Wywiad

Harcerzem się jest całe życie

Babciu, dziadku – opowiedz swoim wnuczętom

Papież Franciszek podczas ŚDM w Krakowie w lipcu 2016 roku zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków 
i babcie i poświęcili im trochę czasu. Zagonieni dzwonią od czasu do czasu, pytając o zdrowie, nie zdając sobie sprawy, jakie ciekawe historie mają do opowiedzenia

ilustracja

W jednym z poprzednich numerów Echa przedstawiliśmy rozmowę z młodym człowiekiem, Maciejem Bladą, który „zarażony” miłością swoich dziadków nie tylko napisał książkę ”Klub 70”, dzięki której ma nadzieję zbliżyć do siebie pokolenia dziadków i wnuków, ale przede wszystkim postawił sobie za cel aktywizację Stowarzyszenia „Warto inaczej”, którego celem jest zmiana relacji międzypokoleniowych.
To dość niezwykła postawa jak na przedstawiciela młodego pokolenia, które zazwyczaj jest nastawione na kontakty przede wszystkim ze swoimi rówieśnikami, zafascynowane jest nowymi technologiami i porozumiewaniem się z wykorzystaniem facebooka bardziej niż bezpośrednich kontaktów twarzą w twarz. Młodym ludziom dzisiaj trudniej przychodzi nawiązywanie bezpośrednich kontaktów, niż zdobywanie na swoim koncie facebookowym „lajków”, a co dopiero mówić o pokonaniu dystansu, jaki dzieli ich od swoich dziadków, którzy często współczesnego świata nie akceptują, bo go nie rozumieją.
Tym bardziej interesujące wydało nam się przedstawienie rozmowy z cyklu „Babciu, dziadku opowiedz swoim wnuczętom" z dziadkiem Macieja – Mieczysławem Brańką, który zaszczepił w młodym człowieku tak pozytywną postawę. Okazuje się, że u podstaw przekazanej pasji Maciejowi przez dziadka Mieczysława jest… harcerstwo - bo harcerzem po prostu się jest.

