Sondaż publiczny

Wybory samorządowe już niebawem. W naszej okolicy najważniejszym samorzowcem jest prezydent Tychów. Obecny – Andrzej Dziuba – pełni tę funkcję już od 18 lat.

Wywiad

Stanisław Dziegieć – Najważniejsza jest rodzina, nawet mała…

Cyklicznie na łamach Echa publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom" w myśl idei Papieża Franciszka, który w lipcu 2016 roku, w trakcie ŚDM w Krakowie zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków i babcie i poświęcili im swój czas. Nie wystarczy zadzwonić do nich od czasu od czasu pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę z Stanisławem Dziegieciem, porucznikiem Wojska Polskiego.

ilustracja

Echo: - Pańskie lata dzieciństwa przypadły na okres międzywojenny. Dużo pan pamięta z tamtych czasów?
 Stanisław Dziegieć:
- Urodziłem się w 1925 roku w wiosce Stobiecko Miejskie koło Radomska. Ojciec Józef pracował w fabryce śrub, a mama Weronika zajmowała się wychowaniem mnie i dwóch starszych braci Czesława i Henryka. Mieliśmy dom z ogrodem, hektar pola, które ojciec z pomocą rodziny obrabiał i 1 krowę, którą pasałem oraz kury. Lubiłem od dzieciństwa sport. Miałem dużo kolegów i zorganizowałem grupę, z którą uprawialiśmy lekkoatletykę. Biegaliśmy na 100, 200, a nawet 500 m po wiejskiej drodze. Do przedszkola nie chodziłem, ale nie było czasu na nudy.
Echo: - A co ze szkołą? Chyba nie miał pan pod górkę?
 Stanisław Dziegieć:
- Była obok domu (haha!). Jak zadzwonił dzwonek na lekcję, to wyskakiwałem przez płot i byłem w klasie. Uczęszczałem tam przez 6 lat do II wojny światowej. Lubiłem matematykę i technikę. Kierownik, który znał naszą rodzinę zaproponował, aby zapisać mnie do Radomska do 7 klasy. Zdałem egzamin do prywatnego gimnazjum. Ojciec zapłacił 30 złotych z góry za miesiąc wrzesień, ale nie udało mi się przekroczyć progu szkoły…
Echo: - Bo wybuchła II wojna światowa. Czy Pan pamięta, co działo się 1 września 1939 roku i potem?
 Stanisław Dziegieć:
- Miałem już 14 lat i pamiętam, że o 6.00 rano obudziły nas pierwsze wybuchy bomb. Przeleciało nad nami 13 „Sztukasów”. Zbombardowały centrum miasta i jeden oddział francuskiej fabryki, który wytwarzał śruby i gwoździe. Około południa wsiadłem na rower i pojechałem zobaczyć, co się stało.
W pierwszym roku wojny było dość spokojnie. Ojciec w obawie, że wezmą mnie na przymusowe roboty do Niemiec załatwił mi pracę w roli ucznia ślusarskiego w Fabryce Metalurgii. Było nas około 80 chłopaków, dla których zorganizowano warsztat szkolny. Mieliśmy piłować tak długo, aż klocek został spiłowany. Po roku każdy dostał miejsce do pracy. Mieszkaliśmy po sąsiedzku z rodziną Krynke (spolszczonymi Niemcami), w której było 4 synów. Uczono ich w domu, aby zawsze byli porządnymi ludźmi. Byli starsi ode mnie. Po skończeniu szkoły średniej zostali wciągnięci do Armii Krajowej, potem wciągnęli mnie i 2 kolegów.
Na początku uczyli nas matematyki, fizyki, języka polskiego i łaciny, abyśmy mogli iść do normalnej szkoły. Byłem też przygotowywany do walki, przeszkolili mnie w strzelaniu. Byłem w tajnej jednostce. Pracowałem przy lokomotywie, którą sprowadzili Niemcy. Dorabialiśmy też z kolegami w konspiracji niektóre rzeczy dla żołnierzy AK, m.in. części do karabinu.
Echo: - I wreszcie wojna się skończyła. Co było potem? Praca, nauka?  
 Stanisław Dziegieć
: - Dalej pracowałem w fabryce. A potem trafiłem do wojska do Częstochowy na punkt zbiorowy. Zaproponowali mi szkołę podoficerską, najpierw w Częstochowie, potem w Warszawie od czerwca 1945 roku. Uczyłem się tam 6 miesięcy do uzyskania stopnia kaprala, po czym wróciłem do Częstochowy, skąd przeniesiono mnie do Kuźnic, koło Zakopanego, gdzie odbywałem służbę w placówce Wojsk Ochrony Pogranicza. W Zakopanem poznałem moją przyszłą żonę. Po skończeniu służby wyjechałem na studia na Politechnice Wrocławskiej na Wydziale Mechaniki.
Echo: - Jak się pan znalazł w Tychach?
Stanisław Dziegieć:
- Skończyłem studia, pobraliśmy się w 1954 roku i dostałem nakaz pracy w FAMURZE w Piotrowicach, z przydziałem pokoju w Tychach. Dzieliliśmy mieszkanie z jakąś rodzinę, a potem, gdy w 1957 roku na świat przyszedł syn, dostaliśmy swoje. W międzyczasie zrobiłem studia magisterskie na Politechnice Krakowskiej i otrzymałem pracę w Tychach. Pracowałem jako zastępca dyrektora w ZREMBie do emerytury.
Echo: - Co pan robi na emeryturze?
Stanisław Dziegieć:
- Działam w Związku Żołnierzy AK, byłem w poczcie sztandarowym, biorę udział w różnych uroczystościach m. in. nadaniu im. AK tyskiemu gimnazjum. W ostatnich latach opiekowałem się chorą żoną, której mi bardzo brakuje. Siły nie pozwalają na wycieczki rowerowe z ukochaną wnuczką.
Echo: - Dożył pan pięknego wieku. Czy jest jakaś recepta na dobre życie? 
  Stanisław Dziegieć
: - Bycie porządnym człowiekiem. Uczenie się! Zdobywanie kolejnych stopni w rozwoju. Zdrowie, którego w młodym wieku się nie szanuje się. Najważniejsza w życiu jest rodzina, nawet mała, która może być oparciem w trudnych chwilach. Trzeba utrzymywać kontakty z ludźmi i pielęgnować je. Wtedy życie będzie piękne! Mimo dolegliwości związanych z wiekiem.•
 
 Rozmawiała:
Danuta WENCEL 

Wywiad

ilustracja

Mordowali polskich patriotów

Rozmowa z Damianem Fierlą, tyskim historykiem i wielokrotnym weteranem bitwy wyrskiej.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wrzesień '39 w naszej okolicy

Autentyczne wspomnienia Ślązaków z września 1939 roku, a nie opracowania historyków. Prawdę powiedziawszy, znacznie się od tych opracowań różnią. I chyba warto spojrzeć na wrzesień 1939 roku ich oczami. Wtedy łatwiej zrozumieć, że dla mieszkańców województwa śląskiego wkroczenie Niemców było czymś zupełnie innym, niż dla reszty mieszkańców Polski. Warto ją przeczytać, by zrozumieć, jak złożona jest śląska historia. I jak inna od choćby warszawskiej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Żurawina – mały owoc o dużym potencjale

O zaletach owoców żurawiny wielkoowocowej wieki temu bardzo dobrze wiedzieli rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej. Cenili zarówno jej smak jak i właściwości, dlatego poza włączeniem jej do codziennej diety, zaczęli ją wykorzystywać w medycynie i jako naturalny barwnik do farbowania tkanin.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Bieruński geszeft po warszawsku

Nowak – cudotwórca. I nie chodzi wcale o Zbigniewa Nowaka

więcej

Partnerzy