Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że dzieci nieszczepione nie powinny być przyjmowane do szkół i przedszkoli?

Naszym tropem

Tyle wytrzyma płyta

Nasze blokowiska zaczną się rozpadać w XXI czy XXII wieku?

ilustracja

Co jakiś czas wraca dyskusja, jak długo postoją jeszcze bloki, wybudowane za Gierka czy Jaruzelskiego. Gdy je stawiano, niektórzy mówili, że są na sto lat. A to by oznaczało,  że takie tyskie osiedla F czy D zaczną się rozpadać za 50 lat. Że nastolatki, które w nich dziś mieszkają, na starość  będą musiały szukać innego lokum!

W krajobraz naszych miast za czasów PRL-u wpisała się tak zwana wielka płyta. Wiele osób nie wyobraża już sobie życia poza nią, bo na blokowiskach życie jest inne, niż na osiedlach domów jednorodzinnych. Za wynalazcę tych geometrycznych wielorodzinnych klocków mieszkalnych uważa się francuskiego architekta Le Corbusiera.
To był pomysł genialny, gdy do miast – w których dynamicznie rozwijał się przemysł - zaczęło zjeżdżać się coraz więcej ludzi, zazwyczaj za lepszym życiem,
a miejsca dla nich zaczęło brakować. Wtedy też powstała wielka płyta, która była niedroga i szybka w budowie. Prężny rozwój miast oraz potrzeba szybkiej odbudowy zniszczonych w trakcie wojny budynków sprawił, że bloki z niej
w naszym kraju przyjęły się z wielkim entuzjazmem.
Aby błyskawicznie budować miasta
Z rejestru strat wojennych możemy wyczytać, że zniszczeniu uległo 294,4 tysiące nieruchomości miejskich, co było połową wszystkich budynków w kraju. Technologie odbudowy były różne, jedne bloki były budowane tradycyjnie, inne
z użyciem prefabrykatów. Końcem lat 50-tych XX wieku zaczęto stawiać osiedla doświadczalne, by sprawdzić wytrzymałość każdej z wymyślonej technologii budownictwa. Wiec nie jest tak, że bloki budowano tylko i jedynie
z „wielkiej płyty”, bo każdy z konstruktorów miał inny pomysł na odbudowę miast. Także w Tychach zresztą osiedla do „C” powstawały zasadniczo tradycyjnie. Ale wielka płyta przebijała się błyskawicznie. W zasadzie bez niej niemożliwy były szybki rozwój takich miast jak Tychy czy Jastrzębie.
Już w 1968 w konkursie na „opracowanie systemu konstrukcyjno- montażowego” zwyciężyła technologia W-70 która została opracowana przez Marię i Kazimierza Piechotków, i niedługo po tym wydarzeniu technologia ta była najczęściej stosowana przy budownictwie mieszkalnym na masową skalę. A takiego rozmachu budownictwa, jak w epoce Gierka, Polska nie zaznała nigdy wcześniej, ani nigdy później.
Niestety, w miarę upływu czasu architekci mieli coraz mniej do powiedzenia, a w całej Polsce zaczęły otwierać się masowo „fabryki domów” (pierwsza została otwarta we wspomnianym Jastrzębiu- Zdroju 17 lipca 1969), które miały produkować gotowe kawałki bloków, coś jak klocki lego, z których potem powstawał dom. Tyską fabrykę domów zaczęto budować dwa lata później.
I tu popis dla architektów
Może powstałe z nie bloki nie są piękne, ale nie należy zapominać że dzięki tej technologii w okresie od 1945 do 1988 zbudowano ponad
7 milionów mieszkań. Nie wszystkie blokowiska są brzydkie - architekci drugiej połowy XX wieku coraz częściej stawiali przed sobą zadanie wybudowania z niej czegoś więcej, niż prostego klocka. Kto mieszka w Tychach lub trochę je znam doskonale wie gdzie znajduje się „Brama Słońca” – przecież
w technologii W-70 zbudowana, a jakże charakterystyczna i niezwykła.
Ponadto zazwyczaj bardzo dobra lokalizacja blokowisk do dziś stawia te osiedla jako jedne z najlepszych miejsc do życia. Osiedle Tysiąclecia (projekt Henryka Buszka, Aleksandra Frante oraz Tadeusza Szewczyka) z początku lat 60. zakładał osiedle przypominające park krajobrazowy. Przez swe położenie w zieleni oraz niebanalny kształt budynków rzeczywiście tak było, do dziś „Tauzen” jest uważany za jedno z najlepszych miejsc do życia
w naszym województwie.
 W dwudziestym pierwszym wieku bloki zaczęły też być w różny sposób upiększane, na przykład przez malowanie na pastelowe kolory elewacji czy też miejskie murale. Tak to największe budynki mieszkalne stały się płótnem dla artystów XXI wieku.
Ile jeszcze wytrzymają?
Niestety budynki wybudowane w latach 60-tych ubiegłego wieku zbliżają się do sześćdziesiątki – a wielu budowniczych twierdzi że wielką płytę wybudowano na około 100 lat. Jeśli bloki - jak
z tych wyliczeń wychodzi - zaczną niszczeć, na tyle że będzie trzeba je wyburzyć, to deweloperzy będę mieć nie lada wyzwanie, gdyż
