Sondaż publiczny

W Dzień Matki:

Naszym tropem

Smartfon - mój przyjaciel, mój wróg

Smartfon to zdecydowanie symbol naszych czasów. Pytanie czy jest to nasz sprzymierzeniec czy przeciwnik. Telefon typu smartfon na pewno ułatwia życie i pracę, ale czy nie jest tak, że smartfon zaczął przejmować kontrolę nad naszym życiem? Na pewno każdy kierowca zna przypadek, gdy wpatrzony w telefon, przechodzień wtargnął na ulice, nie patrząc się na boki. Tak samo jak rozmawiający przez telefon kierowca, lub - co gorsze - piszący e-meile albo sms-y. Co ciekawe, za rozmowę przez telefon za kierownicą można dostać mandat, ale za wpatrywanie się w ekran zamiast przed siebie – nie! Często widzę grupkę znajomych przy stole w restauracji. Nie rozmawiają ze sobą, każdy z telefonem w ręce, niby przy stoliku, ale tak naprawdę w innym świecie. Czy nie jest tak, że smartfon przestał być dla nas, a my staliśmy się dodatkiem do wirtualnego świata, z którym nas łączy? Czy to za jego sprawą pełno wokół nieskojarzonych dzieci, z głową jak sito, w której nie zatrzymuje się żadna użyteczna informacja?

ilustracja

Można powiedzieć, że to takie gdybanie, albo marginalne sytuacje ale nie! Badacze biją na alarm, bo smartfony mają wpływ na nasz mózg! Nomofobia to skrót od angielskiego wyrażenia: „no mobile phobia” czyli w wolnym tłumaczeniu na polski - strach przed brakiem telefonu. I śmiało można ją nazwać chorobą naszych czasów, choć nie jest jeszcze umiejscowiona w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD. Objawia się nerwowością i lękiem przed brakiem urządzenia. Osoba taka bez telefonu zachowuje się jeszcze bardziej nerwowo, niż palacz bez papierosów. Ma typowe objawy odstawienia narkotyku.

Badania wykazały bowiem, że takie uzależnienie behawioralne jakim jest nomofobia, bądź też siecioholizm, mogą doprowadzić do zmian w obrębie mózgowia. Kwestionariusz badania stworzony przez Caglara Yildirima ze Stanowego Uniwersytetu Nowego Jorku ocenia, czy jesteśmy w szponach nomofobii, czy też jesteśmy dopiero w grupie ryzyka. Smartfon ma też wpływ na nasze życie uczuciowe, rozwój społeczny oraz procesy uczenia się i zapamiętywania. Często uzależnieni odsuwają się od innych ludzi, a kontakt nawiązują tylko przez portale społecznościowe, wiadomości tekstowe bądź też rozmawiają przez telefon - unikają kontaktu twarzą w twarz. Takie zachowanie zbliża nas jednak do stanów depresyjnych, ponieważ kontakty zawiązane na odległość są zazwyczaj bardzo powierzchowne i nietrwałe. Badanie przeprowadzone przez firmę SecurEnvoy w Wielkiej Brytanii, wykazały aż 66% badanych boryka się z uzależnienie od smartfona. Ponadto 41% uczestników ma dwa telefony, by jak to stwierdzili uniknąć przykrych skutków „odłączenia”. Common Sense Media, donosi że aż 75% młodych ludzi czuje nieodpartą potrzebę natychmiastowej odpowiedzi na sms. Około 66% rodziców jest zaniepokojona ilością czasu jaki ich dziecko spędza przed ekranem telefonu.

Badacze z Uniwersytetu w Seulu porównali mózgi 19 nastolatków z nomofobią oraz ich zdrowych kolegów. U grupy kontrolnej – nie uzależnionej - wykazano znacznie wyższy poziom neuroprzekaźników o nazwie GABA. Zmniejszenie poziomu tego neuroprzekaźnika skutkuje u uzależnionych pogorszeniem się koncentracji i spadkiem samokontroli. Innymi słowy osoba w szponach nomofobii nie jest w stanie skupić się na wykonaniu konkretnego zadania, ponieważ jest mózg jest rozproszony. Taki stan rzeczy można porównać z bardziej znanymi nam uzależnieniami, takimi jak alkohol czy narkotyki. Jednak doktor Dr Hyung Suk Seo przeprowadzający badanie widzi ratunek dla tych co chcą wyjść z nałogu. W trakcie 9-tygodniowej terapii poznawczo-behawioralnej poziom GABA stopniowo wracał do normy.

