Sondaż publiczny

Mamy zimę bez śniegu. Czy uważasz, że to:

W naszej kuchni

Bananowe historie

Za komuny a nawet w czasach mojego dzieciństwa były wyznacznikiem luksusu, dzisiaj wokół nich narasta coraz więcej sporów i dyskusji. Osobiście bardzo je lubię i chętnie próbuję nowych odmian, które od jakiegoś czasu zaczęły się pojawiać na naszym rynku. Sprawy ideologiczne kręcące się wokół niego zostawiam do oceny własnej - trzeba przyznać, banan namieszał w wielu sferach życia. Była bananowa młodzież, są republiki bananowe, awantury ekologiczne dotyczące bananowych plantacji, zdejmowanie wystaw fotograficznych z narodowych muzeów na których bezwstydna modelka jadła je na różne sposoby, a ostatnio – afera w mediach społecznościowych. Zamiast tego, na tapetę biorę po prostu jego – banana, bo to owoc o którym nie wspomnieć zwyczajnie… nie uchodzi.

ilustracja

O tym jak bardzo lubimy banany dowiedzieliśmy się około 4 000 lat temu – to w tamtym czasie ludzie zaczęli je uprawiać. Historia najprawdopodobniej zaczęła się w regionie Malezji - stamtąd egzotyczny owoc zaczął swoją wędrówkę do innych krajów. Hindusi po raz pierwszy wspomnieli o nich w zapiskach z VI wieku p.n.e. Trzy wieki później banan oczarował Aleksandra Wielkiego, który odwiedził Indie podczas wielkiej wyprawy i tak naprawdę właśnie dzięki niemu owoc zaczął pojawiać się na zachodzie. Długo później zachwycili się nim również Chińczycy i od II wieku naszej ery sami zajęli się bananowymi uprawami.

Po długich przeprawach owoce te zaczęły być walutą (obok handlu niewolnikami i kością słoniową), którą na bardzo szerokim obszarze handlowali Arabowie – i to właśnie im zawdzięczamy nazwę: ówczesne banany były o wiele mniejsze niż te, które znamy teraz. Były wielkości palca, a po arabsku słowo „banan” oznacza właśnie „palec”. Arabowie podróżowali coraz głębiej na Zachód, aż w końcu dotarli do Gwinei. To właśnie tam na banany natknęli się w 1402 roku Portugalczycy i w ten sposób przyspieszyli proces rozpowszechniania ich w cieplejszych krajach Europy. Późno – bo dopiero na początku XVI wieku pewien Franciszkanin - Tomas de Berlanga, przywiózł je ze sobą na Wyspy Kanaryjskie, a chwilę później stały się one też popularne w Centralnej Ameryce.

Nie zawsze żółte

Banany, których drogę możemy prześledzić opierając się na naszej historii nie są tymi owocami, które znamy dzisiaj. Pierwsze, którymi zachwycał się mi.in. Aleksander Wielki były czerwone albo… zielone. Skąd w takim razie wzięły się żółte, słodkie odmiany którymi zajadamy się dzisiaj? Otóż zostały odkryte przez pewnego Jamajczyka – Jeana Francois Poujot dopiero w 1836 roku. Żółte, niespotykane dotąd banany rosły na jego plantacji jako mutacja. Całe szczęście Jean Francois zrobił tak, jak pewnie zrobiłaby większość z nas – nie mógł się oprzeć i z ciekawości spróbował przedziwnego odkrycia. Okazało się, że nowe owoce są o wiele słodsze i można je zjeść od razu po zerwaniu. Dzisiaj to oczywiste, ale uwierzcie – wtedy bananów nie jadało się na surowo, poprzednie odmiany najczęściej wymagały gotowania. Od razu zaczęła się więc uprawa. Potem historia zaczęła nabierać tempa – nowe odmiany bananów zaczęły podbijać kulinarny świat. Co ciekawe, na początku jadano je wytwornie – na talerzu przy użyciu noża i widelca – oczywiście surowe. A dzisiaj? Dość przewrotnie – znów chętnie smażymy, pieczemy i dodajemy do deserów.

Banan, czyli… wielka jagoda

Wygląda jak drzewo, a jednak z drzewem nie ma zbyt wiele wspólnego - jest przeogromną byliną, która wyrasta z bulwiastego kłącza i w ciągu roku może osiągnąć wysokość 15 metrów! Jego „pień" to tzw. kłodzina, która składa się z zachodzących na siebie ogonków liściowych. Na samym czubku spiętrzone są ogromne, zwisające liście o długości dochodzącej nawet do 4 metrów. Na szczycie tej cudacznej rośliny znajduje się kwiatostan - na jego wierzchołku kwiaty męskie, a u podstawy – żeńskie. W miarę rośnięcia kwiatostan zaczyna się odchylać od swej osi i opadać w dół, a każda grupa kwiatów przekształca się z czasem w kiść bananów. Niezwykłe, że po wydaniu owoców, bananowiec właściwie obumiera... Ścina się jego łodygę, żeby po jakimś czasie zbierać owoce z powstałych odrostów. Trudno wyobrazić sobie wielkość tej naturalnej produkcji (banan należy do jednej botanicznej rodziny z truskawką czy poziomką), jednak prawda jest taka, że jednorazowo roślina potrafi wytworzyć aż 400 owoców! Na większą skalę bananowce eksploatuje się od 5 do 20 lat, ale właściciele małych plantacji w tropikach potrafią uprawiać swoje gaje bananowe nawet przez 50 – 60 lat.

Do wyboru, do koloru

Poza najpopularniejszymi bananami Cavendish, które znamy z naszych sklepów możemy również spotkać inne odmiany. Wśród nich: czerwone (Red Dacca), które mają różowo-mięsisty miąższ i intensywny smak - są mniejsze i słodsze od żółtych. Inna odmiana – banany jabłkowe (Manzano, Latundan) są małe, mają cienką skórkę i charakteryzuje je słodko – kwaskowaty smak, nieco przypominający jabłka. Mini (Baby) - to miniaturowe owoce osiągające połowę długości Cavendisha, za to dużo bardziej delikatne i o bardzo słodkim smaku. Skrobiowe (Plantany) - nawet w pełni dojrzałe zawierają bezsmakową skrobię, a to oznacza, że banany te spożywa się tylko po obróbce termicznej - gotowaniu czy pieczeniu.

Pomysłów nie brakuje

Banany cenione są na całym świecie, zarówno za swoje walory smakowe, jak i możliwość różnorakiego wykorzystania. Przykładowo, w Afryce Zachodniej rozciera się je na masę i wypieka z niej rodzaj chleba zwanego „foutou”, który podaje się dość nietypowo jak na nasze wyobrażenia o tych owocach - z pikantnymi sosami mięsnymi i rybnymi. W Ameryce Południowej, Afryce i Azji nie jest to nic osobliwego - banany dość powszechnie przyprawia się na ostro i smaży na oleju. W Indiach natomiast podaje się faszerowane i zapiekane w piecu, a w południowo–wschodniej Azji jada się gotowane pąki męskich kwiatów banana, czyli właściwie zalążków owoców. W Kenii ze sfermentowanego wywaru bananowego produkuje się piwo bananowe, a u nas? My lubimy banany surowe, ewentualnie nieśmiało dodawane do deserów. Tak naprawdę dopiero niedawno zaczęliśmy je wprowadzać odważniej do diety i pomysłów na banany dopiero szukamy.

Dlaczego tak jest?

Do chłodniejszych regionów Europy banan zawitał stosunkowo późno – w XIX wieku. Problem stanowił transport, bo owoce bardzo szybko dojrzewają powyżej 12 stopni Celsjusza i równie szybko marzną, jeśli temperatura spadnie o kilka oczek. Długi czas przewozu nie sprzyjał więc eksportowi i dopiero w latach 20. ubiegłego wieku, kiedy na statkach pojawiły się specjalne ładownie, możliwe było przywiezienie świeżych owoców. Wszystko przez to, że od momentu ścięcia do dnia sprzedaży nie może upłynąć więcej niż 24 dni… Dlatego właśnie zwykle przewozi się niedojrzałe owoce w chłodniach, albo – niestety, pryska środkiem spowalniającym dojrzewanie.

Smaczne, zdrowie, słodkie

Banany to jedna z ulubionych przekąsek sportowców: średni banan dostarcza sporej dawki węglowodanów, przyczyniając się do odnowy zasobów energetycznych - oraz niewielkiej ilości białka. Banany są również skarbnicą potasu, który wspomaga prawidłową pracę mięśni i pozytywnie wpływa na funkcjonowanie serca – w jednym owocu znajduje się aż 380 miligramów potasu – to nasze dzienne zapotrzebowanie na ten składnik! Poza tym w owocu znajdziemy witaminy: C, B i PP, a także inne niezbędne do prawidłowego funkcjonowania minerały: magnez, żelazo, miedź, cynk, fosfor, jod i mangan. Trzeba jednak pamiętać, że banany zawierają dużą ilość cukrów (około 20%) i mają wysoki indeks glikemiczny – dlatego osoby z cukrzycą nie powinny ich spożywać bez konsultacji z lekarzem, lub specjalistą do spraw żywienia.

Czy ktoś słyszał o…

Bananie manilskim? Uprawiany wyłącznie w gorącym klimacie niekoniecznie hodowany jest dla samych owoców. Jego sekretem są liście, a konkretnie włókno, które się z nich wytwarza (zwane „manila”). Jest bardzo wytrzymałe i, co ważne – odporne na działanie słonej, morskiej wody. Do tego stopnia, że używane jest do produkcji lin okrętowych, różnego rodzaju sznurów, tkanin, wyrobu papieru, a nawet… płyt budowlanych! Niewiele osób wie również, że żółte banany zawierają naturalny składnik, który powoduje, że po ich zjedzeniu stajemy się szczęśliwsi – ta sama substancja chemiczna wykorzystywana jest przy produkcji Prozacu – znanego antydepresantu. To dzięki zawartości tryptofanu odpowiedzialnego za wydzielanie serotoniny, spożywanie tych owoców jest naturalną metodą na redukowanie stresu. Fajnie, mimo, że banany mają też swoją mroczną stronę – są równocześnie…radioaktywne! Na szczęście zawierają nieznaczną ilość izotopów radioaktywnych, więc od razu uspokajam - gdybyśmy zjedli nawet 50 sztuk w krótkim czasie, miałyby one wpływ na nasz organizm porównywalny z prześwietleniem zęba... Skórki z banana – koniecznie po umyciu - można wykorzystać do filtrowania wody, ponieważ skutecznie absorbują toksyny i ciężkie metale. Są też doskonałym nawozem mineralnym dla naszych roślin – nie wyrzucaj ich do śmieci.

Ewa Dyrda

Wywiad

ilustracja

Wojenna historia dziadka jest w archiwum

Rozmowa z Kamilem Kartasińskim, historykiem, autorem książki „Odszukaj dziadka w…”

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Różne oblicza Jorga

20 listopada (1985 roku) zmarł Jerzy Ziętek, jedna z dwóch, obok Wojciecha Korfantego, kontrowersyjnych śląskich postaci XX wieku. Zresztą w plebiscytach na Ślązaka XX wieku też lokuje się tuż za nim, na drugim miejscu. I pewnie już na zawsze dla jednych pozostanie ikoną, a dla innych symbolem komunistycznego ucisku.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląskie na Barbórkę!

Obchody Barbórki – święta patronki górników św. Barbary, zmieniała się przez lata – kiedyś było to święto stricte rodzinno–religijne, a od lat 80 XX wieku, za sprawą zmian politycznych, przekształciło się w imprezę, która bardziej niż z obrzędem religijnym zaczęła mieć związek po prostu z zabawą - zresztą od tamtego czasu zaczęła się nazywać… karczmą piwną. A dzisiaj? Niestety, Barbórka coraz częściej ogranicza się do symboliki.

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy