Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że susza spowoduje duży wzrost cen żywności?

W numerze

Wydanie
Numer 29/2019

Kompoty nie tylko na letnie poty

Czym jest kompot? Najprościej mówiąc to napój przygotowywany z gotowanych - świeżych lub suszonych -owoców. Składnikami są najczęściej jabłka, gruszki, truskawki, wiśnie, maliny, porzeczki, czereśnie, czy rabarbar. Ale tak naprawdę każdy owoc się nada, choć gotowana pomarańcza na przykład może nadać mu goryczki. Tradycyjne mogą być przyrządzone z dodatkiem cukru, miodu i przypraw. Od ich doboru zależy najwięcej - możemy się skutecznie chłodzić, albo - jeśli pogoda nagle przestaje dopisywać - ogrzewać.

 

ilustracja

Czy kompot w upalne dni nawadnia lepiej niż woda?
5 - litrowy kompot z 1,5 kg owoców działa jak izotonik - zjadając owoce z dna szklanki otrzymujemy około 6 g węglowodanów na 100ml. Idąc tym tropem możemy śmiało powiedzieć, że kompot – przy dobrej jakości wody, którą używamy do gotowania (zawierającej nieco więcej minerałów) nawadnia nas lepiej niż sama, czysta woda. Taki kompot jest niskoenergetyczny - ma zaledwie 23 kcal w 100ml, a przy okazji gasi pragnienie i świetnie smakuje. Nasze babcie znowu miały rację.
Nie namawiam nikogo, by ich wzorem gotował na zimę niezliczone słoiki kompotu, bo ani zagonieni nie mamy na to czasu, ani wielu z nas nie ma ich gdzie trzymać. Ale gdy wokół pełno świeżych owoców, wręcz grzechem jest kupić napój, a nie samemu szybko go zrobić. Aha, jeśli zaś chcecie kupić „kompot” w sklepie, przeczytajcie najpierw skład. Niektóre bardziej wyglądają na aptekarską miksturę, niż napój z wody i świeżych owoców.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z 17 lipca 2019 r.

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Z dr hab. Małgorzatą Myśliwiec, tyszanką, profesorem Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Dariusz Dyrda

W czerwcu przez Polskę przetoczyła się dyskusja o decentralizacji, w tym samym miesiącu Sejm RP po raz piąty odrzucił projekt ustawy o śląskim języku regionalnym. O obu tych sprawach rozmawiamy z najbardziej znanym na Górnym  Śląsku komentatorem politycznym, prof. Małgorzatą Myśliwiec, politologiem z Tychów.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Miasta Duchów

Czy to cień, czy jeniec były, polski, niemiecki, sowiecki? Czy to wiatr, czy echo dawnych salw? Wiatr hula, historia zawodzi, zwiedzać, czy brać za pas nogi? Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Turystyka to nie tylko piękne pałace, strzeliste góry, czyste jeziora. Są tacy, którzy wolą zwiedzać miejsca ludne niegdyś, a dziś wymarłe. Miasta widma. Wiele takich na świecie, ale i na zachodzie Polski, na dawnych terenach niemieckich, także parę znaleźć można. Zapraszam do miast wymarłych.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Morwa - repertuar do nadrobienia

Mało się o niej mówi mimo, że morwa to roślina znana od tysiącleci. Jej owoce, które przypominają śląskie ostrenżyny czyli polskie jeżyny, albo dzikie maliny sugerują, że morwa to po prostu krzak. Nic bardziej mylnego – to drzewo, które potrafi osiągnąć nawet do 10 metrów wysokości i przetrwać nawet 250 lat. W Polsce nie wzięła się przez przypadek, a na jej historię i właściwości warto zwrócić uwagę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Grosz do grosza…

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest, gdy masz pieniądze na przyzwoite zakupy, ale są one w maleńkich nominałach. Grosz, dwa grosze, pięć groszy, dwadzieścia to już grubsza kasa. Dysponuję takimi zawsze, bo mój maż ma dziwny zwyczaj zbieractwa, a raczej porzucania po domu w przeróżnych miejsca drobnych monet, które ja, wychowana w szacunku do pieniądza, zbieram do wielkiego słoika… i zawsze mam dylemat, co zrobić z zebranymi miedziakami. No to dzisiaj sprawdzę, ile są warte. Ruszam w miasto!

więcej

Partnerzy