Sondaż publiczny

Czy w tym roku przyłączysz się do którejś z przedświątecznych akcji pomocy potrzebującym?

Reportaż

W krainie bunkrów, mercedesów i osłów!

Tychy/Albania • Podróże kształcą

Albania przez dziesiątki lat niezwykle skutecznie izolowała się od świata. Od 2014 roku posiada status państwa - kandydata oficjalnie ubiegającego się o wejście do Unii Europejskiej. W 2015 roku odwiedziło Albanię ponad 3, 5 mln ciekawskich turystów. Od 2 lat także polscy turyści coraz częściej wybierają ten kraj, jako miejsce wypoczynku.

ilustracja

 Wiedza turystów na temat Albanii jest znikoma. Niewiele osób wie, że np. matka Teresa z Kalkuty urodziła się w tym kraju. Tak było również w moim przypadku, gdy na początku sierpnia zdecydowałam się na last minute do „krainy orłów”, bo tak nazywają swój kraj Albańczycy i nie bez powodu na ich ich czerwonej fladze króluje dwugłowy czarny ptak. Inne słowo, którym określają swój kraj to - Shquiperia, które można tłumaczyć, jako „kraj ludzi mówiących otwarcie, wprost”.
Prawie same mercedesy
Po „twardym lądowaniu” samolotu na lotnisku w Tiranie przypominającym nasze „Okęcie” przed 30 laty, powitała nas w autobusie rezydentka słowami: „Czas w Albanii jest taki sam jak w Polsce i ruch jest prawostronny. I na tym kończą się podobieństwa pomiędzy naszymi krajami”.
Ruszyliśmy z Tirany w stronę hotelu Majestic do Durres, kurortu znanego z portu i rzymskich zabytków, gdzie natrafiliśmy na poranny chaos komunikacyjny, który próbowała opanować policja. Tak zaczęła się moja przygoda z tym krajem.
W biednej Albanii podstawowym modelem samochodu, który można zobaczyć zarówno na reprezentacyjnej ulicy, jak i polnej wiejskiej drodze, w wersji luksusowej albo niemal zabytkowej, wyprodukowanej kilkadziesiąt lat temu, jest Mercedes. Albańczycy tłumaczą, że to najlepsze wozy na ich kiepskie drogi. Poza tym mercedesy mają tu rangę pewnego symbolu. Któż chciałby inny samochód, skoro może mieć mercedesa?
Stare modele Merców zwykle przywożą emigranci z Niemiec, przyjeżdżający na wakacje do rodzin w kraju. Nowe są często kradzione.
Czasem brakuje wody, wyłączany jest prąd
W końcu udało nam się bezpiecznie przedrzeć przez centrum miasta pełnego bazarów i nowoczesnych hoteli wciśniętych pomiędzy walące się budynki mieszkalne i dotrzeć do spokojniejszej dzielnicy Pepla. Miłe powitanie na recepcji i hotel przy pięknej piaszczystej plaży, na której leżaki mają numerki przypisane do pokoi i szum morza rekompensuje różne inne niedogodności (brak wody w ciągu dnia czy wyłączany prąd).
Obsługa uśmiechem nadrabia niedouczenie i brak znajomości jakiegokolwiek języka – stwierdzimy po kilku dniach z Dorotą i Przemkiem Milczarek  z telewizji Canal Plus oraz ich córką Maurą, z którymi się zaprzyjaźniłam.
Większość społeczeństwa „krainy orłów” wyznaje islam (60proc). Albańczycy są jednak tolerancyjni. Rzadko widzi się na ulicach Albanki w burkach. Czasem, to prawda, kąpią się w morzu, jednak z zakrytym ciałem. Kobiety nie powinny się jednak opalać topless. Jest to tutaj nielegalne. W 2006 roku grupa 30 wyzwolonych Skandynawek przechadzała się plażą topless wywołując skandal. Wezwano policję, która miała wyjaśnić sprawę ”rozwiązłych kobiet”.
Mężczyźni z kolei tłumnie okupują stoliki aż do wieczora i chociaż już koło południa zastępują espresso piwem Korca, Tirana albo Koan, to agresywnych pijanych nigdzie się nie zobaczy.
W Albanii do baru przychodzi się posiedzieć i popatrzeć na ulicę, a nie upić. Często takich mężczyzn można spotkać w Durres na skwerku prowadzącym do głównej promenady przy grze w szachy.
Ichniejszy lans
Wieczorem, kiedy słońce przestanie wreszcie palić, panowie wracają do domu i zabierają żony na xhiro [czyt. dżiro]? To rytuał niezwykły i coraz rzadziej spotykany. Trudno nawet wytłumaczyć, czym jest: starsi nazwaliby go pewnie spacerem, młodzi - lansem. Tuż przed zachodem słońca na wybranej ulicy w mieście nagle zaczyna przybywać ludzi. Już na pierwszy rzut oka widać, że są odświętnie ubrani. Dziewczyny rozpuściły włosy, założyły mini i postukują szpilkami. Chłopcy szpanują ciemnymi okularami i pobrzękują złotymi łańcuszkami. Panowie prowadzą pod rękę panie, staruszki prezentują nienagannie ułożone włosy, staruszkowie poprawiają krawaty.
