Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że dzieci nieszczepione nie powinny być przyjmowane do szkół i przedszkoli?

Echo historii

Bardzo zacięte bitwy

Na Górnym Śląsku II wojna światowa  trwała do 8 maja!

ilustracja

Przywykliśmy sądzić, że II wojna światowa skończyła się na Górnym Śląsku na przełomie stycznia i lutego 1945 roku, gdy armia sowiecka przedwojenną część Polską spod okupacji niemieckiej wyzwoliła, a przedwojenną część niemiecką zdobyła. Tymczasem to nieprawda, Niemcy na południowych i zachodnich rubieżach Górnego Śląska bronili się do samego końca wojny.

Przede wszystkim skąd to rozróżnienie: wyzwolone i zdobyte? Otóż terytorium niemieckiego spod niemieckiej okupacji nie można było wyzwolić. A Zabrze, Bytom, Gliwice, Opole, Racibórz – przed wybuchem wojny były w Niemczech, podobnie jak Berlin. I podobnie jak Berlin nie zostały wyzwolone, lecz zdobyte. Wynika to z logiki, ale i prawa międzynarodowego.
Wracając jednak do zimy 1945 roku sowieci rzeczywiście, dzięki genialnemu manewrowi okrążającemu „Złote wrota” zajęli pomiędzy 25 a 29 stycznia, niemal bez walki, Górnośląski Okręg Przemysłowy. Wojska niemieckie bojąc się okrążenia, wycofywały się na południe. Nadal posiadały jednak duże zdolności bojowe. I miały jednoznaczny rozkaz bronić do upadłego południowo-zachodniej części Górnego Śląska, gdzie znajdowały się ostatnie pozostające w niemieckich rękach ważne ośrodki przemysłowe: rybnicki i ostrawski. Utrata także ich oznaczałaby dla Niemiec niemożność dalszego prowadzenia wojny. Oznaczałaby też otwarcie sowietom drogi do Saksonii, Czech i Wiednia, a nawet oskrzydlanie od południa Berlina.

Nowe linie obrony

Tak więc dla Niemców stworzenie nowej linii obrony było kluczowe i przebiegała ona tuż obok Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, już na południowo-zachodnich terenach obejmowanych przez „Echo”. Katowice, Tychy, Mikołów były już na koniec stycznia w rękach sowieckich (częściowo też polskich), ale sąsiednie miejscowości w niemieckich, wraz z ważnymi miastami, jak Żory, Rybnik. I miało tak być jeszcze wiele tygodni. Co zresztą ciekawe, jeszcze w styczniu wojska sowieckie podchodziły pod Rybnik, ale zostały stamtąd przez Niemców wyparte.
Wprawdzie już 26 stycznia sowieci z marszu próbowali Rybnik zdobyć, ale niemiecka 8 dywizja pancerna odparła atak 3 gwardyjskiej armii pancernej, zadając jej duże straty. Podobnie było w dniach następnych. Front ustabilizował się na przedmieściach miasta. Było jasne, że od północy zaatakować rybnicki okręg przemysłowy będzie ciężko.
Na południu linie obrony przygotowano w zasadzie dwie: Katowice – Pszczyna – Bielsko oraz mocniejszą Katowice – Mikołów – Żory. Pierwsza padła szybko, już 10 lutego sowieci zdobyli Pszczynę a dwa dni później Niemcy utracili także Bielsko, ale i od tej strony nie mogli zaatakować na zagłębie ostrawsko-karwińskie, gdyż front zatrzymał się raptem kilka kilometrów dalej, w Jaworzu, i tutejszych niemieckich pozycji obronnych sowieci także nie zdołali sforsować aż do kwietnia. Dzięki produkcji fabryk dwóch górnośląskich okręgów - rybnickiego i ostrawskiego – Niemcy mogli się wciąż bronić.


Niemcy bez benzyny

I bronili się zaciekle. Od 28 stycznia do połowy marca sowietom mimo ataków niemal nigdzie na górnośląskim odcinku nie udało się przełamać tej linii drugiej obrony. Podobnie ciężko szło im na północnym odcinku. Dopiero 20 marca zdobyli pierwszy ważny punk niemieckiego oporu - Koźle.
Punkt strategiczny, bo wokół Koźla znajdowało się kilka się niemieckich fabryk syntetycznej benzyny. Od lata 1944 rok bombardowanych przez aliantów, ale wciąż utrzymujących produkcję. Teraz utrata tego terenu przez Niemców oznaczała, że ich czołgi staną z braku paliwa. Podobnie jak nieliczne już samoloty. Słowa ministra uzbrojenia III Rzeszy, Alberta Speera, że wraz z utratą Górnego Śląska Niemcy utracą możliwość prowadzenia wojny, stawały się faktem.

