Sondaż publiczny

Czy jesteś za zakazem sprzedawania żywego karpia?

Echo historii

Polska nie wtedy się odrodziła!

Mało kto wie, co 11 listopada świętujemy

ilustracja

Za nami wielka kulminacja obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Jednak wybranie na to święto 11 listopada – jest kpieniem z polskiej historii. Obrażaniem wielu polskich bohaterów. Bo 11 listopada 1918 roku nic ważnego dla historii Polski się nie wydarzyło. Zresztą samo stulecie też jest wątpliwe. Być może sto lat niepodległości należało obchodzić już w roku 2016. A wiązać je z wydarzeniem, które miało miejsce 5 listopada u nas, w Pszczynie.

„Przejęci niezłomną ufnością w ostateczne zwycięstwo ich broni i zyczeniem powodowani, by ziemie polskie przez waleczne ich wojska ciężkiemi ofiarami rosyjskiemu panowaniu wydarte do szczęśliwej przywieść przyszłości, Jego Cesarska Mość Cesarz Niemiecki oraz Jego Cesarska i Królewska Mość Cesarz Austryji i Apostolski Król Węgier postanowili z ziem tych utworzyć państwo samodzielne z dziedziczną monarchią i konstytucyjnym ustrojem. Dokładniejsze oznaczenie granic Królestwa Polskiego zastrzega się. Nowe królestwo znajdzie w łączności z obu sprzymierzonymi mocarstwami rękojmię potrzebną do swobodnego sił swych rozwoju. (…) Wielkie zaś, od zachodu z Królestwem Polskiem sąsiadujące mocarstwa, z radością ujrzą u swych granic wskrzeszenie i rozkwit wolnego, szczęśliwego i własnem narodowem życiem cieszącego się państwa” – brzmią fragmenty proklamacji, którą 5 listopada 1916 roku wydano w Pszczynie, decyzją dwóch cesarzy, niemieckiego i austro-węgierskiego.

Akt ten powołuje państwo polskie! Nie precyzuje jego granic, niewiele mówi o jego ustroju, narzuca mu sojusz z dwoma mocarstwami – ale jednocześnie zapowiada stworzenie samodzielnego państwa polskiego. Owszem, tylko na ziemiach zaboru rosyjskiego, ale jednak państwa polskiego. A ponieważ ziemie te są właśnie w posiadaniu armii niemieckiej, to zaczyna się tworzenie polskiej administracji.

A królem kto?

Obaj cesarze nie zdecydowali, kto będzie polskim królem. Największe szanse miał król saski, potomek polskich monarchów Augusta II Mocnego i Augusta III, oraz monarchy Księstwa Warszawskiego z dynastii Wettinów. Dziedziczny polski tron obiecała im Konstytucja 3 Maja. Dynastia saska była bardzo prężna w obsadzaniu tronów. Do dziś zasiada na belgijskim i brytyjskim, choć w 1917 roku królowie Anglii – aby nie drażnić niemieckim w trakcie wojny z Niemcami - zmienili nazwisko na angielskobrzmiące Windsor.

Ale byli też inni pretendenci do polskiego tronu. Cesarz Austrii myślał na nim usadzić swojego kuzyna, Hohenzollerna żywieckiego; swoje ambicje miał też książę pszczyński Jan Henryk XV von Hochberg, przyjaciel cesarza niemieckiego. Już kilka lat wcześniej, z myślą o przyszłym panowaniu w Polsce, dał najmłodszemu synowie na imię Bolko. I stale przypominał o swoim pokrewieństwie z wymarłymi Piastami.

Na razie o wyborze króla nie decydowano, lecz powołano – 15 stycznia 1917 - roku polską Tymczasową Radę Stanu. Za sprawy wojskowe odpowiadał w niej Józef Piłsudski. A ponieważ wybór króla się przeciągał, niewiele później powołano Radę Regencyjną, czyli takiego zbiorowego regenta, sprawującego władzę podczas bezkrólewia. Składała się z dwóch polskich arystokratów (książę Lubomirski, hrabia Ostrowski) i arcybiskupa Kakowskiego, metropolity warszawskiego.

Niepodległość stała się faktem 13 lutego

Rada Regencyjna pod koniec 1917 roku powołała rząd z premierem Janem Kucharzewskim, a 13 lutego 1918 roku, po zawarciu przez obu cesarzy Pokoju Brzeskiego – który oddawał część polskich ziem Ukrainie - zaprotestowała, wyraźnie już określając się jako suweren swoich ziem, a nie wasal Niemiec. Oświadczyła, że będzie „czerpać prawo sprawowania zwierzchniej władzy państwowej opierając się na woli Narodu”. To już oczywista niepodległość!

Zaś 7 października – na ponad miesiąc przed 11 listopada – 1918 roku Rada Regencyjna formalnie ogłasza niepodległość Polski. Tworzy rząd, administrację na kontrolowanych przez siebie terenach, buduje armię (generała Tadeusza Rozwadowskiego powołuje na szefa sztabu generalnego). 12 października przejęła od Niemców władzę nad wojskiem (polnische Wehrmacht). Niepodległe państwo polskie 11 listopada1918 roku normalnie funkcjonowało od wielu miesięcy!

