Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że dzieci nieszczepione nie powinny być przyjmowane do szkół i przedszkoli?

Naszym tropem

Strach się bać!

Śląska demonologia w telegraficznym skrócie

ilustracja

Jak w każdej kulturze, również Śląsk ma swoje mroczne tajemnice i postacie. Pytaniem jest czy my mieszkańcy znamy legendy i wierzenia ziem, na których żyjemy. Teraz nikomu nie spędzają snu z powiek, ale kiedyś, całkiem jeszcze niedawno, nawet nie wiek temu, wierzenia o nich przekazywano sobie z ust do ust drżąc przy tym z trwogi. Może poznawszy legendy, będziemy wiedzieć jak się ustrzec gdy zaskoczy nas strzyga w ciemnej uliczce?

Skarbnik

Jeśli zapytamy kogoś spoza regionu, z czym kojarzy mu się Śląsk, to z pewnością powie że
z węglem i kopalniami. A jak kopalnie, to wypada wspomnieć tu postać zwaną Skarbnikiem. Jest to taki duch podziemi, a spotkać go można w kopalnianych korytarzach. Objawiał się on ludziom pracującym pod ziemią czyli górnikom, ale był on im przychylny, jeśli przestrzegało się pewnych zasad. Zazwyczaj opisuje się go pod postacią staruszka, z długą siwą brodą, czasem ubranego w górniczy strój. Nie pojawiał się zawsze, ale wtedy gdy pracującym na dole zagrażało jakieś niebezpieczeństwo, na przykład zalanie lub pożar.
Ale biada temu, kto nie stosował się do zasad skarbnika, bo taki człowiek mógł też zostać ukarany za niestosowne zachowanie. A czego nie można było robić? By nie rozgniewać skarbnika nie można było się głośno zachowywać, być wulgarnym czy na kacu, trzeba było pomagać sobie nawzajem i nade wszystko nie być leniwym, a do pracy zabierać się z zapałem. I pod ziemią nie gwizdać, za to skarbnik ponoć bił w pysk.

Zapraszam do wody!

W akwenach zaś żyją podstępne utopce (utopiec, utopek).
W normalnej postaci łatwo go poznać po jego wyłupiastych rybich oczach, zielonkawych zębach
i rozczochranych, pełnych trzciny, włosach. Wiele wierzeń ludowym mówi o tym że utopek miał też wygląd normalnego człeka, ale jeśli z jego lewego rękawa skapuje woda, to znaczy że mamy prawdopodobnie do czynienia
z wodnym demonem. Czasem też przyjmował postać pożądanych przedmiotów, tak by skusić swoją ofiarę i nakłonić ją by weszła do wody. Takie wejście do wody za utopkiem mogło się skończyć fatalnie.
Ale człowiek nie był bezbronny w starciu z demonem, jak już dojdzie do bitki warto wiedzieć, że utopek jest wrażliwy na cios ślubnym guzikiem lub też pięścią lewej ręki. Uderzenie prawą ma za nic! By nie dopuścić do spotkania z tym mieszkańcem jeziora, należało nosić przy sobie różaniec lub szkaplerz, a przed wejściem do wody przeżegnać się. Najważniejszy utopiec mieszkał w Bieruniu, zresztą na tutejszym rynku stoi jego pomnik.
Gdy następnym razem usłyszysz hulający na zewnątrz wiatr wsłuchaj się z niego, być może usłyszysz jej płacz i zawodzenie. To płacze Meluzyna. Co ciekawe, Meluzyna przywędrowała do nas z bardzo daleka, bo z Francji, gdzie była to czarodziejka przemieniająca się w węża. Zgodnie z legendą była założycielką rodu de Lusignan, przez krótki czas bardzo wpływowego bo Guy (Gwido) de Lusignan był królem Jerozolimy. To ten nieudolny król, znany wszystkim, którzy widzieli „Królestwo niebieskie”.
Jednak śląska Meluzyna od swojej francuskiej protoplastki wyewoluowała w stwora zupełnie innego. Kim jest u nas ta płacząca w wietrze niewiasta i dlaczego płacze? Teorii jest dużo, począwszy od dziewczyny, która zapragnęła mieć tak wiele koszul, że szyła je nawet w niedziela i za to, że nie uszanowała dnia świętego, została zamieniona w wietrzyk. Legenda mówi również o dzieciobójczyni oraz o kobiecie, którą mąż wyrzucił z domu, zabraniając jej kontaktu z dziećmi, a jej tęsknotę za potomstwem ma wyrazić płacz, który słyszymy w szalejącym wietrze. Sposobem by utulić płacz Meluzyny miało być wysypanie na wietrze garści mąki lub soli, tak aby wietrzny demon mógł nakarmić swe dziatki. A może ona płacze, bo się na Śląsk zaplątała i nie potrafi nad Loarę wrócić?