Wszyscy przechadzają się dostojnie, rozmawiając i pozdrawiając znajomych. Można ich spotkać kupujących u ulicznego sprzedawcy upieczoną kolbę kukurydzy lub lody. Wdowy ubrane do końca życia na czarno siedzą często na ławeczkach dotrzymując sobie towarzystwa.
Najważniejsza jest rodzina
Rodzina w Albanii jest bardzo ważna. Anxhela, jedna z kelnerek naszego hotelu, zaprasza mnie w odwiedziny, co przyjmuję z wielkim zainteresowaniem. Z plaży do ich domu, razem z ich mamą, sprzataczką w hotelu, podwozi nas manager.
Jest po 23.00 i wokoło panują egipskie ciemności, ale w okazałej willi płonie światło. Zostaję posadzona na honorowym miejscu w salonie, gospodyni natychmiast stawia przede mną słodycze i owoce. Próbuję tortu pozostałego z urodzin wujka Anxheli. Nie należy odmawiać poczęstunku, bo może być to odczytane, jako obraza. Pijemy symboliczną lampkę wina i zaczynamy się bliżej poznawać.
Pytam, jakiego są wyznania.
- Jesteśmy Muzułmanami, ale nie praktykujemy - odpowiadają trochę zażenowani. Udało się dyktatorowi Hoxhy (Hodży), panującemu w kraju ponad 40 lat, który niszczył wszystkie religie i świątynie, starając się stworzyć z Albanii pierwsze w świecie ateistyczne państwo - myślę po cichu.
- Skończyłam szkołę pielęgniarską - wyznaje Anxhela. -  Nie mam pieniędzy albo znajomości, aby odbyć praktykę i dostać pracę w szpitalu. Dlatego pracuję w hotelu. Zarabiam 200 Euro miesięcznie, podobnie jak moja mama, która tam sprząta, i tata, który jest kierowcą autobusu. Babcia, która pracowała w oświacie, nie dostaje emerytury. Utrzymuje się z 70 Euro, które dostaje dziadek – dodaje.
- Mieszkamy razem i sobie pomagamy - uzupełnia siostra Lola, uczennica szkoły średniej, podobnie jak jej siostrzenica Besja. Obie dorabiają sobie przez wakacje w hotelu Majestic. (Przy barku alkohol serwował 15-letni Patrik, który szybko uczył się polskiego).
750 tys. bunkrów
Po czasie rozmowa schodzi na schrony zwane bunkrami, zbudowane głównie w latach 1972-1984. Jest ich w Albanii około 750 tysięcy. Trwają, jako symbol paranoicznej wyobraźni komunistycznego dyktatora Enver'a Hoxha, który żył w ciągłym strachu przed inwazją obcych państw.
Bunkry są wszędzie. Jak wielkie betonowe grzyby wyrastają ze zboczy, w palmowych gajach, uprawach winorośli. Stoją na podwórkach, pomiędzy domami, stanowią część ogrodzeń. Wyłaniają się z morza, czasami zalewają je rzeki, osuwają się razem ze zboczem. Próbuje się je zburzyć, ale nie jest to takie proste, bo są niemal niezniszczalne. Gdyby w każdym z nich schroniło się 4 Albańczyków, kraj byłby całkowicie wyludniony. Jeśli kiedykolwiek nastąpi nuklearna zagłada, Albania jest krajem, w którym każdy chciałby się znaleźć w tym momencie!
Honor i gościnność
Urzekła mnie gościnność rodziny Kalemi w Plepa-Shkallnur.  Wywodzi się z XV-wiecznego kodeksu Kanun, który regulował niemal wszystkie aspekty życia.  Najważniejsze to honor i właśnie gościnność. Każdemu gościowi, nawet, jeśli jest wrogiem, należy się szacunek, miejsce przy stole i zaoferowanie wszystkiego, co najlepsze.
Miałam do wyboru trzy pokoje do spania. Wybrałam ten dla gości. Rano obudził mnie ojciec Anxheli, Baci, który zaczął majstrować przy samochodzie, rozbitym dwa dni wcześniej przez Anxhelę. Przyglądał się temu jego ojciec, dziadek Mevlani, który robił poranny obchód posesji. Babcia Sylvie zaprosiła mnie do siebie na górę na śniadanie na tarasie.
Si jeni? - Jak się masz? - zapytała. Mir - odpowiedziałam, co znaczy dobrze. Na stole tradycyjne pojawiły się „petulle”, podobne do naszych racuchów, które usmażyła na oleju. Można je jeść z serem i dżemem figowym, do tego kawa z tradycyjnego metalowego dzbanka (xhezve), w którym się ją parzy.
Dołączył do nas Baci. Żona Dhurata postawiła przed nim filiżankę kawy i kieliszek raki, narodowego alkoholu Albanii, wódki wyrabianej z winogron. Oprócz raki należy w Albanii spróbować Skanderbega - lokalnego koniaku, nazwanego  na cześć bohatera narodowego. Fabryka tego trunku znajduje się w Durres.