Żory – mocna linia obrony

Dowództwo niemieckie zdawało sobie ponadto sprawę, że zajęcie Górnego Śląska otworzy sowietom drogę na Czechy i dalej Wiedeń. Poza tym na południe od Katowic przebiegała niemiecka droga ewakuacji, a na wschodzie posiadali jeszcze całkiem sporo terenów. Na przykład Żywiec padł dopiero
4 kwietnia. Sowieci zaś za wszelką cenę chcieli zamknąć w okrążeniu jak najwięcej oddziałów walczącej tu niemieckich 17 Armii.
Przełamanie pierwszej linii obrony, od Katowic przez Pszczynę do Bielska, poszło dość łatwo, zajęło raptem kilkanaście dni. Druga okazała się znacznie mocniejsza, krwawe walki trwały dwa miesiące, dlatego miasta Rybnickiego Okręgu Przemysłowego legły w ich trakcie praktycznie w gruzach.
Zadanie opanowania tego terenu otrzymał IV Front Ukraiński generała Pietrowa. Dlatego też wraz rozkazem decydującego natarcia na Żory (7 marca) 8 armia generała Kiriła Moskalenki otrzymała rozkaz zdobycia z marszu Wodzisławia oraz Opawy, a 60 armia gen Pawła Kuroczkina – zdobycia Rybnika
i Raciborza. W czwartym dniu operacji zdobyta miała zostać Ostrawa. Choć już od lutego w Knurowie organizowano polskie władze powiatu rybnickiego. 10 marca sowieckie wojska rozpoczęły od Warszowic i Pawłowic, Pniówka natarcie. Ale utknęli po ledwo dwóch kilometrach.
Kilka dni później sowieci zajęli wieś pod Żorami – Kleszczówkę,
i po ewakuowaniu ludności cywilnej do Woszczyc, Suszca, Mościsk, ustawili tu ciężką artylerię, która od tego momentu stale raziła miasto, wspomagana nalotami bombowców.
Oddziały krasnoarmiejców były kilkakrotnie liczniejsze, ale w większości byli to wojskowi dyletanci, tymczasem niemiecka 68 dywizja piechoty broniąca miasta, należała do najbardziej bojowo doświadczonych w armii III Rzeszy. A dowodzący nią gen. Paul Scheuerpflug należał do lepszych niemieckich dowódców. Sowieci widząc, że obrona jest świetnie zorganizowana, postanowili po prostu zasypać ją i miasto nawałą ognia.
Dopiero 24 marca, po kilkugodzinnym przygotowaniu artyleryjskim i jednoczesnym ataku od strony Pszczyny i Mikołowa-Orzesza, sowieci zdobyli Żory. O zaciętości walk o miasto, trwających od 30 stycznia do 24 marca świadczy fakt, że w ich trakcie zniszczeni uległo 80% zabudowy miejskiej. Ale też zdobycie tego miasta otwierało drogę na okręg rybnicki i ostrawski. Przy czym w myśl sowieckich planów Ostrawę od momentu rozpoczęcia tej operacji, mieli zdobyć w 4 dni. Zajęło im to dni 51.
25 marca przeszedł do historii Żor pod nazwą Krwawa Niedziela Palmowa. Miasto wciąż się paliło, na jego obrzeżach trwały walki, zdobywcy na ludności cywilnej dopuszczali się masowych gwałtów
i rabunków.
Jednak od północy, od strony Knurowa i Gliwic Niemcy mieli silne pozycje obronne, ale gdy padły leżące na południowy wschód od Rybnika Żory, droga do miasta stanęła otworem, i zostało ono zajęte przez armię sowiecką zaledwie dwa dni później, 26 marca. Tego samego dnia padł też Wodzisław, ale po ciężkich walkach, podobnie jak w Żorach zniszczeni uległo 80% zabudowy. W rękach sowieckich był już praktycznie cały rybnicki okręg węglowy. Mimo to dowodzący ofensywą generał Pietrow stracił stanowisko dowódcy Frontu. Plany były znacznie ambitniejsze niż to, co osiągnięto.

Bronić Ostrawy jak Berlina!

