Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy takie zdarzenia, jak ostatnia wichura, bardzo ci się dają we znaki?

Wynik głosowania:

75%
0%
25%
 
Tak! Wtedy uświadamiam sobie, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od elektryczności
 
Nie, bo jak powiedziała pewna blondynka: sorry, taki mamy klimat
 
Ja tam wiem że była wichura tylko z internetu.

Echo historii

1945 na Śląsku

Zbrodnia, która zaczęła się 27 stycznia

ilustracja

To jedna z najwstydliwszych kart w historii Polski. Dzisiaj powoli się ją odsłania. Powoli, a dyskusja toczy się wokół tego czy polskie, czy niepolskie. Czyje były te zbrodnie? Ci. Którzy starają się wybielać historię Polski za wszelką cenę, twierdzą, że nie polskie tylko komunistyczne.

Zbrodnie nie były na skalę hitlerowskich, ale należy je uznać za ludobójstwo. Spełniały bowiem podstawowe kryterium: były na tle etnicznym. I realizowano je między innymi w obozach koncentracyjnych, które państwo polskie uruchomiło na Śląsku w 1945 roku, natychmiast po przejściu frontu. Tak, koncentracyjnych – bo w samych zarządzeniach władz je powołujących padało to słowo: „obóz koncentracyjny”.
Bez sowieckiej inspiracji
I również nie można nimi tak po prostu obarczyć wyłącznie komunistów. Po pierwsze dlatego, że do roku 1947 państwem współrządzili także ludowcy, wcześniej będący w rządzie londyńskim. Po drugie jednak dlatego, że
w dokumentach nie ma nawet śladów sowieckiej inspiracji. Wprost przeciwnie, stalinizm dopuścił się wielu okrutnych zbrodni. Polacy, stale przypominający o Katyniu nie chcą jakby zrozumieć, że przy ogromie stalinowskich zbrodni, Katyń to jedynie kropla w ich morzu. Tuż przed II wojną światową terror stalinowski zamordował chyba więcej sowieckich oficerów, niż później polskich. Ofiarą czystki padło między innymi trzech marszałków i 50 generałów.
Ale zbrodnie stalinowskie w zasadzie nigdy nie miały charakteru etnicznego. Byłyby wręcz sprzeczne z lansowaną przez komunistów zasadą internacjonalizmu. Tamten system nie oceniał człowieka po nazwisku, kolorze skóry, kształcie oczu – lecz wierności towarzyszowi Stalinowi. Rosja sowiecka, państwo stu narodów, nigdy nie próbowała stworzyć państwa jednolitego narodowo. Inaczej Polska, takie zakusy były już przed wojną. Po wojnie polscy, ale właśnie polscy komuniści postanowili, że ich ojczyzna będzie państwem jednolitym narodowo.
Polska bez mniejszości
I tym się różniły represje na Śląsku od tych w reszcie kraju. Tam było się więzionym, torturowanym, zabijanym za wrogość wobec nowego systemu. Za walkę z nim. Tu represjonowanym było się z powodu niepolsko brzmiącego imienia, czy też zwykłego donosu, że ktoś jest „Germaniec”. Często donos niewiele miał wspólnego z prawdą, chodziło choćby  o zajęcie domu tego, kto po donosie trafi do obozu. Albo
o osobiste porachunki. Więc bywało, ze jako Niemcy trafiali do nich też… dawni powstańcy śląscy.
W teorii do obozów tych mieli trafiać dawni naziści. Członkowie NSDAP, SS-mani i tym podobni. Tam jedni mieli czekać na proces, inni na wysiedlenie do Niemiec, ewentualnie rehabilitację, pozwalającą pozostać
w Polsce. W praktyce w obozach sporo było dzieci, bestialsko mordowanych.
Wspomnienia mrożące krew w żyłach
Obozów było sporo, między innymi w Mysłowicach, ale szczególnie złowrogą sławę uzyskały dwa. Łambinowice pomiędzy Opolem i Nysą oraz Zgoda,
w Świętochłowicach. Ich komendanci, Czesław Gęborski i Salomon Morel stali się symbolami bestialstwa na Ślązakach. Morel jest dla wielu wymówką, że to nie Polacy, tylko Żydzi. Tylko, że on utożsamiał się z Polską, a nie swoim pochodzeniem.
Opowieści o zachowaniach Morela, Gęborskiego i ich podwładnych mrożą krew w żyłach. Na przykład ten: Morel często bił gołymi pięściami lub gumową pałką, ale najczęściej posługiwał się innymi metodami. Z pomocą swej obstawy rzucał więźniów jeden na drugiego, tworząc z nich pięć, sześć warstw. Była to tzw. piramida; leżących najniżej wynoszono do ambulatorium z powodu ciężkich obrażeń. Jeszcze większe przerażenie wśród więźniów „brunatnego baraku” budziła druga metoda Morela – wybierał sobie dowolnego więźnia, który mu się nie podobał, rzucał nim o podłogę, chwytał za nogę jeden z taboretów, a następnie wielokrotnie z dużą siłą, bił więźnia ciężkim siedziskiem. Więzień z poważnymi obrażeniami trafiał do ambulatorium, a często zaraz do kostnicy.
To wspomnienia więźnia. Ale są i inne. Ignacy Szypuła, zastępca Gęborskiego w Łambinowicach pisał:
„Johann mu było […] zaciągnęliśmy go do warsztatu za tę brodę i wkręciliśmy mu ją w imadło.
I podpalili, żeby wyglądał jak dziad. Krzyczał, że ma dzieci […] Obcęgami wyrywaliśmy mu paznokcie, jeden po drugim […] Zaczęliśmy pukać mu w głowę kluczami […] Edek powiedział, że to białe to mózg”
„Moja pierwsza nazywała się Gertruda […] Dwadzieścia pięć do trzydziestu uderzeń grubą pałą […] Skóra i mięśnie wisiały na nich paskami […] Umierały na zakażenie krwi”
„Biliśmy i zabijaliśmy […] Oblewaliśmy ich szczochami, obrzucali gównem, pod paznokcie wbijaliśmy im gwoździe”  
„Zastrzeliliśmy kobietę w dziewiątym miesiącu ciąży, a potem zastrzeliliśmy małą córkę kiedy składała kwiaty na jej grobie”
„Janek F. zabił kilkadziesiąt niemowląt, po dwa na raz, roztrzaskując główkę o główkę”
„To wymyśliliśmy pożar […] Wrzucaliśmy do ognia tych, co się bali podchodzić blisko, ich członkowie rodzin błagali nas na kolanach, nie było litości, mąż palił się na oczach żony, albo odwrotnie”.
Obozy… pracy

Miejsce, gdzie się działy te rzeczy, w polskim internecie nazywane jest… obozem pracy. Tak też często próbuje je przedstawiać polska historiografia. Podczas, gdy opisy wskazują na wyjątkowo brutalny obóz koncentracyjny. Komendant Gęborski, według wspomnień więźnia kazał zabijać dziesięć osób dziennie. Sam robił to z lubością: ”Wydłubywanie oczu łyżką i rozdeptanie ich, wgniecenie ciężarnej kobiety
w muł deptaka…”
Tak wyglądało „wyzwolenie” Ślązaków. Były też obozy sowieckie, wcale nie lepsze. W Toszku więziono ponad 4800 osób, spośród których  w ciągu dziewięciu miesięcy 3300 straciło życie,
a kolejny tysiąc zmarł z wycieczenia wkrótce po jego likwidacji. Ale także na Zgodzie w ciągu tych dziewięciu miesięcy zginęło – według oficjalnych danych IPN – niemal tysiąc ludzi.
 Ludzi często niewinnych niczemu, poza tym, że byli Ślązakami. Elementem narodowościowo niepewnym. Który należało zastraszyć. Od końca lat 60. do końca lat 80. XX wieku redaktorem naczelnym „Echa” był Jan Wyżgoł, więzień Łambinowic. Przez dziesięciolecia o tym milczał, bo – jak inni – miał zapowiedziane, że gdy o tym komuś opowie, to będzie źle. Więc milczał. Mnie opowiedział kilka miesięcy przed swoim wyjazdem do Niemiec, w 1989 roku. Opowiadając, płakał. Do obozu trafił jako 14-latek.
Na chybił trafił
Dziś opowiadając o Tragedii Górnośląskiej generalnie wspomina się wywózki do ZSRR. To prawda, dziesiątki tysięcy Ślązaków zapakowano do bydlęcych  wagonów, by wywieźć ich do roboty, w kopalniach Donbassu i innych miejscach. To był element układu w Jałcie. Sowieci, podobnie jak Anglicy czy Amerykanie, mogli sobie wziąć jako siłę niewolniczą określoną ilość obywateli niemieckich. Wszyscy alianci z tego skorzystali. Ale, ponieważ 95% Ślązaków miało obywatelstwo niemieckie, sowieci nie mieli problemów, by brać ich. Znane są przypadki, gdy do wagonów ładowano całą zmianę z kopalni. Bez patrzenia, kto był proniemiecki, a kto wcześniej polskim działaczem. Bo o górników na Ukrainie chodziło.
Ale znane są też przypadki, gdy całe wsie trafiały do Łambinowic, bo trzeba było w ich domach zrobić miejsce dla repatriantów zza Buga. Bo to byli Polacy,
a Ślązacy byli niepewni. Choć – o ironio – trafiły tam wsie, które w plebiscycie 1921 roku opowiadały się za Polską, a nie za Niemcami. Bo podejrzany był każdy Ślązak. A każdy z nich musiał też podpisać w latach 1945-46 „deklarację wierności narodowi polskiemu”. Nie komunistom, nie partii, ale narodowi polskiemu.
Jednolita narodowo
To był terror, i chyba nie ma śląskiej miejscowości, której  on nie dotknął. Do polskich obozów, albo do Rosji trafiali mieszkańcy Pszczyny, Tychów, Bierunia. Wszyscy. Do Rosji brali sowieci, ale do obozów kierowali Polacy. Można zrozumieć kogoś, kto doznał od Niemców ogromu krzywd i teraz się mścił na „folksdojczach”. Można zrozumieć Morela, bo on przeżył hekatombę swojego narodu. Ale nie można uznać, że to były komunistyczne represje. Tak państwo polskie przechodziło na tryb jednolitego narodowo. Zgodnie z tą samą doktryną wobec Łamków w Pieninach i Bieszczadach przeprowadzono akcję Wisła. Łemkowie za rzeź wołyńską żadnej odpowiedzialności nie ponosili, bo z UPA nic wspólnego nie mieli, nie czuli się Ukraińcami. Ale – i to było ich zbrodnią – Polakami też nie.
Ale jest i kamyczek do koszyczka państwa Izrael. Po 1989 IPN przygotowywał akt oskarżenia przeciw Morelowi, wtedy już emerytowanemu pułkownikowi służby więziennej. O zbrodnię ludobójstwa. Ostrzeżony zdołał zbiec, najpierw do Szwecji, potem Izraela. Gdy Polska zwróciła się o jego ekstradycję, Izrael odmówił, bo nie wydaje swoich obywateli. Jak widać ludobójstwo na Żydach jest straszną zbrodnią, ale ludobójstwo Żyda ekstradycji nie podlega… Choć ten Żyd, dodać trzeba koniecznie, działał w imieniu Polski a nie Izraela.
I dodać też trzeba koniecznie, że na skutek niechlujnego polskiego prawa, Morel z jednej strony ścigany był za zbrodnie ludobójstwa, ale z drugiej strony aż do naturalnej śmierci w 2007 roku, ZUS wysyłał mu do Izraela pułkownikowską emeryturę.
Bez „Przepraszamy”

