Echo historii

Polska albo Niemcy – to był drugi wybór

Śląsk przed I powstaniem

Pisaliśmy o planowanych obchodach 100-lecia I powstania śląskiego. Odbyły się zgodnie z planami, pogoda dopisała, widzowie i uczestnicy też, więc w sumie trudno powtarzać to, o czym pisaliśmy w poprzednim numerze. Ale przy tematyce Górnego Śląska roku 1919, roku I powstania, pozostajemy. Pokazując jeszcze szerzej tło tych wydarzeń,  które najwyraźniej mało kto rozumie.

ilustracja

Wynika to z wypowiedzi premiera i prezydenta RP 15 sierpnia i w dniach sąsiednich, czy bzdury, które wypisują poniektórzy dziennikarze. Co ciekawe, najwięcej o tych powstaniach mają do powiedzenia redaktorzy z rodzin, które na Śląsku zjawiły się już po 1945 roku. Oni lepiej od wnuków powstańców (jak ja) wiedzą, o co powstańcy ci walczyli. Co jednak najdziwniejsze, solidniejsze teksty niż w gazetach i czasopismach górnośląskich na ten temat można znaleźć w prasie ogólnopolskiej. Choćby w Tygodniku Powszechnym.
Najważniejsze jest chyba to, że fenomenu powstań śląskich nie da się zrozumieć bez tego, co przez poprzednie kilkanaście miesięcy się tu działo. A działo się wiele.
 

Upada niemiecki mit zamożności

Przede wszystkim gdy I Wojna Światowa jeszcze trwała, w państwie niemieckim dramatycznie pogorszyła się aprowizacja, pojawił się wcześniej nieznany głód, przerwy w dostawach prądu (bo Śląsk, w odróżnieniu od zdecydowanej większości Polski, był już niemal cały zelektryfikowany). Po skończeniu wojny (11 listopad 1918 roku) sytuacja jeszcze się pogorszyła.
Mieszkańcy Śląska przeżywali szok. Górny Śląsk przełomu XIX i XX wieku nie był – jak chcą niektórzy – krainą mlekiem i miodem płynącą, choćby płace robotników były tu niższe niż w Zagłębiu Ruhry, także niemieckim. Z tego powodu wielu Ślązaków emigrowało tam, a w śląskich kopalniach i hutach zastępowali ich pracownicy zza Przemszy i Wisły, dla których górnośląskie płace były wciąż oszałamiająco wysokie. Coś jak dzisiaj Polacy za lepszymi zarobkami emigrujący do Anglii czy Holandii, a do Polski – z tej samej przyczyny - przyjeżdżający Ukraińcy. Ślązacy więc doskonale zdawali sobie sprawę z przepaści cywilizacyjnej, jaka dzieli ich ojczyznę od terenów polskich, zwłaszcza Małopolski czy Mazowsza.
Sęk jednak w tym, że na przełomie roku 1918 i 1919 ta cywilizacja, którą sobie cenili, zaczęła się walić. Dr. hab. Piotr Greiner, dyrektor Archiwum Państwowego w Katowicach, w „Historii Górnego Śląska” pisze: „Wydaje się, że na załamanie się wśród Górnoślązaków »niemieckiego mitu« nie miały takiego wpływu niepowodzenia na frontach, jak załamanie się gospodarcze Rzeszy Niemieckiej u schyłku Wielkiej Wojny. Obalone zostało powszechne przekonanie o sprawności i potędze tego państwa”.
 

Nie chcieli być  w Niemczech…

Zniechęcenie wobec państwa niemieckiego, pruskiego, objęło nie tylko Ślązaków słowiańskojęzycznych, ale także tych, których językiem ojczystym był niemiecki, którzy do niedawna byli wielkimi niemieckimi patriotami. Jak książę pszczyński Hans Heinrich XV, wszak przyjaciel i adiutant ostatniego niemieckiego cesarza, Wilhelma II. Ten potężny przemysłowiec, jak wielu innych górnośląskich, wie, że Niemcy będą miały do spłacenia ogromne kontrybucje wojenne.
I wie, że ciężar ich spłacania spadnie na barki takich jak on. Dlatego wolałby, by jego posiadłości znalazły się poza państwem niemieckim. Podobnie niemiecka burżuazja na Śląsku, widzi błyskawicznie obniżającą się w Niemczech stopę życiową i chętnie by widziała Śląsk poza Niemcami.
 