Kuchnia albańska przypomina turecką lub grecką. Zajadałam się wspaniałymi frutti e detit, w tym „moule”, o bardzo wysublimowanym smaku oraz świeżymi ciastami, szczególnie kadaifem - ciastem złożonym z drobnych niteczek, stąd w krajach islamu nazywane jest włosami anielskimi. Wygląda jakby zostało zrobione z drobniutkiego makaronu. Taką bazę nasącza się słodkim syropem, wzbogaca się o orzechy lub ser.
Wszędzie króluje „byrek”- rodzaj strucla nadziewanego serem, mięsem, szpinakiem, pomidorami i cebulą. Spróbowałam przysmaku „kuktiree”(kawałki owczych jelit opiekanych i podawanych w formie szaszłyku) oraz „pa kolce”(zupa gotowana na owczej głowie). Nie będę jednak pisać o moich odczuciach. 
Głową najlepiej nie ruszać
Po śniadaniu, podczas którego za tłumaczkę z pomocą translatora robi Besja, babcia Selvi proponuje przechadzkę na „końskie wzgórza”. Musiałam uważać z odpowiedzią. Wiele zamieszania sprawiają słowa "nie" i "tak". "Tak" to po albańsku "po" i ruch głowy z prawej w lewo; "nie" - to "jo" i skinięcie głową. Najlepiej w ogóle nią nie ruszać.
Po drodze  na wzgórza mijałyśmy pozostałości po schronach. Na plantacjach winogron dostrzegłam „pięć” grzybków obok siebie. Przed nami rozciągał się piękny widok na morze i długą piaszczystą plażę. Aż wreszcie dotarłyśmy na szczyt z okazałym hotelem, wybudowanym na bunkrze ze stadniną koni i małym rezerwatem zwierząt, w tym jeleni.
Z nieba lał się żar. Wypiłam bardzo spragniona piwo „Korca”, a Selvi i Besja wodę sodową. Gdy chciałam zapłacić, babcia Selvi zrobiła taką minę, że wolałam schować leke
(1Euro=130 leke). Z jej długiej mowy po albańsku i gestykulacji zrozumiałam, że jestem ich gościem i nie ma mowy o jakimś płaceniu.
Kiedy żegnałam się z rodziną Kalemi, na drogę dostałam   „petulle” od babci i serwetki na ławę robione ręcznie od Dhuraty. „Faleminderit” - dziękuję. Schodziłyśmy z Besją w dół do hotelu dziurawą, krętą drogą, przy której stoją okazałe domy. Obejścia wokół czyste, ale poza ogrodzeniem smród, brud i... śmieci. Te w Albanii to rzecz powszechna, szpecąca nawet najdzikszą okolicę. Nikt się tu nimi nie przejmuje i - jak za całe inne zło - odpowiadają za nie komuniści, którzy rzucających papierki na ulicę uznawali za wrogów klasowych, więc w czasach wolności każdy śmieci, ile chce. Bez komentarza!
Plaża w Durres i awaryjne lądowanie
Wśród zagranicznych turystów na plaży można spotkać Albańczyków, którzy wyemigrowali do Niemiec, Szwajcarii, Włoch, Grecji a nawet Skandynawii i przyjeżdżają do dawnej ojczyzny na wczasy. Durres i okolice jest też ulubionym miejscem wypoczynku dla Kosowian i Macedończyków. Jednak nie słychać, jak w wielu innych kurortach na świecie, języka rosyjskiego. Z powodów politycznych.
Albania, pełna walących się budynków, gór śmieci, dziur w chodnikach i rozpadających się bunkrów, na pewno nie należy do najpiękniejszych krajów, ale ma swój niepowtarzalny urok. Jest dziki i tajemniczy. Warto go zobaczyć, zanim zacznie gonić standardami Europę i będzie kolejnym walczącym o przyjezdnych, a potem wyciskającym z nich ostatnie euro krajem.
Na razie turysta jest w Albanii gościem, a nie skarbonką. I czuje się tam bezpiecznie, co w dzisiejszych niespokojnych czasach jest bardzo ważne. Przekonałam się o tym wędrując plażą w stronę molo na występ zespołu folklorystycznego w ostatni wieczór. W restauracji na molo czekali na mnie Przemek, Dorota, która miała imieniny i Maura.
Ludowa muzyka albańska wykazuje podobieństwa do muzyki krajów bałkańskich. Są w niej widoczne wpływy arabskie, tureckie, także włoskie. Byliśmy pod wrażeniem tańców ludowych. Potem tancerze wciągnęli do zabawy turystów. Trzeba mieć niezłą kondycję podczas długich tańców.
Na lotnisku w Tiranie okazało się, że samolot, którym mieliśmy wracać, miał awarię. Trzeba było wymienić pompę hydrauliczną, co trwało 7 godzin. Wylądowaliśmy na lotnisku Chopina przy asyście służb ratowniczych. Był problem z otwarciem luku bagażowego, ale wszystko dobrze się skończyło. Po 24 godzinach dotarłam do Tychów.” Wszędzie dobrze, ale najlepiej jednak w domu”. •

