Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że nasze miejscowości mają dobrą ofertę naferie dla dzieci?

W numerze

Wydanie
Numer 24/2018

Kazimierz Fornal: - Kto czyta, ten żyje podwójnie!

„Jeśli chcesz być nadzieją przyszłości, musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci” - powiedział papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce w lipcu 2016 roku. W myśl tych słów na łamach Echa cyklicznie publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom". Nie wystarczy bowiem zadzwonić tylko do nich od czasu do czasu, pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się, jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Kazimierzem Fornalem, którego prawdziwą pasją na emeryturze stało się czytanie książek.

ilustracja

„Echo”: - W dzieciństwie łowił pan ryby i słuchał bajek? A może już wtedy dużo pan sam czytał?
 Kazimierz Fornal:
- Urodziłem się w czasie wojny w miejscowości Nadole koło Dukli w Beskidzie Niskim. W rodzinie rzemieślniczej. Ojciec Stanisław pracował przed wojną na kolei we Francji jako maszynista. Jeździł lokomotywą podziemną. Przywoził stamtąd książki. Z zawodu był szewcem, wykonywał buty, przede wszystkim damskie pantofelki, czasami też je reparował. Mama Rozalia zmarła w 1947 roku i tata ożenił się po raz drugi. Mam przyrodnią siostrę Helenę.
Pamiętam, jak opowiadano w rodzinie o walkach w dolinie śmierci. Zginęło tam bardzo wielu żołnierzy. Moją ulubioną zabawą z kolegami, jak wszystkich chyba dzieciaków w tych czasach, była wojna. Strzelaliśmy do siebie
z pistoletów zrobionych z drzewa. Paliliśmy ogniska, do którego wyrzucaliśmy niewypały, i które oczywiście wybuchały. Było to bardzo niebezpieczne, z czego w ogóle nie zdawaliśmy sobie sprawy. Bawiliśmy się także
w chowanego, wyścigi z kołem z czołgu, a czasem zakradaliśmy na jabłka u sąsiadów.
Przyznam, że biedy nie pamiętam. Może ją wyparłem z pamięci? Przypominam sobie, że przez jakiś czas chodziłem do przedszkola, które znajdowało się niedaleko domu. Lubiłem tam chodzić, bo były tam małe dziewczynki, a ja nie miałem jeszcze siostrzyczki. Rozrabialiśmy jak wszystkie dzieciaki, np. łapaliśmy kurę, którą wyrzucaliśmy w powietrze w nadziei, że poleci. Tata miał też pomysł, abym grał na skrzypcach, ale szybko wybiłem mu to z głowy. To były beztroskie czasy! Miło wspominam dzieciństwo.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z  13 czerwca 2018 r.

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Zbiorowe wyparcie

Z Markiem Łuszczyną, autorem „Polskich Obozów Koncentracyjnych” rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Biały pułkownik

Komisarz stanu wojennego, który stanął po stronie załogi

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zozwór, jak go tu dawniej zwano

Przyszedł styczeń - miesiąc postanowień noworocznych. Podziwiam z dumą powtarzane hasła w stylu: Nowy Rok – nowa ja. Albo „nowy ja”, bo coroczne szaleństwo dotyczy wszystkich, bez wyjątku. Dla tych, którzy za chwilę po raz pierwszy włożą buty do biegania i postanowią zafundować swojemu nieprzygotowanemu organizmowi terapię szokową (albo już to zrobili i czekają na efekty) mam dwie wiadomości - jak w kawałach... złą i dobrą. Pierwsza jest taka, że z kiepską odpornością i kondycją prawie na pewno zapracujecie na przeziębienie, a druga – żeby nie zniechęcać tak do gruntu – są na to sposoby. Dobre i domowe. Sprawa wygląda tak – chcecie igrać ze styczniową pogodą? Zróbcie zapas imbiru!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Mały ZUS, wielkie cygaństwo!

Z dniem 1 stycznia wszedł „mały ZUS”. Obecne władze reklamują ją jako niezwykłą ulgę dla mikroprzedsiębiorstw. A ja zakładam się w ciemno, że na terenie działania całego tyskiego urzędu skarbowego załapie się na nią nie więcej, niż 100 przedsiębiorców. A może mniej, niż 20. Bo tak naprawdę ci, którzy spełniali kryteria wymyślone przez  rząd PiS-u, albo już umarli z głodu, albo wyemigrowali zbierać pomidory do Holandii, albo zamknęli firmę, żeby iść do najgorzej nawet płatnej roboty.

więcej

Partnerzy