Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że mnóstwo świąt w rodzaju Międzynarodowego Dnia Kota, Dnia Języka Ojczystego i tym podobne są potrzebne?

Naszym tropem

O podwyżki czy laptopa?

Solidarność dymi w tyskiej firmie

ilustracja

Tyska firma AWECO zatrudnia około 900 ludzi. I właśnie w całej okazałości pokazuje absurd polskiego ustawodawstwa o związkach zawodowych. AWECO pozostaje bowiem w sporze zbiorowym z Solidarnością. Ale w tym przypadku oznacza to, tak w sumie, że nie wiadomo z kim. Bo nie wiadomo, ilu ludzi należy tu do Solidarności. A największy związek zawodowy – należący do OPZZ - z zarządem jest dogadany. Solidarność pozostaje w sporze zbiorowym.

 - Problem w tym, że nasz spór zbiorowy z Solidarnością zaczyna się od sporu… w ilu sporach zbiorowych jesteśmy – mówi Paweł Sowiński menager do spraw pracowniczych w firmie. I rzeczywiście, strony weszły w spór jeszcze w  2017 roku. Trwa, ma mediatora. Ale Solidarność przyszła z nowymi postulatami, spoza tego sporu. I chce, żeby je uwzględnić. Pracodawca uważa, że stary spór dotyczy tego, co w nim zapisano. I niczego więcej. Nowa sprawa, to nowy spór. Na to nie godzi się…

Zakonspirowani członkowie związku?

No właśnie, kto? Solidarność twierdzi, że ma w zakładzie około 100 członków. Tylko tego nie ma jak zweryfikować. Deklarację, żeby składki członkowskie na NSZZ Solidarność odliczać z wypłaty, złożyło jedynie około czterdzieści. A pozostałych sześćdziesięciu, któż to taki? Diabli wiedzą, jacyś członkowie zakonspirowani, zaś pracodawca nie ma prawa tego dociekać. Jeśli Solidarność powie, ze ma sześciuset, też nie wolno. Naruszenie ustawy. Trzeba jej wierzyć na słowo. Dla odmiany OPZZ twierdzi, że ma około dwustu –
i dwustu odprowadza składki ze swojej wypłaty. Tu jakby wszystko jasne.


Nie ma już NRD

Sylwia Lisińska, szefowa zakładowej OPZZ w 2017 roku uzgodniła z AWECO konkretne podwyżki wynagrodzeń i zrównanie premii. Choćby równe premie dla wszystkich Bo dotychczas w zakładzie była linia technologiczna zwana RFN  i inne linie – zwane NRD.
W RFN mieli tę premię wysoką, w NRD dużo niższą.
– Ta, zwana potocznie „RFN” jest kluczowa dla naszego zakładu. Ale rzeczywiście, pracownik nie może być karany za to, że pracuje przy innej, więc wszystkie premie podnieśliśmy  do poziomu „RFN” – mówi Sowiński. A Lisińska wskazuje jeszcze, że wywalczyła choćby miesięczny dodatek za pracę czterobrygadową i inne dodatki.
W sumie nawet 4000 zł w ciągu roku.
OPZZ zakończyła spór zbiorowy z pracodawcą 23 listopada. Bowszystkie najważniejsze postulaty zostały spełnione. – Prowadzimy rozmowy z pracodawcą o kolejne podwyżki. Trzeba być twardym
i stawiać żądania, ale trzeba rozmawiać odpowiedzialnie i dochodzić do porozumienia – mówi Lisińska. Te ostatnie słowa to oczywisty przytyk wobec Solidarności.

Podpiąć się pod cudzy sukces

OPZZ działa w firmie od lat. Walczy twardo o podwyżki, o warunki pracy, o dodatki. Kiedy coś wynegocjuje, to się tym chwali, jaki jest skuteczny. Solidarność pojawiła się w firmie ponownie w 2016 roku. - Kiedy się uaktywnili, akurat wdrażaliśmy podwyżki z porozumienia z OPZZ z grudnia 2015. Podpisali się pod porozumieniem, ale oczekiwali podkreślenia ich udziału i wiodącej roli. Nie zgodziłem się, bo przecież negocjowaliśmy rozpoczęliśmy z OPZZ, zanim jeszcze była Solidarność. Byłoby to nieuczciwe wobec tamtego związku. Więc chyba uznali, że to za mało i zaczęli domagać się więcej – mówi Dariusz Krzemiński, dyrektor AWECO.
I pojawił się problem, bo oba związki mają odmienne żądania. OPZZ chce na przykład dwa razy w roku (wakacje i święta) świadczeń socjalnych, Solidarność chce większości tych pieniędzy w jednej transzy (wakacje). Dyrekcja proponuje, by usiąść w trzy strony do rozmów, żeby związki wspólnie przedstawiły swoje żądania.. OPZZ jest za, Solidarność przeciw. A pracodawca jest w kropce. W zakładzie od lat istniała Społeczna Inspekcja Pracy. Solidarność powołała własną, złożoną z dwóch osób. Zgodnie z przepisami nie może być dwóch SIP w jednym zakładzie. I pracodawca znów jest w kropce.

