Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy wierzysz, że wpadka polityków PiS-u z materiałami wyborczymi opatrzonymi numerami listy przed ich losowaniem?

W naszej kuchni

Rzodkiewka – królowa nowalijek

W końcu na poważnie zaświeciło słońce. I to nie jest już pogodowy kaprys, anomalia na kilka dni i powrót na stare, jesienno - zimowe śmieci. Przyroda wystartowała i teraz już nie ma wątpliwości – nic jej nie zatrzyma przez następne pół roku, nawet te chwilowe „zera” w nocy. Poza tym, że wszędzie robi się malowniczo zielono i słonecznie, dzień jest długi, to wchodzimy znowu w dobry czas dla sezonowego jedzenia.
I świetnie, o to przecież chodzi – żeby jeść to, co chwilowo rośnie dookoła, naturalnie. Długo na nią czekałam i jak tylko zaczęła się pojawiać musiałam poszperać i dowiedzieć się co w niej drzemie. Według mnie to najsmaczniejszy symbol wiosny – rzodkiewka!

ilustracja

Znali ją już starożytni. Szczególnie do gustu przypadła Chińczykom, o czym świadczą zachowane do dziś podania, opowiadające o uprawianej przez nich rzodkiewce. Zresztą do dzisiaj Azjaci uważają ją za niezwykle wartościowe pożywienie – obok kapusty i tofu (rodzaj twarożku zrobionego z soi) stoi u nich na podium. Starożytni Grecy i Rzymianie mieli na nią swój plan i z przyjemnością podawali ją z miodem i octem. Chętnie zajadał się nią również Egipt, z faraonami na czele! Według nich pomagały na trawienie, usprawniały intelekt, poprawiały pamięć i wzrok. Rzodkiewka szybko opanowała Europę (do Polski dotarła stosunkowo późno, bo dopiero w XIII wieku), a w konsekwencji – cały świat. I mimo że dzisiaj nie jest już uznawana za egzotyczne warzywo, to nadal tylko w Chinach możemy spotkać ją rosnącą zupełnie na dziko.

Kuzynka... kalafiora

To nie żart, rzodkiewka – z łaciny Raphanus dativus var. sativus podobnie jak brukselka, kalafior i brokuły należy do jednej, dużej rodziny roślin kapustowatych. Jest warzywem korzeniowym, uprawianym tylko ze względu na walory spożywcze. Istnieje wiele jej odmian i choć najczęściej zajadamy czerwoną, albo różową, to z łatwością możemy znaleźć rzodkiewkę w innych wersjach kolorystycznych – czarną, białą, zieloną, czy żółtą. A nawet patriotyczną – białą z zewnątrz, czerwoną w środku. Poza kolorem różni je kształt, smak i wielkość.

Ulubione nowalijki

Nowalijki, czyli młode warzywa, które jako pierwsze możemy dostać w sklepach na wiosnę. Poza rzodkiewką zalicza się do nich również sałata, rzodkiewka, pomidory, młoda marchewka, ogórki, szczypiorek, rzeżucha, natka pietruszki, czy cebula dymka. I mimo, że wybór jest duży, to jednak rzodkiewka uznawana jest za królową wiosny. Jako pierwsze warzywo pojawia się na wielkanocnym stole i od tego czasu gości w naszych sałatkach i pastach regularnie.
Dla początkujących  
Rzodkiewka jest też idealna dla początkujących ogrodników, działkowców. Nawet wsiana byle jak, nawet jak zapomnimy podlać - przyzwoicie wykiełkuje. Potem tylko, jeśli będzie rosła za gęsto, warto ją poprzerywać, bo inaczej urosną maleńkie. No i trzeba pamiętać, żeby jeść na bieżąco, bo w pewnym momencie zaczną masowo przerastać i łykowacieć – stając się prawie niejadalne.
Skarbnica witamin
Po pierwsze to niezwykle przyjemna, chrupiąca i dietetyczna przekąska. Niesamowite, ale jeden jej korzeń ma zaledwie dwie kalorie! Pobudza łaknienie, wspomaga trawienie i ma dobry wpływ na wątrobę, a także poprawia ukrwienie. Co ciekawe działa wykrztuśnie, dlatego pomaga załagodzić kaszel, ma też pozytywny wpływ na problemy związane z astmą, czy innych dolegliwościach oskrzelowych. Ponadto działa podobnie jak antybiotyk – bakteriobójczo i grzybobójczo. Powinni po nią sięgać wszyscy ci, którzy zmagają się z za wysokim ciśnieniem, a to dlatego, że rzodkiewka zawiera dużo potasu – aż 233 mg w 100 gramach! Dzięki zawartym w niej związkom siarki warzywo wzmacnia włosy zapobiegając ich wypadaniu i łamaniu się paznokci. Współczesne badania potwierdziły domysły starożytnych – jedzenie rzodkiewki poprawia wzrok i pamięć. Królowa nowalijek w swoim składzie oferuje nam witaminy z grupy B, K, C i A, czyli tzw. beta karoten. Cennym składnikiem jest również kwas foliowy, a także minerały takie jak: wapń, magnez, wspomniany wcześniej potas, fosfor, żelazo, sód i cynk. To także źródło błonnika pokarmowego. Nic, tylko chrupać.

A... liście?
Często o nich zapominamy i wyrzucamy do kosza. Niesłusznie! Najczęściej uważana za niejadalną część warzywa, która swoją drogą najszybciej więdnie i odstrasza, to tak naprawdę niezwykłe, kulinarne odkrycie, zawierające dwa razy więcej witaminy C niż cytryna!. Mają gorzko – ostry smak, który świetnie nadaje się jako wyrazisty dodatek do sałatek, podstawa do pesto, nadzienie do tarty, wytrawnych naleśników, zup, a nawet kiszonek, czy orzeźwiających koktajli. Zwiędnięte można łatwo przywrócić do pierwotnego stanu, mocząc je 15 minut w wodzie, dzięki czemu odzyskają jędrność i świeżość. A skoro liście, to nie mogę nie wspomnieć o kiełkach! Co prawda częściej jadamy je zimą, czyli w okresie, w którym szczególnie potrzebujemy uzupełniać witaminy i mikroelementy, ale oczywiście jak najbardziej możemy się z nimi zakolegować również wiosną, i używać jako zdrowego dodatku do kanapek, jajek, czy sałatek. Kiełki rzodkiewki - podobnie jak rzeżucha mają przyjemny, lekko pikantny smak, który w prosty i zdrowy sposób doda naszym potrawom ciekawego, wiosennego charakteru.

Skąd się wzięła radiska

Lubię to śląskie słowo: radiska! Radosne jakieś takie. Ale kiedyś jakiśpolski nacjonalista warknął przy mnie, że to pewnie kolejny germanizm w tej mowie Ślązaków. Zaciekawił, więc sprawdziłam, ale nie, rzodkiewka po niemiecku to Rettich, za to i bez sprawdzania wiem, że po angielski radisch. Jakoś tej śląskiej radisce bliżej do radischa niż polskiej rzodkiewce, czyż nie? Jest jeszcze włoskie ravanello, oraz francuskie i rosyjskie: radis i riedic. Nie mam więc żadnej wątpliwości, śląska radiska jest ogólnoeuropejska, blisko spokrewniona z angielskim radischem, francuskim radisem, rosyjskim riedicem. Germanizmem nie jest nijak.
Zresztą z tymi germanizmami sprawa jest prześmieszna, ten sam wróg godki uparł się, że śląska gardina to germanizm a polska firana, pewnie z francuskiego. Ale nie, bo po francusku to curtainsider. Więc skąd ? Też z niemieckiego! Oba te słowa, firana i gardina są germanizmami, tylko jedno pochodzi z dialektu dolnoniemieckiego a drugie górnoniemieckiego.
A już najbardziej mnie śmieszy wytykanie śląskich germanizów deka i gipsdeka, podczas gdy polska plandeka jest już jak najbardziej w porządku. No i Polki noszą w kuchni niemieckie fartuchy, podczas gdy Ślązaczki starosłowiańskie zopaski.

 

Wywiad

ilustracja

Wierzę w ten Teatr

Rozmowa ze Sławkiem Żukowskim, reżyserem, aktorem, rysownikiem, malarzem, a nawet muzykiem!

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wio koniku

Przełom XIX i XX wieku to czas, kiedy rozwój cywilizacji bardzo przyspieszył. Mówimy  o nim w kontekście elektryczności, hut, samochodów, samolotów, chirurgii nawet. Tymczasem dla naszych górnośląskich przodków najważniejsze były być może zmiany, które zachodziły w transporcie… konnym. Ponieważ jednak najlepiej znam temat z okolic Mysłowic, będę operował przede wszystkim tutejszymi przykładami.

 

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląska oberiba!

Alka, Delikates Biała, Gabi czy Wiedeńska Biała - coś wam to mówi? No tak. A może po prostu…oberiba? Pewnie części nie trzeba już bardziej tłumaczyć. Tak proszę Państwa - dzisiaj biorę na warsztat kalarepę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

W Kamionce nie chcą szerokiej drogi

Plan zagospodarowania przestrzennego, który burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula pokazał mieszkańcom dzielnicy Kamionka – bardzo się im nie spodobał. Mało powiedziane, na spotkaniu 25 lipca było bardzo gorąco. Padały pod adresem burmistrza i planu gorące słowa. Najwięcej kontrowersji wzbudza szeroka ulica, prowadząca przez środek dzielnicy. Mieszkańcy nie wiedzą, czemu ma ona służyć, ale obawiają się, że stanie się drogą praktycznie tranzytową, a ich spokojna, cicha, wiejska w zasadzie dzielnica zmieni się nie do poznania.

więcej

Partnerzy