Sondaż publiczny

Czy uważasz, że zima w tym roku znów zaskoczy drogowców?

W numerze

Wydanie
Numer6/2018

Święto krepla

Tłusty Czwartek

ilustracja

Już jutro będziemy mogli się bezkarnie objadać pączkami, faworkami i innymi słodkimi pysznościami - przed nami bowiem tłusty czwartek, czyli ulubiony dzień w roku każdego łasucha.

Tłusty czwartek to dzień, który rozpoczyna ostatki - ostatni tydzień karnawału przed Wielkim Postem.  W związku z tym, że zależy od daty Wielkanocy, jest to święto ruchome, które w tym roku przypada na 8 lutego. To dzień, w którym nawet osoby będące na diecie przestają przejmować się kaloriami i bez najmniejszych wyrzutów sumienia mogą objadać się pysznymi pączkami.
Skąd wziął się Tłusty Czwartek?
Tradycja ma swoją długą historię. Dawniej czas przed Wielkim Postem nazywano zapustami lub mięsopustem. Określano tak ostatki lub cały czas trwania karnawału. Mięsopust oznaczał, że niedługo ze stołów znikną pożywne, mięsne potrawy i zastąpią je pokarmy postne. Stąd wzięła się tradycja obfitego jedzenia przed Wielkim Postem.
Trzeba było wykorzystać ostatnie dni i nacieszyć się zabawą oraz smacznymi potrawami, zanim nastały długie tygodnie „suszenia”, czyli postu. W świętowaniu wyrażano także radość z rychłego nadejścia wiosny i oczekiwania na przebudzenie się przyrody, od której zależało życie naszych przodków. Za czasów naszych pradziadków większość mieszkańców Polski wiodła skromne życie i jadła biednie. Nie było sklepów i lodówek pełnych jedzenia. Ludzie musieli opierać swoją dietę na tym, co zgromadzili jesienią - przetworach, zbożu, niektórych owocach i warzywach. Niewielu było stać na mięso czy słodycze. Dlatego to, co tłuste i słodkie, było dla nich prawdziwym dobrodziejstwem i okazją do świętowania.
Karnawał obchodzono jednak hucznie i organizowano w tym czasie wiele zabaw. Kulminacją tego wszystkiego były ostatki - ostatnie dni, w których można było używać zabawy i jedzenia - dlatego nie żałowano wtedy tłustego, smacznego jedzenia. Trzeba było najeść się do syta i nabrać sił na zimowe tygodnie postu.

Więcej w papierowym lub e-wydaniu „Echa” z 7 lutego 2018 r.

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Miśka, Ślązaczka i Twoja twarz brzmi znajomo

Bieruńska Michalina Sosna po tyskim „Kruczku”, podbija warszawskie sceny

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Ślązacy rozgromili Bonapartego

To  u nas dano hasło… zrzucenia jarzma cesarza Napoleona

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Polska cytryna – czas na pigwę!

Niby wszyscy ją znamy, wiemy jak wygląda, ale kojarzymy ją głównie z nalewkami. Fakt, pigwa jest dzisiaj mało popularnym owocem, mało kto wie jak ją odpowiednio przygotować - nie da się jej tak po prostu zerwać z drzewa jak jabłka, albo gruszki i zjeść. Trzeba ją najpierw odpowiednio przetworzyć, surowa rzeczywiście może odstraszyć – jest twarda jak kamień i jak na polską cytrynę przystało, bardzo kwaśna. Wierzcie mi, warto wiedzieć o co w tej całej pigwie chodzi!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Święty czy podciep czyli kim jest Mikołaj

Wyobrażacie sobie, że w rocznicę urodzin papieża-Polaka ktoś – twierdząc, że to ku jego pamięci – będzie chodził ubrany w strój klauna i przedstawiał się, jako Jan Paweł II? Najdalej za dwie godziny ktoś poleci  na prokuraturę, donieść o obrazie uczuć religijnych. I w zasadzie można zrozumieć, że taka sytuacja kogoś, kto czci Jana Pawła II, bądź co bądź świętego, może obrażać. Podobnie jak ktoś, kto wciągnie na siebie skórę niedźwiedzia – i nie będzie twierdził, że jest teraz miśkiem, tylko, powiedzmy, św. Krzysztofem, patronem Tychów. To chyba też obraza uczuć religijnych, też na prokuraturę trzeba lecieć.

więcej

Partnerzy