Danuta WENCEL

Wywiad

ilustracja

Irena Kurowska: - Należy szanować ludzi i siebie

Bohaterka filmu pt. „Ewangelicy”

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Pisaliśmy przed laty

ilustracja

Siedem lat z „Echem”

Zacznę od pewnej refleksji. To była szczęśliwa siódemka. Moje siedem lat pracy w redakcji „Echa” - czas zdobywania szlifów dziennikarskich i nieustających emocji. Dlatego zaproszenie redaktora naczelnego do napisania wspomnień przyjęłam ze wzruszeniem, ale też z niepokojem, czy potrafię odtworzyć z przeszłości coś istotnego...

więcej

Reportaż

ilustracja

W krainie bunkrów, mercedesów i osłów!

Tychy/Albania • Podróże kształcą

Albania przez dziesiątki lat niezwykle skutecznie izolowała się od świata. Od 2014 roku posiada status państwa - kandydata oficjalnie ubiegającego się o wejście do Unii Europejskiej. W 2015 roku odwiedziło Albanię ponad 3, 5 mln ciekawskich turystów. Od 2 lat także polscy turyści coraz częściej wybierają ten kraj, jako miejsce wypoczynku.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Przeznaczona na deweloperkę?

Co dalej z budynkiem po SP 21?

Zamknięta od trzech lat szkoła przy ulicy Młodzieżowej 7 w Tychach wciąż stoi bezczynnie. Choć w budynku tkwi ogromny potencjał, nikt dotąd nie podjął jakichkolwiek kroków, by go wykorzystać.

więcej

Interwencje

ilustracja

Poniewierka na stare lata

Tychy • Eksmisja do baraków na ul. Świerkowej

więcej

Partnerzy