Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy wierzysz, że wpadka polityków PiS-u z materiałami wyborczymi opatrzonymi numerami listy przed ich losowaniem?

W naszej kuchni

Do chrzanu, rodacy

„Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!”
A chrzan na to: „Wolne żarty,
Płaczę tak, bo jestem tarty,
Lecz mi nie żal tego stanu,
A łzy wasze są do chrzanu!”

Jan Brzechwa

ilustracja

Nie znam człowieka, który nie lubi chrzanu, a jeśli taki istnieje, koniecznie muszę go poznać. Sprawa jest ciekawa, im skubaniec ostrzejszy i bardziej aromatyczny – tym lepiej. Wsuwamy go, nie zważając na te wszystkie łzy, które z nas wyciska, a jak już dojdziemy do siebie i złapiemy oddech, od razu nakładamy kolejną porcję.

Style są różne – na twardziela (czerwona twarz, szklane oczy
i szarmancki uśmiech, że niby „nic nie zaszło”), na turystę (część osób zaczyna się wachlować i ocierać czoło z potu, jakby problemem była nie wiedzieć czemu - temperatura), albo po prostu – na szewca (odświeżamy zasób przekleństw, bardziej kreatywni wymyślają nowe). Nie ma znaczenia jak sobie z nim radzimy, ważne, że na koniec z jakiegoś powodu wszyscy się śmieją i cieszą jak głupi do sera. Klimat na chrzanienie robi się coraz lepszy – im bliżej świąt, tym więcej pretekstów do zajadania, więc... nie ma na co czekać.
Chrzanowy los
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi skąd do nas przybył. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że chrzan pochodzi z terenów basenu Morza Śródziemnego, jednak nie jest to jedyna koncepcja. Mój ojciec na przykład, na pytanie, skąd u nas wziął się chrzan, pokazuje na płot dziadkowego ogrodu i mówi: a stamtąd, od proboszcza się rozsiał, chwast jeden. Według alternatywnej i poważniejszej od tatusiowej teorii, słowiański żeń-szeń przywędrował do nas z ziem należących do byłego Związku Radzieckiego. W IX wieku był bardzo popularny i chętnie uprawiany przez Słowian, bardzo możliwe, że do Polski trafił właśnie w tamtym czasie. Cztery stulecia później zdobył serca Niemców i Duńczyków, którzy chrzanu używali gównie jako naturalnego leku, wykorzystując nie tylko jego korzeń, ale także liście. W XVI wieku roślina opanowała Anglię, skąd z kolei trafiła do Ameryki Północnej.
W tej chwili nie musimy się już przy chrzanie gimnastykować, żeby mieć go pod ręką – w całej Europie, Azji, Nowej Zelandii i Ameryce Północnej wystarczy się tylko dobrze rozejrzeć – z dużym prawdopodobieństwem znajdziemy jakiś dziko rosnący okaz.
Proponuję szukać głównie w miejscach w których podłoże jest wilgotne – łacińska nazwa (Armoracia) wywodzi się od celtyckiego „ar”, czyli blisko i „more” - morze.
Dzika kapusta
Zaskakujące, ale chrzan pochodzi z rodziny... kapustowatych.
W Polsce występuje głównie odmiana pospolita, która nadaje się do uprawy, ale również świetnie radzi sobie na tzw. „dziko”. Komu raz się na ogrodzie rozsiał, ten wie o co chodzi mojemu ojcu z tym chwastem. Gdy się zadomowi, trudniej go wyplenić, niż pokrzywy.
Mówiąc „chrzan” - zapewne myślimy o jego jadalnej części, czyli korzeniu. Zadziwiające, ale równie dobre są też jego młode pędy, liście, a nawet kwiaty! Smak i zapach chrzanu jest znany wszystkim – trudno go z czymkolwiek pomylić. Niesamowicie aromatyczny, ostry i lekko goryczkowaty. Nic dziwnego, że zdobył taką popularność.
W naszym klimacie, a co za tym idzie – w naszej wysoko kalorycznej, słowiańskiej kuchni idealnie podkreśla smak potraw.
W chrzanie rozkochali się również Azjaci. Ich odmiana to chrzan japoński, czyli dość popularne już wasabi. Od naszego różni się kolorem (jest zielony), a jego smak jest jeszcze bardziej intensywny – ostrzejszy, wręcz piekący i goryczkowaty. Tu znów jednak przywołam ojca, który twierdzi, że taki dziko rosnący, ostrzejszy jest od wasabi. Gdy raz spróbowałam, nie wykluczam, że ma rację. Sklepowego potrafię zjeść łyżeczkę, tego wystarczyła na łyżeczce ilość wielkości ziarna pieprzu, by łzy popłynęły.
W Polsce niełatwo go dostać, a wszystko co możemy znaleźć na sklepowych półkach, to właściwie półprodukty – chrzan w słoiku, dodatki do sushi, w których niestety, samego chrzanu znajdziemy zaledwie kilka procent. Natomiast jeśli chodzi o zastosowanie w kuchni, to trzeba przyznać Azjatom rację – doskonale wiedzą jak go używać. Nie tylko trą – jak my, ale też nie boją się go marynować, czy nawet dodawać do deserów. Np. lodów!
Naturalny antybiotyk
W składzie chrzanu znajdziemy substancję o skomplikowanej nazwie – benzyloizotiocyjanian. I to jej zawdzięczamy antybiotyczne właściwości warzywa – zwalcza bakterie, które w konsekwencji mogą powodować katar, kaszel, grypę, zapalenie nerek, pęcherza, a nawet dróg moczowych. Jedzenie chrzanu pobudza wydzielanie soków żołądkowych, a co za tym idzie ułatwia trawienie ciężkich, tłustych potraw (ukochana ćwikła nabiera teraz nowego znaczenia). Zanim zdążyliśmy go obejrzeć pod mikroskopem, nasi przodkowie dobrze wiedzieli, co w trawie piszczy i jedli korzenie chrzanu nie tylko dla wyjątkowego smaku. Ma pozytywny wpływ na układ krążenia, działa przeciw zmorze dawniejszych czasów – szkorbutowi, ma właściwości moczopędne i odtruwające. Co ciekawe, działa silnie przeciwbólowo – zarówno przy nerwobólach, jak i zwyrodnieniach reumatycznych. W takich przypadkach sprawdzają się nawet okłady ze startego korzenia rośliny.
Chrzan posiada silny, aromatyczny olejek, który działa rozgrzewająco, odkażająco i wykrztuśnie. Łagodzi objawy infekcji, a zawarty w nim glikozyd odpowiada za właściwości bakteriobójcze i grzybobójcze. Gdyby tego było mało, chrzan to niezwykle bogate źródło witaminy C, witamin z grupy B, prowitaminy A, potasu, wapnia, fosforu, magnezu i jodu. No i najprzyjemniejsza część – spożywanie chrzanu nas upiększa – poprawia stan włosów, skóry i paznokci, redukuje przebarwienia, a wykorzystywany zewnętrznie sprawia, że nasza skóra staje się gładsza i delikatniejsza.
W kuchni
Chrzan rewelacyjnie podkreśla smak mięsnych potraw – doskonale sprawdza się na ciepło np. do białej kiełbasy, choć ja uwielbiam go w wersji na zimno - jako dodatek do buraczków (wcześniej wspomniana ćwikła), albo sosu śmietanowego. Swoją drogą, według mnie taki sos to jedyna, dobra alternatywa dla majonezu...
Chrzanić można też zupy – barszcz biały, czy żur i sosy (szczególnie te białe). To doskonały dodatek do wielkanocnego pasztetu, jajek, musztardy, czy nawet do żurawiny, borówki, jabłka i aronii.
Żeby nie sczerniał po starciu możemy dodać do niego parę kropel soku z cytryny. Natomiast liście to nieodłączny składnik wielu przetworów – choćby do ogórków małosolnych, czy kiszonych. Dzięki nim będą one smaczniejsze
i dłużej świeże. Kupujmy tylko twarde korzenie, bez plam, zdrewniałych części i przebarwień. Świeży chrzan jest mięsisty, jasnożółty, a w samym środku – biały.

Wywiad

ilustracja

Wierzę w ten Teatr

Rozmowa ze Sławkiem Żukowskim, reżyserem, aktorem, rysownikiem, malarzem, a nawet muzykiem!

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wio koniku

Przełom XIX i XX wieku to czas, kiedy rozwój cywilizacji bardzo przyspieszył. Mówimy  o nim w kontekście elektryczności, hut, samochodów, samolotów, chirurgii nawet. Tymczasem dla naszych górnośląskich przodków najważniejsze były być może zmiany, które zachodziły w transporcie… konnym. Ponieważ jednak najlepiej znam temat z okolic Mysłowic, będę operował przede wszystkim tutejszymi przykładami.

 

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląska oberiba!

Alka, Delikates Biała, Gabi czy Wiedeńska Biała - coś wam to mówi? No tak. A może po prostu…oberiba? Pewnie części nie trzeba już bardziej tłumaczyć. Tak proszę Państwa - dzisiaj biorę na warsztat kalarepę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

W Kamionce nie chcą szerokiej drogi

Plan zagospodarowania przestrzennego, który burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula pokazał mieszkańcom dzielnicy Kamionka – bardzo się im nie spodobał. Mało powiedziane, na spotkaniu 25 lipca było bardzo gorąco. Padały pod adresem burmistrza i planu gorące słowa. Najwięcej kontrowersji wzbudza szeroka ulica, prowadząca przez środek dzielnicy. Mieszkańcy nie wiedzą, czemu ma ona służyć, ale obawiają się, że stanie się drogą praktycznie tranzytową, a ich spokojna, cicha, wiejska w zasadzie dzielnica zmieni się nie do poznania.

więcej

Partnerzy