Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że Dzień Górnośląskiej Flagi to dobra inicjatywa?

Naszym tropem

Komunijny szał

Nieubłaganie zbliża się czas I komunii, okres wyczekiwania przez (niemal) wszystkich drugoklasistów i urwanie głowy dla ich rodziców. Okres ten można już obecnie porównać do imprezy rangi ślubu, bo wydatki i organizacja często jest do niego zbliżona. Salony zapełniają się kreacjami dla dziewczynek i chłopców, a ich ceny często bliska jest sukniom ślubnym lub ekskluzywnemu garniturowi. W końcu by uczestniczyć w tym wydarzeniu zjeżdża się  cała rodzina i wtedy i rodzice i dziecko chcą się pokazać z jak najlepszej strony. Choć trzeba przyznać, że Kościół stara się ten  szał ukrócić, chociażby wprowadzając zamiast kreacji i popisów mody identyczne alby dla wszystkich dzieci. Ale nie wszędzie.

ilustracja

Pierwszym dylematem jest gdzie taką imprezę urządzić i ile chcemy na to przeznaczyć. Musi być uroczyście - ale to wie każdy. Pytanie na co nam pozwala dostępny budżet i czy chcemy wziąć kredyt na organizacje takiej imprezy.
Najłatwiej i najtaniej jest zorganizować przyjęcie u siebie w domu, ale tu pojawia się problem gdy zaproszonych gości jest dużo, a mieszkanie małe. Domowa atmosfera powoduje, że każdy z gości może poczuć się swobodnie. Ale taki przyjęcie ma też swoje minusy. Bo przecież z jednej strony jest taniej i bardziej swojsko, ale z drugiej strony to większy trud zwłaszcza dla gospodyni, która musi się zając nie tylko wyborem menu, cateringu, ale także wystrojem stołu czy dekoracjami.
W te koszty trzeba też policzyć ewentualne wynajęcie zastawy czy też wcześniej zorientować się od kogo będziemy mogli pożyczyć krzesła. Podliczając to wszystko, może się okazać że koszt takiego przyjęcia u siebie, może niewiele różnić się od kosztu imprezy w knajpie. No chyba że gospodyni zdecyduje się zakasać rękawy i ugotuje wszystko (lub prawie wszystko) sama - ale decydując się na taki wariant ma ona dwie (lub więcej) noce z głowy, bo przecież jeśli ma być impreza po polsku to wszystkiego musi być do oporu. W konsekwencji całego przygotowania, tak naprawdę pół śpiąca mama nie będzie w pełni świadomie uczestniczyć w jednym z najważniejszych dni swojej pociechy.
Ci, którzy cenią sobie wygodę i mają większy budżet, łatwiej zapewne decydują się na przyjęcie w restauracji. Choć droższe, to organizacja tam uroczystego obiadu sprawia, że odpada nam wiele obowiązków, których byłoby sporo przy przyjęciu w domowym zaciszu. O ile oczywiście mieszkanie, po którym kręci się 30 ludzi można nazwać zaciszem! Ale gdy zdecydujemy się na ten wariant, zabierzmy się za rezerwacje i wybór lokalu wcześniej, gdyż pamiętajmy - nie tylko nasze dziecko ma komunie, wiec wraz z upływającym czasem wybór będzie coraz mniejszy. Sprawdziliśmy, w drugim tygodniu kwietnia w Tychach zarezerwować miejsce na komunijny obiad było już naprawdę trudno. Są jednak i  takie restauracje, które mając swoje żniwa, upychają koło siebie komunie, jak śledzie w beczce. Na jednej sali jednocześnie sześć imprez nie  jest niczym niezwykłym.
Kolejnym plusem obiadu w restauracji jest brak sprzątania po uroczystości - a tego nikt nie lubi. Pozwólmy wiec żeby ktoś zrobił to za nas. W wyborze sali kierujemy się głownie budżetem i menu, ale równie ważna jest też lokalizacja - najlepiej było by gdyby restauracja była niedaleko kościoła. By dziecko (dzieci) nie nudziło się wśród dorosłych gości, warto jest zatrudnić na ten dzień animatora który zorganizuje czas najmłodszym- takie rozwiązanie oferuje coraz więcej lokali.

Prezent idealny

Dylematem każdego z gości jest wybór odpowiedniego prezentu dla dziecka. Każdy z gości marzy, by na widok jego prezentu dziecko aż oniemiało z zachwytu. Nie jest tajemnicą, że na przedzie listy prezentowej są zawsze „koperty”, ale wielu dorosłych wychodzi z założenia, że to taki prezent, jak nie wiadomo co kupić. Wiec do koperty często jest jakiś dodatek, coś ekstra. Wiele lat temu każde dziecko marzyło by dostać rower lub zegarek, potem była moda na telewizory, konsole i komputery, potem przyszedł szał na quady.
A jakie prezenty obstawiają tegoroczni krewni? Złoty medalik, kolczyki czy ładnie wydana Biblia to takie żelazne klasyki – ale dzieci nie cieszą. Wraz z rozwojem technologii, prezenty komunijne również się zmieniły. Teraz każdy 8-latek marzy o okularach VR albo smartwatchu, ale na pewno żadne dziecko nie pogardzi najnowszym tabletem, laptopem czy smartfonem. Chociaż dziecko się nie obrazi jak dostanie kolejną elektroniczną, zabawkę to będzie to tylko jeden
z wielu podobnych, który dostał na urodziny czy święta. Wiec nie będzie tam żadnego WOW.
Od kilku lat można też kupić na różnych stronach vouchery na przykład na wejście do escaperoomu lub laserowego paitballa, albo latanie w tunelu aerodynamicznym. Oczywiście trzeba najpierw porozmawiać z rodzicami czy akceptują prezent takiego typu. Fajnym pomysłem może okazać się też niebanalna familijna gra w którą można zagrać z całą rodziną- na pewno taki prezent nie tylko pozwoli zacieśnić relacje rodzinne, ale też spędzić miło czas. Lepiej jest na pewno gdy dziecko ma jakąś pasje, hobby i wtedy też łatwiej kupić coś pasujące do niego- na przykład gdy dziewczynka lubi tańczyć albo śpiewać, to sporą radość może jej sprawić buty do tańca albo zestaw do karaoke. A jeśli w domu mamy małego fotografa to może aparat lub kurs fotograficzny?

Po VII - nie kradnij!

Gdy już dzwony ucichną a goście pójdą do domu rodzi się dylemat co zrobić z pieniędzmi, które dostało dziecko w prezencie na komunie. Teoretycznie dziecko jest często bogatsze o kilkaset do kilku (bywa, że kilkunastu!) tysięcy złotych. Rodzice często biorą pieniądze z kopert, by dziecko po prostu ich nie przepuściło, niektórzy wpłacają je na konto oszczędnościowe dziecka, a inni uważają że mogą rozporządzać bądź co bądź majątkiem dziecka - bo przecież to ono otrzymało te pieniądze. Rodzic przecież poniósł (często wysokie) koszty organizacji przyjęcia, więc musi jakoś to wyrównać, załatać dziurę budżetową. Uwaga, to przestępstwo!
Nie jest tak, że kopertowymi pieniędzmi rodzice mogą rozdysponować na dowolny cel. To jak obchodzić należy się z pieniędzmi dziecka, regulują przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Rolą rodzica w kwestii kopert,
a raczej pieniędzy w nich zawartych, jest ich przechowywanie, wiec od razu wyklucza to ich swobodne wydawanie. Niepełnoletnie dziecko nie może jeszcze dysponować swoimi pieniędzmi, ale to nie oznacza że rodzic ma „rozpultać” jego prezent na spłatę raty kredytu lub zakup pralki.
W kodeksie jest napisane, że rodzić ma zarządzać majątkiem swojej pociechy z „należytą starannością”… ale co to oznacza tak na chłopski rozum?
Mniej więcej tyle, że pieniądze które dziecko otrzymało są wyłącznie jego własnością i chociaż z racji wieku nie może dostać całej kwoty do ręki, by jej nie rozpuściło, nie znaczy że rodzic ma prawo wydać pieniędzy dziecka wedle swojego widzimisię. Oczywiście w myśl ustawy można dziecku kupić drobną zabawkę czy też sfinansować naprawę roweru albo komputera, ale jeśli chodzi o wydatki większe, trzeba już na to mieć zgodę sądu rodzinnego, ale wartością nadrzędną jaką należy się kierować to dobro i potrzeby dziecka, które jest właścicielem pieniędzy.
Jeśli mimo to rodzice podejmą kroki by pieniędzmi dziecka opłacić swoje potrzeby, czy to już kradzież? Okazuje się że mamy wtedy do czynienia – zgodnie z kodeksem- z przywłaszczeniem. Przywłaszczenie różni się tym od kradzieży, że nie jest to odebranie rzeczy należącej do innej osoby, a tylko dysponowanie czymś należącym do kogoś innego.
I za ten czyn kodeks przewiduje od 3 miesięcy do nawet 5 lat więzienia. Sama nie wyobrażam sobie sytuacji że dziecko pozywa swoich rodzicieli do sądu z powodu przywłaszczenia  przez nich jego pieniędzy, ale świat już nie takie rzeczy widział, wiec lepiej wiedzieć czego nie robić i jakie konsekwencje rodzicom
w takim przypadku mogą grozić.

Czemu w maju?

Pierwotnie zwyczajowo dniem I komunii był Wielki Czwartek – dzień w którym Chrystus ustanowił eucharystię, komunię właśnie. Ale ten sam dzień jest ustanowieniem sakramentu kapłaństwa, i gdy jednocześnie była I komunia  - przesłaniała go zupełnie. Więc Kościół przesunął ją na późniejszy termin. Maj.
Dla Kościoła najważniejszym elementem tego dnia jest oczywiście jego wymiar duchowy – i tak na I komunię patrzą ludzie głęboko wierzący. Prezenty i uroczystość (agape) to tylko dodatek. Ale (podobnie jak w przypadku świąt Wielkiej Nocy czy Bożego Narodzenia) coraz częściej to już tylko zwyczajowość, do komunii przystępuję dzieci rodzin, które w kościele praktycznie nie bywają. I dzieci te tak  naprawdę po „zaliczeniu” komunii i prezentów szybko też przestają się komunią interesować. Przecież  liczba dzieci, które w III, IV i kolejnych klasach podstawówki, gimnazjum, liceum rezygnują z katechezy,  stale rośnie.
W zasadzie chrzest, I komunia i ślub to  trzy wydarzenia w życiu, którym większość z nas wciąż nadaje wymiar religijny. Ale jak często można usłyszeć u  dziewczyny, że ślub koniecznie kościelny, bo… chce mieć suknię z welonem, tak 9-latek często bardziej cieszy się na prezenty, a nie na przyjęcie Pana Jezusa pod postacią chleba. Jedni mogą nad tym ubolewać, inni się cieszyć, ale I komunia to też coraz częściej tylko element naszej tradycji i obyczajowości.

Ile to kosztuje

Komunia to wydatek zazwyczaj rzędu powyżej 2000 złotych, nawet przy małej liczbie gości. Najtańsza oferta obiadu komunijnego to około 50 zł na osobę, najdroższe (jak wystawne wesele w drogiej restauracji) – ponad 200. Do tego buty, najtaniej jakieś 60 zł. No i dochodzi komunijny strój (najtańsza jest alba, ale zdarzają się i „suknie komunijne” za ponad 1000 zł), pozostałe „rekwizyty” (świeca, różaniec itd.).
Sam sakrament jest darmowy, ale istnieje „dar ołtarza” (teoretycznie w dowolnej wysokości oraz opłata kościelna (od 50 do 200 zł), między innymi na wystrój kościoła. Zdarza się, że dar ołtarza ujęty jest w tej kwocie. Czasem fotograf też jest
w nią wliczony, czasem stanowi koszt osobny.
Najtańsza komunia to więc nieco poniżej 1000 zł (200 zł alba plus buty, 150 - „rekwizyty”, około 150 opłata i zostaje 500 na poczęstunek dla kilkunastu osób w domu. Najdroższa? Górnej granicy nie ma, bo kto bogatemu zabroni. Zwłaszcza, jeśli wydatki zaczynają się od takich sukni, jakimi dziewczynki –a częściej ich mamy- chwalą się na Instalgramie.

Wywiad

ilustracja

Chcę pokazać kłamstwa i hejt!

 W ciągu zaledwie kilku dni, od 8 czerwca, tyski lekarz Dawid Ciemięga zebrał w internetowej zbiórce niemal 50 000 złotych na film o antyszczepionkowcach, który zamierza nakręcić. Zbiórka wciąż trwa a Ciemięga jest zachwycony odzewem. Nie tylko z powodu wysokości kwoty – raczej dlatego, iż odzew ten jest dowodem, że według wielu z nas taki film jest potrzebny.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Miasta Duchów

Czy to cień, czy jeniec były, polski, niemiecki, sowiecki? Czy to wiatr, czy echo dawnych salw? Wiatr hula, historia zawodzi, zwiedzać, czy brać za pas nogi? Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Turystyka to nie tylko piękne pałace, strzeliste góry, czyste jeziora. Są tacy, którzy wolą zwiedzać miejsca ludne niegdyś, a dziś wymarłe. Miasta widma. Wiele takich na świecie, ale i na zachodzie Polski, na dawnych terenach niemieckich, także parę znaleźć można. Zapraszam do miast wymarłych.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bóbr i żubr – dwa bratanki

Zanim komuś strzeli pomysł, żeby wybrać się na polowanie, proponuję sprawę wrzucenia żubra czy bobra na talerz zgłębić nieco bardziej. Miało być sezonowo – to będzie, powiem więcej – będzie i sezonowo i modnie. Otwartą głowę warto mieć zawsze – trzeba tylko pamiętać, żeby przy okazji nie wpadało do niej co bądź. Dlatego też to, co wpadło ostatnio niektórym smakoszom narodowym spróbuję przeanalizować i...przetrawić, wbrew zaleceniom - na chłodno.

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Grosz do grosza…

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest, gdy masz pieniądze na przyzwoite zakupy, ale są one w maleńkich nominałach. Grosz, dwa grosze, pięć groszy, dwadzieścia to już grubsza kasa. Dysponuję takimi zawsze, bo mój maż ma dziwny zwyczaj zbieractwa, a raczej porzucania po domu w przeróżnych miejsca drobnych monet, które ja, wychowana w szacunku do pieniądza, zbieram do wielkiego słoika… i zawsze mam dylemat, co zrobić z zebranymi miedziakami. No to dzisiaj sprawdzę, ile są warte. Ruszam w miasto!

więcej

Partnerzy