Bebok mniej straszny, ale ta Strziga!

Bebok którym jeszcze 40 lat temu powszechnie straszono dzieci, był małą złośliwą postacią, która siedziała na strychu lub pod łóżkiem. Rodzicie straszyli nim swoje pociechy aby je zdyscyplinować i by zachowywały się grzecznie, nie łobuzowały. Bebok miał bić dzieci i sprawiać wiele kłopotów w gospodarstwie i domostwie. Według niektórych wierzeń bebok miał też zabierać niegrzeczne dzieci z sobą w jutowym worku, by potem je zjeść. Tak naprawdę nie wiadomo do końca jak wyglądał taki Bebok, bo ile rodziców tyle historii, raz był mały czarny z dużymi oczami, raz miał trzy głowy. Gdy już doszło do spotkania Bebok vs dziecko, można było próbować ofiarować mu jakieś przysmaki, ale lepiej było być grzecznym, tak by Bebok nie udawał się do dziecięcej sypialni.
Nie tylko w Transylwanii można się natknąć na wampiry, ale w naszym regionie zwane są strzigami, a ich wizerunek różni się od tego z filmów o Draculi. Jednak w tym, że w kontakcie z nimi trzeba być niebywale ostrożnym, nic się nie zmieniło. Strzigi nawet leżąc w grobie były bardzo niebezpieczne - potrafiły wysysać życiodajną energie nawet spoczywając w trumnie, ssąc swe palce lub koszulę, tym samym osłabiając członków rodziny, którzy jeszcze byli wśród żywych. Ze strzygą mamy do czynienia u dzieci które urodziły się z dwoma duszami, a można je było poznać po zębach na wzór rekinich, bo strzyga/strzygoń miał ich aż dwa rzędy. Lub po znamieniu na ciele. Na pewno ci z wadami zgryzu mieli ciężko w tamtych czasach. Zapobiegliwi rodzice, by wykluczyć narodzenie się demona, nadawali dzieciom na chrzcie podwójne imiona i to miało chronić przed przejęciem przez demona dziecka. Nie różniły się niczym szczególnym od innych żyjących w miasteczku osób, ale za to łudząco przypominały wyglądem osoby niedawno zmarłe.
I jak się tu cieszyć, że wnuk wdał się w dziadka?
Zagrożenie urodzenia się strzygi wzrastało do nieprawdopodobnego poziomu, gdy w miasteczku szalała zaraza, która pochłaniała setki istnień. By stuprocentowo upewnić się, że demon nie zamieszkuje ciała zmarłego, rozkopywano groby by sprawdzić, czy zwłoki dalej się tam znajdują. Ale by nie musieć rozkopywać grobu i jednocześnie uchronić się przed złem wcielonym, umieszczano karteczkę z imieniem pod językiem nieboszczyka, obcinano mu głowę, obracano ją twarzą w stronę ziemi, tak, by nawet jak strzyga zechce się wydostać na powierzchnie, to jej się nie uda.

Niy dej sie Diobłowi!

