Sondaż publiczny

Kiedy przestałeś wierzyć w świętego Mikołaja?

Echo historii

Jest drugi taki region w świecie?

Którą śląską noblistką jest Olga Tokarczuk? Chyba piętnastą

Zapowiadając tydzień temu tekst o śląskich noblistach dokładnie na to liczyłem. Że we środę dołączy do nich kolejna osoba – pisarka Olga Tokarczuk. I tak naprawdę to jej Nobel jest powodem, żeby śląskich noblistów przypomnieć. Bo większość z nas nic o nich nie wie. Grzegorz Schetyna dowiedziawszy się o jej Noblu napisał: pierwszy literacki Nobel na Dolnym Śląsku. A to nieprawda. Pierwszego, 117 lat wcześniej dostał Gerhard Hauptmann, autor wyśmienitych naturalistycznych dramatów.

ilustracja

 

Pisarz, który od urodzenia do śmierci mieszkał na Dolnym Śląsku. Urodził się w Bad Salzbrunn (dziś  Szczawno-Zdrój, de facto przedmieście Wałbrzycha), zmarł na przedmieściach Jeleniej Góry w 1946 roku gdy tereny te należały już do Polski. Największy rozgłos  pisarz zyskał dzięki sztuce Da Waber (Tkacze) napisanej w dolnośląskim dialekcie języka niemieckiego. Co ciekawe, jego bratu  w dużej mierze swojego Nobla zawdzięcza Reymont, bo to właśnie Carl Hauptmann przetłumaczył Chłopów na język niemiecki, udostępniając ich tym sposobem europejskim czytelnikom.

Poza dwoma pisarzami z Noblem ze Śląska (Hauptmann i Tokarczuk) region  ma  też kilkunastu innych. Metody określania, kto jest stąd bywają różne, dlatego niektórzy potrafią naliczyć nawet 17 śląskich noblistów, przyjmijmy jednak,  że jest ich 15. Poza dwójką pisarzy po czterech fizyków, chemików lekarzy i jeden matematyk. Zasadniczo bowiem przyjmuje się, że człowiek jest stąd, gdzie miejsce jego urodzenia.

Fizycy światowej  czołówki

A jeśli tak, to  bez wątpienia najbardziej znanym śląskim laureatem nagrody Nobla jest Maria Goeppert-Mayer, druga po Skłodowskiej-Curie kobieta, która dostała Nobla z fizyki, i to nawet z tej samej fizyki atomowej.  Urodziła się w 1906 r. w Katowicach, gdzie  jej ojciec był wybitnym lekarzem,  na tyle wybitnym, że gdy  miała 3  lata, objął katedrę pediatrii uniwersytetu w Getyndze (dziadek zresztą też był profesorem, tyle, że prawa, pradziadek botaniki). Na tym samym uniwersytecie jego córka studiowała matematykę i później fizykę, obroniła doktorat. Gdy w 1930 roku wyszła za mąż za amerykańskiego uczonego przeniosła się USA. To jedna z bardzo nielicznych niemieckich uczonych, która nie uciekła przed hitlerowcami (nie miała żydowskich korzeni), lecz wyjechała do Stanów z  przyczyn rodzinnych. Tam, wraz z kolegami z uniwersytetu w Getyndze pracowała nad budową bomby atomowej. Jednak po wybuchu bomb w Hiroszimę i Nagasaki stanowczo opowiedziała się przeciwko używaniu atomu w celach wojennych i brała udział w powołaniu Komisji Energii Atomowej, której celem pokojowe wykorzystanie energii atomowej.

Po  wojnie pracowała nad budową jądra atomu i to za te badania w 1963 roku dostała Nobla. Bardzo intensywnie wspierała też śląskich imigrantów w USA. W 1967 roku, z okazji 100 rocznicy urodzin Skłodowskiej, podobnie jak wielu wybitnych fizyków ze świata została zaproszona do Warszawy. Komunistyczne władze zapytały ją, czy ma jakieś życzenie. Odpowiedziała, że chce zobaczyć Katowice. Życzenia nie spełniono.

 Kolejni bardzo znani w świecie nauki śląscy fizycy-nobliści to Otto Stern i Max Born. A w zasadzie w  kolejności odwrotnej, bo to Born był długo mentorem Sterna.

Max Born  urodził się we Wrocławiu, a o sprawy finansowe nie musiał troszczyć się nigdy, jego ojciec był bowiem profesorem anatomii, a matka pochodziła z bogatej rodziny przemysłowców. Związany był też ze Śląskiem znacznie dłużej, bo rozpoczął tu studia, chociaż potem kontynuował je na innych niemieckich i szwajcarskich uniwersytetach. Potem był wykładowcą  w Getyndze, gdzie zresztą  był promotorem doktoratu Marii Goeppert-Mayer. W 1933 roku, mając 51 lat, w obawie przed hitlerowskimi represjami (był Żydem) przeniósł się na uniwersytety brytyjskie, gdzie nadal zajmował się mechaniką kwantową, za którą w 1954 roku dostał Nobla. Pod koniec życia wrócił do Niemiec, a w 1955 roku podpisał wraz z 17 innymi niemieckimi naukowcami Manifest z Göttingen (Getyngi) sprzeciwiający  się uzbrojeniu Bundeswehry w broń atomową. Także on  po 1933 roku nigdy już Śląska nie widział.  Zmarł w 1970 roku. Był dziadkiem znanej piosenkarki Olivii Newton-John.

Natomiast urodzony w Żorach Otto Stern nijak nie pasuje do stereotypu szalonego naukowca. Trybem życia przypominał raczej utracjusza, lubił kobiety, drogie wina, drogie cygara i uwielbiał kino. W odróżnieniu od poprzedników nie był dzieckiem naukowca, lecz bogatego żydowskiego kupca, który, gdy Otto miał cztery lata, przeprowadził się z rodziną do Wrocławia. To tu Otto skończył studia i zaczął naukową karierę, z  pogranicza fizyki i chemii.

W 1912 roku obronił, mając 24 lata, doktorat i ze znacznie starszym, już profesorem,    Albertem Einsteinem przeniósł się na Uniwersytet w Pradze, by jednak rok później,  także wraz z nim wybrać uniwersytet w Zurychu.

I wojnę światową spędził w pruskiej armii, chociaż w tym czasie sierżant Otto  Stern… obronił habilitację. W okresie  międzywojennym pracował na  kilku uczelniach, a po dojściu Hitlera do władzy wyemigrował do USA. Nobla dostał podczas II wojny światowej, za  1943 rou, także za coś, co nawiązuje do fizyki jądrowej. Także  on pracował przy projekcie Manhattan (budowa bomby atomowej). W wieku 81 lat zmarł w USA, w kinie, które kochał, podczas oglądania filmu.

Ze Zgorzelca (Görlitz ) pochodził Hans Georg Dehmelt, który zmarł dwa lata temu, a swoją nagrodę otrzymał w 1989 roku. Był żołnierzem Wehrmachtu, ale musiał przejawiać niesamowite zdolności, jeśli po bitwie stalingradzkiej został skierowany na studia, ale po roku na fizyce znów wysłano go na front, tym razem zachodni.  Po okresie w obozie jenieckim wrócił na studia, do Getyngi, a ;po obronie doktoratu przeniósł się do USA,gdzie pracował  na uniwersytecie w Seattle ,   do emerytury, na którą przeszedł w 2002 roku.Nagrodę Nobla (wraz z  Wolfgangiem Paulem) otrzymał  za skonstruowanie pułapek jonowych , dzięki którym można badać najmniejsze cząstki materii.

Piątym fizykiem, którego można powiązać ze Śląskiem był Phillip Lenard, wprawdzie z Bratysławy, ale niemal całe naukowe życie związany z uniwersytetem wrocławskim. To pierwszy noblista związany ze Śląskiem (1905), ale niestety, fanatyczny  hitlerowiec, twórca teorii fizyki aryjskiej, przeciwstawiając ją „fizyce żydowskiej” Einsteina. To on próbował dla Hitlera zbudować broń atomową.

Chemicy budowali… potęgę III Rzeszy

Śląscy nobliści z chemii to Fritz Haber, Friedrich Bergius, Kurt Alder a do grona tego dołączyć można Eduarda Buchnera, wprawdzie Bawarczyka, ale swoje badania prowadzącego  na  uniwersytecie we Wrocławiu.

Urodzony w 1868 roku we Wrocławiu Haber był z tej epoki, gdy technologie przemysłowe, w tym chemiczne, zaczęły się bardzo dynamicznie rozwijać. On sam też był na wpół badaczem, na wpół technologiem, a jest postacią tragiczną. Na początku XX wieku skoncentrował się na syntezie amoniaku, z wodoru i azotu, co miało Europę, w której błyskawicznie rosła liczba ludności, obronić przed głodem, bo amoniak to podstawowe źródło nawozów sztucznych. Syntezy amoniaku dokonał i właśnie za to w 1918 roku dostał Nobla. A fabryki amoniaku uczyniły z niego milionera.

W międzyczasie jednak zaangażował się w tworzenie  gazów bojowych dla Niemiec, twierdząc,  że podczas pokoju  nauka należy do świata, ale podczas wojny do państwa. Osobiście nadzorował atak gazami bojowymi pod Ypres w 1918 roku. Na skutek tych działań jego żona przygnieciona ogromem odpowiedzialności męża, popełniła samobójstwo.

Po wojnie państwo niemieckie zleciło mu stworzenie gazu do zwalczania pcheł, pluskiew i innych pasożytów. I  tym sposobem pod kierownictwem Żyda Fritza Habera powstał… cyklon B, pierwotnie przewidziany do dezynfekcji  i dezynsekcji. Po dojściu do władzy Hitlera najpierw musiał zwolnić swoich żydowskich współpracowników, a potem sam złożył rezygnację. Dostał propozycję pracy w Cambridgę, ale schorowany wyruszył na południe, w poszukiwaniu lepszego klimatu. Zmarł w 1934 roku w Szwajcarii a Albert Einstein napisało o ostatnim okresie jego życia: „Była to tragedia niemieckiego Żyda, tragedia wzgardzonej miłości”.

O kilkanaście lat młodszy Friedrich Bergius urodził się w Złotnikach (obecnie dzielnica Wrocławia), w elitarnej rodzinie (dziadek profesor ekonomii, ojciec właściciel fabryki chemicznej) – i od dzieciństwa, podobnie  jak Haber, łączył zamiłowanie do chemii z jej technicznym wykorzystaniem. Pierwszej uczył się na wrocławskim uniwersytecie, drugiego w fabryce ojca. I chociaż jego wynalazek nie był tak złowrogi jak Habera, to na potęgę militarną III Rzeszy miał wpływ większy.

Bo każdy kto interesuje się II wojną światową wie, że Niemcy produkowali syntetyczną benzynę. A to właśnie on w 1931 roku  dostał Nobla za metodę uwodornienia węgla, czyli miedzy  innymi produkowanie  z niego paliw płynnych. Potem nadzorował budowę niemieckich fabryk syntetycznej benzyny, także  na Śląsku. Ale  zakłady wykorzystujące jego metodę wybudowano przed wojną  także w Anglii  i we Włoszech. Po wojnie wyemigrował do  Argentyny, gdzie zmarł w 1949 roku.

Kurt Alder, w odróżnieniu od wszystkich poprzednich, nie wywodził się ze społecznych wyżyn. Jego rodzice pochodzili z górnośląskich rodzin chłopskich, ale ojciec dochrapał się jako takiego wykształcenia i posady nauczyciela w Königshütte (Chorzów), gdzie w 1902 roku rodzi się Kurt. Tu też uczęszcza do szkół i bez wątpienia znał nie tylko język niemiecki, ale też śląską mowę. Gdy  ma lat 20 i Chorzów przypada Polsce, rodzina przenosi się do Kilonii a on zaczyna studiować na tamtejszym uniwersytecie, gdzie zwraca na siebie uwagę Otto Dielsa, dyrektora instytutu, z którym razem w 1950 roku dostanie Nobla.

Zajmował się przede wszystkim syntezą węglowodorów nasyconych, syntezą organiczną, opracowując między innymi metodę produkcji syntetycznego kauczuku. Pracując dla przemysłu III Rzeszy nigdy nie zdradzał sympatii dla faszyzmu. Dlatego po wojnie nadal kierował wieloma niemieckimi placówkami badawczymi, a w 1955 roku podpisał Manifest z Lindau – apel niemieckich uczonych o zakaz używania broni atomowej. Zmarł w roku 1958.

