Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że susza spowoduje duży wzrost cen żywności?

W numerze

Wydanie
Numer 16/2019

Wielkanoc na Śląsku

Tradycje na śląsku różnią się nieco od obrządków w innych częściach kraju. Niektóre z nich zaczerpnięte są w terenów germańskich albo nawiązują do wierzeń pogańskich – a są i takie, które ukształtowały się zupełnie inaczej niż w Polsce, w czasach, gdy było tu już chrześcijaństwo, ale przez 700 lat, gdy Śląsk z Polską nie miał nic wspólnego (więcej z Czechami), zwyczaje ukształtowały się inne.

ilustracja

Ale po niemal stu latach przynależności naszych ziem do Polski, coraz trudniej znaleźć to, co śląskie zwyczaje jeszcze odróżnia. W zasadzie zostały one niemal zupełnie wyparte przez polskie. Tylko gdzieniegdzie jeszcze te śląskie żyją.
Najbardziej zdumieje wielu czytelników na pewno, że Ślązacy nie znali święconki. Ba, nie tylko nie znali, gdy zaczęto ją tu po II wojnie propagować, byli nią wręcz … oburzeni.
– Jedzynio niy idzie świyncić, ono je darem od Ponbóczka i jako taki je świynte samo bez sia! – mówiły stare Ślązaczki zgorszone widokiem niesionego do święcenia jedzenia. Co ciekawe, opinię te podzielali przedwojenni śląscy księża, którzy bardzo niechętnie ugięli się przed zaleceniem biskupa Herberta Bednorza, by święconkę propagować. Trudno nawet stwierdzić, czy i Bednorz – też rodowity Ślązak - wątpliwości tych nie podzielał.
Tak więc święconka zaczęła się u nas upowszechniać w latach 60. XX wieku, a powoli do przybyszy z innych części kraju, zaczęli też z koszyczkami dołączać Ślązacy.
A gdy wymarło pokolenie przedwojenne, wydaje się już, że ten zwyczaj i tutaj jest „od zawsze”.
Ale niektóre śląskie zwyczaje przetrwały. I w sposób oczywisty nawiązują one do wydarzeń Wielkiego Tygodnia, w które wierzą chrześcijanie.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z  17 kwietnia 2019 r.

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Z dr hab. Małgorzatą Myśliwiec, tyszanką, profesorem Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Dariusz Dyrda

W czerwcu przez Polskę przetoczyła się dyskusja o decentralizacji, w tym samym miesiącu Sejm RP po raz piąty odrzucił projekt ustawy o śląskim języku regionalnym. O obu tych sprawach rozmawiamy z najbardziej znanym na Górnym  Śląsku komentatorem politycznym, prof. Małgorzatą Myśliwiec, politologiem z Tychów.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Miasta Duchów

Czy to cień, czy jeniec były, polski, niemiecki, sowiecki? Czy to wiatr, czy echo dawnych salw? Wiatr hula, historia zawodzi, zwiedzać, czy brać za pas nogi? Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Turystyka to nie tylko piękne pałace, strzeliste góry, czyste jeziora. Są tacy, którzy wolą zwiedzać miejsca ludne niegdyś, a dziś wymarłe. Miasta widma. Wiele takich na świecie, ale i na zachodzie Polski, na dawnych terenach niemieckich, także parę znaleźć można. Zapraszam do miast wymarłych.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Morwa - repertuar do nadrobienia

Mało się o niej mówi mimo, że morwa to roślina znana od tysiącleci. Jej owoce, które przypominają śląskie ostrenżyny czyli polskie jeżyny, albo dzikie maliny sugerują, że morwa to po prostu krzak. Nic bardziej mylnego – to drzewo, które potrafi osiągnąć nawet do 10 metrów wysokości i przetrwać nawet 250 lat. W Polsce nie wzięła się przez przypadek, a na jej historię i właściwości warto zwrócić uwagę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Grosz do grosza…

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest, gdy masz pieniądze na przyzwoite zakupy, ale są one w maleńkich nominałach. Grosz, dwa grosze, pięć groszy, dwadzieścia to już grubsza kasa. Dysponuję takimi zawsze, bo mój maż ma dziwny zwyczaj zbieractwa, a raczej porzucania po domu w przeróżnych miejsca drobnych monet, które ja, wychowana w szacunku do pieniądza, zbieram do wielkiego słoika… i zawsze mam dylemat, co zrobić z zebranymi miedziakami. No to dzisiaj sprawdzę, ile są warte. Ruszam w miasto!

więcej

Partnerzy