No to będziemy strajkować!

Ostatecznie Solidarność zapowiedziała dwudniowe referendum strajkowe, na 22 i 23 listopada. Co raczej już stanowi naruszenie prawa. Bo ono wymienia kolejność działań: rokowania – mediacje – protokół rozbieżności – referendum strajkowe - strajk. Na chwilę obecną obie strony są na etapie mediacji, z udziałem mediatora z ministerstwa. Protokołu rozbieżności nie podpisano. Bez tego etapu strajku (a więc i referendum) być nie może. Ale prawo swoje, a Solidarność swoje.
No i 22 listopada Solidarność ogłosiła w mediach, że dyrekcja blokuje przeprowadzenie tego referendum. – Chociaż, mimo nie spełnienia wymogów formalnych, zgodziliśmy się na nie. Ale kolejne warunki były niewykonalne – mówi dyr. Krzemiński.

Nas BHP nie interesuje
Nie chodzi tylko o to, że Solidarność zażyczyła sobie, aby otrzymała listę wszystkich pracowników. Zażądała jej nagle, na 19 listopada. Firma poinformowała, że nie zdąży, ale przed referendum, na 21 była gotowa. Jednak Solidarność odmówiła jej odebrania. Zażyczyła sobie w celu referendum udostępnienia stołówek. Miejsca newralgicznego, bo w firmie zatrudniającej niemal 1000 ludzi, stołówki są malutkie. Dwudziestu ludzi naraz, to już tłok. A to jedyne miejsca w firmie, gdzie pracownik może, zgodnie z zasadami BHP, zjeść w przerwie należny mu posiłek. Zaproponowano więc w zamian salę konferencyjną – większą, w pobliżu! Pracodawca obiecał także, że nagłośni miejsce referendum wśród załogi. Powiesi nawet strzałki wskazujące, gdyby ktoś przypadkiem nie wiedział, gdzie sala konferencyjna jest.
 Grzegorz Zmuda, przewodniczący międzyzakładowej Solidarności w Nexteer Automotive Poland (do której należy AWECO) odmówił jednak, przekonując, że referendum w pomieszczeniu bezpośrednio sąsiadującym z gabinetem dyrektora może zniechęcić wielu pracowników.  I rozgłosił po mediach, że pracodawca uniemożliwia przeprowadzenie referendum, bo nie dał lokalu, nie dał listy pracowników (działacz Solidarności mówił to na sali, gdzie miało odbyć się referendum i mając listę pracowników– mówi dyrektor Krzemiński) – więc oni z tego referendum rezygnują! Ogłosili to o godzinie 9.34, gdy referendum wciąż mogło się odbyć.

Takie to wybory…

A swoją drogą szkoda, bo ciekawe, jakie byłyby jego „wyniki”. W ramach rozumianej po swojemu demokracji działacze związku zamierzali wywieźć poza firmę zapieczętowaną urnę, ponownie przywieźć ją następnego dnia i po zakończeniu referendum przeliczyć głosy i podać wyniki. Mimo prośby, pracodawca nie dostał regulaminu referendum, ani zakresu, ani ewentualnych pytań referendalnych. Co ciekawe, nawet lista tych, którzy wzięli udział w głosowaniu miała być dostępna tylko dla Solidarności.
Może dlatego była potrzebna stołówka? Żeby każdego, kto tam wejdzie zjeść, dopisać do głosujących? Bo inaczej mogłoby się okazać, ze do sali konferencyjnej weszło raptem 50 ludzi, więc jak napisać, że głosowało 500? A bez frekwencji na poziomie 50% - referendum jest nieważne. Natomiast wynik, który liczyliby tylko działacze Solidarności brzmiałby zapewne – 100
(a przynajmniej 95)% pracowników za strajkiem.

Smartfon czy podwyżki?
Co najśmieszniejsze, pracownicy AWECO wcale nie wiedzą, o co w tym strajku ma chodzić. Solidarność przekonuje, że o podwyżki. Ale w mediacjach o nich ani słowa, więcej o tym, że Solidarność chce dla siebie pomieszczenia, laptopa
z internetem i telefonu komórkowego. Co najśmieszniejsze, lokal im zaproponowano, a na spotkania dyrekcja przynosi dla nich laptopa i smartfona. Chce je przekazać, ale działacze związku nie odbierają.
Zupełnie komediowa jest zaś sytuacja członkini związku, która zrobiła awanturę, że jej składki z wypłaty, nie były przez kilka miesięcy związkowi przekazywane, mimo, że złożyła taką dyspozycję. Firma nie ukrywa, że dyspozycji tej nie ma, ale nie wyklucza, że zaginęła u nich, więc poprosiła o dyspozycję jeszcze raz. Nie dostała. W końcu Paweł Sowiński opłacił, za członkinię związku, te kilkadziesiąt złotych z własnej kieszeni. – Bo ile można się kłócić o takie drobiazgi – mówi.
I tak w nieskończoność. Znacznie większy OPZZ  od wielu lat jakoś się z pracodawcą dogaduje. Solidarność szuka zwady, i z firmą i z drugim związkiem. Trudno nie odnieść wrażenia, że jedyne, o co jej chodzi, to ciągła awantura, ciągłe napięcie. Że to jest jej pomysł na rzeczywiste zaistnienie w firmie, w której jest marginalna.

Poseł nie wiedział, ale powiedział
Nawet nie wiadomo, czy marginalna, czy nie. Bo pracodawca nie ma pojęcia, kogo związek reprezentuje, którzy pracownicy do niego należą. Ale na pewno ma Solidarność swoje polityczne przełożenie.
W sejmie o sprawie w AWECO grzmiał nawet poseł Józef Brynkus, od Kukiza’15. Powtórzył wszystkie zarzuty zakładowej Solidarności, nie zaciekawił się, jakie odpowiedzi ma firma. Brynkus chce w oparciu o ten przypadek zmieniać Kodeks Pracy. Ciekawe, co chciałby tam wpisać, znając sprawę jednostronnie…
AWECO to firma, która warunki płacowe ma podobne jak inne w okolicy. W Tychach nie ma bezrobocia, każdemu brakuje rąk do pracy, więc gdyby tu było tak źle, pracownicy poszukaliby sobie innej pracy. To wysokiej klasy specjaliści, bo firma produkuje cenione podzespoły do AGD i samochodów.  Jakoś nie odchodzą – ponad połowa załogi pracuje ponad 5 lat. Mówią, że jest tu sporo propracowniczych rozwiązań. Choćby nagrody za 5 lat pracy w firmie i ich wielokrotność. Aż po wysokość dwumiesięcznego wynagrodzenia.  Pracownicy cenią sobie OPZZ, który w ciągu ostatnich kilku lat wywalczył dla nich wiele. Wielu stąd odeszło, po czym jednak wróciło. Uznają, że to lepsze miejsce pracy, niż inne.
Solidarność tak chyba nie uznaje. Albo po prostu wyznaje zasadę, że nie chodzi o to, by króliczka złapać, tylko by go stale gonić. Bo to podgrzewa emocje.

Dariusz DYRDA

Wywiad

ilustracja

Zbiorowe wyparcie

Z Markiem Łuszczyną, autorem „Polskich Obozów Koncentracyjnych” rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Z Korony Czeskiej do Prus

25 grudnia na dobrych 200 lat zdecydowano o losach Śląska

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Po prostu…czosnek!

Odwraca fazę księżyca, dlatego boją się go wampiry, strzygi i inne żądne krwi potworności - dlatego właśnie należy się wystrzegać ludzi, którzy go unikają. Wydłuża życie o setki lat, włożony
w pępek działa antykoncepcyjnie, odstrasza żmije, krokodyle i niechcianych adoratorów.  Mój ojciec żartuje, że jak się chce na satelitę odbierać telewizję Izrael, to trzeba jej talerz posmarować czosnkiem. To wszystko oczywiście bzdury (może poza tym przedostatnim), natomiast faktem jest, że czosnek obrósł w masę legend nie dlatego, że przywieźli go do nas kosmici.
W każdej bajce jest trochę prawdy, a w tym przypadku śmiało można powiedzieć, że czosnek to trochę „nadwarzywo”, można znaleźć
w jego bogactwie trochę…magii.

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Smartfon - mój przyjaciel, mój wróg

Smartfon to zdecydowanie symbol naszych czasów. Pytanie czy jest to nasz sprzymierzeniec czy przeciwnik. Telefon typu smartfon na pewno ułatwia życie i pracę, ale czy nie jest tak, że smartfon zaczął przejmować kontrolę nad naszym życiem? Na pewno każdy kierowca zna przypadek, gdy wpatrzony w telefon, przechodzień wtargnął na ulice, nie patrząc się na boki. Tak samo jak rozmawiający przez telefon kierowca, lub - co gorsze - piszący e-meile albo sms-y. Co ciekawe, za rozmowę przez telefon za kierownicą można dostać mandat, ale za wpatrywanie się w ekran zamiast przed siebie – nie! Często widzę grupkę znajomych przy stole w restauracji. Nie rozmawiają ze sobą, każdy z telefonem w ręce, niby przy stoliku, ale tak naprawdę w innym świecie. Czy nie jest tak, że smartfon przestał być dla nas, a my staliśmy się dodatkiem do wirtualnego świata, z którym nas łączy? Czy to za jego sprawą pełno wokół nieskojarzonych dzieci, z głową jak sito, w której nie zatrzymuje się żadna użyteczna informacja?

więcej

Partnerzy