Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Co myślisz o księdzu, który zrzucił sutannę

W naszej kuchni

Kasztanowa pora roku

„W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle” - podawał hasło łącznik w kultowym serialu „Stawka większa niż życie”. - „Zuzanna lubi je tylko jesienią” - odpowiadał Kloss. Zuzanna nie była głupia, bo sezon na kasztany jadalne trwa właśnie teraz, od września do listopada.

ilustracja

„W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle” - podawał hasło łącznik w kultowym serialu „Stawka większa niż życie”. - „Zuzanna lubi je tylko jesienią” - odpowiadał Kloss. Zuzanna nie była głupia, bo sezon na kasztany jadalne trwa właśnie teraz, od września do listopada. Bez problemu można je znaleźć na sklepowych półkach i rozsmakować się w tym unikatowym, jesiennym przysmaku.

Znane nie od dziś

Owoce kasztana jadalnego od wieków były cenione za swój smak i wartości odżywcze, dlatego stały się podstawą żywienia wieśniaków z wielu rejonów Hiszpanii, Francji i Włoch. Zwykle orzechy pieczono, lub wyrabiano z nich mąkę (ze względu na dużą zawartość skrobi) z której później wypiekano chleb. Drzewa są mało wymagające w uprawie, osiągają duże rozmiary i potrafią rosnąć nawet do 500 lat! W Polsce cały czas traktujemy je jako egzotyczną ciekawostkę, a warto wiedzieć, że rośliny te można spotkać
w wielu miejscach na terenie naszego kraju – choćby na Pomorzu Zachodnim, czy Dolnym Śląsku. I na ogrodzie mojego ojca w Lędzinach.

A u nas...

W Polsce jadalne kasztany to żadna nowość – orzechy te pojawiły się na naszych stołach wieki temu. Dowodem jest publikacja z 1873 roku o wyczerpującej nazwie: „Gospodyni polskiej kuchni, czyli poradnik dla niewiast obejmujący przepisy kuchenne wypróbowane i różne sekreta gospodarskie poprzedzone wstępem o porządku domu”, w którym autorka – Teresa Twarowska podaje przepis na ciekawą przystawkę – jarmuż z kasztanami. W tamtych czasach kasztany były też popularnym dodatkiem farszu do gęsi. Według przepisów należało je najpierw upiec, potem ugotować, posiekać i zmieszać z podrobami i warzywami. Część wykorzystywana była jako nadzienie, a część jako zaprawa, czyli aromatyczny dodatek do pieczonej gęsiny.

Czy możemy je hodować w ogrodzie?

Pewnie nikogo nie zdziwi, że największym producentem kasztanów jadalnych jest Francja – stamtąd pochodzi aż 50% zbiorów na świecie. Ma na to wpływ tamtejszy – nieco cieplejszy niż w Polsce klimat. Drzewa te są
z reguły mało odporne na mrozy i mogą być uprawiane głównie w cieplejszych regionach kraju lub w osłoniętych miejscach. Jeśli ktoś podejmuje się uprawy tej niezwykłej rośliny, powinien pamiętać o osłanianiu jej na zimę. Dzięki temu zmniejszy się ryzyko choroby drzewa i zagwarantuje lepsze zbiory w następnym sezonie.

Kasztan versus kasztanowiec

Kasztan jadalny (Castanea sativa) i częściej spotykany u nas kasztanowiec zwyczajny (Aesculus hippocastanum) to dwie różne rośliny, z botanicznego punktu widzenia nie spokrewnione ze sobą! Pierwszy (razem z dębem!) pochodzi z rodziny bukowatych, natomiast drugi z rodziny kasztanowcowatych. Oczywiście różnią się od siebie również pochodzeniem – pierwszy z obszaru śródziemnomorskiego, drugi najpewniej z Półwyspu Bałkańskiego, a także wyglądem (łatwo je rozróżnić np. po zupełnie innych liściach) i owocami. Kasztany, które skrzętnie zbieramy na ulicach i chowamy do kieszeni są dla ludzi trujące – ze względu na zawartość neurotoksycznej eskuliny i najczęściej stanowią pokarm dla dzikich zwierząt. Kasztana zaś jadalnego  możemy śmiało spożywać nawet na surowo – po zdjęciu twardej skórki. Ale też piec i gotować.

Co w nich siedzi?

W przeszłości ze względu na swoje wartości odżywcze kasztany wykorzystywane były w medycynie naturalnej jako lekarstwo na dolegliwości trzustki, bóle głowy, czy jako naturalny afrodyzjak. Dzisiaj wiemy, że kasztany stanowią bogate źródło mikroelementów, witaminy C, witamin z grupy B, kwasu foliowego – potrzebnego głównie kobietom w ciąży, miedzi, cynku, magnezu, żelaza, potasu, fosforu, selenu i błonnika. Nie zawierają za to wyklętego ostatnio glutenu.

