Sondaż publiczny

W Dzień Matki:

W naszej kuchni

Po prostu…czosnek!

Odwraca fazę księżyca, dlatego boją się go wampiry, strzygi i inne żądne krwi potworności - dlatego właśnie należy się wystrzegać ludzi, którzy go unikają. Wydłuża życie o setki lat, włożony
w pępek działa antykoncepcyjnie, odstrasza żmije, krokodyle i niechcianych adoratorów.  Mój ojciec żartuje, że jak się chce na satelitę odbierać telewizję Izrael, to trzeba jej talerz posmarować czosnkiem. To wszystko oczywiście bzdury (może poza tym przedostatnim), natomiast faktem jest, że czosnek obrósł w masę legend nie dlatego, że przywieźli go do nas kosmici.
W każdej bajce jest trochę prawdy, a w tym przypadku śmiało można powiedzieć, że czosnek to trochę „nadwarzywo”, można znaleźć
w jego bogactwie trochę…magii.

 

ilustracja

W czosnku siła!
Historia czosnku w takiej formie w jakiej znamy go dzisiaj sięga około 5 tysięcy lat. Pochodzące z Azji warzywo szybko zdobyło popularność i szacunek starożytnych cywilizacji do tego stopnia, że wzmianki na jego temat możemy znaleźć na przykład w kreteńskim pałacu w Knossos, w pompejańskich ruinach, a nawet we wnętrzu piramidy Cheopsa! Starożytny napis na jednej ze ścian głosi, że budującym podawano czosnek, aby „mieli serce i odwagę” i żeby „strzegł ich przed chorobami”.
Nic dziwnego, bo do momentu wynalezienia szczepionek (czyli do XIX wieku) to właśnie ta mała i niepozorna główka była podstawowym lekiem na wszystkie choroby bakteryjne. Warto dodać, że egipscy robotnicy tak bardzo cenili sobie warzywo, że w momencie,
w którym przestali go dostawać…zastrajkowali. Możemy od biedy założyć, że zachwycających grobowców mogłoby nie być, gdyby nie zmiana decyzji kucharza! Warzywo doceniali również mieszkańcy Mezopotamii i nasi przodkowie – dawni Słowianie. Nie tylko za charakterystyczny smak, ale również – jak się można domyślić – za właściwości lecznicze. Egipcjanie, dla przykładu stworzyli manuskrypt, zawierający aż dwadzieścia dwa preparaty lecznicze przygotowane na jego bazie! Słowianie używali go przeciwko ukąszeniom żmii, natomiast Rzymianie wierzyli, że regularne spożywanie warzywa wpływa na zwiększenie sprawności bojowej żołnierzy. Co ciekawe, w trakcie wojny w Wietnamie potwierdzono tę teorię, sprawdzając działanie czosnku na armii amerykańskiej.
Za to Żydzi polscy kochali czosnek jak rodzinę. Bez niego i gęsiego smalcu żydowska kuchnia w zasadzie nie istnieje.
Lilowa rodzina
 Znamy dosłownie kilka gatunków czosnku, a tak naprawdę odmian tego niezwykłego warzywa jest na świecie znacznie więcej, bo aż 250! Nie mówiąc już o kolejnych 450 wariacjach rosnących zupełnie dziko. I to nie koniec rewelacji.
Z botanicznego punktu widzenia czosnek należy do rodziny roślin amarylkowatych, a to oznacza, że od cebuli, czy szczypiorku bliżej mu do…lilii! Uprawiany jest na całym świecie, natomiast najbardziej czosnek upodobał sobie Hiszpanię, Egipt i Indie.
Jak czosnek,to nasz
No dobrze. Wszyscy wiemy, że w sklepach możemy znaleźć czosnek polski i chiński. Ten drugi nie wzbudza naszego zaufania i zwykle jesteśmy rozczarowani, jak już zdecydujemy się na jego zakup. Dlaczego? Sprawa jest prosta – ze względu na środki „produkcji”, chińskie ząbki są mniej aromatyczne i z czasem zamiast uschnąć, zwyczajnie gniją. Dodatkowo na ich niekorzyść wpływa fakt, że nie do końca jesteśmy w stanie ustalić, jakimi środkami chemicznymi warzywo sprowadzone z Azji zostało potraktowane. Warto wiedzieć, że w niektórych przypadkach stosowane są modyfikacje genetyczne. Jak rozpoznać który jest który? Zasadniczo różni je kolor – chińska odmiana zwykle jest biała, a polska ma fioletowe zabarwienie. Bądźmy jednak czujni - pułapką może być inna odmiana warzywa. Pułapka jest też inna. Niejeden „polski” producent wsypuje do betoniarki 50 kg czosnku z Chin i kilkadziesiąt gramów nadmanganianu potasu, w efekcie czego mieszany tam czosnek uzyskuje piękną fioletową barwę. Co wtedy? Jest kilka prostych haków. Najprościej – polski jest o wiele mniejszy od chińskiego i bardziej aromatyczny, Można go w betoniarce ubarwić, ale aromatu to nie doda.  No i polski jest  zwykle o połowę droższy. Mimo wszystko warto zapłacić trochę więcej i mieć pewność, że dostaniemy aromatyczne, zdrowe warzywo, a nie mdłą, spryskaną rakotwórczymi substancjami podróbkę.
Naturalny antybiotyk
Czosnek to absolutny, zdrowotny lider wśród warzyw. Jeden ząbek zjadany dziennie sprawi, że kondycja naszego organizmu znacznie się poprawi. Dlaczego? Bo to prawdziwa, naturalna apteka. Znajdziemy tu związki flawonoidowe, aminokwasy, saponiny, cukry, związki śluzowe, witaminy – B1, B2, PP, C i A, sole mineralne np. potasu, wapnia, magnezu, oraz rzadkie mikroelementy, takie jak kobalt, chrom, czy nikiel. To oczywiście nie wszystko, bo to co w czosnku jest najcenniejsze, na kilometr wyczujemy nosem – olejki eteryczne bogate w siarczki i allicynę. Dzięki nim warzywo skutecznie zapobiega infekcjom wirusowym – głównie układu oddechowego – i skutecznie je zwalcza. Jedzony w trakcie grypy (najlepiej zmiażdżony i dodany do ciepłego mleka), ułatwia odksztuszanie, rozgrzewa, wzmaga potliwość i obniża gorączkę. Dodatkowo to naturalna ochrona przed zawałami, udarami, miażdżycami i innymi chorobami serca, dzięki temu, że – podobnie jak aspiryna – rozrzedza krew i rozkurcza naczynia krwionośne tym samym usprawniając przepływ krwi. Ponadto korzystnie wpływa na układ pokarmowy i działa bakteriobójczo – skutecznie niszczy pasożyty żyjące w jelitach. Czosnek obniża ciśnienie krwi, hamuje rozwój bardzo niebezpiecznych bakterii (gronkowca złocistego, paciorkowca i pałeczek okrężnicy), które ostatnimi czasy stają się coraz bardziej odporne na kuracje antybiotykowe. Badania dowodzą, że regularne spożywanie czosnku lub zażywanie jego ekstraktów może znacząco zmniejszyć ryzyko zachorowań na raka żołądka, okrężnicy, czy jelita grubego. Jakby tego było mało dzięki swojej magii czosnek odmładza – dzięki całej gamie antyutleniaczy poprawia stan skóry i pomaga zwalczać żylaki.
A dla czystej przyjemności..
Nie od dzisiaj wiadomo, że w kuchni kilka ząbków czosnku może zdziałać prawdziwe cuda. Surowy to najlepszy i przy okazji najprostszy kop dla wszystkich lekko mdłych smaków, na przykład szpinak, bakłażan, czy szparagi. Ostatnio coraz częściej sięgamy po przeróżne wariacje – oliwę z dodatkiem czosnku, wersję suszoną i marynowaną. Chętnie dodajemy go do mięs i sosów, ale także kremów i zup – rosół z dodatkiem paru ząbków to prawdziwa bomba szczególnie dla tych, którzy pamiętają smak wodzionki i dobrze go kojarzą.
Jak nie straszyć ludzi?
Wszyscy dobrze wiemy co się dzieje po zjedzeniu czosnku, i nie mówię tu bynajmniej o samym oddechu… Metod walki z siarkowym aromatem (żeby nie powiedzieć smrodem) jest kilka. W przypadku rąk powinna pomóc mieszanka cytryny i soli. Skuteczna będzie również mielona kawa, można też potrzeć dłonie stalową łyżką – zneutralizuje ona zapach związków siarki. Dla odświeżenia oddechu wystarczy żucie natki pietruszki, listka selera, estrogenu, lubczyku, mięty, ziarenka kawy, goździka lub ziarna jałowca. Zapach surowego czosnku skutecznie neutralizuje również jabłko – zawiera enzym unieszkodliwiający związki siarki. Pomocna będzie woda z łyżką miodu i sokiem z cytryny lub po prostu…tłuste mleko. I rada ode mnie – wybierzcie tylko jedną metodę na raz…
I taka prosta rada. Jest też czosnek niedźwiedzi. Je się liście, nie główkę. Pycha, a rośnie dziko na wielkiej łące w lasach kobiórskich.  Nie zdradzę gdzie, bo sama chodzę na zbiory i nie chcę mieć tysiąca rywali. Ma jedną wadę, smaczny jest raptem dwa wiosenne tygodnie, potem łykowacieje. Ale można go kupić w internecie i posiać na działce. Wobec smaku liści czosnku niedźwiedziego wszelkie rukole czy szpinaki tylko się zarumienią ze wstydu.•

Ewa DYRDA

Wywiad

ilustracja

Niech żyje teatr

Z Dorotą Pociask-Frącek, dyrektorem Teatru Małego w Tychach rozmawia Dariusz Dyrda.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Bardzo zacięte bitwy

Na Górnym Śląsku II wojna światowa  trwała do 8 maja!

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Rzodkiewka – królowa nowalijek

W końcu na poważnie zaświeciło słońce. I to nie jest już pogodowy kaprys, anomalia na kilka dni i powrót na stare, jesienno - zimowe śmieci. Przyroda wystartowała i teraz już nie ma wątpliwości – nic jej nie zatrzyma przez następne pół roku, nawet te chwilowe „zera” w nocy. Poza tym, że wszędzie robi się malowniczo zielono i słonecznie, dzień jest długi, to wchodzimy znowu w dobry czas dla sezonowego jedzenia.
I świetnie, o to przecież chodzi – żeby jeść to, co chwilowo rośnie dookoła, naturalnie. Długo na nią czekałam i jak tylko zaczęła się pojawiać musiałam poszperać i dowiedzieć się co w niej drzemie. Według mnie to najsmaczniejszy symbol wiosny – rzodkiewka!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Nadchodzi czas inwazji kleszcza, komary też już latają

Na zewnątrz coraz cieplej wiec kleszczy i komarów będzie coraz więcej. Mylnie uważa się, że atak kleszcza grozi nam tylko w lecie. Tychy już przygotowują się do oprysków przeciw nim, Katowice z nich zrezygnowały. Kto ma rację?

więcej

Partnerzy