Ponadto promieniowanie elektromagnetyczne, które non stop wysyłane jest przez nasz telefon, może powodować nowotwory mózgu czy ślinianek!

Czy to już? Czyli pierwsze objawy nomofobii.

Pierwszym objawem jest obniżenie nastroju, nerwowość a nawet agresja w momencie rozstania się z telefonem. I jak to zwykle bywa, nomofobik szybko znajduje powód by znów sięgnąć bo swój gadżecik. Jak by to powiedział Ferdek Kiepski: „no nie chce, ale muszę się napić”. Często w trakcie sięgania po telefon usprawiedliwia się, że na przykład tego wymaga ode mnie praca lub: to ważne muszę odpisać, oddzwonić albo czekam na ważny telefon, wiadomość. Wspomnianym wyżej usprawiedliwieniom towarzyszy też często nerwowe nasłuchiwania dzwoniącego telefonu. Uzależnieniu często towarzyszy też noszenie ze sobą dodatkowej baterii, by nie dopuszczać do utraty kontaktu. Bycie „poza zasięgiem” jest porównywalne ze stanem odstawienia substancji psychoaktywnych.

Łatwo też można rozpoznać osoby zmagające się z uzależnieniem po prowadzeniu przez nich rozmowy. Jeśli dialog prowadzony jest właściwie o niczym, przeważa w nich taki „intelektualny miał”, to możemy podejrzewać, że jest coś nie tak z naszym rozmówcą. Takie rozmowy są inicjowane właściwie z przymusu sięgania po telefon i korzystania z niego, bo przecież nasz rozmówca nie ma nam tak naprawdę nic do powiedzenia.

Problem już mocno widoczny

Fonoholizm, czy też nomofobia, jest nie tylko zagrożeniem dla samego uzależnionego ale również dla innych. W połowie 2018 roku tramwaje miasta stołecznego Warszawy wyszły z ciekawą i dość nowatorską inicjatywą. Postanowiły zastosować terapie szokową, by uświadomić ludzi, że nadużywanie telefonu może skończyć się ich śmiercią lub okaleczeniem. Filmik i cała akcja odniosła wielki sukces zarówno w internecie, jak i w telewizji. Ale co spowodowało takie kroki? To, że ludzie często zasłuchani w olbrzymich słuchawkach, dosłownie odcięci od świata zewnętrznego, czy też inni wpatrzeni w malutkie ekraniki, odpisujący na kolejnego posta, sms-a, oznaczający kolejnego lajka, często nieprzytomnie wchodzili na torowiska, co nie zawsze kończyło się dobrze. Statystami w filmiku promującym akcje są ludzie młodzi, którzy zostali ucharakteryzowani na zombie. Miało to być porównaniem do ludzi którzy stawiają na korzystanie z telefonu nad własne życie czy zdrowie.

W Kujawsko-pomorskiem mają podobny problem, dlatego też w życie weszła akcja „Bądź smart na przejściu dla pieszych”. Przecież nie zawsze jest tak że wypadki drogowe są z winy kierującego samochodem. Wyobraźmy sobie sytuacje, że jedziemy przez teren zabudowany jedziemy przepisową 50-ką, a tu nagle na ulicę wkracza zasłuchamy z brzmieniu muzyki, odcięty od świata zewnętrznego młody człowiek. Albo jedzie na rowerze po ulicy taki w słuchawkach, ręce z boku… nie słyszy, że jedzie samochód, nie daj boże wjedzie w dziurę i dosłownie wtoczy się kierowcy pod koła. Ba, ani ten kierowca, ani rowerzysta, ani pieszy nie usłyszą pojazdu uprzywilejowanego, karetki, radiowozu, choć on na sygnale ani na pasach nie musi się zatrzymać, ani na czerwonym świetle. Po to ma sygnał, by o tym ostrzegać. Ale ogłoszonego słuchawkami nie ostrzega.

Nie neguje tu w żaden sposób praw pieszego, bo to on ma pierwszeństwo na pasach, ale podstawową zasadą ruchu drogowego jest jednak ograniczone zaufanie. Ludzie bez smartfona zanim wejdą na pasy, to jednak spojrzą, czy auto na pewno zwalnia. Ci zapatrzeni w smartfon czasem nawet nie zauważyli, że weszli na drogę.

W niektórych polskich szkołach wprowadzono zakaz korzystania z telefonów komórkowych, zarówno w trakcie lekcji jak i w czasie przerwy. To w Polsce, ale na przykład w USA firma start-up Yondr wypuściła do sprzedaży specjalne pokrowce, które zamykają szczelnie dostęp do smartfona, a żeby go z powrotem wyjąć trzeba się udać do przeznaczonego do tego punktu. Takie rozwiązanie przyjęło się już w 600 szkołach na terenie Stanów Zjednoczonych.

Nie jest tak że tylko policja i szkoła zauważa problem w chorobliwym korzystaniem z telefonu. Twórcy smartfonów również! Taką marką jest Motorola. Jej najnowszy model G6 miał się ukazać w 2018. Niestety maniacy wszelkich nowinek musieli obejść się smakiem gdyż Motorola zdecydowała się poczekać z prezentacją i wprowadzeniem nowego modelu do sprzedaży. Firma zauważyła, że ludzie stają się uzależnieni od smartfonów i potrzebują odwyku, dlatego też stawia na świadome korzystanie z urządzenia. Przesłanie to oparła na wynikach badań, przeprowadzonych wspólnie z Uniwersytetem Harvarda, które dowodzą że jedna trzecia populacji stawia telefon na pierwszym miejscu, ponad połowa populacji uważa że telefon to ich najlepszy towarzysz.

Ale jest też pozytyw całego badania, ponieważ 61 procent badanych przyznaje, że rzeczywiście ma problem i potrzebuje pomocy. Firma rozpoczęła współprace z taką aplikacją jak SPACE, która ma wskazywać ile razy odblokowałeś telefon w danym dniu i ile czasu spędziłeś z telefonem. Aplikacja ma też opcje 60- dniowego leczenie uzależnienia od smartfonu.

W tym kierunku idzie też firma „Vitaminwater” która wymyśliła konkurs. Rzecz polega na tym, by przez całe 365 dni nie korzystać ze smartfona. Śmiałkom którzy podejmą się wykonania zadania, firma podaruje na ten czas telefon z 1996. Czyli taki który był przeznaczony do funkcji telefonowania i sms-owania, a nie który służy za telefon, aparat, mobilne biuro, komputer, lusterko i bóg wie co jeszcze… Każdemu który został zakwalifikowany do konkursu, oraz każdemu z tej grupy, któremu uda się podołać wyzwaniu firma „Vitaminwater” podaruje kwotę 100 tysięcy dolarów. Przykro nam Czytelniku, ale możliwość zgłoszenia się minęła kilka dni temu…

Podobno można z uzależnieniem poradzić sobie samemu, ograniczając bytność z telefonem, internetem, ale gdy nie radzimy sobie należy udać się do specjalisty. Nie wiem czy z uzależnieniem od smartfonu nie jest tak jak z innymi nałogami - na raty nie da rady- albo całkowity detoks albo nic z tego nie będzie… Jest wiele ofert wakacji od technologii, zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Technologia jest na pewno dobrodziejstwem naszych czasów. Pozwala nam się rozwijać. Chociaż ja mam wrażenie że pokolenie które rośnie teraz już się nie rozwija, bo… nie doświadcza.

Bo jak można się rozwijać, nie doświadczając samemu niczego? Nie można odkryć niczego nowego, rozwinąć w sobie jakiejkolwiek sensownej pasji, karmiąc się tylko tym, co ktoś powiedział na youtubie lub wstawił na instagramie. Nie można przeżyć życia, siedząc przed komputerem lub wlepiając ślepia w ekran telefonu. Uzależnieni od smartfona czy – szerzej - internetu, czekają, aż ktoś przeżyje życie za nich, a oni sami w tym wszystkim są jedynie obserwatorami. Nie wiem czy technologia jest dobrodziejstwem czy przekleństwem, ale wydaje mi się że na przełomie lat 80/90 ludzie byli jacyś inni i chyba nawet szczęśliwsi. W moich czasach nie było telefonów z funkcją internetu czy innymi udziwnieniami. A jeśli ktoś chciał skorzystać z sieci, to często udawał się do kafejki internetowej.W czasach młodości moich rodziców czy męża telefonów mobilnych nie było wcale.

I ludzie świetnie sobie radzili. Przecież świeciło słońce, koledzy byli obok, a dzień był zawsze za krótki na wszystkie szalone pomysły które przyszły do głowy. Człowiek był jakiś bardziej kreatywny w tym swoim szalonym dzieciństwie i można było nawet rzec że człowiek był jak by to ktoś powiedział dzisiaj może „patologiczny” bo przecież wychodził na cały dzień, a w tym czasie grzebał w ziemi, brodził po rzeczce, łowił ryby na patyk, chodził po drzewach. A jedynym sygnałem dla mojej mamy, że jeszcze żyje było meldowanie się co trzy godziny pod oknem i wołanie „mamo jestem”.

A dziś? Służby miejskie dają pilne informacje do prasy, że dotychczasowa strona internetowa komunikacji masowej nie działa, więc część pasażerów nie potrafi się odnaleźć w rzeczywistości. Chcąc iść do kina czy kafejki, człowiek sprawdza w telefonie, co mu tam za godzinę zaproponują. Uczeń nie ma się jak dowiedzieć, co ma zadane na jutro, bo żadnego kumpla nie ma akurat w żadnej komunikacyjnej aplikacji jego telefonu. A wiedzę o świecie czerpie bezrefleksyjnie z internetu. Na przykład taką, że siostrzeniec Zbigniewa Ziobry dostał pracę w spółce skarbu państwa za 30 000 zł miesięcznie. Sęk jednak w tym, że Ziobro siostry nie ma, więc siostrzeńca też nie. Jak to świetnie spointował wielki pisarz Stanisław Lem: „
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. I tylko rodzi się pytanie, czy uzależnienie od smartfona nie jest zarazem uzależnieniem od tych idiotów?

Wywiad

ilustracja

Niech żyje teatr

Z Dorotą Pociask-Frącek, dyrektorem Teatru Małego w Tychach rozmawia Dariusz Dyrda.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Bardzo zacięte bitwy

Na Górnym Śląsku II wojna światowa  trwała do 8 maja!

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Rzodkiewka – królowa nowalijek

W końcu na poważnie zaświeciło słońce. I to nie jest już pogodowy kaprys, anomalia na kilka dni i powrót na stare, jesienno - zimowe śmieci. Przyroda wystartowała i teraz już nie ma wątpliwości – nic jej nie zatrzyma przez następne pół roku, nawet te chwilowe „zera” w nocy. Poza tym, że wszędzie robi się malowniczo zielono i słonecznie, dzień jest długi, to wchodzimy znowu w dobry czas dla sezonowego jedzenia.
I świetnie, o to przecież chodzi – żeby jeść to, co chwilowo rośnie dookoła, naturalnie. Długo na nią czekałam i jak tylko zaczęła się pojawiać musiałam poszperać i dowiedzieć się co w niej drzemie. Według mnie to najsmaczniejszy symbol wiosny – rzodkiewka!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Nadchodzi czas inwazji kleszcza, komary też już latają

Na zewnątrz coraz cieplej wiec kleszczy i komarów będzie coraz więcej. Mylnie uważa się, że atak kleszcza grozi nam tylko w lecie. Tychy już przygotowują się do oprysków przeciw nim, Katowice z nich zrezygnowały. Kto ma rację?

więcej

Partnerzy