Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy wierzysz, że wpadka polityków PiS-u z materiałami wyborczymi opatrzonymi numerami listy przed ich losowaniem?

Naszym tropem

Byle gdzie, byle co

Podobno nie jemy w domu. W restauracjach też nie. To gdzie?

ilustracja

Według światowych badań agencji Nielsen pobiliśmy jako naród rekord starego kontynentu! Wyobrażacie sobie – wyszło im, że Polacy najczęściej jedzą obiad poza domem. Nie  Francuzi, nie Brytyjczycy, nie Szwedzi, tylko Polacy. Choć każdy, kto tam bywa wie, że ludzie masowo stołują się na mieście, a u nas nawet w godzinach obiadowych restauracje świecą pustkami.

Według tych badań aż 80% Polaków je obiad poza domem. Ale to że jedzą poza domem, nie oznacza wcale że jedzą w restauracji. W ostatnie święta Bożego Narodzenia, a raczej ich drugi dzień nabrałam ochoty, by z mężem i synem zjeść w restauracji. Lubię czasem takie wypady do knajpy, bo jak by to powiedział klasyk, lubię się „tak jakby luksusowo” poczuć. Ale podjeżdżamy do knajpy w Mikołowie- zamknięte, do kilku kolejnych w Tychach – też, także tych, co to je Magda Gessler „wypromowała”. W końcu pojechaliśmy do Piramidy, bo mój mąż uznał, ze co jak co, ale restauracja pięciogwiazdkowego hotelu nie może być zamknięta. Owszem, zjedliśmy, nawet nie tak drogo, jak się obawiałam, choć kuchnia też nie powalała. Po pięciu gwiazdach oczekiwałam jednak czegoś więcej, niż jedzenia smacznego i tyle.
Statystyczny to nie my
Tak więc z faktu, że Polacy jedzą poza domem nie wynika, że spędzamy czas w restauracji, raczej jest to stan w połowie drogi miedzy tanią knajpą, a jedzeniem w domu - czyli wybieramy zazwyczaj wyjście C: kupujemy dania gotowe, które można odgrzać w pracy, albo zadowalamy się kebabem. Do restauracji nasi krajanie chodzą dalej dosyć rzadko, bo zazwyczaj tylko w soboty, a takie wyjście traktujemy jako spotkanie towarzyskie ze znajomymi. Choć jest i tak lepiej niż kilka lat temu wiec trend rośnie. 13 procent społeczeństwa stołuje się w restauracji raz w tygodniu. Wydajemy w nich średnio około 100 złotych miesięcznie, a biorąc pod uwagę, że średnia wielkość rachunku na osobę, który wystawi nam lokal gastronomiczny opiewa (też średnio) na 43 złote, można powiedzieć że statystyczny Polak dwa razy w miesiącu w takim miejscu bywa.
Tyle, że ze statystycznym Polakiem jest tak, jak ze średnim wynagrodzeniem, które wynosi 5 000 złotych. Niewielu ma przecież takie zarobki. Tak więc owo 13 procent, które jada w restauracjach, nabijają nam przede wszystkim mieszkańcy Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania. Tyszanin stołuje się w nich o wiele rzadziej, mieszkańcy Bierunia jeszcze rzadziej, o tych z Ornontowic nawet nie wspominając. Te 13 procent w ogromnym stopniu nabijają mam pracownicy korporacji, instytucji i urzędów z dużych miast. Jedyni w Polsce, stylem życia przypominający nieco Amerykanów czy Francuzów.
Gdzie jemy, co jemy?
Największą popularnością wśród lokali gastronomicznych cieszą się lokale fast food oraz „sieciówki”- średnio odwiedzamy je 35 razy w ciągu roku. W zasadzie jedynymi lokalami, gdzie w Tychach zawsze jest pełno ludzi, są oba McDonaldsy. Nieco mniej w KFC, a normalne restauracje z kelnerem mogą się cieszyć, jeśli klienci siedzą przy więcej, niż dwóch stolikach.
Mieszkańcy dużych miast podchodzą do tego, co jedzą w sposób jakby bardziej świadomy. Wychodzą z założenia, że jeśli jedzenie w lokalu jest smaczne i dobrej jakości, to mogą zapłacić za nie proporcjonalnie więcej. Tam w „macu” widzi się głównie młodzież, a całe rodziny w restauracji.
Restauracja wciąż jednak kojarzy nam się bardziej z miejscem spotkań, niż z jedzeniem. Wyjście do lokalu jest zazwyczaj zaplanowane, rzadziej spontaniczne. Bywalcy knajp z góry wiedzą gdzie i z kim chcą pójść, a decydujące znaczenie przy jej wyborze ma jedzenie i lokalizacja.
Może wpływ na brak bywalców w restauracjach ma też wpływ krótka przerwa obiadowa? W naszym kraju trwa ona średnio 26 minut. To połowa tego, ile na posiłek ma mieszkaniec Portugalii. Tak naprawdę czasem nawet na McDonaldsa czasu za mało, o normalnej restauracji z zamówieniem z karty nie wspominając. Większość z nas spożywa „lunch” równocześnie pracując.
Przyglądając się Amerykanom można pomyśleć, że w tej kwestii jesteśmy daleko w tyle. W 2017 roku mieszkańcy USA wydali na hotele i restauracje około 880 miliardów dolarów, co stanowi
7 procent wszystkich ich wydatków. U nas podstawą żywienia są dalej produkty kupowane w sklepie i w ten sposób wydatki te królują na pierwszym miejscu naszego budżetu. Średnio czteroosobowa rodzina wydaje na jedzenie kupione w sklepach około tysiąca stu złotych miesięcznie.
Wygodny wypad
Dlaczego ludzie lubią chodzić do restauracji? Niektórzy po prostu dlatego, że nie umieją lub nie lubią gotować, a wizyta w knajpie pozwala im się naprawdę zrelaksować i wyzbyć zbędnego balastu związanego z zazwyczaj nieudanymi eksperymentami w kuchni. A niektórzy lubią po prostu być dopieszczani, lubią oderwać się od codziennej rutyny gniazdka domowego, gdzie to zazwyczaj oni obsługują innych i poczuć się na chwile jak królowi których obsługują inni. Często po prostu chodzi o wygodę. Większość z nas znajduje odskocznie od codzienności, dlatego też do knajpy wybieramy się wczesnym wieczorem, ubieramy się wtedy nieco odświętnie, bo to dodatkowo potęguje wyjątkowość chwili.
Jest też inny rodzaj bywalców restauracji. To ci, którzy przychodzą na określone dania, których jak twierdzą nie potrafią ugotować u siebie w domu. Czasem może nawet jest to wykonalne, ale zajmuje to tak dużo czasu, że wydaje się nieopłacalne i lepiej zamówić w sprawdzonej knajpie.
Zazwyczaj bywalcami restauracji są osoby młode i w średnim wieku, najczęściej pary, które nie mają dzieci. Wychodzą one z założenia, że nie opłaca im się gotować dla dwojga, a chcą by posiłek był szybki i w dodatku smaczny. Takie wspólne wyjście pozwala im też zacieśnić więzi. W dodatku pęd życia i wyścig ku karierze nie pozwala im często na gotowanie w zaciszu domowym. Często też mają ochotę na dość wyszukane potrawy, do których składniki są drogie. Taki kaprys mają załóżmy raz w miesiącu, a składniki być może kosztowałyby więcej niż taki posiłek w restauracji.•

Karolina GĄSIOR

 

Wywiad

ilustracja

Wierzę w ten Teatr

Rozmowa ze Sławkiem Żukowskim, reżyserem, aktorem, rysownikiem, malarzem, a nawet muzykiem!

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wio koniku

Przełom XIX i XX wieku to czas, kiedy rozwój cywilizacji bardzo przyspieszył. Mówimy  o nim w kontekście elektryczności, hut, samochodów, samolotów, chirurgii nawet. Tymczasem dla naszych górnośląskich przodków najważniejsze były być może zmiany, które zachodziły w transporcie… konnym. Ponieważ jednak najlepiej znam temat z okolic Mysłowic, będę operował przede wszystkim tutejszymi przykładami.

 

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląska oberiba!

Alka, Delikates Biała, Gabi czy Wiedeńska Biała - coś wam to mówi? No tak. A może po prostu…oberiba? Pewnie części nie trzeba już bardziej tłumaczyć. Tak proszę Państwa - dzisiaj biorę na warsztat kalarepę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

W Kamionce nie chcą szerokiej drogi

Plan zagospodarowania przestrzennego, który burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula pokazał mieszkańcom dzielnicy Kamionka – bardzo się im nie spodobał. Mało powiedziane, na spotkaniu 25 lipca było bardzo gorąco. Padały pod adresem burmistrza i planu gorące słowa. Najwięcej kontrowersji wzbudza szeroka ulica, prowadząca przez środek dzielnicy. Mieszkańcy nie wiedzą, czemu ma ona służyć, ale obawiają się, że stanie się drogą praktycznie tranzytową, a ich spokojna, cicha, wiejska w zasadzie dzielnica zmieni się nie do poznania.

więcej

Partnerzy