Sondaż publiczny

Kiedy przestałeś wierzyć w świętego Mikołaja?

Echo historii

Trójwieś nad Przemszą

Imielin i okolice - najmniejsze niepodległe państwo środkowej Europy

Przyjęło się mówić, że granica pomiędzy Śląskiem a Małopolską była najtrwalszą granicą państwową środkowej Europy, która niezmieniona przetrwała niemal 500 lat, najpierw pomiędzy koroną czeską a Polską, potem między Austrią a Polską, następnie miedzy Prusami a Polską a na koniec między Prusami (Niemcami), a Rosją. To prawda, ale niezupełnie – bo nie dotyczy trzech wsi. Które przez długi czas… nie należały do żadnego państwa.

ilustracja

Imielin, Chełm i Kosztowy to miejscowości, położone nad Przemszą, po jej śląskiej stronie. Dziś Imielin to miasto, Chełm gmina, a Kosztowy to dzielnica Mysłowic, ale pomimo dzisiejszych różnych statusów mają bardzo ciekawą, wspólną przeszłość, która wzbudza niedowierzanie, a czasem spory.

Wszystkie trzy miejscowości powstały prawdopodobnie na fali osadnictwa w tej części Śląska w XIV wieku. O Chełmie Wielkim (bo tak przez długi czas go nazywano) pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1368, o Imielinie z 1386 , a o Kosztowach z 1391. Musimy pamiętać, że nazwy miejscowości się zmieniały. Najtrwalsza była Chełmu, który od początku taką nazwę nosił. Imielin w Średniowieczu zapisano Gyemyelenie (od XVII wieku pisano już Imielin), a Kosztowy Cosschuthow, a do XIX Koszytowy. Tak przynajmniej podają dokumenty. Oczywiście pierwsze nazwy były podane w formie zlatynizowanej.

Rekompensata za napad

O ile historia całego Śląska jest niesamowicie ciekawa, to uważam, że historia nadprzemszańskiej trójwsi może uchodzić za jeszcze ciekawszą. Wszystko zaczęło się w 1390 roku, gdy właściciel wspomnianych miejscowości najechał i spalił wsie należące do biskupstwa krakowskiego. W tamtym czasie biskupem był Jan Radlica. Wsie położone były po wschodniej stronie Przemszy, w rejonie zamku Lipowiec. A sprawca najazdu to Jan II Żelazny, książę opawsko- raciborski, o którym pisałem na łamach „Echa” jakiś czas temu.

Biskup krakowski się wściekł i żądał (co nie dziwi) odszkodowań za zniszczenia. A ponieważ książę do takich skory nie był, biskup zwrócił się do zwierzchnika księcia, króla Czech, Wacława IV Luksemburga. Ten nakazał wydzielić z dóbr księcia trzy wsie i oddać je biskupowi jako odszkodowanie. W ten sposób w Ziemi Pszczyńskiej (in districtu nostro plesnesis, jak głosi dokument) wyznaczono Imielin, Chełm oraz Kosztowy i w 1391 roku przekazano je na własność biskupom krakowskim. Wręcz zdumiewający jest zapis w dokumentach (z 23 sierpnia 1391 roku wydany w Raciborzu i 4 września w Krakowie), że książę oddaje te miejscowości wraz z prawami książęcymi. Zrzekał się zatem całkowicie władzy nad tymi ziemiami. Biskup Jan Radlica stał się pierwszym panem tych wsi, chociaż niedługo potem zmarł.

Nie leżały w żadnym państwie

I tu zaczyna się problem, bo jak określić przynależność państwową dóbr, które z biegiem czasu zaczęto nazywać imielińskimi? Na mapach Śląska są zaznaczone jako te, które są poza Śląskiem. W dokumentach biskupich w Krakowie są opisane jako „ekstra regnum”, czyli poza królestwem. Oczywiście polskim. W 1440 roku powstało niedaleko stąd księstwo siewierskie, należące też do biskupów krakowskich. Na tej podstawie w XX wieku próbowano nasze trzy wsie jakoś z nimi połączyć. Co ciekawe, napisano w latach 90. potężną księgę o tym księstwie, ale badacze nie znaleźli żadnego dokumentu, który by wskazywał jednoznacznie, żeby do tego księstwa Imielin, Chełm i Kosztowy należały. A wiemy, że księstwo siewierskie było lennem królów polskich, zatem był częścią Rzeczypospolitej. Może jest to niesamowite, ale uważam, że od 1391 roku te trzy miejscowości nie należały do żadnego państwa. Chyba, że uznać, że te trzy wsie stanowiły niepodległe państwo biskupa krakowskiego.

Dopiero w latach 30. XVIII wieku Habsburgowie, czyli legalni władcy Śląska zaczęli dopytywać o status państwowy tych miejscowości. Zanim jednak biskupi krakowscy odpowiedzieli, na Śląsk wkroczyła armia pruska i podbiła większość regionu.

Pod rządami biskupów

Spośród ciekawych wydarzeń, które miały miejsce pod rządami biskupów krakowskich, warto wymienić fakt, że po 1480 roku Kosztowy zniknęły z powierzchni ziemi. Prawdopodobnie spustoszyła je zaraza, która także spowodowała wymarcie populacji sąsiednich Krasów. Kosztowy zostały odbudowane przy dużym udziale rodziny Palków, którzy zresztą w tej miejscowości pojawili się po raz pierwszy na Górnym Śląsku. W początkach wieku XVII zamieszkali w przysiółku Biały Brzeg nad Przemszą, a następnie zaczęto przed 1668 roku zakładać od nowa wieś Kosztowy. Sami Palkowie byli z Jelenia (dziś dzielnica Jaworzna), a podania głoszą, że pierwsi osadnicy spod Częstochowy. Podania są o tyle wiarygodne, że niemal pod Częstochowę ciągnęło się biskupie księstwo siewierskie.

Warto wspomnieć, że w 1551 roku zbudowano niewielki kościółek w Chełmie, który z biegiem czasu był sukcesywnie rozbudowywany i w oparciu o niego utworzono odrębną parafią. Rozbudowa trwała przez kilkaset lat, ale stale robiono to w jednym stylu i dziś trudno rozpoznać, co w jakim czasie było budowane. Jednak, gdy wejdziemy do tego kościoła, zajrzyjmy do prawej nawy bocznej - tam zobaczymy najstarsze tablice. Bo to najstarsza część.

Trzeba też przypomnieć, że w Imielinie został zbudowany dwór i folwark, w którym chłopi biskupi odrabiali pańszczyznę. Wszystkie te zabudowania stały w rejonie dzisiejszego imielińskiego kościoła, a sam dwór zbudowano na miejscu, w którym stoi obecnie probostwo. Resztki dworu rozebrano w I połowie XX wieku, właśnie po to by zbudować wspomnianą plebanię. Ciekawe, że układ drogowy w tym rejonie zachował się tak, jak istniał przez wieki. Droga szerokim łukiem omijała folwark i dwór (a dziś kościół). Podobnie zresztą mamy w Dziećkowicach. Jako ciekawostkę warto dodać, że w I połowie XVIII wieku Imielin upodobał sobie jeden z biskupów krakowskich. Dlatego kazał rozbudować dwór i zbudować tam kaplicę. Zamieszkał też w tym nowym, okazałym dworze.

Poza różnymi dolami i niedolami, warto przypomnieć, że trzy nadprzemszańskie wsie należały przez wieki do klucza gospodarczego lipowieckiego. Do dziś dumnie w Wygiełzowie stoją ruiny biskupiego zamku na górze. To właśnie centrum owego klucza - zamek Lipowiec. Tu chłopi z trójwsi przychodzili trzymać straże. W końcu ktoś musiał zamku strzec.

Gamrot od Gamrata

Biskupi krakowscy dbali o rozwój swoich wsi. Zakładali karczmy, organizowali gospodarstwa. Znamy z XVII i XVIII wieku nazwiska chłopów i karczmarzy. Biskupi szczególną uwagę zwracali na gospodarkę rybami. Stąd zakładano w dobrach imielińskich wiele stawów, z których część przetrwała do dziś, a po niektórych pozostały nazwy miejscowe. Przykładem może być duży staw utworzony przez biskupa Piotra Gamrata (był biskupem krakowskim w latach 1538-1545, od 1541 roku był też prymasem Polski jako arcybiskup gnieźnieński). To po tym wielkim stawie został przysiółek w Chełmie o nazwie Gamrot. To także pamiątka po biskupie.

W XVI wieku kazali także zbudować most na rzece Przemszy w Chełmie. Za przejazd po moście słudzy biskupa pobierali stosowne opłaty. Zresztą, most na Przemszy w tej miejscowości stoi do dziś, chociaż ten z całą pewnością nie pamięta czasów biskupów krakowskich.

Warto też napisać o mieszkańcu Kosztów, Franciszku Palce, który w latach 40. XVIII wieku zajmował się szmuglowaniem bydła z Polski na Śląsk i został na tym procederze przyłapany i osądzony w Tarnowskich Górach. Każda władza pilnowała, by otrzymywać stosowne dochody z handlu zagranicznego.

Pruskie starania

Królowie pruscy czuli się spadkobiercami książąt śląskich. Zajmując Śląsk, uważali, że wszystkie tereny im się należą. Dlatego zaczęli dążyć do przejęcia nadprzemszańskiej trójwsi. Król Fryderyk II Wielki zażądał od biskupa krakowskiego Jana Aleksandra Lipskiego hołdu lennego z tego terenu. Do tej pory biskupi z dóbr imielińskich hołdu lennego nie składali, ani Habsburgom ani królom polskim. Nic dziwnego, że nie zamierzali też tego robić wobec królów pruskich. Gdy biskup odmówił, podjęto decyzję, by wojska królewskie wkroczyły do Imielina, Chełmu i Kosztów. Było to w 1754 roku. Po jakimś czasie się stąd wycofały, ale już w czasie I rozbioru Polski, w 1772 roku, znowu sytuacja się powtórzyła. Jednak mieszkańcy wsi stale odmawiali realizacji zarządzeń władz pruskich.

W 1789 roku Prusy znowu się wycofały z nadprzemszańskich wsi. Przyczyną było zbliżenie polityczne Rzeczypospolitej z Prusami. Jednak biskup krakowski nie cieszył się długo zwrotem dóbr imielińskich. 27 lipca 1789 roku Sejm Wielki uchwalił ustawę, że wszystkie dobra Biskupstwa Krakowskiego przechodzą na rzecz Skarbu Państwa. Wśród nich także Imielin, Chełm i Kosztowy. W rzeczonych wsiach pojawili się królewscy lustratorzy, którzy dokładnie spisali, co w dawnych wsiach biskupich się znajduje. I ci także zapisali słowa, które znajdowały się we wcześniejszych biskupich lustracjach, że są to wsie położone „ekstra regnum”. Czyli „poza królestwem”. Nie mam wątpliwości, że skarb państwa traktował te ziemie jako własność położoną poza państwem polskim. Od tego czasu mieszkańcy opisywanych wsi podlegali sądowi grodzkiemu w Krakowie. Więc w jakim państwie wtedy trójwieś leżała? Ot, zagadka…

Już w czasie powstania kościuszkowskiego, w 1794 roku, dobra imielińskie zostały znowu zajęte przez wojska pruskie. Prusy dążyły do oparcia granicy na Przemszy m.in. uważając za legalne swoje pretensje do dawnych biskupich wsi. W relacjach Prus z Rosją i Austrią wymagało to nieco więcej dyplomatycznych zabiegów, gdyż pierwsze dokumenty między tymi państwami w sprawie granicy na Przemszy podpisano w 1796 roku, a ostateczne porozumienia w roku następnym. Dzięki temu w roku 1797 zorganizowano uroczystość podpisania homagium (przysięgi wierności) w kościele w Chełmie. Zgromadzono tam sołtysów dawnych wsi biskupich, przedstawicieli chłopów i wolnego wójta z Chełmu. Wszyscy złożyli przysięgę wierności królowi pruskiemu. Potwierdzili też dane słowo swoimi podpisami. Ponieważ byli niepiśmienni to po prostu postawili krzyżyki. Miałem ten akt w rękach.

Prusy włączyły te tereny do swojej prowincji Nowy Śląsk, obejmującej głównie byłe księstwo siewierskie. I wydawać by się mogło, że nastąpił koniec przedziwnych i zawiłych historii związanych z naprzemszańskimi wsiami, ale…

Napoleon znów namieszał

W 1807 roku Prusy zostały pokonane przez demona wojny i najgorszego z wrogów całej Europy, Napoleona Bonapartego. Ten odnowił księstwo siewierskie i podarował je swojemu marszałkowi Jeanowi Lannesowi za zasługi w czasie bitew pod Jeną, Auerstadt i Frydlandem. Księstwo było częścią Księstwa Warszawskiego. Wkrótce marszałek zaczął starania, by Imielin, Kosztowy i Chełm znalazły się w ramach jego władztwa. W październiku 1807 roku zbrojnie zajął wspomniane wsie.

Tym sposobem dobra imielińskie znalazły się pod panowaniem Francuzów. Był to krótki epizod, gdyż marszałek Lannes wkrótce zginął. Jednak w 1809 roku do wsi nadprzemszańskich wkroczyły wojska Księstwa Warszawskiego, wcielając je do tego państwa bezpośrednio. Przy okazji aresztowano kilku pruskich żołnierzy. To z kolei spowodowało pojawienie się armii pruskiej na granicy dóbr imielińskich i ich blokadę. Wojsko pruskie otrzymało rozkaz, by w razie sprzyjającej sytuacji zająć trzy sporne wsie. Nie zrobiły tego, gdyż w rejonie było wiele wojska polskiego.

Dopiero klęska Napoleona w Rosji w roku 1812 spowodowały spore zmiany. 24 kwietnia 1813 roku wojska pruskie zajęły Imielin, Chełm oraz Kosztowy i wcielono je do powiatu pszczyńskiego. Stały się własnością królów pruskich. Jednak król Fryderyk Wilhelm III podjął też kroki dyplomatyczne, by uznano tą aneksję na forum międzynarodowym. Kongres wiedeński był dobrym miejscem na takie debaty, jednak nie dogadano problemu trzech wsi i granicy na Przemszy aż do 1817 roku. W listopadzie tego roku podpisano w Berlinie prusko- rosyjską konwencję graniczną, którą ratyfikowano 18 lutego 1818 roku.

Dopiero od tego momentu Imielin, Chełm i Kosztowy zaczęły dzielić historię pozostałej części powiatu pszczyńskiego oraz – szerzej – Górnego Śląska.

Tomasz Wrona

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Uśmiech ładuje nasze akumulatory

Rozmowa z Katarzyną Polok- Marcol, Prezesem Fundacji Bajtel- Mysłowice Pomagają

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zapomniani, bo Żydzi

Nauczono nas uważać, że jest tylko siedmiu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie , Lech Wałęsa, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk. Polacy zapomnieli o dodatkowych dziesięciu swoich noblistach! Dlaczego? Bo byli polskimi Żydami! Czyż to nie antysemityzm? Zwłaszcza, że na stronach Komitetu Nobla o każdym z nich przy kraju pochodzenia przeczytamy: Polska.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zupa rybna - powrót w wielkim stylu

Do pewnych smaków się dojrzewa, wiem to na pewno. Chociaż im dłużej próbuję nowości, tym częściej łapię się na tym, że po komentarzu: „No co ty, nie lubisz koziego sera? Może nie jadłaś dobrego?”, zaczynam myśleć, że „do pewnych smaków się dojrzewa” to najmądrzejsze i najtrafniejsze co można powiedzieć w takiej sytuacji, zakładając, że mamy ambicję powiedzieć cokolwiek. Tak było z wieloma smakami, o jednym przekonałam się stosunkowo niedawno.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Smog – bo nie umiemy palić

Zadymiły kominy. Wraz z jesiennymi chłodami nad dzielnicami domów jednorodzinnych uniosły się dymy, pojawił się charakterystyczny zapach spalanego węgla. Mniej w nowych zamożnych dzielnicach willowych, bo tam palenie węglem należy do rzadkości – bardziej w dzielnicach starego budownictwa jednorodzinnego, jak tyskie Urbanowice czy Cielmice oraz okoliczne Wyry, Kobiór, Bojszowy, Lędziny. Wszędzie tam palenie węglem jest wciąż powszechnym standardem. I musimy się liczyć, że do marca, może kwietnia, normy pyłu zawieszonego i niektórych szkodliwych związków będą przekroczone wielokrotnie. A śląskie miasta będą w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

więcej

Partnerzy