Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że dzieci nieszczepione nie powinny być przyjmowane do szkół i przedszkoli?

Naszym tropem

Epidemie u bram?

Antyszczepionkowcy także u nas coraz liczniejsi

ilustracja

Ostatnie dane z naszej okolicy są zdumiewające. Wręcz lawinowo przybywa nie zaszczepionych dzieci. W roku 2018 w Tychach i najbliższej okolicy było ich około 700. I liczba ta rośnie, o 10-200 rocznie.

W połowie stycznia 2019 Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wśród największych zagrożeń dla zdrowia wskazała na ruch antyszczepionkowców. Podkreślając że osoby nie szczepiące się lub odmawiające szczepienia swoich dzieci - niwecząc tym samym trud, jaki nauka i medycyna włożyły w przezwyciężenia najgroźniejszych chorób. Wśród niechlubnego top 10 zagrożeń WHO wskazała też smog który, co roku „zabija” siedem milionów ludzi, wywołując u nich choroby nowotworowe oraz choroby układu krążeniowo- oddechowego. I smog jest u nas duży, i antyszczepionkowców przybywa. Ale o ile o smogu głośno w zimie, o tyle, znacznie wyżej oceniane jako zagrożenie nie szczepienie, u nas jest jakby lekceważone.

Starsi ten okropny widok pamiętają…

Chociaż szczepionki są dostępne i szacuje się, że chronią od śmierci około 2-3 milionów ludzi, to od pewnego czasu obserwuje się wzrost zachorowalności na przykład na odrę o 30 procent. A w krajach, które praktycznie wyeliminowały odrę z wykazów chorób zakaźnych, ponownie odnotowano zachorowania na nią. Na terenie Pakistanu, Afganistanu po trzydziestu latach znów pojawił się wirus polio (choroba Hainego- Medina). Jest to choroba zakaźna powodujące porażenie mięśni. Wirus ten siał postrach większy niż wojna, w latach 40, 50 XX wieku miliony Amerykanów nie wychodziły z dziećmi praktycznie z domów, tak bali zapaść na Hainego-medina. Wynalezienie pierwszej szczepionki przez doktora Salka, przeciw polio było wydarzeniem o randze pierwszego lotu w kosmos. Teraz polio wraca, a coraz więcej ludzi dołącza do ruchu antyszczepionkowców. Czy historia znów zatoczy koło a choroba Hainego-medina i odra znów będzie siała postrach na równi z wojną atomową?

Jeszcze czterdzieści lat temu w Tychach dość łatwo było spotkać młodego człowieka z wyraźnym porażeniem polio. Uczęszczali oni do szkół, choć trudno powiedzieć, że do nich chodzili, bo zazwyczaj koledzy musieli ich prowadzić. Choroba znikła u roczników lat 60. bo wtedy wprowadzono u nas szczepienia ochronne, które całkowicie ją wyeliminowały. Ale u nieszczepionych może powrócić. Kto pamięta chorych na polio, nigdy do antyszczepionkowców nie przystanie. Ale najmłodsi, którzy widzieli chorych, mają już lat ponad 50. Rodzicami decydującymi o szczepieniach są więc bardzo rzadko.

Stado traci odporność

Istnieje zjawisko odporności populacyjnej. Tak zwana „odporność stada”. Polega ona na tym, że im więcej wśród danej populacji jest osób odpornych na wirus, tym trudniej jest chorobie znaleźć słabe ogniwo - osobę niezaszczepioną. Wraz z malejącą ilością osób odpornych na chorobę - płaszcz ochronny zaczyna się przecierać. Coraz więcej jest osób nieuodpornionych na wirusy i coraz więcej słabszych ogniw, dzięki którym choroba ma większe szanse. Z każdą osobą, która zachorowała, wirus ma szanse mutacji, ewolucji. Zaszczepieni na starszą wersję, nie są już odporni na tę nową. Z każdą osobą, która zachorowała na polio, odrę i grypę, wzrasta ryzyko, że szczepionka już nie będzie skuteczna a pandemie znów mogą wybuchnąć. I znów zebrać żniwo, które zdziesiątkuje populacje.