A ponieważ proces ten zaczął się od Aktu 5 listopada to wielu polskich historyków i przedwojennych polityków ten właśnie moment uznawało za odrodzenie polskiej państwowości. Inni wskazywali na datę 7 października (1918), czyli ogłoszenia niepodległości przez Radę Regencyjną, jeszcze inni na wspomniane 13 lutego.

Jeśli jednak odrodzenie Polski ogłoszono w listopadzie 1916 roku, a w październiku 1918 zupełnie normalnie już funkcjonowało – to co wydarzyło się 11 listopada? Oczywiście wydarzyła się rzecz niezwykle ważna – tego dania podpisano zawieszenie broni, kończące I wojnę światową. Dzień ten jest świętem w kilku europejskich państwach, ale w Polsce nie to świętujemy. Więc co?

Rewolucja u bram

Otóż chodzi o to, że 11 listopada 1918 roku w Polsce nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, Nic ważnego. Nie miał miejsca żaden państwowotwórczy akt. Nawet premiera nie powołano (bo działał, nawet kilku niezależnie od siebie, jeden w Warszawie, inny w Lublinie). 11 listopada jedynie… Józef Piłsudski zjadł w Warszawie śniadanie. Dzień wcześniej przyjechał do niej z Berlina, tuż po tym, gdy wypuszczono go z niemieckiego więzienia w Magdeburgu. Niemieccy politycy wsadzili go do tego pociągu. Na warszawskim dworcu witał go członek Rady Regencyjnej, książę Lubomirski i pułkownik Adam Koc, szef posłusznej Piłsudskiemu Polskiej Organizacji Wojskowej.

Piłsudskiego ani Niemcy nie wypuścili z więzienia z miłości do Polski, ani książę Lubomirski specjalną miłością do tego socjalisty nie pałał. Ale brygadier był im bardzo potrzebny. W całej Europie wybuchały rewolucje socjalistyczne, komunistyczne. W Polsce też komunistyczne zamieszki przybierały na sile. Istniała obawa, że gdy ogarną one cały kraj, stanie się ona łatwym łupem dla bolszewików. Którzy pojawią się na granicy z Niemcami. A część Polskiej Organizacji Bojowej, opanowanej przez socjalistów, dołączy do szeregów rewolucjonistów.

Było oczywiste, ze zamieszek tych nie uspokoją arystokraci z Rady Regencyjnej. Było oczywiste, ze potrafi tego dokonać tylko socjalista Józef Piłsudski, któremu Polska Organizacja Wojskowa jest absolutnie wierna. Cała lewica go szanuje. Dlatego Niemcy wypuścili go z więzienia, by ratował ich kraj przed graniczeniem z bolszewikami. Dlatego Rada Regencyjna czekała jego przybycia i 11 listopada – podczas śniadania – przekazała mu kontrolę nad wojskiem. Tylko tyle – 11 listopada Józef Piłsudski został głównodowodzącym polskiej armii, jednym z ministrów w rządzie Józefa Świeżyńskiego.

Nie wiadomo, jakich nacisków (szantażu?) użył Piłsudski wobec Rady Regencyjnej, ale potem potoczyło się błyskawicznie. Już 12 listopada Świeżyński zostaje zdymisjonowany a nowym premierem zostaje Piłsudski, a 14 listopada Rada Regencyjna rozwiązuje się, powierzając mu całość swojej władzy, zobowiązując go jednocześnie do przekazania jej przyszłemu rządowi narodowemu. Od tego momentu Piłsudski obejmuje władzę w państwie. Ale go nie tworzy, bo ono od dawna istnieje.

Po zamachu – budowa kultu

Dlatego – 11 listopada nie wydarzyło się dla Polski nic ważnego. Ale w maju 1926 roku Piłsudski dokonuje w Polsce wojskowego zamachu stanu. Obala legalne, demokratyczne władze i wprowadza swoją dyktaturę. Jego wrogowie polityczni umierają w tajemniczych okolicznościach lub znikają bez śladu, zmuszani są do emigracji lub zamykani w obozie koncentracyjnym Bereza Kartuska, wzorowanym na Dachau. A obóz Piłsudskiego zaczyna budować kult jego osoby.

Już w rok po zamachu majowym ministerstwo wojny wydaje okólnik, że 11 listopada należy czcić. Wcale jeszcze nie pada, że odrodzenie niepodległości. Tylko powrót marszałka do ojczyzny i objęcie sterów Polski. Urzędy mają dzień wolny od pracy. Powoli dzień ten wchodzi przed wojną do podręczników szkolnych – jako obecnie choćby dzień żołnierzy wyklętych. Instytucje państwowe, wojsko, policja, są zobowiązane go świętować.