Jak wybrać najlepsze sztuki?

Dobre kasztany są w środku pełne, więc biorąc je do ręki warto zwrócić na to uwagę. Powinniśmy czuć, że środek jest wypełniony i relatywnie ciężki. Najprościej będzie jeśli nim potrząśniemy – odgłos przypominający jajko niespodziankę będzie dowodem, że kasztan jest zasuszony. Jeśli mamy możliwość można również zrobić inny test – wrzucić go do wody. Jeśli utrzyma się na powierzchni, najprawdopodobniej będzie w środku suchy, uszkodzony albo robaczywy. Kupując świeże i zdrowe kasztany, warto wiedzieć jak je przechowywać. Wbrew pozorom są bardzo delikatne i nie lubią wilgoci, ani ciepła. Najlepiej będzie je więc włożyć na najniższą półkę w lodówce i w ten sposób przechowywać maksymalnie do tygodnia. Jeśli mają wytrzymać dłużej, najlepiej będzie je zamrozić, wcześniej nacinając lekko nożem i wkładając do szczelnej torebki.

A trujący kasztanowiec?

Mimo, że do jedzenia się nie nadaje, kasztanowiec zwyczajny ma inne zalety – świetnie sprawdza się w kosmetyce. Wyciąg z tej rośliny jest bogatym źródłem escyny, która pomaga poprawić krążenie krwi i napięcie naczyń krwionośnych. Dodatkowo łagodzi ból, zmniejsza obrzęki, a także wykazuje właściwości przeciwzapalne - dlatego właśnie maść z kasztanowca to doskonały preparat do leczenia żylaków. Ze względu na swoje działanie kasztanowiec w kosmetyce jest częstym dodatkiem do kremów dla osób ze skórą naczynkową, a także dla cery dojrzałej – skutecznie dotlenia i odżywia komórki skóry.

Kasztany czy...anteny?

Pozostając przy owocach kasztanowca zwyczajnego, czyli jednego z symboli polskiej jesieni, nie ma pewnie osoby, która choć raz w roku nie zwija kasztana z ulicy. Czemu to robimy? Jedni noszą je na szczęście, inni dla...zdrowia. Według radiestetów, czyli pseudonaukowców (naukowe próby wyjaśnienia tej dziedziny spełzły na niczym... warto dodać, że w radiestezji do wykonywania pomiarów używa się różdżek, wahadeł, czy po prostu dłoni) zajmujących się badaniem promieniowania, kasztany mają wyjątkowo wysoki potencjał energetyczny - są antenami, które kumulują to rzekome promieniowanie. Podobno jeden, czy dwa noszone w kieszeni kurtki pobudzają, dodają energii, wigoru, a nawet pomagają pozbyć się bóli reumatycznych, natomiast nie można z nimi przesadzać – zbyt duża ilość może przynieść odwrotny skutek, a w skrajnych przypadkach migreny, uczucie duszności, zaburzenia apetytu, czy krwawienia... Nie jestem pewna, czy ta teoria ma swoje potwierdzenie w rzeczywistości... Jeśli jednak jeden kasztan w kieszeni może pomóc, a nie zaszkodzić to tym bardziej swojego tegorocznego nie wyrzucę!•

Ewa DYRDA

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Szybkie te szparagi

Szybko się pojawiają i szybko znikają, ekspresowo gotują. Sezon trwa w najlepsze, mamy jeszcze szansę – do czerwca, to korzystajmy! Szparagi to jedna z odsłon wiosny, bo poza tą porą roku trudno je dostać, a wiadomo jak to ze szparagami bywa – nic nie zastąpi młodych i pachnących pędów! Mamy szczęście, bo w Polsce z roku na rok pojawia się coraz więcej upraw tych niezwykłych warzyw, szczególnie w południowo – zachodniej części kraju. Nie można nie skorzystać. Drodzy Państwo – ostatni dzwonek na szparagi!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Niebezpieczne rośliny

Przy okazji Dnia Dziecka warto ostrzec rodziców, że ich pociechy – te starsze – mogą zechcieć sięgnąć po jakieś psychoaktywne używki. I wcale nie uchroni przed tym brak kieszonkowego na dopalacze czy „marychę”, brak znajomości z dilerem. Młodzież, doskonale poruszająca się w internecie, bez problemu znajdzie rosnące wokół nas rośliny narkotyczne. Bo nie myślcie, że takie żyją tylko w dalekich krajach. Nasze lasy, łąki, jeziora a nawet ogrody, są ich pełne. I coraz więcej dzieci o tym wie. Warto więc, by wiedzieli też rodzice i dziadkowie.

więcej

Partnerzy