Ruch antyszczepionkowców to grupa która jest za zniesieniem lub też ograniczeniem obowiązkowych szczepień. Antyszczepionkowcy twierdzą że szczepionki są szkodliwe dla zdrowia i mogą powodować choroby (autyzm, niepożądany objaw poszczepienny) albo nawet doprowadzić do śmierci. Jego początki na świecie szacuje się na dziewiętnasty wiek, kiedy to miedzy 1840 a 1853 w Wielkiej Brytanii wprowadzono obowiązkowe szczepienia, mające zapobiec ospie prawdziwej - niektórzy krytycy nowego prawa uznali to za atak na wolność.

Kolejną cegiełką jaką dołożyli antyszczepionkowcy z Wielkiej Brytanii w walce z szczepionkami, była sprawa szczepionki DTP, która miała powodować problemy natury neurologicznej u dzieci. W wyniku tej sprawy odsetek osób zaszczepionych gwałtownie spadł z 77 procent do 33. Niedługo po tym Wyspy Brytyjskie nawiedziła wielka epidemia krztuśca, 100 tysięcy osób zachorowało z czego 36 dzieci zmarło.

Afryka pokazała skuteczność, ale nic z tego

Inicjatywa Nelsona Mandeli który z końcem dwudziestego wieku postanowił dosłownie wykopać polio z Afryki - przyniosła olbrzymi sukces. Właśnie za sprawą akcji Mandeli liczba przypadków zachorowania na chorobę Hainego-Medina spadła z 350 000 do ledwie 500. Niestety akcja nie spodobała się niektórym przywódcom duchowym i politycznym, postanowili oni zdyskredytować kampanie w wyniku czego polio znów zaatakowało 15 krajów, w których w międzyczasie już zdążono ogłosić, że choroba to przeszłość.

Z ruchem antyszczepionkowym powiązane są oczywiście liczne teorie spiskowe. Jedna z nich mówi że koncerny produkujące leki fałszują wyniki badań naukowych a nawet płacą badaczom za określone rezultaty, takie które mają wykazać wydajność danej mieszanki. Całość zawirowań wokół szczepionek, podsycane przez internet budzi pewną nieufność. Ludzie przestają czytać artykuły naukowe, a zawierzają wiedzy (raczej pseudowiedzy) z internetu zazwyczaj przedstawianej w sposób jednostronny. Bo najwyżej promowane są w internecie zazwyczaj te artykuły z postulatami antyszcezpionkowców. Jeśli w wyszukiwarkę wpiszemy słowo „szczepionka”, najpierw pojawią nam się strony antyszczepionkowców.

Rodziców straszą one powikłaniami, które czekają ich dzieci, jeśli zostaną zaszczepione. Więc wielu woli nie zaszczepić dziecka przekonanych, że przecież polio czy odra to już dawne czasu; przecież żyjemy w cywilizowanym kraju, nas to nie dotyczy. Tymczasem odra już wróciła, inne choroby też mogą zaatakować.

Wolnościowcy w teorii, w praktyce wrogowie nauki

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach jest ruchem „wolnościowców”- mówią: chcemy mieć wybór jeśli chodzi o szczepienia. Chcą by ustawa została zmieniona w taki sposób, by szczepienia nie były obowiązkowe a dobrowolne. Według wyliczeń Państwowego Zakładu Higieny w roku 2016 zaszczepiło się 26 procent społeczeństwa. Jakby na to nie patrzeć, szczepienia dotyczą tylko dzieci, bo tak naprawdę obowiązek szczepień ochronnych dotyczy tylko małoletnich i młodzież czyli 25 procent, z pozostałych 75 procent, czyli ludzi dorosłych, szczepi się 300 tysięcy osób, co daje około 1 procenta. Zazwyczaj na grypę, czasem na tężec, wirusowe zapalenie wątroby.

Ale pytanie jest takie, czy jeśli ludzie będą mieć wybór, to czy zaszczepią się czy nie? Parasol ochronny którym jest odporność zbiorowa jest szczelny w momencie, gdy osób zaszczepionych jest około 95 procent. Jednak osób odmawiających szczepień jest coraz więcej. Pytanie brzmi więc, czy jako społeczeństwo możemy sobie pozwolić na ten wolny wybór. Czy nie ma wtedy zagrożenia, że wszyscy stojący pod tym parasolem nie będziemy przemoczeni do suchej nitki?

Gdy wchodzi się w strony interenowe „wolnościowców” od razu rzucając się internucie w oczy setki zdjęć, jakie to spustoszenie sieją szczepionki. Że ktoś umarł, że dziecko ciężko zachorowało, u kogoś wywołała nowotwór. Są zdjęcia etykiet ampułek, gdzie podświetlone jest słowo autyzm. Patrzącym na to rodzicom narasta strach, a nawet panika. I wtedy rodzi się ta myśl – my nie chcemy tego dla swojego potomstwa. Ale w ulotkach leków, które często podajemy swoim pociechom na kaszel, czy też musimy zastosować u nich antybiotykoterapie – też możemy zauważyć możliwe skutki uboczne stosowania leków, a przecież te stosunkowo najbardziej obciążające nasz organizm występują bardzo rzadko. Na tej zasadzie, jak kiedyś dzieci straszyło się złą Baba Jagą, tak teraz rodziców straszy się poszczepiennym autyzmem oraz niepożądanym odczynem poszczepiennym, w skrócie NOP. NOP jest zaburzeniem stanu zdrowia, mogącym wystąpić w okresie do czterech tygodni po podaniu szczepionki. Nie jest tak, jak mówią o tym przeciwnicy szczepionek, że nikt tego nie nadzoruje ani nie kontroluje, ponieważ każdy NOP, jeśli wystąpił powinien być zgłoszony odpowiednim instytucjom, a wtedy podejmowane są kroki w celu sprawdzenia danej partii, wycofywanej natychmiast z obrotu, do czasu dokładnego sprawdzenia.

Niestety, praktyka…

Przynajmniej w teorii, bo jak pisze kilka dni temu Jan Stradowski, szef działu naukowego popularno-naukowego portalu Focus.pl, z zawodu lekarz: „jako lekarz z wykształcenia nie tylko popieram szczepienia, ale sam jestem zaszczepiony m.in. przeciwko grypie sezonowej, kleszczowemu zapaleniu mózgu (bo lubię chodzić po lesie) czy tężcowi (bo lubię pracować w ogrodzie). Moja przygoda pokazuje, że wbrew temu, co twierdzą działacze antyszczepionkowi, ustawowy przymus szczepienia jest u nas dość słabo egzekwowany. Owi działacze twierdzą też, że w Polsce nie monitoruje się odpowiednio tzw. niepożądanych odczynów poszczepiennych. To akurat też sprawdziłem osobiście, ponieważ jeden z moich synów po szczepionce MMR przez kilka dni miał gorączkę i powiększone węzły chłonne. Zgłoszenie tego było bardzo proste – wystarczyło pobrać formularz (ze strony www.urpl.gov.pl) i przesłać go drogą elektroniczną do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (żeby było bardziej formalnie, wysłałem dokument przez urzędową platformę ePUAP2).

Jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to fakt, że urząd w ogóle nie zareagował na zawiadomienie. Owszem, skutki uboczne szczepienia były łagodne i szybko minęły, ale – jako obywatel, rodzic i lekarz – wolałbym wiedzieć, że dane, które przesłałem, do czegoś się przydadzą. Elektroniczna odpowiedź z urzędu, nawet standardowa, to naprawdę nie powinien być problem w XXI wieku”.

Stradowski zwraca też uwagę, że w Polsce obowiązek szczepień istnieje tylko w teorii. Pisze: „Moje wrogie nastawienie do szczepionek wyszło na jaw przypadkiem. Po kolejnych doniesieniach o zachorowaniach na odrę i o rosnącej liczbie Polaków, którzy odmawiają szczepień, moja żona spytała niewinnie, czy aby na pewno nasi synowie zostali zaszczepieni zgodnie z kalendarzem. Szybki rzut oka do książeczek zdrowia, do internetu... i oblałem się rumieńcem wstydu. W jednym przypadku (szczepionka MMR na odrę, świnkę i różyczkę) mieliśmy prawie roczne
spóźnienie, w drugim (błonica, tężec i krztusiec) – prawie dwuletnie. Faktem jest, że w ostatnich latach moi synowie chorowali bardzo rzadko. Nie bywaliśmy z nimi w przychodni, więc pewnie nie było okazji, by nam przypomnieć o obowiązkowych szczepieniach”. Gdy się zgłosił, dowiedział się, że „Według prawa jest pan osobą, która nie przyszła w terminie z dzieckiem na szczepienie i powinno to zostać zgłoszone przez przychodnię do Sanepidu (…) Ten zaś wzywa pana do wyjaśnienia i jeśli pan nie odpowie na to wezwanie lub odpowie negatywnie, to uznaje się pana za osobę uchylającą się od szczepień. (…) Wezwania co prawda nie dostałem, ale było blisko. I gdybym z jakiegoś powodu to wezwanie przegapił – i naprawdę się uchylił – zostałbym oficjalnie antyszczepionkowcem”.

Prawo wielkich liczb

Obowiązkowe szczepienia to więc u nas teoria. Wracając zaś do ciężkich przypadków niepożądanego odczynu poszczepiennego - wymagają hospitalizacji, ale trzeba również zaznaczyć, że NOP występuje nieporównywalnie rzadziej niż choroby i ich powikłania przed którymi chronią. W przypadku szczepionek stosowanych w naszym kraju NOP występuje przeciętnie raz na 10 tysięcy zaszczepieni. Te najcięższe odczyny, reakcje uczuleniowe występują raz na milion. Śmierć jeszcze znacznie rzadziej

Bo to są prawa wielkich liczb. Nikt nie twierdzi, że nie może zdarzyć się przypadek, gdy dziecko w wyniku szczepionki może umrzeć czy zachorować. Takie przypadki mogą się zdarzyć i zdarzają, w tym sensie antyszczepionkowcy mówią prawdę. Ale zapominają dodać, że wśród dzieci nieszczepionych zagrażające życiu choroby pojawiają się tysiąc razy częściej. Gdy szczepimy, mamy ryzyko jeden do stu tysięcy, że będą groźne powikłania. Gdy nie będzie masowych szczepień, ryzyko, że ich dziecko zachoruje na bardzo groźną, często śmiertelną chorobę wynosi jeden do stu. Na razie nieszczepione dzieci jeszcze masowo nie chorują, bo żyją w otoczeniu zaszczepionych, więc wirus nie ma się jak przemieszczać.

Firmy farmaceutyczne uczciwie informują, o możliwych – nawet jeśli niemal nieprawdopodobnych – powikłaniach. Każdy organizm jest inny i może nieco inaczej na szczepionkę zareagować. Ale nie możemy utożsamiać zaszczepienia z tym, że dziecko dostało autyzmu. W ten sposób zaraz zaczniemy tłumaczyć, że jeśli dziecko wywróciło się na rowerze dzień po szczepieniu, to pewnie jego organizm został nadmiernie osłabiony przez szczepionkę.

Wadliwa szczepionka nie jest argumentem

Ruch związany z wolnością wyboru odnośnie obowiązku szczepień powstał w 2016 roku. Nie wiem, co było bezpośrednią przyczyną. Może to że w niektórych szczepionkach odkryto zbyt dużą ilość metali takich jak aluminium czy rtęć, a może to, że w niektórych placówkach szczepionki były przechowywane niezgodnie z zaleceniami. Ale z faktu, że jakaś azjatycka firma wyprodukowała wadliwą szczepionkę, a Polską ją kupiła –nie wynika fakt, że szczepienie jest szkodliwe, tylko że nasze służby zbyt pobłażliwie podchodzą do oferowanych szczepionek. Podobnie jak jeśli ktoś zatruje się lodami, nikt nie twierdzi, że jajka są szkodliwe, tylko że do lodów trafiły jajka zakażone salmonellą. A z faktu, że na przykład Fiat wypuści serię aut z wadliwymi hamulcami nikt nie wyciągnie wniosku, że trzeba odejść od motoryzacji. Tu wadliwa szczepionka zaś staje się argumentem przeciw szczepionkom jako takim.

Przybywa ich

Faktem jest zaś, że w roku 2010 około 3,5 tysiąca dzieci w Polsce nie zostało zaszczepionych. Z roku na rok liczba te rosła - w 2017 było już 26 tysięcy, rok potem - 40 tysięcy. Przewiduje się, że w tym roku liczba ta sięgnie około 50 tysięcy, czyli jednej ósmej wszystkich urodzonych w tym roku dzieci. To już groźna skala, znacznie wykraczająca poza ochronny parasol szczepionki. Oczywiście część rodziców zapewne antyszczepionkowcami nie jest, tylko jak Jan Stradowski o tym obowiązku zapomina. Ale bez wątpienia antyszczepionkowców przybywa.

Na fali ruchu antyszczepionkowego powstała gra karciana o zabarwieniu satyrycznym, która ma nie tylko dostarczać rozrywki ale także edukować o szczepieniach. Według pomysłodawców gry, ma ona pokazywać, jak działają potentaci związani z tym ruchem i jak zarabiają na tym grube pieniądze. Twórcami gry jest Ola i Kuba - lekarka z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz programista, prywatnie miłośnik planszówek. O co chodzi w grze? O to, by za wszelką cenę przeforsować szkodliwe dla społeczeństwa ustawy. W wyniku czego rosną wskaźniki zachorowania, a jak to zwykle również w prawdziwym życiu bywa, choroba mogą też zostać dotknięci antyszczepionkowcy, no chyba, że wcześniej poddadzą się szczepieniu. Pierwszy egzemplarz gry został zlicytowana, a dochód z licytacji został przekazany na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

To poważna gra

Ale gra, która się toczy, to nie planszówka. Toczymy grę o nasze zdrowie, o życie naszych dzieci. W myśl polskiego prawa nie można odmówić przyjęcia do szkoły czy przedszkola dziecka niezaszczepionego. Dyrekcja placówki nie ma nawet prawa pytać, czy dziecko jest zaszczepione. Groźba rośnie.

Chociaż i na to można znaleźć sposób. Jedna z podwarszawskich gmin wprowadziła nowe zasady naboru do przedszkola. Dostają się te dzieci, które zgromadzą najwięcej punktów. Wśród punktowanych kryteriów od dawna było, czy rodzina mieszka w tej gminie, czy rodzice pracują w tej gminie, wielodzietność rodziny, samotnie wychowujący rodzić. W tym roku za dołączenie dowodu, że dziecko jest szczepione zgodnie z kalendarzem – jest dodatkowych pięć punktów. Dzieci nieszczepionych z naboru się nie odrzuca, ale szanse dostania się do przedszkola mają mniejsze. Jeśli państwo polskie nie chce egzekwować obowiązkowych szczepień, to może tędy droga?

Bo ja sama jestem matką trzylatka. Mogę rozumieć argumenty wolnościowców, że każdy ma sam prawo wybierać. Ale jednak wolałabym aby mój syn był w przedszkolu z dziećmi zaszczepionymi. Czułabym się bezpieczniej.

Karolina Gąsior

Wywiad

ilustracja

Pojazd uprzywilejowany to mit

Rozmowa ze starszym brygadierem Piotrem Szojdą, komendantem Państwowej Straży Pożarnej w Tychach

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Konstytucja nie dumy lecz wstydu

Druga na świecie, wyprzedzająca swoją epokę, pionierska, postępowa – za kilka dni znów uraczą nas opowieściami o Konstytucji 3 Maja. I wszystko to będzie prawdą. Tylko… uchwalenie tej konstytucji było jedną z największych głupot, jakie w swojej historii zrobili Polacy.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bażant dla każdego

Kiedyś podawany jako rarytas przeszedł długą i trudną drogę kulinarną, żeby po wielu latach znów wrócić do naszego menu. Znów jako rarytas. Zdaję sobie sprawę z tego, że bażant traktowany jest jako zbyt wyrafinowany, trudno dostępny i drogi przysmak – usłyszałam nawet, że wręcz „pretensjonalny”. To nie jest do końca prawda, choć znając jego losy (ostatnie sto lat omal nie skończyło się dla niego tragicznie) podejrzewam, dlaczego myślimy o bażancie jakby dalej chadzał wyłącznie po sarmackich stołach. Skoro mamy dostęp do kawioru, możemy w każdej chwili skoczyć na sushi lub ramen, albo w formie ciekawostki spróbować strusiny w praktycznie każdym większym mieście, to uwierzcie – bażant nie będzie już takim wyzwaniem.

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Każdy obcy to wróg - niebezpieczne dzielnice

W każdym mieście mieszkaniec może wskazać miejsce grozy, gdzie strach spacerować gdy zgasną ostatnie promienie słońca. Nie inaczej jest na Śląsku. Powodów z których do niektórych miejsc śląskich miast przylgnęła łatka dzielnic grozy jest wiele, począwszy od biedy, częstych libacji alkoholowych, a na wysokim odsetku przestępstw kończąc. W niektórych miastach przyczyniły się do tego makabryczne wydarzenia, które po czasie urosły do wielkości legend miejskich, skutecznie odstraszających mieszkańców. Czasem by zebrać baty wystarczy być „obcym” na dzielnicy, wiec jak się nikogo tam nie zna, lub nie idzie się w konkretnym zamiarem odwiedzanie kogoś, lepiej się tam nie zapuszczać. A jak wygląda dziś sytuacja w miejscach grozy oraz gdzie się znajdują? Czy miasta starają się zmienić wizerunek tych miejsc?

więcej

Partnerzy