O konieczności uchwalenie święta niepodległości mówiono w zasadzie od 1922 roku. Padały różne propozycje (często ta 5 listopada), ale nigdy 11 listopada. Ci, którzy odzyskanie niepodległości przeżyli, wyśmialiby taką propozycję. Ale w demokracji – a tej po 1926 roku już nie było. Była dyktatura piłsudczyków. A w ich wizji żaden termin przed 10 listopada 1918 roku nie wchodził w rachubę. Bo przecież odrodzenie państwowości musiało się łączyć z osobą Piłsudskiego, a ten nie mógł jej odrodzić, siedząc w niemieckim więzieniu.

I coraz bardziej podkręcano śrubę. W 1926 roku, zaraz po zamachu majowym, „Polska Zbrojna” pisała: "Ósma rocznica wypędzenia z Polski okupantów oraz powrotu z więzienia magdeburskiego do Niepodległej Polski Marszałka Józefa Piłsudskiego obchodzona będzie w bieżącym roku uroczyście". Warto zauważyć, pada tam jeszcze, że Piłsudski wrócił do niepodległej już Polski!

Obchody 11 listopada z każdym rokiem stawały się bardziej oficjalne, ale świętem państwowym wciąż nie były. Marszałek sejmu, Maciej Rataj, obalony po zamachu majowym (a zamordowany przez hitlerowców w Palmirach) pisał w pamiętnikach: "Piłsudski zarządzając święcenie uroczyste tego dnia (dzień wolny od nauki, urzędowania) związał go z sobą - była to zarazem rocznica jego powrotu z Magdeburga. Polska od niego się zaczęła i na nim stoi".

Po śmierci państwowe święto Piłsudskiego

Tak było do śmierci marszałka w 1935 roku. Po niej piłsudczycy zaczęli budować kult jego jednostki jeszcze szybciej. I w 1937 roku uchwalili, że 11 listopada jest świętem narodowym. Uchwała sejmowa stanowiła: "Dzień 11 listopada jako rocznica odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza Narodu w walkach o Wolność Ojczyzny - jest uroczystym Świętem Niepodległości" (Dz. U. z 30 IV 1937, nr 33). Pada tu jakże wyraźnie, że to na cześć dyktatora!

Po wybuchu II wojny światowej, rząd polski na uchodźctwie, nijak dnia tego nie święcił. Święta znieść nie mógł, do tego potrzebna była ustawa sejmowa – ale dla nich Piłsudski był tyranem, a nie bohaterem. Generał Władysław Sikorski był o marszałku jak najgorszego zdania. A piłsudczycy – winni klęski wrześniowej - zostali zmarginalizowani.

Przywrócono bez zastanowienia

Święto ku czci dyktatora znieśli dopiero komuniści. Ale gdy i ich w 1989 roku obalono, w Polsce uznano, że przedwojenna Polska była państwem, do tradycji którego należy się odwołać. I tak – bez zastanowienia – przywrócono święto 11 listopada. Dziś Polska jest jedynym krajem w Europie, które oddaje cześć dyktatorowi okresu międzywojennego. Inni swoich potępili. W Polsce kult tego, który krwawym zamachem obalił demokrację, jest żywy. Nawet coraz mocniej budowany.

Warto o tym pomyśleć, składając 11 listopada kwiaty pod pomnikami. Bo dziś niemal nikt w Polsce nie zadaje sobie pytania, co wydarzyło się 11 listopada. I czemu ten dzień jest świętem. Jest i już. Co mądrzejsi historycy mówią, że powstawanie państwa było długotrwałym procesem, więc jakąś umowną datę trzeba wybrać. Mają rację, ale istnieje wiele lepszych, umownych dat. Jak choćby nasz, pszczyński, 5 listopada. Kiedy ogłoszono, że po latach zaborów Polska się odradza!

No tak, ale wtedy trzeba by przyznać, że tej niepodległości Polacy sobie nie wywalczyli, tylko dostali ją w prezencie od dwóch niemieckich cesarzy.

Dariusz Dyrda

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Co by pedzioł Szekspir po naszymu?

Za kilka dni ukaże się w księgarniach niezwykła książka tyskiego nauczyciela języka angielskiego, Marcina Melona. Ponieważ jednak niedawno udzielał nam on wywiadu, tym razem rozmowa z rysownikiem, który książkę ilustrował.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Czy Jan Paweł II mógł być ślązakiem?

To zaskakujące pytanie zadałem sobie pewnego pięknego dnia podczas wycieczki do Wadowic. To miasto, leżące w województwie małopolskim, jest – jak powszechnie wiadomo - miejscem urodzenia Karola Wojtyły czyli późniejszego papieża Jana Pawła II. Niezbyt już powszechnie wiadomo, że jego pradziadek był wyznawcą Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, czyli potocznie luteraninem.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

A to flądra!

„Nawet flądra nie jest bezstronna” - Stanisław Jerzy Lec

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Ograna przez radnych

Rzutem na taśmę, przed wyborami, lędzińska burmistrz próbowała tereny pod centrum sprzedać pod… Lidla

więcej

Partnerzy