Temat Tragedii Górnośląskiej trudno opisać, albo choć porządnie zasygnalizować na jednej stronie „Echa” Powstają o nim już liczne książki, opracowania. Smutne jednak jest to, że nigdy żaden przedstawiciel państwa polskiego nie powiedział na Zgodzie, czy gdziekolwiek: „przepraszamy”, Bo obecna Polska jest prawnym następcą tamtej, podobnie jak obecne Niemcy prawnym następcą III Rzeszy. I za tamte zbrodnie oni wiele razy przeprosili.
Warto tylko dodać, że każdego roku śląskie organizacje w sobotę najbliższą 27 stycznia organizują obchody Tragedii. Teraz skłócone, osobno. Partia Ślonzoki Razem, razem z kilkoma innymi organizacjami, spotyka się ta złożyć wieńce
w sobotę, 26 stycznia o 12.00. Dwie godziny później przyjdzie tam Marsz na Zgodę, organizowany od lat przez RAŚ. Idzie on trasą 9 kilometrów, dokładnie tą samą, którą 27 stycznia 1945 roku pędzono pierwsze kilka tysięcy katowiczan do tego obozu.
Warto pamiętać, że taki los spotkał po „wyzwoleniu” tutejszych mieszkańców. Tylko dlatego, że nie pasowali do stereotypu Polaka.•

Dariusz DYRDA

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Gra każdy, wygrywają najlepsi

Rozmowa z Krzysztofem Kołodziejczykiem, wiceprezesem Polskiego Związku Skata i prezesem okręgu tyskiego

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

1945 na Śląsku

Zbrodnia, która zaczęła się 27 stycznia

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Pieprzne tematy

Stoi na stole w specjalnym, dedykowanym przyprawniku - zawsze na straży, zawsze pod ręką. Tak się do niego przyzwyczailiśmy, że przy gotowaniu nawet nie wymieniamy go jako składnika – przecież to jasne jak słońce, że do każdego mięsa, zupy, pierogów, czy choćby jajecznicy koniecznie trzeba dodać pieprz i sól. Chociaż... od tego drugiego staramy się odchodzić, nie przesalać, bo to niezdrowe. A pieprz? Zmieniają się mody na diety i alergie, ale to jedno póki co zostaje niezmienione: pieprzą weganie, wegetarianie, bezglutenowcy i mięsożercy. Bo przepieprzenie grozi co najwyżej kichaniem, więc... czemu nie?

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Kolejowe obiecanki - cacanki

Od kilku lat PKP opowiadała nam, jak to będzie rewitalizować zlikwidowane przed laty połączenia kolejowe. Na przykład z Orzesza przez Tychy do Bierunia i Oświęcimia. Teraz okazuje się, że obiecanki cacanki a głupiemu radość.

więcej

Partnerzy