Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że dzieci nieszczepione nie powinny być przyjmowane do szkół i przedszkoli?

Echo historii

To byli nasi nobliści

Śląsk miał trzy razy więcej laureatów Nagrody Nobla, niż Polska

ilustracja

Pomysł na ten tekst pojawił mi się kilka dni temu, gdy byłem gościem w jednej z tyskich szkół. W sali języka polskiego wisiała gablota z polskimi noblistami. Sienkiewicz, Reymont, Skłodowska-Curie, Miłosz, Wałęsa, Szymborska. Sześcioro. W pewnym momencie zapytałem polonistkę, opiekunkę tej sali, czy wie, ilu noblistów ma Śląsk.  Nauczycielka zdziwiła się, że któryś z tej szóstki jest ze Śląska. Odpowiedziałem, że żaden, ale Śląsk ma znacznie więcej noblistów, niż sześciu. – To dlaczego ich tu nie ma? – Bo nie byli Polakami!

Ale czy z racji tego, że nie byli Polakami, lecz Niemcami ze Śląska i Żydami ze Śląska – mamy nie być z nich dumni? Czy Maria Goepert-Mayer z Katowic nie jest nam bliższa, niż Miłosz z Litwy. Nawet jeśli po polsku słów znała niewiele, a zgłosił ją Uniwersytet Kalifornijski, na którym w 1963 roku pracowała? Gdy pod koniec życia, już jako noblistka, odwiedziła Polskę, przewodniczący Rady Państwa (w PRL-u odpowiednik prezydenta RP) Henryk Jabłoński zapytał ją, czy ma jakieś specjalne życzenie. Miała, chciała zobaczyć Katowice. Ale polskie władze tego życzenia nie spełniły…
Polacy zdobywali Nobla w zasadzie z literatury, ponadto tylko Lech Wałęsa pokojową i oczywiście Skłodowska-Curie, aż dwie z fizyki i chemii, zarazem jako pierwsza kobieta. Ślązacy natomiast brali je „po równo”, cztery z fizyki, cztery z chemii, cztery z medycyny i po jednej, z literatury i ekonomii.
Skazana na naukę
A chociaż MARIA GOEPPERT-MAYER była jedną z ostatnich osób ze Śląska, która Nobla dostała, to zacznijmy od niej. Na bycie naukowcem została w zasadzie skazana w momencie urodzenia. Bo kim innym może zostać osoba, której przez sześć wcześniejszych pokoleń wszyscy byli profesorami. Ojciec był profesorem medycyny – i zasłynął zwalczeniem epidemii opon mózgowych w Katowicach, w 1905 roku. Dziadek był profesorem prawa a pradziadek profesor botaniki – twórca jednego z pierwszych na świecie, muzeum botanicznego we Wrocławiu. I tak jeszcze propradziadek i praprapradziadek Goeppertowie. Każdy w zasadzie był wielkim śląskim uczonym.
W Katowicach, przy Młyńskiej 5, żyła tylko do czwartego roku życia, bo wtedy jej ojciec otrzymał katedrę na słynnym uniwersytecie w Getyndze. A mając lat 18 zaczęła sama studiować na tym uniwersytecie, co w tym czasie kobietom zbyt często się jeszcze nie zdarzało. Tym bardziej, że wybrała nie jakiś kierunek humanistyczny, lecz matematykę a w roku 1927 zmieniła ją na fizykę. W 1930 roku, mając lat 26, została doktorem fizyki kwantowej, a na jej obronie było trzech (!) laureatów Nobla.
Dalsze jej życie wiąże się z małżeństwem z amerykańskim uczonym Edwardem Mayerem, z którym w 1930 roku wyjechała do USA. Być może uratowała tym życie, bo w jej żyłach płynęła także – po jednej z babek - krew żydowska. Po urodzeniu dwójki dzieci (syn został oczywiście profesorem) wróciła do działalności naukowej. Podczas II wojny światowej, w ramach projektu Manhattan, uczestniczyła w pracach nad budową pierwszej bomby atomowej.
W 1963 roku otrzymała Nobla za odkrycie struktury powłoki jądra atomowego. Zmarła dziewięć lat później, na zawał, w wieku 67 lat.
A chociaż od czwartego roku życia nie widziała Śląska, była z nim żywo związana. W czasach hitlerowskich zajmowała się w USA pomocą dla śląskich uchodźców, wspierała też organizację Ślązaków w Pensylwanii (World Association of Upper Silesians). Polskę odwiedziła raz, na zaproszenie rządu w 1967, gdzie uczestniczyła w obchodach 100-lecia urodzin Skłodowskiej-Curie. Była wszak drugą (trzecia dopiero w 2018 roku) po Skłodowskiej kobietą, która otrzymała Nobla z fizyki, i w sumie ze specjalizacji bardzo do Skłodowskiej pokrewnej.