Najgorzej jednak z wszystkich tych straszydeł było spotkać diobła. Według wierzeń, nie tylko tych śląskich, był to anioł uważający się za równego Bogu i z powodu swej pychy został strącony z niebios do piekła. Jego główną misją na ziemskim padole jest kuszenie do grzechu. A nakłania do tego przebiegle, obiecywał wszystko człowiekowi, ale nie należy mu ufać, bo swoje obietnicę spełnia pokrętnie. Przykładem może być podanie o tym, jak diobłowi udało się nakłonić do grzechu pewną kobietę, w zamian za to chciała od diabła czerwone pończochy. Gdy już przyszedł czas spełnienia obietnicy przez diabła, ten obrócił kobietę
i oskórował je nogi tak, by zdawało się że ma czerwone pończoszki. Nikt jeszcze nie skorzystał na paktowaniu z diobłem, a jak już się z nim chcesz układasz, to uważac należy czego się pragnie, bo życzenia czasem się spełniają, niestety zazwyczaj nie tak, jak sobie tego życzyliśmy.
A jak wyglądał taki dioboł? Czasem pokazywał się pod postacią psa, czasem niczym nie różnił się od zwykłego człowieka, jednak spod pukli włosów czasem wysuwał się róg,
a w bucie zamiast stóp miał kopyto. Istnieje teoria, że Bebok to taki pies diobła na dzieci.
Wierzenia o demonach i duchach miały napominać i przestrzegać ludzi przed niebezpieczeństwem, które może nadejść, gdy nie będę przestrzegać pewnych zasad moralnych i dobrego obyczaju. Utopce służyły temu by zachować ostrożność przy wchodzeniu do wody. Skarbek nie inaczej - miał uczyć etyki pracy pod ziemią i zasad BHP - darcie ryja czy bycie na rauszy 50 metrów pod ziemią mogło spowodować nie lada katastrofę. Dzieci miały być grzeczne i ułożone w tym rodzicom pomagał Bebok. A postać diobła miała przestrzegać przed grzechem i pokazaniu nieprzyjemnych skutków czynienia złych uczynków. Tak wiec potwory miały pomagać dyscyplinować i ciągnąc do zachowań odpowiedzialnych i dobrych.
To oczywiście tylko niewielki wyjątek śląskiej, całkiem rozbudowanej, demonologii. Bo przecież była jeszcze choćby Połednica, był Fojermon, była Mamuna ale były też różne stwory pożyteczne, jak choćby Jaroszek. Nie, nie był to mały agitator wegetarianizmu.

Połednica…

Pierwszą bohaterką jest połednica/południca zwana też rżaną babą. To demon kobiecy, który zazwyczaj spotkany nie miał dobrych zamiarw. Biada wszystkim tym, który w południe podczas upalnych dni pracowali w polu, lub lenili się, śpiąc nie osłonięci przed słońcem. Prace w samo południe w tym kontekście można by powiedzieć, była zajęciem brawurowym i głupim. Połednica czasem przybierała postać wiru powietrza, innym razem objawiała się pod postacią bladej lecz pięknej niewiasty, ubranej na biało. Ale piękna cielesność połednicy była tylko fatamorganą, zasłoną dymną dla jej prawdziwego oblicza, a było ono nie tak atrakcyjne - tak naprawdę połednica była brzydką, wręcz wychudzoną starą babą.
Ale jej atrybutem zawsze był sierp, który miał nieść śmierć nieszczęśnikom, których znalazła na polu. Nie zawsze spotkanie
z tą panią kończyło się śmiercią, czasem kończyło się tylko na omdleniu czy bólu głowy. Czasem miała też worek na plecach do którego wrzucała porwane przez siebie dzieci, które oddalały się od swoich rodziców lub zostały pozostawione przy miedzy gdy rodzice pracowali w polu. Takie dzieci pozostawione bez opieki czekała straszliwa śmierć - demon miał je zakopywać żywcem.
Południcy również lubiły się zabawić i to kosztem swojej ofiary. Zadawały swoim ofiarom różnorakie zagadki, gdy znałeś odpowiedź to dobra nasza, ale gdy się pomyliłeś, czekała cię rychła śmierć z rąk tego demona. Ci co odpoczywali w słońcu również nie mieli lekko- gdy takiego „lebra” napotkała połednica to od razu zaczynała go dusić, czasem kończyło się tylko na oparzeniu. Pytanie jak się ustrzec połednicy? Najprościej było unikać pracy
w polu w południe zwłaszcza wtedy gdy na dworze skwar.
 Kim była połednica i skąd się wzięła? Mówi się że połednice to kobiety które zmarły w dniu swojego ślubu, krótko przed nim lub też w trakcie swojego wesela. Zaś tak naprawdę była zapewne … udarem słonecznym, a ubranie go w postać demona miało lepiej oddziaływać na wyobraźnię ludzi prostych. Ale co udar ma wspólnego z dziećmi? Nic, pewnie chodziło o przestrogę, by nie zostawiać dzieci bez opieki.

I nocnica

Kolejnym czarnym charakterem jest zmora, w naszym regionie znana jako nocnica i jest to demon, który miał powstać z duszy człowieka grzesznego lub potępionego. Czasem zdarzało się tak że nie trzeba było umrzeć, by stać się nocnicą. Człowiek- zmora przepełniony złością, żalem i chęcią zemsty, mógł nawet nie wiedzieć, że co noc jego dusza odrywa się od ciała poszukiwać pomsty. Według niektórych wierzeń zrośnięte brwi lub też heterochromia (tęczówki o różnej barwie) skazywały człowieka na bycie zmorą. Wraz z wkroczeniem na tereny Śląska chrześcijaństwa, uwierzono, że pomyłka przy chrzcie w wypowiedzeniu imienia lub też pomyłka przy modlitwie na łożu śmierci skazywała duszę na bycie zmorą.
Nocnica jest nocnym wampirem który wślizguje się przez otwarte okna pod postacią komara bądź ćmy, a gdy już zniewoli swoją ofiarę podczas snu, zaczyna swoją ucztę. Siada na swojej ofierze pozbawiając ją
w ten sposób tchu i żywi się krwią wypływającą z nosa,
a czasem wgryza się w żyłę pulsującą na skroni. Całe zdarzenie jest na tyle męczące dla ofiary, że sen nie przynosi jej należytego wypoczynku. Ale nocnice nie tylko dorosłych dręczyły, dzieci też (zwłaszcza niemowlęta) - często je podduszały, szczypały lub sprowadzały na dzieci różne choroby. Gdy dziecko nie mogło zasnąć i przeraźliwie płakało - prawdopodobnie dokuczała mu nocnica. Zmora po sytej uczcie szybko musiała wrócić na swoje miejsce czyli do swojego ciała. Często w tym celu porywała konia z pobliskiej stajni, ale koń na usługach zmory często po długim morderczym galopie po prostu zdychał.
By się bronić przed zmorą, trzeba było zmienić swoje senne przyzwyczajenia, na przykład kłaść się odwrotnie w łóżku (głowa „w nogach”) lub po prostu spać na brzuchu, by utrudnić ucztowanie zmorze. Innym dobrym sposobem było wieszanie lustra w sypialni - podobno demon był tak szpetny, że gdy zobaczył swoje oblicze w lustrze, brał nogi za pas. Ale zwierzęta też trzeba było chronić, bo przecież nie każdego stać, by raz
w miesiącu tracić jednego dobrego konia. W tym celu wieszano truchło sroki nad wejściem do stajni. Zmora nieco różniła się od opisywanej wcześniej połednicy, ale też przyjmowała postać kobiecą. Była to długonoga, wysoka kobieta, prawie przezroczysta, w nocy przez jej ciało z łatwością przedostawały się promienie księżycowego światła.


Mamuna i jej podciep

Kolejną złą kobietą demonem była mamuna zwana też dziwożoną. Była zagrożeniem głownie dla kobiet w ciąży oraz świeżo upieczonych matek. Często porywały one dzieci tych kobiet, w zamian obdarowując położnice swoim podciepem, który był brzydki bądź też upośledzony. Rodzice w celu odpędzania mamuny wiązali dzieciom czerwone wstążeczki na nadgarstkach lub kostkach.
Działanie mamuny nie ograniczało się tylko do kradzieży dzieci, podejrzewano również że jej czary mogą powodować chorobę dziecka lub nieszczęście w domostwie. Postać mamuny miała też cel porządkowy - dyscyplinowała ona niegrzeczne dzieci. Można powiedzieć że była w tym przypadku Bebokiem numer dwa.
Mamunę można było spotkać na podmokłym terenie, uwielbiała się taplać w zbiornikach wodnych niedaleko domostw. Zajęciem rozpoznawczym było pranie przy pomocy swojego obwisłego (do kolan) biustu, nie należało jej w tej czynności przeszkadzać, bo karą była śmierć
w akwenie. Ale skąd było wiadomo, że dziecko leżące w kołysce jest dalej twoim dzieckiem,
a nie podrzutkiem? Te podrzucone przez mamunę miały za małą lub za dużą głowę i nieproporcjonalnie duży brzuch, co wiązało się z nieopanowanym apetytem. Zazwyczaj też na całym ciele dziecko miało dużo włosów. Co najsmutniejsze podciepy mamuny nigdy nie dożywały dorosłości. Dziwożonami stawały się kobiety, które zmarły w trakcie ciąży lub też zaraz po urodzeniu dziecka.

Droga heksy

Heksa czyli inaczej mówiąc czarownica różniła się od innych demonów, ponieważ ona z pełną świadomością wkraczały na demoniczną drogę, były właściwie półdemonami. Ale podejrzenia
o byciu heksą mogły paść na każdą kobietę, która była mądrzejsza od innych. Zresztą ludzie w małych miejscowościach i na wsiach byli w swych osądach bardzo przewrotni: gdy ktoś
z rodziny był bardzo chory, to szło się po pomoc do zielarki, by kilka dni później, gdy chory doszedł do siebie oskarżyć tę kobietę o bycie wiedźmą.
Heksa była bardzo humorzasta, czasem potrafiła zdenerwować się z byle powodu, a że była popleczniczką samego diobła, to jej gniew mógł mieć tragiczne skutki dla pojedynczych osób ale też dla całej wioski. Nie tylko potrafiła rzucić na kogoś urok czy ciężką chorobę, ale też sprowadzić na wioskę różnorakie kataklizmy. Ale czerwona wstążka na lewym nadgarstku miał odstraszać jej moce. Ale również ostrzegano by nigdy nie „kombinować” z mlekiem po zachodzie słońca czyli nie wolno było kupować, sprzedawać ani pożyczać mleka po zmroku. Twierdzono że w mlecznej sprawie po zmroku chodzą tylko wiedźmy.
Jakby nie było, czarownica niczym się szczególnym nie różniła od innych mieszkańców, ale można było ją zidentyfikować, obserwując ją przez dziurę
w trumiennym wieku. Ale komu by się chciało siedzieć w trumnie cały dzień i obserwować? Księża mieli lepsze stanowisko obserwacyjne ponieważ mogli zobaczyć prawdziwe oblicze heksy, patrząc przez monstrancje. W kościele był też specjalny klęcznik na którym w pasterkę  można było zobaczyć prawdziwe oblicze heksy.

Panny dwie

Choć na Śląsku nie znane jest pojęcie rusałek, to w naszym regionie funkcjonowały jego odpowiedniki czyli Panna Leśna i Panna Wodna. Ta pierwsza była demonem żyjących w leśnej gęstwinie, raczej nie przychylnym ludziom. Jej ofiarami padali głownie młodzi mężczyźni, których lubiła wprowadzać w leśne gęstwiny, ciernie. Gdy młodzian opadał z sił, wtedy zaczynała się uczta panny leśnej która wypijała krew chłopaka. Często też można było je zaobserwować jak urządzały na leśnych polanach zmysłowe tańce.
Druga z panien nie była aż tak negatywnie nastawiona do ludzi, ale to nie oznacza że czyniło
z niej to pozytywną bohaterkę. Również lubiła wodzić do wody mężczyzn, chociaż w niczym nie przypominała posągowej piękności. Była wielkości 3- letniego dziecka o rybich oczach. Pojawienie się jej zawsze oznaczało złe wiadomości - czyjąś śmierć lub ciężką chorobę. Nienawidziła wulgaryzmów. Gdy ktoś klął bez opamiętania, wzbudzał u panny wodnej niewyobrażalną irytacje która mogła się skończyć utopieniem, zalaniem budynku lub też gospodarstwa. Może dlatego Ślązacy prawie w ogóle nie używali wulgaryzmów?

Fojermon – nie tylko strażak

Fojermon jest równie mroczną i niepokojącą postacią, zwłaszcza jeśli chodzi o jego aparycje, był to wysoki chłop z płomieniem zamiast głowy, a z jego brzucha
i szyi buchał ogień. Czasem głowę trzymał  pod pachą. Adam Podgórski, autor (wraz z żoną) „Mitologii Śląska - przywiarki ślónskie” twierdzi, że za życia Fojermon był wielkim panem, właścicielem ziemskim, który krzywdził chłopów lub duszą nieuczciwego geodety, który swymi pomiarami pozbawił ich części ziemi. Utożsamiani byli też z duszami ludzi który znęcali się nad zwierzętami, zwłaszcza końmi.
Fojermony długo musiały pokutować za swoje grzechy, często kręcąc się bez celu po okolicznych polach, bagnach i trzęsawiskach. Czasem taki demoniczny człek był pomocny gdy gospodarzowi było potrzebne światło w nocy, ale trzeba było wiedzieć jak go wezwać. Fojermon zjawiał się na trzy gwizdnięcia, oświetlał okolice i tym samym ułatwiał wykonanie niezbędnej pracy na polu gdy zapadała ciemna noc, ale za pomoc oczekiwał również podziękowania - taka wdzięczność mogła okazać się zakończeniem jego pokuty. Brak wdzięczności dla ducha za udzieloną pomoc wiązał się z oparzeniem, utopieniem niewdzięcznika lub też pożarem jego gospodarstwa.
Postać Fojermona wiąże się ściśle z pojęciem błędnych ogni, które były utożsamiane z duszami które pokutowały za swe grzechy w czyśćcu lub czeluści piekieł.
W zależności od wagi grzechu świeciły jaśniej bądź ciemniej. Ludzie śledzących ogniki często gubili się na bezdrożach, a wszystko dlatego że wierzono, że niektóre mogą strzec zakopanych skarbów. Słowem Fojermon określano też jednak … strażaka, za niemieckim wzorem.

Uczynny demonek

Ostatnim ale i najsympatyczniejszym mężczyzną w naszym zestawieniu będzie Jaroszek. W Polsce znany był jako Bożątko. Był polnym duszkiem, który czasem przybierał postać kuropatwy albo zająca
i wodził ludzi na manowce, czasem na bagna co mogło skończyć się utonięciem. Miał postać małego, ubranego jak chłop dziadka z długą brodą, ale mógł też przybierać zwierzęcą postać miedzy innymi kota, psa bądź szczura.
Ale gdy się Jaroszka złapało, stawał się domowym pomocnikiem. Wtedy miał swoje miejsce bytowe za piecem albo na strychu. Gospodyni która chciała sobie zaskarbić pomoc Jaroszka, stawiała na piecu miseczkę z mlekiem i resztkami
z domowego stołu. Jego obecność w domu zapewniała dostatek
i niezbędną pomoc w obowiązkach domowych, których było niemało. Duszek darzony szacunkiem przejmował część obowiązków gospodyni, miedzy innymi strzegł domu i obejścia, a także opiekował się zwierzętami gospodarskimi.
Ale gdy zaniedbywano go przez dłuższy czas, jego zemsta była dosyć dokuczliwa - potrafił on tłuc naczynia czy bić dzieci, lub wręcz wyprowadzał się z domu czując się niepotrzebnym. Wraz z odejściem Jaroszka w domu mogły pojawić złe moce w postaci zmor czy strzyg, które Jaroszek na odchodne zaprosił do nieprzychylnemu mu już domu.
***
Mitologia śląska była trochę mieszanką mitologii słowiańskiej, trochę germańskiej w której kręgu się znajdowała, wiec ciężko jest określić, które wierzenia były typowo śląskie, a które były tylko zapożyczone z innych kultur
i rejonów. Mityczne czasem bardzo złowrogie stworzenia miały tłumaczyć ludziom prostym czasem trudne do pojęcia zagadnienia, a czasem uczyć kultury i szacunku dla innych. Miały przestrzegać przez czynieniem zła i przez zachowaniami niebezpiecznymi.

Karolina Gąsior  

 

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bażant dla każdego

Kiedyś podawany jako rarytas przeszedł długą i trudną drogę kulinarną, żeby po wielu latach znów wrócić do naszego menu. Znów jako rarytas. Zdaję sobie sprawę z tego, że bażant traktowany jest jako zbyt wyrafinowany, trudno dostępny i drogi przysmak – usłyszałam nawet, że wręcz „pretensjonalny”. To nie jest do końca prawda, choć znając jego losy (ostatnie sto lat omal nie skończyło się dla niego tragicznie) podejrzewam, dlaczego myślimy o bażancie jakby dalej chadzał wyłącznie po sarmackich stołach. Skoro mamy dostęp do kawioru, możemy w każdej chwili skoczyć na sushi lub ramen, albo w formie ciekawostki spróbować strusiny w praktycznie każdym większym mieście, to uwierzcie – bażant nie będzie już takim wyzwaniem.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Każdy obcy to wróg - niebezpieczne dzielnice

W każdym mieście mieszkaniec może wskazać miejsce grozy, gdzie strach spacerować gdy zgasną ostatnie promienie słońca. Nie inaczej jest na Śląsku. Powodów z których do niektórych miejsc śląskich miast przylgnęła łatka dzielnic grozy jest wiele, począwszy od biedy, częstych libacji alkoholowych, a na wysokim odsetku przestępstw kończąc. W niektórych miastach przyczyniły się do tego makabryczne wydarzenia, które po czasie urosły do wielkości legend miejskich, skutecznie odstraszających mieszkańców. Czasem by zebrać baty wystarczy być „obcym” na dzielnicy, wiec jak się nikogo tam nie zna, lub nie idzie się w konkretnym zamiarem odwiedzanie kogoś, lepiej się tam nie zapuszczać. A jak wygląda dziś sytuacja w miejscach grozy oraz gdzie się znajdują? Czy miasta starają się zmienić wizerunek tych miejsc?

więcej

Partnerzy