerowe z ukochaną wnuczką.
Echo: - Dożył pan pięknego wieku. Czy jest jakaś recepta na dobre życie? 
  Stanisław Dziegieć
: - Bycie porządnym człowiekiem. Uczenie się! Zdobywanie kolejnych stopni w rozwoju. Zdrowie, którego w młodym wieku się nie szanuje się. Najważniejsza w życiu jest rodzina, nawet mała, która może być oparciem w trudnych chwilach. Trzeba utrzymywać kontakty z ludźmi i pielęgnować je. Wtedy życie będzie piękne! Mimo dolegliwości związanych z wiekiem.•
 
 Rozmawiała:
Danuta WENCEL 

Wywiad

ilustracja

Miśka, Ślązaczka i Twoja twarz brzmi znajomo

Bieruńska Michalina Sosna po tyskim „Kruczku”, podbija warszawskie sceny

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Ślązacy rozgromili Bonapartego

To  u nas dano hasło… zrzucenia jarzma cesarza Napoleona

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Polska cytryna – czas na pigwę!

Niby wszyscy ją znamy, wiemy jak wygląda, ale kojarzymy ją głównie z nalewkami. Fakt, pigwa jest dzisiaj mało popularnym owocem, mało kto wie jak ją odpowiednio przygotować - nie da się jej tak po prostu zerwać z drzewa jak jabłka, albo gruszki i zjeść. Trzeba ją najpierw odpowiednio przetworzyć, surowa rzeczywiście może odstraszyć – jest twarda jak kamień i jak na polską cytrynę przystało, bardzo kwaśna. Wierzcie mi, warto wiedzieć o co w tej całej pigwie chodzi!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Święty czy podciep czyli kim jest Mikołaj

Wyobrażacie sobie, że w rocznicę urodzin papieża-Polaka ktoś – twierdząc, że to ku jego pamięci – będzie chodził ubrany w strój klauna i przedstawiał się, jako Jan Paweł II? Najdalej za dwie godziny ktoś poleci  na prokuraturę, donieść o obrazie uczuć religijnych. I w zasadzie można zrozumieć, że taka sytuacja kogoś, kto czci Jana Pawła II, bądź co bądź świętego, może obrażać. Podobnie jak ktoś, kto wciągnie na siebie skórę niedźwiedzia – i nie będzie twierdził, że jest teraz miśkiem, tylko, powiedzmy, św. Krzysztofem, patronem Tychów. To chyba też obraza uczuć religijnych, też na prokuraturę trzeba lecieć.

więcej

Partnerzy