Zaś Eduard Buchner, jeden z pierwszych noblistów (1907), swoją nagrodę otrzymał za  badania nad fermentacją, więc z pogranicza biologii  i chemii. Zmarł w roku 1917.

Kilku wielkich lekarzy

Tu zacząć  trzeba od Paula Ehrlicha, który w wielkim stuleciu rozwoju medycyny miał na niego być może większy wpływ, niż ktokolwiek inny. Liczba jego osiągnięć naukowych jest ogromna, chociaż Nobla dostał w 1908 roku za stworzenie podwalin immunologii.

Urodził się w 1854 roku w Strzelinie, w rodzinie miejscowego żydowskiego kupca i producenta likierów. Po wrocławskiej szkole średniej studiował na tutejszym – i kilku innych – uniwersytecie, by mając lat 24 uzyskać tytuł doktora medycyny. W swojej pierwszej naukowej pracy stworzył podstawy hematologii, badając strukturę i właściwości krwi. Jako pierwszy wyodrębnił limfocyty. Unowocześnił metodę wykrywania prątków gruźlicy. Stworzył teorię, że zużycie tlenu jest miernikiem szybkości zachodzenia procesów chemicznych w komórkach.

Później zajął się budowaniem odporności, opisując powstawanie przeciwciał, czym stworzył podstawy immunologii. Wynalazł też salwarsan, do czasu odkrycia antybiotyków najpotężniejszy syntetyczny środek bakterionójczy.

Uważany jest za jednego z najwybitniejszych niemieckich uczonych w historii, jego portret widniał na dwustumarkowym banknocie.

Konrad Bloch, młodszy od Ehrlicha o dwa pokolenia, urodził się w 1912 w roku w Nysie. Po dojściu Hitlera do władzy, będąc Żydem schronił się w Szwajcarii, by w 1936 roku wyemigrować do USA, gdzie pracował na uniwersytetach Columbia, Chicago i Harvard. W zasadzie nie był lekarzem, był chemikiem, ale Nobla w roku 1964 roku dostał z medycyny, za zwalczanie miażdżycy w związku z odkryciem przez niego przebiegu syntezy cholesterolu w organizmie. Prywatnie uwielbiał narty, tenisa, muzykę i malarstwo. Jego ostatnia praca to … „Blondynki w malarstwie weneckim, pancernik i inne eseje z biochemii".  W roku 1982 roku przeszedł na emeryturę, w 2000 zmarł. Na całej Opolszczyźnie żadna ulica nie nosi jego imienia, mimo że to jedyny noblista z terenu woj. opolskiego. W 1980 roku odwiedził w Nysie swoją szkołę, ale nie umiejąc porozumieć się po polsku  został z niej przez woźną wyproszony.

Günter Blobel, znów o pokolenie młodszy, urodził się w III Rzeszy w 1936 roku, w miejscowości Waltersdorf (obecnie  w województwie lubuskim, powiecie żagańskim), więc na północnych kresach Śląska.  Do USA wyjechał już po wojnie i po  studiach i tam prowadził całą swoją karierę naukową. Zajmował się transportem białek przez błonę komórkową. Badania te umożliwiły zrozumienie niektórych chorób dziedzicznych oraz stworzenia wielu leków. Nobla dostał w roku 1999, zmarł w 2018.

Natomiast Gerhard Domagk to człowiek urodzony jeszcze w XIX stuleciu, w 1895 roku w Łagowie (również województwo lubuskie, powiat świebodziński). Gimnazjum ukończył w Legnicy, podczas I wojny światowej był pruskim żołnierzem. Po wojnie został lekarzem, mikrobiologiem, pracującym pod kierownictwem Ehrlicha.

I kontynuował jego dzieło, odkrywając w 1935 roku, że sulfonamidy są mocnymi środkami bakteriobójczymi. Do czasu upowszechnienia antybiotyków to one były podstawą walki z infekcjami. Nawet odkrywca pierwszego antybiotyku, penicyliny, Alexander Fleming, w pewnym momencie porzucił swoje badania by zająć się sulfonamidami, to w nich upatrując przez pewien czas szanse na skuteczną walkę z bakteriami.

Za swoje odkrycie Domagk otrzymał Nobla w 1939 roku. Nagrodę odebrał dopiero w roku 1947, wcześniej nie mógł z powodu konfliktu III Rzeszy z Komitetem Noblowskim, ale bez nagrody finansowej, która po roku od nie odebrania przepada. Zmarł w roku 1964.

Jedyny ekonomista

Nagroda z ekonomii jest nieco nietypowa, bo nie ustanowił jej sam Alfred Nobel, lecz znacznie później Bank Szwecji na jego cześć. Ale także tę nagrodę posiada Ślązak, a konkretnie Reinhard Selten, urodzony w 1930 roku we Wrocławiu. W 1945 roku jego rodzina  uciekła przed Armią Czerwoną do zachodniej części Niemiec, gdzie studiował matematykę a potem poświęcił się jej naukowo.

Pewnie każdy pamięta Johna Nasha, bohatera filmu Piękny Umysł. Więc Nash w 1994 roku nie otrzymał Nobla za badania nad teorią gier samodzielnie, lecz właśnie z Seltenem. Chociaż Selten skromnie przyznawał, że w czasie choroby psychicznej Nasha on niejako w zastępstwie, kontynuował jego badania.

Selten to jedyny śląski noblista pochowany na terenie Polski, w Poznaniu, gdzie zmarł w 2016 roku.

Trudno na świecie znaleźć drugi region, mogący się szczycić tyloma noblistami, co  Śląsk. I nic dziwnego, bo region nasz promieniował na świat przez stulecia, aż do 1945 roku, nie tylko bogactwem, ale też nauką i sztuką. Świat o tym  wie,  gdyż przy każdym  z wyżej  wymienionych w anglojęzycznej choćby Wikipedii czytamy: „was a Silesian German” czyli „był śląskim niemieckim”. Dziś do tych śląskich niemieckich dołącza śląska polska Olga Tokarczuk, a Śląsk wzbogacił się o kolejnego Nobla.

Dariusz Dyrda

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Uśmiech ładuje nasze akumulatory

Rozmowa z Katarzyną Polok- Marcol, Prezesem Fundacji Bajtel- Mysłowice Pomagają

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zapomniani, bo Żydzi

Nauczono nas uważać, że jest tylko siedmiu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie , Lech Wałęsa, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk. Polacy zapomnieli o dodatkowych dziesięciu swoich noblistach! Dlaczego? Bo byli polskimi Żydami! Czyż to nie antysemityzm? Zwłaszcza, że na stronach Komitetu Nobla o każdym z nich przy kraju pochodzenia przeczytamy: Polska.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zupa rybna - powrót w wielkim stylu

Do pewnych smaków się dojrzewa, wiem to na pewno. Chociaż im dłużej próbuję nowości, tym częściej łapię się na tym, że po komentarzu: „No co ty, nie lubisz koziego sera? Może nie jadłaś dobrego?”, zaczynam myśleć, że „do pewnych smaków się dojrzewa” to najmądrzejsze i najtrafniejsze co można powiedzieć w takiej sytuacji, zakładając, że mamy ambicję powiedzieć cokolwiek. Tak było z wieloma smakami, o jednym przekonałam się stosunkowo niedawno.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Smog – bo nie umiemy palić

Zadymiły kominy. Wraz z jesiennymi chłodami nad dzielnicami domów jednorodzinnych uniosły się dymy, pojawił się charakterystyczny zapach spalanego węgla. Mniej w nowych zamożnych dzielnicach willowych, bo tam palenie węglem należy do rzadkości – bardziej w dzielnicach starego budownictwa jednorodzinnego, jak tyskie Urbanowice czy Cielmice oraz okoliczne Wyry, Kobiór, Bojszowy, Lędziny. Wszędzie tam palenie węglem jest wciąż powszechnym standardem. I musimy się liczyć, że do marca, może kwietnia, normy pyłu zawieszonego i niektórych szkodliwych związków będą przekroczone wielokrotnie. A śląskie miasta będą w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

więcej

Partnerzy