Erlich od immunologii
Teraz przeskoczymy do pierwszego śląskiego noblisty. Otrzymał nagrodę w roku 1908, zaledwie w siedem lat po jej ustanowieniu. PAUL EHRLICH był z południa Śląska Dolnego, dokładnie ze Strzelina.
Wynalazł salwarsan, najmocniejszy lek antyzakaźny do wynalezienia, kilkadziesiąt lat później, antybiotyków. Lista osiągnieć tego lekarza, żyjącego w latach 1854-1915 jest tak imponująca, że niemal niemożliwe jest wymienienie wszystkich. Stworzył podstawy hematologii, współpracując z Robertem Kochem udoskonalił metodę wykrywania prątków gruźlicy (na marginesie – Koch swoje badania bakteriologiczne mógł prowadzić, dzięki hojności śląskich arystokratów), jako pierwszy wyodrębnił limfocyty, sformułował tezę, że zużycie tlenu jest miernikiem intensywności procesów życiowych. Stworzył podstawy immunologii, opisując sposób, w jaki powstają przeciwciała. I właśnie za prace nad immunologią dostał swoją Nagrodę Nobla.
Tan Ślązak uważany jest za jednego z najwybitniejszych niemieckich uczonych w historii – a jego twarz znają wszyscy, którzy do wprowadzenia euro miewali do czynienia z niemiecką walutą. Bo Ehrlich był na banknocie 200-markowym.
W Strzelinie stoi jego niewielkie popiersie, ale na internetowej stronie miasta próżno szukać o nim choć wzmianki.
Szanowany przez sowietów
Następnego, drugiego śląskiego Nobla, dostał pisarz, GERHARD HAUPTMANN, w 1912 roku. Hauptmann był dramaturgiem nurtu zwanego naturalizmem, a jego sztuka „Tkacze”, zawiera sceny tak drastyczne, że nawet dziś, po ponad stu latach, uważana jest za obrazoburczą. Co ciekawe, Hauptmann pisał w śląskim dialekcie języka niemieckiego, dziś w zasadzie już wymarłym, choć przekładów na literacką niemczyznę dokonywał samodzielnie.
Urodził się w roku 1862 w Bad Salzbrunn (dziś Szczawno-Zdrój, w zasadzie przedmieście Wałbrzycha). Zmarł zaś w roku 1946, już w momencie, gdy Dolny Śląsk należał do Polski, w Agnieszkowie, będącym obecnie dzielnicą Jeleniej Góry. Zarówno władze polskie, jak i sowieckie, traktowały go z szacunkiem, bo Hauptmann, podobnie jak Reymont, pokazywał w swoich dziełach brutalność kapitalizmu, niesprawiedliwości społeczne, upadek moralny elit mieszczańskich. Zresztą Reymont swojego Nobla dostał w dużej części dzięki bratu Hauptmanna, Carlowi, który dzieła polskiego pisarza przekładał na język niemiecki i spopularyzował w Europie. To właśnie jego przekład czytał komitet noblowski, a z przekładów wynika też, że bracia Hauptmannowie znali język polski. Carl zresztą znany jest dobrze na całym Śląsku i w Niemczech ze swoich przypowieści o Liczyrzepie (Rübezahl), Duchu Karkonoszy.
Zaś bardziej znany Gerhard po I wojnie światowej należał do grona 3-4 najbardziej cenionych niemieckich pisarzy. Był wielkim zwolennikiem demokracji, ale po dojściu hitlerowców do władzy nie zdobył się na słowa krytyki – choć zupełnie wycofał się z życia publicznego i artystycznego, żyjąc nieco zapomniany na Dolnym Śląsku. A gdy było już wiadomo, że Śląsk przypadnie Polsce, władze zapewniły go, że otrzyma specjalny prywatny wagon, by wraz z całym dobytkiem mógł pojechać do Niemiec. Jednak podczas przygotowań 6 czerwca 1946 roku leciwy pisarz umiera. Nie zmienia to jednak ustaleń, w lipcu wagon z jego trumną, dobytkiem, rodziną, wyrusza do Niemiec, a chociaż w Berlinie chcą mu stworzyć muzeum i mauzoleum, żona nie zgadza się i dokonuje pochówku męża na bałtyckiej wyspie Hiddensee.
W okolicach Wałbrzycha, Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby – gdzie żył i tworzył, wiele jest dowodów szacunku dla tego pisarza, jak chociażby jego popiersia. Ale żaden śląski teatr w stulecie nadania mu Nobla (2012), nie wystawił Tkaczy, za których Hauptmann go otrzymał.
Zaraz za Einsteinem
Każdy, kto choć trochę uważał na lekcjach fizyki, zna nazwisko innego śląskiego noblisty, choć nie wspominano tam, że był ze Śląska. MAX BORN niewiele tylko sławą ustępuje Albertowi Einsteinowi i należy do grona kilku najwybitniejszych fizyków XX wieku.
Jego ojciec, Jakub, był żydowskim lekarzem i naukowcem z Wielkopolski a matka Margarete Kauffman pochodziła z rodziny śląskich przemysłowców. Ponieważ ojciec kierował katedrą anatomii i embriologii na Uniwersytecie Wrocławskim, tam też w roku 1882 roku Max się urodził. Sam Max zaczął studia na tym uniwersytecie, ale później kontynuował je na innych sławnych uniwersytetach – w Heidelbergu i Zurychu.
Na marginesie, uniwersytet wrocławski należał wtedy do najlepszych w Niemczech, co zarazem oznaczało, że do najlepszych w Europie i na świecie. Dziś żadna polska wyższa uczelnia nie mieści się w rankingach 500 najlepszych. Gdyby takie rankingi robiono sto lat temu, wrocławski może znalazłby się w pierwszej światowej dziesiątce. Zwłaszcza medycyna i nauki przyrodnicze były tu na najwyższym poziomie, ale też – wbrew teoriom o germanizacji – król pruski Fryderyk Wilhelm IV powołał katedrę języków słowiańskich, aby, jak czytamy w akcie jej powołania „dać polskim studentom sposobność do doskonalenia się w mowie ojczystej”. Zresztą koła polskich studentów, od powołania uczelni w 1702 roku, niemal do wybuchu II wojny światowej, były tam bardzo aktywne.
Wracając do Maxa Borna, w 1912 roku kończy pracę naukową w Europie i przenosi się do USA. Niemniej gdy wybucha I wojna światowa zjawia się w Niemczech, by założyć mundur. Po wojnie wraca do pracy naukowej na uniwersytecie w Getyndze, gdzie położył podwaliny pod fizykę i mechanikę kwantową. Na jego nagrobku widnieje zresztą fundamentalne równanie mechaniki kwantowej: pq – qp = h/2πi.
W 1933 roku, z powodu antysemickiej polityki Hitlera opuszcza Niemcy i przyjmuje katedrę profesora w Cambridge a następnie w Edynburgu. W 1953 roku, po otrzymaniu honorowego obywatelstwa Getyngi, wraca do tego miasta, i niemal do śmierci w 1970 roku prowadzi tam wykłady.
Bardzo czynnie zaangażował się też w działania fizyków na rzecz rozbrojenia. Podpisał słynny manifest Russela-Einsteina w kwestii nie rozprzestrzeniania broni atomowej, a następnie, w 1957 roku, manifest przeciwko udostępnianiu Bundeswehrze broni masowego rażenia. Był to pierwszy przypadek w historii Niemiec, kiedy naukowcy poczuli się odpowiedzialni za decyzje polityczne. Padły tam między innymi zdania: „Nie możemy wtrącać się w politykę supermocarstw. Jednak twierdzimy, że dla niewielkiego kraju, jakim jest Republika Federalna Niemiec, najlepszym sposobem utrzymania pokoju byłaby dobrowolna rezygnacja z posiadania jakiegokolwiek typu broni nuklearnej. Żaden z sygnatariuszy tego aktu nie będzie uczestniczył w projekcie atomowym dla celów militarnych”.
Alder z Chorzowa
Szerzej warto jeszcze wspomnieć KURTA ALDERA, bo to Ślązak nie z odległego Strzelina czy Wrocławia, ale z Chorzowa. Ten noblista z chemii urodził się w tym mieście (wówczas Königshütte) w 1902 roku. Jego rodzina miała chłopskie korzenie, ojciec był pierwszym w familii, który zdołał zdobyć wykształcenie nauczycielskie i pracował w Chorzowie. I mieszkał w nim aż do podziału Górnego Śląska między Polskę a Niemcy. Chorzów przypadł Polsce, a rodzina Alderów wyemigrowała do Berlina. Niemniej wychowany w Chorzowie Kurt musiał chociaż rozumieć śląską godkę.
Przez całe dorosłe życie, do śmierci w 1958 roku, związany był z niemieckimi uniwersytetami. Pracował także dla przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy, ale nie brał udziału w żadnej produkcji zbrodniczej, za to jest współtwórcą, stworzonego na potrzeby armii, syntetycznego kauczuku. Natomiast nagrodę Nobla uzyskał, wraz ze swym naukowym mistrzem Otto Dielsem, za odkrycie syntezy dienowej, choć zdecydowanej większości z nas nic ten termin nie mówi. Także on angażował się w manifesty uczonych przeciw zbrojeniom.
Bergius od benzyny
Na potrzeby militarne III Rzeszy pracował też niestety FRIEDRICH BERGIUS urodzony w Złotnikach, obecnie dzielnicy Wrocławia. Chociaż tak naprawdę swoje badania, dzięki którym III Rzesza produkowała (głównie w Kędzierzynie-Koźlu) benzynę syntetyczną, prowadził na długo, zanim Hitler doszedł do władzy. Przecież Nobla za nie dostał już w 1931 roku. Bo to on opracował metodę uwodornienia węgla i w zasadzie stworzył dziedzinę przemysłu zwaną wysokociśnieniowymi technologiami chemicznymi. Zresztą wynalazcą był też jego ojciec, przemysłowiec Henryk, który jako pierwszy na świecie produkował we Wrocławiu metaliczne aluminium.
Pierwsza produkcja według metod Friedricha Bergiusa została uruchomiona w 1927 roku, ale od 1935 także Brytyjczycy produkowali benzynę syntetyczną jego metodą. Po II wojnie światowej, na skutek wstrzymania wielu gałęzi przemysłu w Niemczech, nie znalazł dla siebie odpowiedniego zajęcia. Wyemigrował więc do Ameryki Południowej, gdzie zmarł w 1949 roku. Jego popiersie znajduje się w ratuszowej Galerii Sławnych Wrocławian.
Cholesterol  Blocha
Każdy z nas natomiast zna odkrycie KONRADA BLOCHA z Nysy, który Nobla dostał w 1964 roku. Bloch, urodzony w 1912 roku, był wnukiem i synem miejscowych fabrykantów firanek i koronek, chociaż ojciec ukończył też studia prawnicze. Podobnie jak wielu innych śląskich uczonych, miał żydowskie korzenie, i po dojściu do władzy Hitlera wyemigrował do USA. Ryzykował wiele, bo od 1934 roku przebywał w Szwajcarii, ale po wizę do USA (zresztą wydaną w oparciu o fałszywe zaświadczenie, ze otrzymał etat na uniwersytecie Yale) – musiał się udać do Niemiec. W USA pracował na wielu uczelniach, ale gdy dostawał Nobla, pracował już na najsławniejszym: Harvardzie.
Ten lekarz i biochemik zajmował się metodami zapobiegania miażdżycy i to on odkrył, jakie znaczenie w ludzkim organizmie odkrywa cholesterol. Nobla dostał wspólnie z wspólnie z niemieckim biochemikiem Feodorem Lynenem, przyjacielem ze studiów na politechnice w Monachium.
W roku 1980 Bloch na krótko odwiedził Śląsk i Nysę. Warto wspomnieć, że jego kolegą z gimnazjum w Nysie był zoolog Bernhard Grzimek, twórca słynnego parku narodowego Serengetti w Tanzanii i zdobywca Oscara za film dokumentalny o tym parku.
Pozostali medycy
Nobla z medycyny dostało jeszcze dwóch Ślązaków. GERHARD DOMAGK był z Łagowa, za Zieloną Górą. Dziś nawet tam nie wszyscy wiedzą, że to wciąż historyczny Śląsk. Domagk, urodzony w 1895 rokiem Nobla dostał w 1939.Był asystentem wspomnianego wcześniej Ehrlicha, ale koncentrował się głównie na mikrobiologii. Odkrył, że sulfonamidy działają wybiórczo na bakterie. Odkrycie było na tyle rewolucyjne, że nawet AlexanderFleming, wynalazca penicyliny porzucił na pewien czas badania nad pierwszym antybiotykiem, by poświęcić się sulfonamidom. Może dlatego dostał Nobla dopiero sześć lat po Domagku.
Hitlerowskie Niemcy nie zgadzały się na odebranie nagrody przez Domagka. Odebrał ją dopiero w roku 1947, ale bez części pieniężnej, bowiem ta, nie odebrana w ciągu roku, wraca do fundacji noblowskiej.
Zaś GINTER BLOBEL z Niegosławic (pod Głogowem) dostał Nobla stosunkowo niedawno, bo w 1999 roku. Śląsk opuścił w wieku 9 lat, wypędzony jak zdecydowana większość Niemców. Jego badania dla zwykłych ludzi to czarna magia, zajmował się bowiem sygnałami kierującymi transportem białek w komórkach. Jednak bez jego odkryć choćby współczesna onkologia stałaby w miejscu.
Fizycy, chemicy
Fizyk OTTO STERN był niemalże z terenu zasięgu Echa, bo z Żor. Jego dziadek, bogaty żorski Żyd był właścicielem młyna. W roku 1892, gdy Otto miał 4 lata, jego rodzice przeprowadzili się do Wrocławia. Chemię studiował tu, ale też w Monachium, a po obronie doktoratu, za namową Einsteina, przeniósł się za nim na Uniwersytet w Pradze, potem na uniwersytet w Zurychu. Podczas I wojny światowej służył jako niemiecki żołnierz. Potem już na zawsze zajmował się fizyką teoretyczną, dziedziną nauki hermetyczną nawet dla fizyków.
W 1933 roku jako częściowo Żyd wyemigrował do USA. Tam dokończył pracę, za którą dziesięć lat dostał Nobla. Cytując komitet noblowski W uznaniu jego wkładu w rozwój metody wiązki molekularnej i jego odkrycia momentu magnetycznego protonu. Zmarł w roku 1969, oglądając przedstawienie teatralne.
Na frontowej ścianie urzędu miasta w Żorach wisi poświęcona mu tablica. W 1997 roku w jej odsłonięciu brało udział dwóch innych noblistów ..
Listę śląskich noblistów fizyków i chemików zamyka FRITZ HABER, jeden z pierwszych śląskich noblistów (1918). Życiorys podobny do innych – wrocławski Żyd. Studiował na najlepszych technicznych uczelniach Europy: w Heidelbergu, Berlinie, Zurychu, Jenie. Czytając jego, ale i inne życiorysy noblistów, trudno nie odnieść wrażenia, że „wymiany studenckie” były wtedy lepiej zorganizowane, niż teraz. Że czołowi studenci dany przedmiot studiowali nie na uczelni macierzystej, lecz tam, gdzie był jego najwybitniejszy wykładowca. A sam Haber profesorem chemii został w wieku lat 30.
Haber był naukowcem „praktycznym”. Nie szukał teorii, lecz metody taniego produkowania nawozów azotowych, bo ta oparta o importowane z innych kontynentów komponenty była droga. I szukając rozwiązania, znalazł metodę syntezy amoniaku z wodoru i azotu – za co właśnie dostał Nobla. Wraz z Carlem Boschem (też noblistą) opracował przemysłową technologię produkcji amoniaku. Ponieważ jego metoda pozwalała produkować amoniak – główny składnik nawozów - z wodoru i azotu atmosferycznego, ówczesna prasa pisała, że Haber wynalazł metodę produkowania chleba z powietrza.
Podczas I wojny światowej swoją wiedzę oddał do dyspozycji przemysłu zbrojeniowego, mówiąc, że w czasie pokoju nauka służy światu, ale w czasie wojny musi służyć ojczyźnie. Był współtwórcą gazów bojowych. W pierwszej bitwie, gdzie gazów bojowych użyto (pod Ypres) osobiście nadzorował atak chemiczny. Jego żona nie mogąc znieść świadomości, że mąż odpowiada za śmierć tysięcy żołnierzy, popełniła samobójstwo.
Za straszny żart historii uznać trzeba, że Haber, Żyd który przed hitlerowcami uciekł z Niemiec, stworzył też… cyklon B, chociaż jako środek dezynfekcji, dezynsekcji, a nie ludobójstwa. Jednak Niemcy, państwo, którego był gorącym patriotą, użyło go do masowego mordowania jego narodu. To dlatego Einstein o Haberze napisał, że ‘„Była to tragedia niemieckiego Żyda, tragedia wzgardzonej miłości”.
Do śląskich noblistów z dziedziny chemii można też zaliczyć dwóch uczonych, którzy Ślązakami nie byli, ale swoich odkryć dokonali na Śląsku. Phillipe Lenarda (Nobel 1905), swoje badania z dziedziny fizyki atomowej prowadził na uniwersytecie we Wrocławiu. Ale chyba nie ma się czym szczycić bo był zaciekłym hitlerowcem i antysemitą a teorię Einsteina odrzucał, jako „fizykę żydowską”. Dla III Rzeszy pracował nad budową bomby atomowej.
Innym przypadkiem był Eduard Buchner, Bawarczyk, który jednak też związał się z uniwersytetem wrocławskim. I na nim odkrył proces fermentacji (tak, tak, i to trzeba było naukowo odkryć!), za co Nobla dostał w roku 1907. Zmarł 10 lat później.
Dzieckiem rodziny wypędzonej w 1945 roku z Lublińca jest też JOHANNES GEORG BEDNORZ, noblista (1987) za nadprzewodnictwo wysokotemperaturowe, czołowy specjalista IBM. Bednorz zmarł w 2015 roku w Poznaniu, a wcześniej Akademia Ekonomiczna we Wrocławiu nadała mu tytuł doktora honoris causa.
Następca Nasha
No i na koniec ostatni śląski noblista, choć taki trochę na wyrost bo Alfred Nobel nagrody z ekonomii nie przewidział, wprowadzono ją później. Otrzymał ją w 1994 roku REINHARD SELTEN, który twórczo rozwinął teorię Johna Nasha (znanego najbardziej z filmu Piękny Umysł) i dziś – na równi z Nashem –uważany jest za twócę teorii gier.•
 
 Dariusz DYRDA

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bażant dla każdego

Kiedyś podawany jako rarytas przeszedł długą i trudną drogę kulinarną, żeby po wielu latach znów wrócić do naszego menu. Znów jako rarytas. Zdaję sobie sprawę z tego, że bażant traktowany jest jako zbyt wyrafinowany, trudno dostępny i drogi przysmak – usłyszałam nawet, że wręcz „pretensjonalny”. To nie jest do końca prawda, choć znając jego losy (ostatnie sto lat omal nie skończyło się dla niego tragicznie) podejrzewam, dlaczego myślimy o bażancie jakby dalej chadzał wyłącznie po sarmackich stołach. Skoro mamy dostęp do kawioru, możemy w każdej chwili skoczyć na sushi lub ramen, albo w formie ciekawostki spróbować strusiny w praktycznie każdym większym mieście, to uwierzcie – bażant nie będzie już takim wyzwaniem.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Każdy obcy to wróg - niebezpieczne dzielnice

W każdym mieście mieszkaniec może wskazać miejsce grozy, gdzie strach spacerować gdy zgasną ostatnie promienie słońca. Nie inaczej jest na Śląsku. Powodów z których do niektórych miejsc śląskich miast przylgnęła łatka dzielnic grozy jest wiele, począwszy od biedy, częstych libacji alkoholowych, a na wysokim odsetku przestępstw kończąc. W niektórych miastach przyczyniły się do tego makabryczne wydarzenia, które po czasie urosły do wielkości legend miejskich, skutecznie odstraszających mieszkańców. Czasem by zebrać baty wystarczy być „obcym” na dzielnicy, wiec jak się nikogo tam nie zna, lub nie idzie się w konkretnym zamiarem odwiedzanie kogoś, lepiej się tam nie zapuszczać. A jak wygląda dziś sytuacja w miejscach grozy oraz gdzie się znajdują? Czy miasta starają się zmienić wizerunek tych miejsc?

więcej

Partnerzy