w skali państwa musieliby wybudować aż 60 tysięcy mieszkań rocznie, oprócz tego co już teraz budują. A ludzi musi być stać na ich kupienie!
Eksperci uspokajają jednak mieszkańców blokowisk, że jeśli zadbano o odpowiedni montaż płyt (która przez swoją konstrukcje wymuszała go niejako), to budynki spokojnie wytrzymają do końca XXI wieku albo i dłużej. Ich rozpadanie się to już więc nie nasze zmartwienie, lecz przyszłych pokoleń.
Oczywiście potrzebne są kontrole, czy zbrojenia wewnątrz płyty nie zardzewiały, bo to może być powodem uszkodzenia konstrukcji, ale jeśli do uszkodzeń nie doszło, budynki te są bardzo wytrzymałe.
Wytrzymałe, jak mało które budynki
Wielka płyta jest bardziej odporna od tradycyjnej kamienicy. Gdy w tej drugiej dochodzi do wybuchu gazu w mieszkaniu, to nierzadko cała jest do rozbiórki. Tymczasem przypadki z wielkiej płyty dowodzą, że taki wybuch kończy się na ewakuacji mieszkania w którym do zdarzenia doszło i tyle. Eksperci budowlani dowodzą, że nie ma przesłanek, by w takiej sytuacji ewakuować cały blok.
O sile tych konstrukcji najlepiej świadczy przypadek z Gdańska,
z 1995 roku. We Wrzeszczu (dzielnica miasta) doszło do potężnej eksplozji gazu w piwnicy wieżowca. Trzy znajdujące się nad nią kondygnacje złożyły się, w zasadzie runęły, ale osiem górnych pięter po prostu opadło i usiadło na tych ruinach, lekko tylko przechylone. W dolnych kondygnacjach zginęły 22 osoby, ale tym z górnych nic – poza ogromnym strachem - się nie stało. Sekretem tej technologii jest sztywność konstrukcji. Dlatego wieżowiec przetrwał wybuch, bo którym doszczętnie zawaliłaby się każda kamienica.
Tę wytrzymałość widać zresztą świetnie na katowickim Brynowie, w Mysłowicach czy Rudzie Śląskiej, na szkodach górniczych. Podczas tąpnięć ludzi na górnych piętrach telepie jak na huśtawce, ale żaden blok poważnie od tego nie ucierpiał.
Stale pod kontrolą
Z poprzednich kontroli Ministerstwa i Rozwoju wiemy, że stan techniczny i szeroko pojęte bezpieczeństwo bloków z wielkiej płyty są oceniane jako zadawalające, wiec jeszcze nie musimy się szykować do masowych wyprowadzek. Skontrolowane zostały budynki
w województwie mazowieckim, śląskim, łódzkim oraz dolnośląskim, czyli w tych rejonach, gdzie takich budynków jest najwięcej.
W marcu tego roku mają ruszyć szkolenia dla rzeczoznawców i właścicieli z dodatkowych zaleceń do kontroli budynków z wielkiej płyty. Podczas ostatniej „centralnej” kontroli przebadano około 300 budynków - i może jest to niewiele ale wraz z rozpoczynającymi się szkoleniami z każdym następnym rokiem liczba skontrolowanych wielkopłytowców będzie większa.
Wiceminister Artur Soboń omawiając wyniki ostatniej kontroli mówi że bloki wybudowane w drugiej połowie XX wieku są w dobrym stanie i nie stwarzają zagrożenie dla ludzi tam mieszkających. A raport z zaleceniami dla zarządzających budynkami ma pozwolić jeszcze lepiej zająć się nimi, tak by służyły nam jeszcze wiele lat. Dobre zarządzanie, okresowe kontrole oraz remonty mogą przedłużyć użyteczność bloków na tyle że przetrwają nas a nawet i nasze wnuki.
Raport z kontroli ściśle wiąże się z decyzjami o potrzebie remontów i termomodernizacji wielkopłytowców. Zmiany w ustawie mają umożliwić starania o dofinansowanie do prac remontowych. Kwota jaką mogą objąć takie inwestycje to około 26 miliardów złotych (w tym koszty termomodernizacji-17,2mld oraz montaż kotew - 8,6 mld).
Z drugiej strony… sam fakt tych kontroli, szkoleń wywołuje pewien niepokój. Bo jakoś w stosunku do starych kamienic państwo działań takich nie podejmuje…
Korzyści z przeprowadzonej termomodernizacji oraz remontów polegających na wzmocnieniu płyt może być wiele: od poprawy estetyki i bezpieczeństwa użytkowania. a kończąc na obniżeniu kosztów ogrzewania budynków poprzez dołożenie dodatkowej warstwy izolacji (styropianu). Więc wychodzi na to że nie grozi nam katastrofa budowlana na skale wojewódzką, bo budynki nie rozsypią się - ale niezmiennie problemem tego budownictwa często są stare instalacje, które budowane były z tanich materiałów.
W latach 60-tych do instalacji elektrycznej często stosowano tańsze od miedzi – aluminium; rury instalacji wodnych często były ze stali, która jest podatniejsza na korozje,
a tym samym na uszkodzenia. Nie we wszystkich budynkach wielkopłytowych instalacje te zostały wymienione.•

Karolina GĄSIOR

 

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bażant dla każdego

Kiedyś podawany jako rarytas przeszedł długą i trudną drogę kulinarną, żeby po wielu latach znów wrócić do naszego menu. Znów jako rarytas. Zdaję sobie sprawę z tego, że bażant traktowany jest jako zbyt wyrafinowany, trudno dostępny i drogi przysmak – usłyszałam nawet, że wręcz „pretensjonalny”. To nie jest do końca prawda, choć znając jego losy (ostatnie sto lat omal nie skończyło się dla niego tragicznie) podejrzewam, dlaczego myślimy o bażancie jakby dalej chadzał wyłącznie po sarmackich stołach. Skoro mamy dostęp do kawioru, możemy w każdej chwili skoczyć na sushi lub ramen, albo w formie ciekawostki spróbować strusiny w praktycznie każdym większym mieście, to uwierzcie – bażant nie będzie już takim wyzwaniem.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Każdy obcy to wróg - niebezpieczne dzielnice

W każdym mieście mieszkaniec może wskazać miejsce grozy, gdzie strach spacerować gdy zgasną ostatnie promienie słońca. Nie inaczej jest na Śląsku. Powodów z których do niektórych miejsc śląskich miast przylgnęła łatka dzielnic grozy jest wiele, począwszy od biedy, częstych libacji alkoholowych, a na wysokim odsetku przestępstw kończąc. W niektórych miastach przyczyniły się do tego makabryczne wydarzenia, które po czasie urosły do wielkości legend miejskich, skutecznie odstraszających mieszkańców. Czasem by zebrać baty wystarczy być „obcym” na dzielnicy, wiec jak się nikogo tam nie zna, lub nie idzie się w konkretnym zamiarem odwiedzanie kogoś, lepiej się tam nie zapuszczać. A jak wygląda dziś sytuacja w miejscach grozy oraz gdzie się znajdują? Czy miasta starają się zmienić wizerunek tych miejsc?

więcej

Partnerzy