W naszej kuchni

Śląska oberiba!

Alka, Delikates Biała, Gabi czy Wiedeńska Biała - coś wam to mówi? No tak. A może po prostu…oberiba? Pewnie części nie trzeba już bardziej tłumaczyć. Tak proszę Państwa - dzisiaj biorę na warsztat kalarepę.

ilustracja

Niebanalne warzywo, które jednym kojarzy się z chrupiącą i zdrową przekąską, a innym z nieciekawym kapusto-podobnym tworem nienadającym się absolutnie do niczego. Może już czas dać jej szansę i poszerzyć nieco swoje kulinarne horyzonty - i nie, tym razem nie mam na myśli potworów z głębin oceanu. Oberibę upolujemy we własnym ogródku bez zbędnych podchodów (chyba, że jak mojemu Ojcu wszystko zjedzą ślimaki, w takim wypadku musimy zrobić obławę w warzywniaku). Kalarepa da się lubić!

Po prostu: kalarepa

Już samo słowo zawiera w sobie połączenie dwóch innych nazw warzyw. To całkiem logiczne - bo kalarepa to trochę kapusta, a trochę…rzepa. Do dziś nie wiadomo dokładnie kto wpadł na pomysł ich krzyżowania i dlaczego. A skoro niewiedza nie leży w ludzkiej naturze, to oczywiście nawet takie pytanie nie mogło pozostać bez choćby próby odpowiedzi. W związku z tym powstało kilka mniej, lub bardziej prawdopodobnych historii. Według jednej, warzywo pochodzi ze starożytnego Rzymu (ponoć początkowo karmiono nim niewolników, żeby dodać im sił do pracy) i „jedwabnym szlakiem” zawędrowało do Azji. Inna teoria mówi o przybyciu kalarepy do Europy wraz z Hunami pod wodzą Atylli. A z trzeciej strony pierwsze uprawy tego warzywa pojawiły się na terenach naszych zachodnich sąsiadów w Niemczech. Swoją drogą, ta ostatnia teoria ma swoje uzasadnienie w teraźniejszości - Niemcy to prawdziwi miłośnicy chrupiącej przekąski - co roku produkują jej ponad 40 tysięcy ton!

Podbijała te bardziej europejskie dwory

Krzyżówka kapusty i rzepy po raz pierwszy została opisana przez europejskiego botanika w połowie XVI w. i bardzo szybko zyskała uznanie, nie tylko ze względu na walory smakowe, ale również lecznicze. I w odróżnieniu od rzymskich opowieści dotyczących karmienia nią niewolników, na naszym kontynencie od razu zaczęła trafiać na stoły bogatszych smakoszy. Do Polski dotarła bardzo późno, bo dopiero w XIX wieku i niestety - nigdy nie zdobyła zbyt dużego uznania.

Odmiany oberiby

Na rynku pojawiło się kilka odmian kalarepy, które przede wszystkim rozróżnia się ze względu na długość okresu wegetacji, kształt i barwę. I właśnie pod tym ostatnim kątem najłatwiej nam ją klasyfikować - tu zasada jest bardzo prosta. Wariant zielony (bardziej popularny w Polsce) charakteryzuje się delikatniejszym aromatem, natomiast odmiany fioletowe są nieco bardziej wyraziste w smaku i mają mniejszą tendencję do „drewnienia”, czy jak kto woli - łykowatości. Kalarepa jest rośliną dwuletnią - w pierwszym roku tworzy się zgrubiała łodyga, a po przezimowaniu roślina wypuszcza pęd kwiatostanowy i owocuje. Zresztą podobnie jak wiele innych kapuściaków, choćby opisywana już brukselka, skrzyżowanie kapusty dla odmiany z jarmużem.

Ktoś coś wie o liściach?

Powszechnie wiadomo, że jadalną część warzywa o którym mowa pokrywa gruba, twarda skórka, którą przed zjedzeniem należy obrać. Ale co do jednego jestem pewna - niewielu wie, że to nie jedyna jadalna i zarazem smaczna część rośliny. Otóż o wiele zdrowsze od bulwy są jej… liście! Duża zawartość żelaza, chlorofilu, czy witaminy C powoduje, że nawet kilka surowych, lub zblanszowanych liści dorzuconych do sałatki podbije jej walory zdrowotne i smakowe. Liście kalarepy są lekko kwaskowate (według mnie to coś pomiędzy jarmużem, a szczawiem). Kalarepę jada się surową, choć oczywiście nie brakuje przepisów jak rozprawić się z jej gotowaną, grillowaną, lub pieczoną wersją - zwykłe, nudne warzywa z patelni w prosty sposób można nieco podrasować dodając nowe elementy.

Zimą też możemy chrupać.

Jest cała masa ogólnodostępnych przepisów na marynowanie kalarepy przed sezonem zimowym. To oczywiście jeden z najprostszych sposobów na zapewnienie sobie zastrzyku witamin w tę nieco bardziej surową i ubogą w warzywa porę roku. Większość przepisów, to oczywiście propozycje na bazie octu - za którym nie wszyscy przepadają.  Jednak, jak się przekonałam, bez trudu można też znaleźć informacje o tym, jak marynować używając np. odrobiny kwasku cytrynowego. To fajna alternatywa, dzięki której zalewa będzie nieco łagodniejsza w smaku. Taka surówka z dodatkiem marchwi, to zastrzyk lata w krótkie, jesienne i zimowe dni.

Wypasiona bulwa

Bulwa kalarepy jest bardzo bogata w składniki odżywcze - np. ma zdecydowanie więcej witaminy C niż klasyczna, biała kapusta! Zawiera liczne właściwości odżywcze: jest skarbnicą błonnika, przeciwutleniaczy, luteiny, witamin: beta-karotenu, B1, B2, B6, K, a zwłaszcza C (jedna bulwa pokrywa dzienne zapotrzebowanie na tę witaminę!) oraz  minerałów: sodu, potasu, magnezu, wapnia, manganu, żelaza, miedzi, fosforu, chloru, jodu, a także karotenu, kwasów nikotynowego, foliowego i szczawiowego. Posiada niską zawartość tłuszczów i węglowodanów, dzięki czemu zalecana jest nawet w jadłospisie diabetyków. Jadając ją regularnie – najlepiej surową, bo ta ma najwięcej właściwości odżywczych – możemy w naturalny sposób przyczynić się do poprawienia funkcjonowania układu trawiennego, perystaltyki jelit, poprawy wzroku, pozbycia się toksyn z organizmu, obniżenia ciśnienia krwi i poziomu tzw. złego cholesterolu i utrzymania na stałym poziomie zawartości cukru we krwi. Zawarte w kalarepie indole (związki chemiczne) mają korzystny wpływ na naszą gospodarkę hormonalną, regulując poziom estrogenów. Co ciekawe, spośród wszystkich warzyw kapustowatych, to właśnie kalarepa zawiera najmniej cholesterolu, a na dodatek (uważam, że w dzisiejszych czasach to niezwykle ważne) - nie wywołuje alergii.

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy