Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że strajk nauczycieli służy oświacie, czy też szkodzi uczniom?

Wynik głosowania:

44%
31%
25%
 
Nie wierzę, że chodzi im o dobro szkoły. Tylko o kasę!
 
Oświata wymaga reformy, ale się jej boję, bo co jedna, to gorsza
 
Jak nie chcą uczyć dzieci, niech się zwolnią!!

W naszej kuchni

Niedoceniany długouch

Królik europejski pojawił się na Półwyspie Iberyjskim około pół miliona lat temu. Stamtąd, dzięki Fenicjanom rozprzestrzenił się po całej Europie i w rezultacie od trzech tysięcy lat gości na naszych stołach jako tradycyjne mięso - najczęściej podawane podczas świąt. Dość kontrowersyjne, bo przez wieki królik przeszedł w naszych oczach niemałą metamorfozę – od zwierzyny łownej, która zapewniała pożywny posiłek i futro pomagające przetrwać mroźne zimy, przez uciążliwego szkodnika aż po...domowego pupila.

ilustracja

Królicza historia
Szybko opanował Imperium Rzymskie, ale nie - jak można byłoby się spodziewać -jako zwierzę hodowane w klatkach. To byłoby zbyt banalne! Rzymianie uważali, że dziczyzna może odpowiednio smakować tylko, jeśli żyje w swoim naturalnym środowisku. Zamiast zagród utrzymywali je więc w rezerwatach zwierzyny łownej, nazywanych „leporariami”. Dopiero w średniowieczu króliki zaczęto hodować w bardziej kontrolowanych warunkach. Nie bez przyczyny, bo w tamtych czasach mięso to uznawane było jako postne – dozwolone przez Kościół do jedzenia w piątki, a nawet w okresie Wielkiego Postu. Dziewięć wieków później króliki znane były już na całym świecie, niestety w większości jako szkodniki. Mimo, że mięso tych zwierząt jest bardzo zdrowe, często przegrywało z wieprzowiną, czy wołowiną.
Jak królika przyrządzali nasi przodkowie?
Na początku mięso królika było wędzone, albo pieczenie w ogniskach. Rzadko bywało sezonowane – co innego w przypadku większych zwierząt, których po upolowaniu nie sposób było zjeść przy jednym posiedzeniu. Dlatego długo nie rozwijały się metody jego przechowywania. W późniejszych epokach poprzestano na soleniu i suszeniu. Niezmiennie najlepsze było świeże mięso – zwykle pojawiające się na stołach arystokracji.
Obrońcy zwierząt pewnie będą zszokowani, ale prawda jest taka, że w starożytnym Rzymie najważniejszym wyznacznikiem był smak i finezja dań, a nie moralne pobudki. Według Piliniusza – historyka i pisarza – prawdziwym rarytasem były wtedy wcześnie odstawione od matek młode króliczki zjadane...z wnętrznościami. W starożytności króliki przyrządzano smażąc, gotując na parze, dodając do ciast lub zestawiając z takimi składnikami jak – bulion, cukier, imbir i migdały.
W XIX wieku chude mięso królika urozmaicano nieco bardziej tłustymi dodatkami – bekonem, oliwą z oliwek, masłem, czy zwyczajnie marynatami.
A bardziej współcześnie...
Dzisiaj przygotowując królika korzystamy z tradycyjnych przepisów. W Hiszpanii takim daniem jest „escabeche” - gotowane mięso królika w kwaśnym sosie octowo-paprykowym z dodatkiem szafranu. Włosi zajadają się mięsem gotowanym w pomidorach, białym winie i ziołach. Francuzi z kolei nigdy nie uznawali dań z królika za drogie i eleganckie, chociaż z drugiej strony znany jest ich przepis na „balquette” – tuszkę króliczą gotowaną z warzywami, zasmażaną z żółtkami jaj, śmietaną, cebulami i grzybami, czy „lapin aux pruneaux” - czyli mięso marynowane w occie z warzywami podawane z galaretką z czerwonej porzeczki i suszonymi śliwkami...
Potencjał kulinarno - gospodarczy
U nas mięso królików do końca XVII wieku trafiało głównie na stoły biedoty, często jako zamiennik drobiu. Dopiero wraz z dynastią Sasów na dobre zagościło w rodzimym jadłospisie – Król August II Sas na terenie słynnej warszawskiej „Królikarni” założył zwierzyniec, w którym trzymane były dzikie króliki wykorzystywane podczas królewskich polowań. Zdobycze były później odpowiednio przyrządzane i podawane na wystawnych kolacjach. Od tamtego czasu mięso długouchych coraz częściej pojawiało się na naszych stołach. Pierwsze przepisy możemy znaleźć np. w jednej z najstarszych, polskich książek kucharskich z 1783 roku, napisaną przez Wojciecha Wielądka. Znajdziemy tam 11 potraw z mięsa króliczego. Dość zabawna broszura z 1922 roku, napisana przez Jerzego Krasowskiego pt. „Królik w budżecie prywatnym i państwowym” podaje zwiększenie hodowli królików jako receptę na... uzdrowienie polskiej gospodarki! Możemy w niej przeczytać: „Ponieważ mamy 6 milionów polskich rodzin, więc jeżeliby każda rodzina jedną utrzymywała samicę króliczą, to po roku mielibyśmy 6.000.000 x 48 = 288.000.000 królików, a czystego mięsa 864.000.000 kg. Rachując wedle przedwojennej statystyki niemieckiej po 45 kg mięsa na jednego człowieka rocznie, wypadałoby, że wyprodukowane u nas mięso królicze wystarczyłoby dla 19.200.000 ludzi na rok, t.j. że przeszło ¾ naszej ludności polskiej miałoby mięso, nie potrzebując żadnego innego”. Pomysł nie uzyskał zbyt dużego poparcia w narodzie ale i tak serdecznie gratuluję pomysłu. Podchodów było więcej, ale mimo próżnych wysiłków władzy rozkwit hodowli królików miał miejsce dopiero po II Wojnie Światowej. A sam Władysław Gomułka pewnie broszurę Krasowskiego czytał, bo wydał dyrektywę, by wiejskie szkoły posiadały własne królikarnie, a kierownicy tych szkół musieli składać sprawozdania nie tylko z postępów w nauce ale i króliczego pogłowia. Sylwester Łakota, legendarny dyrektor lędzińskiej podstawówki za zbyt niskie pogłowie królika dostał upomnienie, z wpisaniem do akt.
Zasłynęliśmy wtedy z eksportu nie tylko mięsa, ale też króliczego futra. Dzisiaj nadal jesteśmy zaliczani do największych producentów tego mięsa, chociaż prawda jest taka, że przy świni, czy krowie, nasz królik zwyczajnie nie ma zbyt dużych szans.
Chude i zdrowe
Warto włączyć mięso królika do swojej diety. Nie tylko dlatego, że jest dietetyczne, delikatne, lekkostrawne i niezwykle aromatyczne. Szczególnie poleca się je alergikom i osobom z chorobami sercowo-naczyniowymi. Należące do mięs białych, charakteryzuje się wysoką zawartością białka i niską zawartością tłuszczu – ugotowane dostarcza 114 kcl w 100g. Dodatkowym walorem jest jego lekkostrawność – aż 90% białka jest przyswajane przez organizm! Dla porównania
w przypadku wołowiny to tylko 62%, a kurczaka ok. 80%. Dodatkowo, mięso z królika zawiera niewielką ilość cholesterolu. To źródło wielu witamin i minerałów, takich jak: witamina B1, B2, B6, B12, A, PP, biotyny, kwasu pantotenowego, żelaza, wapnia, magnezu, fosforu, potasu, sodu, miedzi, cynku i manganu.
Spróbujmy!
W sklepach z łatwością znajdziemy królika w całości, a czasem, trafimy na mięso dzielone na części – tylną, comber
i przednią. I to właśnie comber, czyli część półtuszy uznawany jest za mięso najwyższej jakości. Najsmaczniejsze są młode sztuki – cztero-sześciomiesięczne ważące maksymalnie 4,5 kg.
Z ugotowanego mięsa można zrobić wyśmienity pasztet. Tylna część i comber najbardziej nadają się do pieczenia, duszenia lub smażenia. Króliczyna świetnie zgrywa się z piwem, jałowcem i imbirem – należy jednak pamiętać o odpowiednim przygotowaniu mięsa. Królik powinien skruszeć, żeby po przygotowaniu nie był twardy i łykowaty. A żeby tak było powinniśmy go zabejcować – zanurzyć w zalewie z czerwonego wina, octu i oliwy z przyprawami od 2 do 4 dni. Długo... ale wierzcie mi – warto! Zaś moje prababcie wolały bejcować go nawet dłużej, w maślance albo zsiadłym mleku. Też pyszne.•

Ewa DYRDA

Wywiad

ilustracja

Rowery nie zastąpią samochodów, ale ….

Rozmowa z Wiesławem Bełzem, prezesem stowarzyszenia Rowerowe Katowice

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Odchodzący świat waserturmów

Od  dziesięcioleci stanowią nieodłączny  element naszego krajobrazu, a  nierzadko też punkt  orientacyjny, bo widać je  z daleka. Teraz jednak odchodzą, podobnie jak wiele innych obiektów  wczesnej epoki industrialnej. Trudno ratować każdą starą fabryczkę, ale waserturmów szkoda, bo mają szczególne piękno. Są jakieś takie dostojne. Zaś te w naszej  najbliższej okolicy najwyraźniej nie mają szczęścia do właścicieli.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Rosole mio!

Dużo jest smaków bez których nie wyobrażamy sobie kuchni. I co ciekawe, najczęściej są to proste potrawy - jedzenie, które od zawsze nam towarzyszy i do którego najczęściej wracamy. Pamiętam jak wyjechałam z domu do akademika, myśląc, że teraz w końcu będę mogła jeść tylko to, na co będę miała ochotę. Rebelia, prawdziwa wolność, słowem: czyste szaleństwo. Pizza, zupki chińskie, hamburgery i tony słodyczy na okrągło. Nawet nie wiem jak to się stało, że pewnego dnia, po zaledwie kilku miesiącach sielanki, wykonałam ten jeden, przełomowy w życiu prawie każdego, młodego człowieka telefon - „Babciu...to jak się robi ten cały rosół”? 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Ziobro szuka mafii górniczej

Minister wie lepiej od sądu?

więcej

Partnerzy