… Co nie znaczy, że chcieli do Polski

Więc kiedy Korfanty wygłasza w Reichstagu (nie Bundestagu, panie premierze Morawiecki, Bundestag pojawił się po II wojnie światowej) płomienną mowę, że Śląsk należy się Polsce, na samym Śląsku rodzi się pomysł zupełnie inny: niepodległe państwo śląskie.
Zwolenników ma wielu. W Pszczynie choćby książę, w Tychach osoba najbardziej w mieście szanowana, prałat, ks. Jan Kapica, wcześniej poseł do parlamentu pruskiego. To dopiero gdy opcja państwa śląskiego upadnie, ich drogi się rozejdą, książę pszczyński jednoznacznie opowie się po stronie niemieckiej, ksiądz Kapica zostanie zastępcą przewodniczącego Polskiego Komitetu Plebiscytowego na powiat pszczyński. Ale na razie obaj działają w ruchu na rzecz powołania republiki górnośląskiej. Którego liderami na Śląsku pruskim są adwokat Ewald Latacz oraz bracia Reginkowie: Tomasz (ksiądz) i Jan (doktor geologii, nauczyciel), a na austriackim Józef Kożdoń. Twierdzą oni, że niezależnie od języka domowego region zamieszkuje jednolity naród górnośląski. Kożdoń, mówiący po polsku równie dobrze, jak po niemiecku, zaczepiony, że jest Polakiem, odpowiada: „Ślązak jestem, po polsku mówiący”.
 

Rozbudzone nadzieje

Założone przez nich organizacje: Śląska Partia Ludowa i Związek Górnoślązaków, szybko osiągnęły ponad pół miliona członków. I wierzyli, że przekonają zwycięskie mocarstwa, aby państwo śląskie powołać. Zbigniew Rokita w „Tygodniku Powszechnym” pisze: „Projekt górnośląskich niepodległościowców – zakładający neutralne państwo, na wzór Belgii lub Szwajcarii – opierał się na dwóch tezach: że Górny Śląsk jest jednym organizmem (i nie może być podzielony) oraz że Górnoślązacy to naród (odrębny od polskiego i niemieckiego). O ile pierwsza była zasadna, o tyle druga mocno naciągana. Choć przecież nie trzeba mieć narodu, by otrzymać państwo. Od 1913 r. do dziś liczba państw w Europie mniej więcej się podwoiła. W wielu przypadkach to nie naród tworzył państwo, lecz państwo tworzyło bądź w ogromnej mierze kształtowało naród. Tak było z Białorusinami, Bośniakami czy Mołdawianami – i tak mogło stać się z Górnoślązakami.”
Śląska delegacja spotkała się z umiarkowaną życzliwością prezydenta USA Woodrowa Wilsona i dużą życzliwością Brytyjczyków. Przy czym życzliwość brytyjska nie była bezinteresowna. Prof. prof. Andrzej Chwalba mówi „Tygodnikowi Powszechnemu”: Brytyjski premier chciał, aby było to terytorium mandatowe pod kuratelą Ligi Narodów. Tak samo przejmowano kolonie: nie bezpośrednio, lecz przez Ligę Narodów. Górny Śląsk miałby stać się czymś na kształt Mezopotamii czy Palestyny. Alianci oświadczyliby, że ze względu na toczące się konflikty i brak świadomości narodowej Ślązaków ci ostatni będą mogli swobodnie rozwijać się pod międzynarodowym protektoratem”. Jednak gdy USA zaczęły się z polityki europejskiej wycofywać, więcej do powiedzenia od Brytyjczyków mieli Francuzi.
A w ich interesie było, by jak największa część Górnego Śląska trafiła do rolniczej Polski, bardzo wzmacniając jej gospodarczy i przemysłowy potencjał.
 

Francuskie weto

Przedstawiciele USA, Włoch i Francji zaakceptowali by na całym Górnym Śląsku, czyli części pruskiej i austriackiej, w planowanym referendum oprócz opcji Polska i Niemcy (w części pruskiej) oraz Polska i Czechy (w dawnej części austriackiej) znalazła się też trzecia: niepodległy Śląsk. Jednak Francja stawia weto. Ślązacy mają wybierać między już istniejącymi państwami!
Profesor Ryszard Kaczmarek wyjaśnia, że marzenia o państwie śląskim prysły 28 czerwca 1919 r., kiedy decyzja zwycięskich mocarstw przekreśliła szanse na niepodległość. Jeśli postulaty separatystów odrzucały już teraz Paryż, Londyn, Waszyngton i Rzym, a także Berlin i Warszawa, to nie mieli już gdzie szukać poparcia. Po konferencji powoli zanikają oni jako realna siła polityczna, chociaż są jeszcze aktywni w kampanii plebiscytowej.
 

Nagle przeciw sobie

Ale gdy mówi się o powstaniach śląskich; o decyzjach, którymi kierowali się ci, którzy złapali za broń, by przyłączyć Śląsk do Polski oraz ci, którzy łapali za broń, by utrzymać go przy Niemczech, trzeba wiedzieć, że jeszcze trzy miesiące wcześniej stali oni po jednej stronie barykady: państwo górnośląskie. Teraz po prostu musieli dokonać drugiego wyboru, być może wyboru mniejszego zła. To także dlatego było wiele takich osób, które w latach 1919-21 przechodziły
z obozu polskiego do niemieckiego oraz niemieckiego do polskiego. Jak poprzedzający wybuch I powstania podrozdział swojej najnowszej książki „Powstania Śląskie 1919-1920-1921” nazwał profesor Ryszard Kaczmarek: „Wszyscy czują się przegrani”.•

Dariusz DYRDA

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy