Sondaż publiczny

Kiedy przestałeś wierzyć w świętego Mikołaja?

W naszej kuchni

Romanesco - dzieło sztuki na talerzu

Są rzeczy obok których nie da się przejść obojętnie. Niedawno odkryłam jedną z nich w warzywniaku i na fali zachwytu od razu postanowiłam się nią podzielić. Dzieło sztuki na talerzu, kulinarne cudo, kolejny dowód na istnienie boskiej proporcji - a to wszystko w jednej, zielonej główce… kalafiora! Brzmi jak zwiastun kinowy nowego filmu science fiction, a mowa o warzywie, które coraz częściej zaczyna się pojawiać na naszych sklepowych półkach. Wszystkim tym, którzy jeszcze nie znają tego fascynującego, zielonego objawienia - pragnę go dzisiaj przedstawić. Drodzy Państwo - kalafior romanesco!

ilustracja

Angielska nazwa na kalafior romanesco to „romanesco broccoli”. Nawiązanie do brokułów nie jest tu przypadkowe, ponieważ to osobliwe warzywo wyglądem przypomina nieco swojego zielonego kuzyna. Z drugiej strony, od białego kalafiora, oprócz kilku detali związanych z wyglądem, różni go większa kruchość i delikatniejszy smak. Romanesco, czyli „rzymski” - tu sprawa jest dość prosta, ponieważ zielony kalafior wywodzi się właśnie z Włoch. Jego pierwsze uprawy pochodzą najprawdopodobniej z XVI wieku, z okolic stolicy Italii - Rzymu i Neapolu.

Skąd się wziął?

No właśnie. Wiadomo, że zielony kalafior hodowany był od ok. 1500 roku. Niektórzy podejrzewają, że roślina ta stanowi krzyżówkę brokułu i kalafiora zwyczajnego, co z gruntu jest dość mało prawdopodobną historią z jednej, prostej przyczyny – romanesco był znany jeszcze przed „klasycznym” kalafiorem. I dlatego właśnie pochodzenie tej rośliny jest cały czas zagadką.

Niezwykłe warzywo

Kalafior romanesco poza wartościami odżywczymi, o których później – jest jednym z najciekawszych warzyw jakie zna ludzkość. Różyczki rośliny układają się w spiralę, która tworzy jeden z najbardziej fascynujących zależności matematycznych. Mowa o ciągu Fibonacciego, który - najprościej mówiąc, jest układem liczb naturalnych, z których każda następna wartość jest równa sumie dwóch pozostałych. Co w tym ciekawego? Ciąg Fibonacciego pojawia się praktycznie wszędzie wokół nas, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy - w przyrodzie, w architekturze, inżynierii i sztuce, muzyce, fizyce, matematyce, a nawet w anatomii ludzkiego ciała… Dlatego też nazywany jest „złotą”, lub „boską proporcją”. Szczególnie widać to w naturze i inspirowanym nią świecie sztuki – dzieła stworzone w oparciu o tę złotą zasadę wydają się nam w odbiorze niezwykle, nieziemsko wręcz atrakcyjne, spójne i pełne harmonii. Choćby „Mona Lisa”- słynna na cały świat tajemnicza postać namalowana przez Leonarda da Vinci jest jednym z przykładów funkcjonowania tego geometrycznego wzoru. Niesamowite, że za perfekcją, którą tak wielu ludzi pragnie podziwiać, kryje się wzór matematyczny… A gdyby ktoś kiedyś zastanawiał się dlaczego tak trudno znaleźć nam czterolistną koniczynę – odpowiedź również kryje się w ciągu Fibonacciego, a tym samym…w naszym kalafiorze. W przytłaczającej większości optymalnie rozwinięty kwiat bez mutacji i deformacji zawsze ma liczbę płatków będącą liczbą ciągu. 1 płatek ma lilia calla, 2 - wiloczmlecz, 3 – irys, 5 – dzika róża, 8 – ostróżka, 13 – nagietek, 21 – stokrotki, czy 34 – złocień. Niesamowite, ale czterolistna koniczyna po prostu nie mieści się w boskiej proporcji. Może dlatego warto nosić na szczęście trójlistną?

Zachwytów ciąg dalszy

Poza nieziemskim wręcz wyglądem, kalafiorowi romanesco warto przyjrzeć się również pod innym kątem – jest po prostu niesamowicie zdrowym warzywem. Stanowi dobre źródło witaminy C i K. Pierwsza z nich uszczelnia naczynia krwionośne, korzystnie wpływa na zęby, bierze udział w przemianach komórkowych, zapewnia dobrą kondycję skóry, a także wpływa na przyswajanie żelaza. Uznaje się ją za jeden z najsilniej działających antyoksydantów, które zabezpieczają nasz organizm przed atakiem szkodliwych wolnych rodników. Druga z nich - witamina K odpowiada za procesy krzepnięcia krwi i chroni przed rozwojem nowotworów. Działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie i przeciwbólowo. Zielony kalafior to także cenne źródło błonnika regulującego procesy przemiany materii. Romanesco to skarbnica minerałów, m.in. magnezu, wapnia, potasu, manganu, miedzi, sodu, jodu, cynku i żelaza, a także karotenoidów, kwasu foliowego oraz związków o działaniu przeciwnowotworowym. Jest też źródłem glutationu - bardzo silnego przeciwutleniacza, który skutecznie wzmacnia odporność organizmu, a także kemferolu – flawanoidu mającego działanie przeciwzapalne, przeciwgrzybicze i przeciwalergiczne. Przy tych wszystkich zaletach jest również bardzo dietetyczny – w 100 g znajduje się jedynie 30 kcal.

Nowość na rynku

Swoją popularność zdobył niedawno, dopiero w latach 90-tych XX wieku. Obecnie romanesco jest bardzo ceniony w północno–zachodniej Europie, w tym w Niemczech. W Polsce zielone kalafiory dopiero zyskują popularność, nadal niewiele osób wie o ich istnieniu, pomimo tego, że można je u nas z powodzeniem uprawiać (choć należą raczej do tych bardziej wymagających warzyw). Dlaczego warto go spróbować? Nie tylko ze względu na kosmiczny, fraktalowy wygląd, ale również ze względu na smak - kalafiory romanesco są po prostu bardzo smaczne. Powszechna jest nawet opinia, że są lepsze od tradycyjnej odmiany - łagodniejsze i pozbawione goryczki. Ich smak określany jest jako kremowy, z lekko orzechową nutą.

Jak się za nie zabrać?

Można je jeść (podobnie jak brokuły, czy klasyczne kalafiory) zarówno w postaci gotowanej, duszonej, czy po prostu - na surowo. Natomiast ulubionym sposobem wielu kucharzy na przyrządzanie tego niebanalnego warzywa jest blanszowanie w wodzie (najczęściej z dodatkiem soli i odrobiną cukru) - czyli wrzucenie różyczek do wrzątku na 2-3 minuty i zaraz po tym przelanie ich zimną wodą. Tu ważna wskazówka - podczas blanszowania nie nakrywajmy garnka przykrywką! W przeciwnym razie romanesco straci swój intensywny kolor. To uwaga uniwersalna przy gotowaniu wszystkich zielonych warzyw. Dlaczego tak się dzieje? Bez przykrywki odparowują swobodnie kwasy, których obecność prowadzi do utleniania się chlorofilu i blednięcia warzyw. Swoją drogą, sam sposób delikatnego obgotowania jest bardzo korzystny - dzięki temu, że nie trzymamy warzywa zbyt długo w gotującej się wodzie nie tracimy przy okazji cennych substancji odżywczych, ani najważniejszych z jego kulinarnych walorów - chrupkości i wyjątkowego smaku. Innym sposobem przyrządzania jest smażenie, lub pieczenie. Niezależnie jaką metodę wybierzemy najważniejsze jest, żeby nie trzymać go za długo w wysokiej temperaturze. Najlepiej jest oczywiście przyrządzać świeże sztuki, ale w przypadku kalafiora zielonego jest jeszcze jedna opcja - bardzo dobrze się go mrozi. Warto więc zaopatrzyć się w dodatkową sztukę, która zawsze będzie pod ręką.

Do czego

Surowe różyczki zielonego kalafiora urozmaicą każdą sałatkę - wystarczy polać je odrobiną sosu, czy dressingu. Podsmażony na niewielkiej ilości oleju kokosowego czy klarowanego masła i według upodobań - doprawiony aromatycznymi ziołami, kalafior romanesco może być znakomitym dodatkiem do sałatki, czy drugiego dania. Świetnie sprawdzi się również podany w formie przekąski, np. z płatkami migdałów, uprażonym sezamem albo słonecznikiem. Ze względu na delikatny smak dobrze zaprezentuje się w nieco ostrzejszej odsłonie - polany olejem z dodatkiem chilli, czy usmażony na patelni z odrobiną przeciśniętego przez praskę czosnku będzie fantastycznym urozmaiceniem. Ugotowane różyczki warto podać w towarzystwie ulubionej kaszy, makaronu albo ryżu, chociaż polecam go również jako składnik rozgrzewającej zupy - kremu.

Znani gotują

Brytyjska autorka książek kulinarnych Nigella Lawson - znana na Wyspach również z kulinarnych programów telewizyjnych, na kalafiora romanesco ma swój ulubiony, unikatowy sposób, którym warto się zainspirować - na rozgrzanej oliwie z oliwek smaży przez chwilę kilka igieł świeżego rozmarynu i posiekany ząbek czosnku. Po krótkiej chwili ściąga patelnię z ognia i dodaje skórkę z jednej cytryny, trochę soku i niewielką ilość soli. Tak przygotowanym sosem polewa zblanszowane wcześniej różyczki kalafiora. A na koniec, po zmieszaniu wszystkich składników, na wierzch dodaje starty parmezan. A u nas? Grzegorz Łapanowski - nasz rodzimy kucharz znany z programów telewizyjnych na zielonego kalafiora ma następujący pomysł: część ugotowanych różyczek obsmaża na maśle, aż się zezłocą, natomiast głąb kroi w cienkie plasterki. Na patelnię, na której smaży się kalafior, dodaje również pokrojony koper włoski i plaster długo dojrzewającej szynki (dla wzmocnienia smaku warzyw). Następnie warzywa umieszcza w misie malaksera, dodaje oliwę z oliwek i sól, a całość miksuje na puree, które podaje z upieczonym łososiem i resztą ugotowanych różyczek kalafiora romanesca, plastrem obsmażonej długo dojrzewającej szynki i cienko pokrojonymi plastrami kopru włoskiego. Przyznajcie…brzmi bardzo dobrze.

Ewa Dyrda

Wywiad

ilustracja

Uśmiech ładuje nasze akumulatory

Rozmowa z Katarzyną Polok- Marcol, Prezesem Fundacji Bajtel- Mysłowice Pomagają

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zapomniani, bo Żydzi

Nauczono nas uważać, że jest tylko siedmiu polskich laureatów Nagrody Nobla: Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont, Maria Skłodowska-Curie , Lech Wałęsa, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk. Polacy zapomnieli o dodatkowych dziesięciu swoich noblistach! Dlaczego? Bo byli polskimi Żydami! Czyż to nie antysemityzm? Zwłaszcza, że na stronach Komitetu Nobla o każdym z nich przy kraju pochodzenia przeczytamy: Polska.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zupa rybna - powrót w wielkim stylu

Do pewnych smaków się dojrzewa, wiem to na pewno. Chociaż im dłużej próbuję nowości, tym częściej łapię się na tym, że po komentarzu: „No co ty, nie lubisz koziego sera? Może nie jadłaś dobrego?”, zaczynam myśleć, że „do pewnych smaków się dojrzewa” to najmądrzejsze i najtrafniejsze co można powiedzieć w takiej sytuacji, zakładając, że mamy ambicję powiedzieć cokolwiek. Tak było z wieloma smakami, o jednym przekonałam się stosunkowo niedawno.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Smog – bo nie umiemy palić

Zadymiły kominy. Wraz z jesiennymi chłodami nad dzielnicami domów jednorodzinnych uniosły się dymy, pojawił się charakterystyczny zapach spalanego węgla. Mniej w nowych zamożnych dzielnicach willowych, bo tam palenie węglem należy do rzadkości – bardziej w dzielnicach starego budownictwa jednorodzinnego, jak tyskie Urbanowice czy Cielmice oraz okoliczne Wyry, Kobiór, Bojszowy, Lędziny. Wszędzie tam palenie węglem jest wciąż powszechnym standardem. I musimy się liczyć, że do marca, może kwietnia, normy pyłu zawieszonego i niektórych szkodliwych związków będą przekroczone wielokrotnie. A śląskie miasta będą w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie.

więcej

Partnerzy