Naszym tropem

Kto będzie uczył?

Brakuje nauczycieli, w województwie prawie tysiąc, w samych Tychach 121

Rok szkolny już się zaczyna, tymczasem okazuje się, że drastycznie brakuje nauczycieli. W sakli państwa dziesięć tysięcy, w skali województwa niespełna tysiąc, w skali Tychów ponad 120, w skali Mikołowa około 15. I to nie jakiegoś konkretnego przedmiotu, ale w zasadzie wszystkich.

ilustracja

Podczas wiosennego strajku nauczyciele zapowiadali, że o ile ich postulaty nie zostaną zrealizowane, odejdą ze szkół. Okazuje się, że wielu już tę obietnicę spełniło, inni czekają, co będzie we wrześniu, czy zawieszony strajk wciąż ruszy, czy uzyskają podwyżki płac, a przede wszystkim spełni się ich oczekiwanie rzeczywistej reformy oświaty.

 

Mam dość, odchodzę

 

- Pracowałem w szkołach od kilkunastu lat – mówi Wojtek, tyszanin, który jednak więcej czasu spędził w szkołach katowickich. I dodaje: - Właśnie złożyłem wypowiedzenie. Miałem dość tego hejtu, że pracujemy po trzy godziny dziennie, mamy po trzy miesiące płatnego urlopu i generalnie nam się w dupach poprzewracało. Moi koledzy, którzy poszli po studiach do przemysłu czy usług zarabiają znacznie lepiej niż ja, i nikt ich nie hejtuje. Postanowiłem, że najwyższy czas zmienić zawód, zanim nie będę na to za stary. Czy będę tęsknił za szkołą? Bardzo, lubię ten zawód, lubię uczyć, ale po kilkunastu latach trudno na rękę wyciągnąć 2800, a papierkowej roboty jest coraz więcej, programy fatalne, rodzice roszczeniowi. Coraz bardziej się bałem, że jeszcze kilka lat i będę zgorzkniałym belfrem. Strajk, który pokazał, jak państwo nami pomiata, jedynie przypieczętował moją decyzję.

A jego żona, pracująca w tyskiej szkole dodaje, że ona jeszcze się nie zdecydowała, ale też myśli o wypowiedzeniu: - Tak naprawdę namawiam Wojtka, żebyśmy się spakowali i, dopóki jesteśmy koło czterdziestki, wyjechali do Holandii albo Niemiec. Mogę nawet pracować fizycznie, żadna praca nie hańbi, ale chcę, żeby … nasza dwójka dzieci chodziła do normalnej szkoły. W Polsce system szkolnictwa jest anachroniczny, programy idiotyczne, nauczyciele sfrustrowani zarobkami. Taka szkoła nie może być dobra. Moja przyjaciółka przeprowadziła się cztery lata temu do Niemiec. Gdy słucham, jak funkcjonuje szkoła jej córki, to chcę, by moje dzieci chodziły do takiej. Nawet jeśli ja sama miałabym stać przy taśmie czy siedzieć na kasie w markecie. Zresztą dałam już spokój dokształcaniu zawodowemu, ostatnio zrobiłam kurs na wózki widłowe. Właśnie z myślą o tych Niemczech czy Holandii. Myślę, że jeśli strajku nie będzie, albo nic nie da, jeszcze jesienią złożę wypowiedzenie. Jestem przekonana, że jeśli PiS wygra wybory, to upadek szkolnictwa jeszcze przyspieszy.

 

Młodzi nie przyjdą

 

- Też tak uważam – stwierdza jedna z najlepszych tyskich matematyczek, której uczniowie masowo dostają się na czołowe uczelnie politechniczne i ekonomiczne, i wyjaśnia: - Wiadomym jest, że im społeczeństwo gorzej wyedukowane, mniej zdolne do samodzielnego myślenia, tym łatwiej nim sterować przy pomocy prymitywnej propagandy. Obecnie polska szkoła samodzielnego myślenia nie uczy, reforma oświaty minister Zalewskiej zabiło je zupełnie, i uważam, że to był zabieg celowy. Głupi obywatel, to idealny wyborca PiS-u.

Trudno powiedzieć, czy bardzo krytyczny stosunek większości nauczycieli do Prawa i Sprawiedliwości jest efektem nieudanego wiosennego strajku, czy po prostu mają go, podobnie jak większość inteligencji. Na pewno jednak niemal zgodnie twierdzą, że reforma oświaty była chybiona, poziom nauczania po niej spadł, za to im przybyło „urzędniczych” obowiązków.

- Ja już raczej ze szkoły nie odejdę, powoli zbliżam się do wieku emerytalnego, więc ofertę na rynku pracy byłoby mi znaleźć trudno. Ale pamiętam, że gdy w latach 80, prosto po studiach, przyszłam do szkoły, to jedynym moim domowym obowiązkiem było sprawdzenie klasówek i czasami przygotowanie się do zajęć. Teraz nauczyciele, zwłaszcza młodzi, na szczeblach awansu zawodowego, są zawaleni papierkową robotą. Posyła się ich na studia podyplomowe, jakby te zwyczajne, biologia, chemia, matematyka, nie wystarczały do uczenia dzieci. Ja pamiętam jeszcze świetne nauczycielki po studium, a nawet liceum pedagogicznym. I dawały radę. Teraz gdy studiujące tę biologię czy chemię moje dawne uczennice pytam, czy planują pracować w szkole, odpowiadają, że tylko jeśli nie znajdą lepszej oferty. Za czasów mojej młodości zawód nauczyciela też był licho opłacany, ale byliśmy szanowani, pracowaliśmy rzeczywiście mniej niż inni, płacono nam za kółka zainteresowań, za nadgodziny. Plus korepetycje i dało się żyć. Teraz nasze płace są głodowe i doskonale widać, że w tych regionach, gdzie nie ma bezrobocia, ze szkoły zwiewa kto może. U nas nie ma, ale ja za stara jestem.

- A ja odchodzę – mówi Karolina i dodaje – Jestem nauczycielką w przedszkolu, nas obiecane podwyżki nie dotyczą. Mają nam za to odebrać dodatek za wychowawstwo. Wolę się nająć jako niania albo wyjechać na Zachód, opiekować się starszymi ludźmi.

Jakie by przyczyny nie były, jedno jest pewne: wielu nauczycieli postanawia zmienić zawód, chętnych na ich miejsce nie ma. Jak kpi jeden z tyskich anglistów: - Nie ma problemu, będą zmniejszali godziny wszystkich przedmiotów, poza katechezą, której będzie przybywać. Bo katecheci zawsze się znajdą, a to, czy mają kwalifikacje, potwierdza nie państwo, tylko kuria. Więc w tygodniu będzie 10 godzin katechezy, jedna angielskiego, dwie polskiego, jedna w-f-u, jedna matematyki i tak dalej. Wymarzona szkoła ministra oświaty Dariusza Piontkowskiego.

Joanna Noras

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy