Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że nasze miejscowości mają dobrą ofertę naferie dla dzieci?

W numerze

Powiat
Tychy
Wydanie
Numer6/2018

Anna Szpura: - Nikt nie mówił, że będzie łatwo

Cyklicznie na łamach Echa publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom" w myśl idei Papieża Franciszka, który w lipcu 2016 roku, w trakcie ŚDM w Krakowie zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków i babcie i poświęcili im swój czas. Nie wystarczy zadzwonić do nich od czasu od czasu pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Anna Szpurą, emerytowaną nauczycielką.

ilustracja

Echo: - Na początek, tradycyjnie, zapytam o dzieciństwo…
 Anna Szpura
: - Urodziłam się w Żołyni koło Łańcuta. Tatuś Marcin był bardzo wziętym stolarzem. Robił wszystko, od okien, drzwi poprzez meble, do dachów, nawet na kościołach. Robił to mimo strachu, bo za czasów komuny budowanie kościołów było zabronione. Mama Stefania zajmowała się mną i dwoma siostrami, Marią, która pozostała w Żołyni i Janiną, która mieszka w Lublinie. Obie są wielodzietne, mają 5 i 6 dzieci. Mieliśmy 3-hektarowe gospodarstwo, dwie krowy, konia, świnie i kury. Gdy skończyłam 2 lata, poszłam ze starszą siostrą do ochronki prowadzonej przez siostry zakonne, aby rodzice mogli wykonywać prace gospodarcze.
Moje dzieciństwo nie było łatwe. Nie miałam lalek i innych zabawek. Musiałyśmy z siostrami coś wymyślać, aby zagospodarować jakoś swój czas. Bawiłyśmy się w „kiczkę” (podbijanie patyka patykiem), berka, chowanego oraz grałyśmy w palanta. Często bawiłam się
w stolarni u taty resztkami klocków. Lubiłam wbijać młotkiem gwoździe w podłogę. I tak dzieciństwo powoli minęło.

Echo: - I przyszedł czas na szkołę? Lubiła pani do niej chodzić?
Anna Szpura
: - Tutaj też nie było łatwo. Miałam prawie 3 kilometry do 8-latki. Można było dojść drogą asfaltową, ale straszono nas, że jeżdżą po niej czarne Wołgi, które porywają dzieci. Chodziliśmy więc na „skróty” wąską ścieżynką, pokonując potoki i brudząc buty. Język polski i historia sprawiały mi kłopoty, lubiłam natomiast matematykę i fizykę. Pomagałyśmy sobie
z koleżanką Stefką, z którą do tej pory utrzymuję kontakty.
Pamiętam jak raz „oberwałam łapę” zasuwką z drewnianego piórnika, i to niesłusznie. Nikt nie zrobił zadania z matematyki oprócz mnie, za co groziła kara. Poddałam się jej solidarnie z całą klasą. Potem nauczyciel poprosił mnie do tablicy i gdy je rozwiązałam, już wiedział wszystko.
Lubiłam też gimnastykę, na której wielką radość sprawiało mi wykonywanie figur. Brałam udział w pokazach artystycznych z okazji różnych uroczystości, np. święta 1 Maja w Łańcucie. Podczas Bożego Ciała pokazywałam się tylko na zbiórce, aby nie mieć problemów i uciekałam na procesję. Rzucałam oszczepem i jeździłam na zawody, skąd przywoziłam dyplomy. Śpiewałam też w chórze. Byłam trochę „chłopczycą”. Raz poszliśmy całą klasą na wagary, za co wszystkim obniżono oceny z zachowania. Ale to były fajne czasy, mimo, że często z książką pod pachą musiałam pasać krowy, czego bardzo nie lubiłam.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z 7 lutego 2018 r.

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Zbiorowe wyparcie

Z Markiem Łuszczyną, autorem „Polskich Obozów Koncentracyjnych” rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Biały pułkownik

Komisarz stanu wojennego, który stanął po stronie załogi

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zozwór, jak go tu dawniej zwano

Przyszedł styczeń - miesiąc postanowień noworocznych. Podziwiam z dumą powtarzane hasła w stylu: Nowy Rok – nowa ja. Albo „nowy ja”, bo coroczne szaleństwo dotyczy wszystkich, bez wyjątku. Dla tych, którzy za chwilę po raz pierwszy włożą buty do biegania i postanowią zafundować swojemu nieprzygotowanemu organizmowi terapię szokową (albo już to zrobili i czekają na efekty) mam dwie wiadomości - jak w kawałach... złą i dobrą. Pierwsza jest taka, że z kiepską odpornością i kondycją prawie na pewno zapracujecie na przeziębienie, a druga – żeby nie zniechęcać tak do gruntu – są na to sposoby. Dobre i domowe. Sprawa wygląda tak – chcecie igrać ze styczniową pogodą? Zróbcie zapas imbiru!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Mały ZUS, wielkie cygaństwo!

Z dniem 1 stycznia wszedł „mały ZUS”. Obecne władze reklamują ją jako niezwykłą ulgę dla mikroprzedsiębiorstw. A ja zakładam się w ciemno, że na terenie działania całego tyskiego urzędu skarbowego załapie się na nią nie więcej, niż 100 przedsiębiorców. A może mniej, niż 20. Bo tak naprawdę ci, którzy spełniali kryteria wymyślone przez  rząd PiS-u, albo już umarli z głodu, albo wyemigrowali zbierać pomidory do Holandii, albo zamknęli firmę, żeby iść do najgorzej nawet płatnej roboty.

więcej

Partnerzy