Echo: - Dużo pamięta pan ze swojego dzieciństwa?
Mieczysław Brańka: - Urodziłem się w Wadowicach w 1932 roku. Mam młodsze rodzeństwo: Krystynę , Jacka i Józefa. Mieszkaliśmy w wybudowanym przez rodziców domu z dużym ogrodem, na przedmieściu Wadowic (Zaskawie). Pasją mojego ojca Teodora, pracownika PKP był sad. Mama Janina nie pracowała, tylko zajmowała się domem i naszym wychowaniem.
Nie byłem przedszkolakiem, naszym placem zabaw był ogród oraz rozległe tereny nad Skawą. Graliśmy z kolegami w piłkę, miałem trzykołowy rowerek, na którym lubiłem jeździć, ale ta sielanka skończyła się latem 1939 roku, kiedy nastąpiła powszechna mobilizacja i wszędzie czuć było zapach wojny. Pamiętam jak na stację wjechał pociąg z wagonami przystosowanymi do ćwiczeń z pierwszej pomocy, zakładania masek przeciwgazowych, zachowań podczas nalotów. Wzmożone ćwiczenia stacjonujących w Wadowicach jednostek wojskowych budziły strach i ciekawość. Panował ogólny niepokój- wojna wisiała w powietrzu.
Echo: - Na pewno pozostał w pana pamięci 1 września 1939 roku, bo miał  pan rozpocząć szkołę podstawową…
Mieczysław Brańka: - Tak miałem 7 lat, pamiętam bardzo dobrze, bo nie poszedłem do szkoły. Dla mnie zawód a dla rodziców obawa i niepokój. Ojciec akurat miał nocną służbę, gdy doszło do naruszenia granicy. Z tego powodu nie wyjechaliśmy pociągiem ewakuacyjnym dla kolejarzy. Ostatnim przed wysadzeniem mostu kolejowego na Skawie. Gdy wrócił, spakowaliśmy najważniejsze rzeczy i ruszyliśmy z ciocią, która miała konie i furmankę, na Wschód. Zatrzymaliśmy się w Jeziorku koło Tarnobrzega, w jakimś gospodarstwie. Kuzyni i sąsiedzi pojechali pod Janów Lubelski, ale wkrótce wrócili, bo zawróciło ich wojsko. Podczas ucieczki natknęliśmy się kilka razy na dywersantów. Byli bardzo niebezpieczni, zatruli na przykład wodę w jednej z wiosek, w której się zatrzymaliśmy. Po trzech tygodniach wróciliśmy do Wadowic. Ojciec wrócił do pracy na kolei, którą już „zawiadowali” Niemcy. Do pracy musiał przechodzić przez granicę, bo Wadowice zostały wcielone do Rzeszy, a my po drugiej stronie rzeki Skawy pozostaliśmy w Generalnej Guberni.
Echo: - II wojna światowa była dla wszystkich ogromnym dramatem.
Mieczysław Brańka: - Okres okupacji nie był łatwy. Dotykało to wszystkich rodzin. Panował terror oraz zagrożenie karami za posiadanie radia, nielegalny ubój, handel. Dotknęło to również naszej rodziny. Wujek Andrzej został pokazowo powieszony w grupie 12 Polaków w kwietniu 1942 roku na targowisku w Żywcu. Kilku znajomych za przynależność do ruchu oporu zostało wywiezionych do Oświęcimia. W 1944 roku, po stłumieniu Powstania Warszawskiego, daliśmy schronienie 5-osobowej rodzinie wysiedlonej z Warszawy. Było to małżeństwo z dziećmi i babcią. Mieszkali u nas do lutego 1945 roku.
W tym czasie chodziłem do polskiej szkoły, która mieściła się w domu cioci Marii, następnie szkołę przeniesiono do klasztoru Palotynów, gdzie oprócz nauki poznawaliśmy uroki leśnych przygód. Wkrótce Niemcy urządzili w klasztorze koszary, a szkołę ponownie przeniesiono do prywatnego domu.
Echo: - Zbliżało się wyzwolenie. Jak ono wyglądało w Wadowicach?
Mieczysław Brańka: - Miasto zostało wyzwolone 26 stycznia. Wcześniej dochodziły wiadomości radiowe BBC o zbliżającym się froncie. Na przełomie roku 44 i 45 przyglądaliśmy się transportom Niemców na Wschód, a potem ich ucieczce w popłochu na Zachód. Pamiętam jak pewnej nocy obudziła nas grupa Niemców w białych kombinezonach z nartami. Padali z nóg. Nagle usłyszeliśmy strzały. To był patrol rosyjski. Niemcy zaczęli uciekać. Byłem w szoku, widząc zabitego strażnika.
Echo: - Nastąpiło długo oczekiwane wyzwolenie. Jak potoczyły się pana i rodziny losy po wojnie?
Mieczysław Brańka: - Ojciec wrócił do pracy. Dostał propozycję przeniesienia się do Strzelec Opolskich, aby tam pomóc w uruchomieniu dwóch stacji, ale nie przyjął tej pracy. Wolał zostać bliżej domu i dojeżdżać do Bielska, a później do Bielska- Białej. Ja w 1945 roku ukończyłem VI klasę i zdałem do gimnazjum, które zakończyłem małą maturą. Tam też zaczęła się moja przygoda z harcerstwem. Potem przeniosłem się do 3-letniego liceum na wydział chemiczny w Państwowej Szkole Przemysłowej w Bielsku. Jedyną trudnością był dojazd. Wstawałem o 5.00 rano, szedłem 2 km na stację i po 6.00 wsiadałem do pociągu, który 40 km przemierzał przez 1,5 godziny. Miałem czas na drzemkę i powtórkę. Wracałem do domu o 20.00, a gdy po nauce były warsztaty lub laboratorium, to nawet po 22.00. Po kilku miesiącach nie wytrzymałem. Ojciec poszukał mi prywatną kwaterę, a potem dostałem miejsce w internacie. 
Echo: - Co było po szkole średniej?
Mieczysław Brańka: - Można było iść na studia, jak się miało ku temu warunki. Absolwenci objęci byli nakazami pracy. Przed maturą przyjeżdżali do szkół też przedstawiciele różnych zakładów z propozycjami pracy. 21 uczniów z trzech klas maturalnych wybrali do zakładów specjalnych- w tym mnie. Trafiłem do Zakładu Chemicznego w Krupskim Młynie, gdzie pracowałem 8 lat. Tam zastał mnie przełomowy rok 1956 - po prawie 6-letniej przerwie reaktywowano harcerstwo. Z dwoma kolegami założyliśmy szczep ZHP należący do hufca Tarnowskie Góry. W hufcu społecznie pełniłem funkcję zastępcy komendanta, tam też poznałem przyszłą żonę - instruktorkę Urszulę. W 1959 roku, po wizytacji szczepu przez naczelniczkę ZHP Zofię Zakrzewską, zaproponowano mi przejście do pracy w Katowickiej Komendzie Chorągwi ZHP.
Echo: Później los rzucił pana do Tychów…
Mieczysław Brańka: -Z chwilą podjęcia pracy w Katowicach w 1960 roku zamieszkałem w Tychach. W 1963 roku podjęliśmy z Urszulą studia na WSP. Rok później pobraliśmy się i Urszula przeniosła się do Tych, podejmując pracę w oświacie. Zawodowo byłem związany z Tychami, Mikołowem i Katowicami.
Echo: - Od 20 lat jest pan emerytem, pełnym energii i cały czas na „chodzie”....
Mieczysław Brańka: - Jest to czas w moim życiu w całości poświęcony rodzinie. Wnuki były małe, stopniowo dorastały, otoczone naszą opieką. Działka została „wielkim placem zabaw„ -z basenem, zjeżdżalnią, huśtawką, hamakiem, namiotem, sprzętem do zajęć sportowych i zręcznościowych oraz babciną kuchnią z grilla. Gdy wnuki osiągnęły odpowiedni „wiek i wzrost„, rozpoczęliśmy wyjazdy turystyczne szlakiem powstających parków linowych, ścianek wspinaczkowych, parków miniatur - dla nich oraz dla nas były to wielkie atrakcje. Zarówna działka, jak i nasz dom stał i zawsze jest otwarty dla dzieci, wnuków, przyjaciół. Takim miejscem na… gadu-gadu. Dzisiaj dalej zajmuję się działalnością społeczną. Harcerstwo wpisane jest w moje życie rodzinne i zawodowe. W 2011 roku na II Gali Mistrzów Harcerstwa Śląskiej Chorągwi ZHP zostałem laureatem w kategorii „PIERWSZY WŚRÓD NAJLEPSZYCH”, co było dla mnie uhonorowaniem wieloletniego pełnienia instruktorskich funkcji w Komendzie Chorągwi oraz w sztabach harcerskich akcji ZAMONIT, KLIMCZOK, BIESZCZADY-40. Ta pierwsza była największą i najdłużej trwającą akcją w historii ZHP. Na jej 50-lecie wydano książkę, gdzie zamieszczone są wspomnienia żony i moje, jako jednego z komendantów.
Echo: - Jakie wartości, w pana ocenie, są w życiu najważniejsze?
Mieczysław Brańka: - Należy być przyzwoitym i życzliwym człowiekiem. Pamiętajmy, że „życzliwi żyją dłużej”. Warto pomagać, podając pomocną dłoń - to przecież harcerska domena. Ważna jest rodzina, o którą trzeba dbać, bo ona jest oparciem w życiu. Warto też pamiętać, że bezpieczny dom, to dom szczęśliwy.
Echo: - Dziękuję za rozmowę.•

Rozmawiała: 
    Danuta WENCEL

Wywiad

ilustracja

Harcerzem się jest całe życie

Babciu, dziadku – opowiedz swoim wnuczętom

Papież Franciszek podczas ŚDM w Krakowie w lipcu 2016 roku zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków 
i babcie i poświęcili im trochę czasu. Zagonieni dzwonią od czasu do czasu, pytając o zdrowie, nie zdając sobie sprawy, jakie ciekawe historie mają do opowiedzenia

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Pisaliśmy przed laty

ilustracja

Siedem lat z „Echem”

Zacznę od pewnej refleksji. To była szczęśliwa siódemka. Moje siedem lat pracy w redakcji „Echa” - czas zdobywania szlifów dziennikarskich i nieustających emocji. Dlatego zaproszenie redaktora naczelnego do napisania wspomnień przyjęłam ze wzruszeniem, ale też z niepokojem, czy potrafię odtworzyć z przeszłości coś istotnego...

więcej

Reportaż

ilustracja

W krainie bunkrów, mercedesów i osłów!

Tychy/Albania • Podróże kształcą

Albania przez dziesiątki lat niezwykle skutecznie izolowała się od świata. Od 2014 roku posiada status państwa - kandydata oficjalnie ubiegającego się o wejście do Unii Europejskiej. W 2015 roku odwiedziło Albanię ponad 3, 5 mln ciekawskich turystów. Od 2 lat także polscy turyści coraz częściej wybierają ten kraj, jako miejsce wypoczynku.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Sukces gry „Pokemon GO”

„Pokemon Go” zyskuje coraz więcej fanów. Grają dzieci i dorośli. Gra nie jest jedynie okazją do sentymentalnej podróży w czasy dzieciństwa, daje również możliwość poznania nowych znajomych oraz np. zwiedzenia miasta. Rodzi przy tym kilka wątpliwości wartych większej uwagi.

więcej

Interwencje

ilustracja

Poniewierka na stare lata

Tychy • Eksmisja do baraków na ul. Świerkowej

więcej

Partnerzy