Sondaż publiczny

Wybory samorządowe już niebawem. W naszej okolicy najważniejszym samorzowcem jest prezydent Tychów. Obecny – Andrzej Dziuba – pełni tę funkcję już od 18 lat.

W numerze

Powiat
Tychy
Wydanie
Numer6/2018

Anna Szpura: - Nikt nie mówił, że będzie łatwo

Cyklicznie na łamach Echa publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom" w myśl idei Papieża Franciszka, który w lipcu 2016 roku, w trakcie ŚDM w Krakowie zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków i babcie i poświęcili im swój czas. Nie wystarczy zadzwonić do nich od czasu od czasu pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę Danuty Wencel z Anna Szpurą, emerytowaną nauczycielką.

ilustracja

Echo: - Na początek, tradycyjnie, zapytam o dzieciństwo…
 Anna Szpura
: - Urodziłam się w Żołyni koło Łańcuta. Tatuś Marcin był bardzo wziętym stolarzem. Robił wszystko, od okien, drzwi poprzez meble, do dachów, nawet na kościołach. Robił to mimo strachu, bo za czasów komuny budowanie kościołów było zabronione. Mama Stefania zajmowała się mną i dwoma siostrami, Marią, która pozostała w Żołyni i Janiną, która mieszka w Lublinie. Obie są wielodzietne, mają 5 i 6 dzieci. Mieliśmy 3-hektarowe gospodarstwo, dwie krowy, konia, świnie i kury. Gdy skończyłam 2 lata, poszłam ze starszą siostrą do ochronki prowadzonej przez siostry zakonne, aby rodzice mogli wykonywać prace gospodarcze.
Moje dzieciństwo nie było łatwe. Nie miałam lalek i innych zabawek. Musiałyśmy z siostrami coś wymyślać, aby zagospodarować jakoś swój czas. Bawiłyśmy się w „kiczkę” (podbijanie patyka patykiem), berka, chowanego oraz grałyśmy w palanta. Często bawiłam się
w stolarni u taty resztkami klocków. Lubiłam wbijać młotkiem gwoździe w podłogę. I tak dzieciństwo powoli minęło.

Echo: - I przyszedł czas na szkołę? Lubiła pani do niej chodzić?
Anna Szpura
: - Tutaj też nie było łatwo. Miałam prawie 3 kilometry do 8-latki. Można było dojść drogą asfaltową, ale straszono nas, że jeżdżą po niej czarne Wołgi, które porywają dzieci. Chodziliśmy więc na „skróty” wąską ścieżynką, pokonując potoki i brudząc buty. Język polski i historia sprawiały mi kłopoty, lubiłam natomiast matematykę i fizykę. Pomagałyśmy sobie
z koleżanką Stefką, z którą do tej pory utrzymuję kontakty.
Pamiętam jak raz „oberwałam łapę” zasuwką z drewnianego piórnika, i to niesłusznie. Nikt nie zrobił zadania z matematyki oprócz mnie, za co groziła kara. Poddałam się jej solidarnie z całą klasą. Potem nauczyciel poprosił mnie do tablicy i gdy je rozwiązałam, już wiedział wszystko.
Lubiłam też gimnastykę, na której wielką radość sprawiało mi wykonywanie figur. Brałam udział w pokazach artystycznych z okazji różnych uroczystości, np. święta 1 Maja w Łańcucie. Podczas Bożego Ciała pokazywałam się tylko na zbiórce, aby nie mieć problemów i uciekałam na procesję. Rzucałam oszczepem i jeździłam na zawody, skąd przywoziłam dyplomy. Śpiewałam też w chórze. Byłam trochę „chłopczycą”. Raz poszliśmy całą klasą na wagary, za co wszystkim obniżono oceny z zachowania. Ale to były fajne czasy, mimo, że często z książką pod pachą musiałam pasać krowy, czego bardzo nie lubiłam.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z 7 lutego 2018 r.

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Mordowali polskich patriotów

Rozmowa z Damianem Fierlą, tyskim historykiem i wielokrotnym weteranem bitwy wyrskiej.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wrzesień '39 w naszej okolicy

Autentyczne wspomnienia Ślązaków z września 1939 roku, a nie opracowania historyków. Prawdę powiedziawszy, znacznie się od tych opracowań różnią. I chyba warto spojrzeć na wrzesień 1939 roku ich oczami. Wtedy łatwiej zrozumieć, że dla mieszkańców województwa śląskiego wkroczenie Niemców było czymś zupełnie innym, niż dla reszty mieszkańców Polski. Warto ją przeczytać, by zrozumieć, jak złożona jest śląska historia. I jak inna od choćby warszawskiej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Żurawina – mały owoc o dużym potencjale

O zaletach owoców żurawiny wielkoowocowej wieki temu bardzo dobrze wiedzieli rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej. Cenili zarówno jej smak jak i właściwości, dlatego poza włączeniem jej do codziennej diety, zaczęli ją wykorzystywać w medycynie i jako naturalny barwnik do farbowania tkanin.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Bieruński geszeft po warszawsku

Nowak – cudotwórca. I nie chodzi wcale o Zbigniewa Nowaka

więcej

Partnerzy