Ponieważ tego samego dnia, co Żory, padło też praktycznie Zagłebie Ruhry (o nikłej już, na skutek ciągłych bombardowań, trwających od 1943 roku, zdolności produkcyjnej) –zagłębie karwińsko-ostrawskie było ostatnim znaczącym ośrodkiem przemysłowym Niemiec. Jak miał do swoich żołnierzy powiedzieć niemiecki generał Georg Kosmalla, dowódca 344 dywizji Wehrmachtu: jeśli oddamy Bramę Morawską, oddamy Niemcy.
I oczywiste było, że atak nastąpi od strony Wodzisławia, przez Bramę Morawską, a nie od strony Bielska, przez góry, gdzie front zatrzymał się ledwie kilka kilometrów za tym miastem. Rzeczywiście, tamtędy sowieci nie atakowali,
a w jednej z historycznych górnośląskich stolic, Cieszynie, Niemcy poddali się dopiero – okrążeni już ze wszystkich stron – dopiero
5 maja, na trzy dni przed końcem wojny, gdy od kilku dni nie żył już Adolf Hitler, gdy cały Berlin był
w sowieckich rękach!
Jednak nie sam Cieszyn był ważny, a Zagłębie Ostrawsko-Karwińskie i w jego kierunku kierowało się główne sowieckie uderzenie. Warto wiedzieć, że operacja morawsko-ostrawska to jedna z największych bitew końca II wojny światowej.
I warto wiedzieć, że Ostrawa to w połowie też górnośląskie miasto. Jego część leząca na zachód od rzeki Ostrawica to Morawy, ale ten na wschód, to jak najbardziej Śląsk. Zresztą także dziś, w Republice Czeskiej region ten nosi nazwę Moravskoslezsky Kraj i jest odpowiednikiem polskiego województwa.

Zdobyty Racibórz, kocioł się zamyka

Na razie jednak armia czerwona znów utknęła, nie umiejąc sforsować Odry, będącej kawałek za Wodzisławiem, w okolicy Chałupek, niewielką jeszcze przecież rzeką. Udało się to dopiero 2 kwietnia, a ponieważ ostatniego marca, gdy zdobyto Racibórz (miasto postrzegane przez zdobywców jako stuprocentowo niemieckie, zostało już po zdobyciu bestialsko spalone) otwarła się droga na ten okręg przemysłowy od północnego zachodu, sytuacja obrońców znacznie się pogorszyła. Ale na południowym, bardzo uprzemysłowionym skrawku Górnego Śląska Niemcy bronili się z ogromną determinacją, tym bardziej że tuż za Raciborzem sowiecki atak znów się załamał. Kilka razy nawet odrzucono ich już ze zdobytych terenów.
Na marginesie, cegły ze zniszczonego Raciborza wykorzystano do odbudowy, ale nie tego miasta, lecz Warszawy. Podobnie zresztą było z cegłami z Wrocławia i wielu innych śląskich miast.
Od Odry w Chałupkach (obecnie polsko-czeska granica) do Ostrawy jest raptem 10 kilometrów, ale mijają kolejne tygodnie, a sowieci, mimo sforsowania rzeki, nie posuwają się naprzód. Walczy tu nie tylko Wehrmacht, ale też kilka dywizji SS, a te zawsze biły się z wielką determinacją.

Gdy padła Opawa, Ostrawa bez znaczenia

Artyleria ostrzeliwuje już miasto, ale kolejne próby ataków zostają odrzucone. Sytuacja Niemców drastycznie się pogorszyła, gdy utracili oni, 24 kwietnia, po trzydniowych zaciętych walkach w mieście, Opawę. Również ona legła w gruzach, ale co ważniejsze, w tym momencie przemysł karwińsko-ostrawski przestał mieć dla Niemców znaczenie, bo to właśnie przez Opawę wiodła ostatnia trasa kolejowa
w głąb Rzeszy, zresztą podobnie jak jedyna przyzwoita, szeroka droga. Po upadku Opawy niemieckich zapasów nic już nie uzupełni! Tak na marginesie, leżąca w Republice Czeskiej Opawa to też górnośląskie miasto.
Jednocześnie również od południa nacierały oddziały sowieckiej 1 Armii Gwardii, by obejść Ostrawę od strony Karwiny i Frysztatu. Ostatecznie wojska sowieckie przedarły się na przedmieścia Ostrawy 29 kwietnia, a ostatniego dnia tego miesiąca przeprowadziły frontalny – i zakończony sukcesem jeszcze tego samego dnia – szturm na miasto. Od tego momentu takie miejsca jak Cieszyn pozostawały tylko pojedynczymi punktami niemieckiego oporu.

Ustabilizowany front do końca wojny

Natomiast na północy Górnego Śląska front ustabilizował się aż do końca wojny, 8 maja, na linii Biała Nyska – Głuchołazy. Miejscowość ta pozostała w niemieckich rękach do końca wojny, Wehrmacht opuścił ją dopiero dzień po kapitulacji III Rzeszy, i tego samego dnia zjawiła się tu administracja polska.
Stojące tu wojska niemieckie nie miały zresztą dla sowietów większego znaczenia. Bez paliwa, bez amunicji, nie mogły iść na odsiecz Berlinowi, nie mogły robić nic innego, niż biernie czekać na kapitulację III Rzeszy. Także dlatego front się tu zatrzymał – walki po prostu nie miały sensu.
Tak więc, wbrew mniemaniu, że sowieci zdobyli Górny Śląsk łatwo, krwawe walki na nim trwały aż do końca wojny. Miasta aglomeracji katowickiej nie zostały walkami zniszczone, ale wszystko na południe i zachód od nich – tak.

Wyzwolenie czy nowa okupacja?

Pytaniem, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi jest to, czy został on wyzwolony, czy też dostał się pod drugą okupację. Pytanie to dotyczy całej Polski, ale nawet przedwojennej polskiej części Górnego Śląska jakby bardziej. Bo choćby w takim Bielsku przed wojną mieszkało 70% Niemców i miasto wiwatowało, gdy w 1939 roku wkraczał Wehrmacht, a w 1945 wyglądało na wyludnione. Zresztą w dużej mierze było wyludnione – od ostatniej dekady stycznia ogromna część ludności Górnego Śląska emigrowała w głąb Niemiec. Dotyczy to nie tylko Bielska, ale też Cieszyna (polskiego i czeskiego), Rybnika, Raciborza i tak dalej. W zasadzie nie działo się tak tylko w aglomeracji katowickiej, którą sowieci zdobyli błyskawicznie, uniemożliwiając tutejszym Niemcom ucieczkę. Zdecydowana część tej ludności została potem – często po drodze zaliczając obozy koncentracyjne – wysiedlona do Niemiec. Polska miała być bowiem z założenia państwem jednolitym narodowościowo.
Na Śląsku ponad 95% mieszkańców miało w czasie wojny narodowość niemiecką i obywatelstwo niemieckie. Ale rdzenni Ślązacy mieli nadane je warunkowo,
z możliwością odebrania – i ci zasadniczo deportacjom nie podlegali. Jeśli już, to częściej do ZSRR, jako niewolnicza siła robocza. Czy w takiej sytuacji można mówić, że w 1945 roku dla społeczności tej przyszło wyzwolenie? Nie, choć na pewno przyszła ulga, że wojna się skończyła.
Ale Ślązacy, z obozów jenieckich (służyli wszak w armii niemieckiej) i z wywózek do ZSRR, wracali jeszcze przez 10 lat. Niektórym nie było dane wrócić nigdy.  

Dariusz DYRDA

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bażant dla każdego

Kiedyś podawany jako rarytas przeszedł długą i trudną drogę kulinarną, żeby po wielu latach znów wrócić do naszego menu. Znów jako rarytas. Zdaję sobie sprawę z tego, że bażant traktowany jest jako zbyt wyrafinowany, trudno dostępny i drogi przysmak – usłyszałam nawet, że wręcz „pretensjonalny”. To nie jest do końca prawda, choć znając jego losy (ostatnie sto lat omal nie skończyło się dla niego tragicznie) podejrzewam, dlaczego myślimy o bażancie jakby dalej chadzał wyłącznie po sarmackich stołach. Skoro mamy dostęp do kawioru, możemy w każdej chwili skoczyć na sushi lub ramen, albo w formie ciekawostki spróbować strusiny w praktycznie każdym większym mieście, to uwierzcie – bażant nie będzie już takim wyzwaniem.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Każdy obcy to wróg - niebezpieczne dzielnice

W każdym mieście mieszkaniec może wskazać miejsce grozy, gdzie strach spacerować gdy zgasną ostatnie promienie słońca. Nie inaczej jest na Śląsku. Powodów z których do niektórych miejsc śląskich miast przylgnęła łatka dzielnic grozy jest wiele, począwszy od biedy, częstych libacji alkoholowych, a na wysokim odsetku przestępstw kończąc. W niektórych miastach przyczyniły się do tego makabryczne wydarzenia, które po czasie urosły do wielkości legend miejskich, skutecznie odstraszających mieszkańców. Czasem by zebrać baty wystarczy być „obcym” na dzielnicy, wiec jak się nikogo tam nie zna, lub nie idzie się w konkretnym zamiarem odwiedzanie kogoś, lepiej się tam nie zapuszczać. A jak wygląda dziś sytuacja w miejscach grozy oraz gdzie się znajdują? Czy miasta starają się zmienić wizerunek tych miejsc?

więcej

Partnerzy