W naszej kuchni

Na czereśnie tylko do sąsiada

Przełom lipca i sierpnia od zawsze kojarzył mi się z sezonem na czereśnie. Kto nie lubi dojrzałych, słodkich owoców wygrzanych w letnim słońcu, ten pewnie nie wie jak cieszyć się z tej fantastycznej pory roku (mimo szalonych upałów nadal twierdzę, że lata nic nie zastąpi - szczególnie kulinarnie).

ilustracja

Według starej, polskiej tradycji najlepsze czereśnie zawsze rosły u sąsiada, mimo, że pewnie tamten myślał podobnie o naszych (i zapewne równie chętnie podbierał). Który dzieciak przynajmniej raz w życiu nie kradł ich z drzewa, a potem uciekał przez płoty w popłochu, używając pestek jako amunicji do odpierania ataku? Mam nadzieję, że nie tylko ja. Przeważnie rzucenie się na nie bez odpowiedniej wiedzy kończyło się długą odsiadką w łazience, ale kto by się tym martwił? Czereśnie to dużo więcej niż same owoce - to adrenalina, sport i przygoda. A po latach? Smakowita przekąska.

Skąd się wzięła?

Nasi praprzodkowie jadali dzikie owoce czereśni, co potwierdzają wykopaliska z wczesnej epoki kamienia łupanego. Gdzie udomowiono dziką czereśnię? Są dwie teorie na ten temat. Według pierwszej, czereśnie przywędrowały do nas z rejonów Morza Czarnego - Bałkanów, Kaukazu i Azji Mniejszej. Druga, według mnie bardziej prawdopodobna historia opisana została przez samego Pliniusza Starszego (znanego rzymskiego historyka), który w swoim dziele "Historia naturalis" napisał, że pierwsze czereśnie sprowadził do Rzymu sławny rzymski wódz i organizator wystawnych uczt - Lukullus (o którym z resztą nieraz już wspominałam). Owoce przywiózł z miasta Cerasus w Poncie, tuż po zwycięstwie nad Miterandem. Brzmi jeszcze bardziej wiarygodnie, zważywszy na to, że oryginalna łacińska nazwa czereśni to "xerasa"… Czyli bardzo podobnie do nazwy miasta z którego przybyła - Cerasus. I właściwie poza jedną językową kwestią (o której później) wiemy już wszystko, bo polska „czereśnia” etymologicznie pochodzi właśnie od wersji łacińskiej…

W średniowieczu czereśniami zajadała się już praktycznie cała Europa. Szczególnym amatorem tego owocu był słynny francuski Król Słońce - Ludwik XIV. Wiąże się z tym pewna anegdota, według której wielki władca, nie bacząc na swój królewski majestat, łaził po drzewach ze zręcznością małpy i zjadał owoce wprost z gałęzi. Chociaż pewnie nie kradł od sąsiada. Biedak.

Czerecha - ktoś zna?

W dawnej polszczyźnie czereśnia nazywana była trześnią (tak do dziś po śląsku), trzęśnią, krześnią, tereśnią lub teresinką, a na jej owoce mówiono po prostu… wiśnie. Dziś w języku polskim nazwą „czereśnia” określa się odmiany wyhodowane z jednego tylko gatunku – czereśni ptasiej. W tej chwili jej uprawy dzielimy na dwie grupy: sercówki (o miękkim miąższu), oraz chrząstki, które są nieco bardziej „mięsiste”. Co ciekawe, samą czereśnię można też krzyżować z wiśnią! Pewnie niewiele osób wie, ale taka krzyżówka - czerecha (nie mylić z czeremchą) jest niezwykle smakowita. Najpopularniejsze u nas odmiany czerechy to Królowa Hortensja - żółty owoc z czerwonym rumieńcem, oraz Gubeńska o głębokiej, ciemnowiśniowej barwie. Swoją drogą dość osobliwie, tylko w językach słowiańskich istnieje rozróżnienie na wiśnie i czereśnie (a tym bardziej na krzyżówki). Języki romańskie, germańskie i anglosaskie nie znają takiego rozróżnienia - wszędzie tam spotkamy się z wiśnią słodką, albo po prostu kwaśną i to w zasadzie tyle w temacie różnic – np. ang. cherry i sweet cherry, a z niem. Kirsche i Süßkirsche. Ot, takie subtelności.

Patykiem po wodzie

Z czereśnią nie wiąże się jakaś szczególna symbolika czy tradycja. Warto jednak podkreślić, że do dziś w dawnej Brandenburgii (północno-wschodnia część dzisiejszych Niemiec) zachował się jeden przesąd, dość makabryczny. Mianowicie - jeśli na czereśni wystąpią jednocześnie kwiaty i owoce, to w domu umrze dziecko… A skoro jesteśmy już w temacie niestworzonych historii, to sennik podaje rzecz zupełnie z drugiego bieguna - wyśniona czereśnia może symbolizować drobną, przelotną miłostkę. Taka osoba może więc spodziewać się na jawie krótkotrwałej, ale za to… miłosnej przygody.

Jak się z nimi obchodzić

Najczęściej owoce czereśni (jeśli nie są zjadane prosto z drzewa metodą „na małpę” francuskiego króla) są wykorzystywane do przygotowywania konfitur, kompotów, ciast, czasem - sałatek, letnich zup owocowych i nalewek, rzadziej - dań wytrawnych. To głównie propozycja deserowa i akurat w tym przypadku powinniśmy zachować tradycję kolejności dań. Dlaczego? Z prostej przyczyny - zawarte w czereśniach minerały utrudniają trawienie białka, więc zanim się do nich dobierzemy, zjedzmy najpierw porządny obiad i dla pewności chwilę odczekajmy. Pamiętajmy o jeszcze jednej sprawie, choć jestem pewna, że każdy kiedyś popełnił ten błąd (przynajmniej raz). Ogólnie, owoców pestkowych nie powinno się jeść na czczo i popijać wodą. Niestety, bardzo często powoduje to biegunki, ostre bóle brzucha i jelit. Wszystko zależy oczywiście od indywidualnych predyspozycji, ale zasadę lepiej znać i nie szarżować w sezonie urlopowym. Tym, którzy historie znają z własnego doświadczenia polecam owoce najpierw lekko obgotować, ponieważ pod wpływem obróbki termicznej zmniejsza się aktywność kwasów organicznych. A co za tym idzie… ryzyko zmarnowania, letniego dnia obiecująco maleje.

Tylko nie pożywne białko!

Ostatnio, zbierając czereśnie w ogrodzie moich wujków zorientowałam się, że te piękne, dorodne okazy mają o wiele więcej chętnych do zjedzenia niż się początkowo wydawało. Poza chmarą szpaków - prawdziwych smakoszy, w owocach znalazłam przykrą, białą niespodziankę. I niech mi tu nikt nie mówi, że to „łatwo przyswajalne białko”, bo od tego typu żartów potrafi się zrobić niedobrze (apeluję - to nie jest wcale zabawne). Większość czereśni miała w sobie robaki, a konkretnie larwy muchy, o nieciekawej nazwie - nasionnica trześniówka, szkodnika drzew owocowych. Niestety, walka z tymi owadami jest trudna i zakłada najczęściej chemiczne opryski, które z jednej strony chronią owoce, a z drugiej znacznie obniżają ekologiczne walory naszych ogrodowych upraw. Na szczęście jest pewien bardzo prosty sposób jak można sobie z nimi poradzić - owoce wystarczy zalać zimną wodą i… poczekać. Białe larwy po chwili zaczną wychodzić i opadać na dno, zostawiając owoce czyste i jarskie. I mimo, że metoda działa - sprawdzałam osobiście, to i tak uznałam, że cały zbiór powinien pójść na produkcję kompotów (które swoją drogą również bardzo lubię).

Smaczne, zdrowe – kolorowe

Mimo, że zanim je zjemy powinniśmy uważać na kilka rzeczy, to jednak…warto! Te małe cukiereczki to prawdziwa bomba witaminowa. Czereśnie zawierają znaczne ilości potasu, wapnia, żelaza i jodu, oraz takich składników odżywczych jak: białka, kwasy tłuszczowe omega - 3 i omega - 6, węglowodany, błonnik pokarmowy, witaminy A, D, E, K, C, B1, B2, B3, B6, kwas foliowy, kwas pantotenowy, fosfor, sód i fitosterole. Dzięki takiej gamie składników, jedzenie czereśni korzystnie wpływa na układ krążenia, nerki, żołądek (w tym przypadku szczególnie polecam czereśniówkę). Mają właściwości odtruwające, oczyszczają organizm z toksyn, zmniejszają ilość kwasu moczowego we krwi, wspomagają prawidłowe funkcjonowanie tarczycy, wątroby, nerek i układu kostnego, a zawarte w nich garbniki hamują procesy zapalne w śluzówkach dróg pokarmowych. Odmiany ciemnoczerwone zawierają dużo związków P-aktywnych i są zalecane osobom z wysokim ciśnieniem. Do tego wszystkiego są oczywiście dietetyczne. Anglosasi zalecają spożywanie ćwierć kilograma czereśni dziennie, w celu zwalczenia dny moczanowej. A Francuzi… no cóż, pewnie nikogo to nie zdziwi - twierdzą, że czereśnie przeznaczone są dla kobiet, ze względu na to, że ich owoce zapewniają paniom piękną cerę (jakby panowie mieli tylko gładkie lico!).

Ewa DYRDA

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy