Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że mnóstwo świąt w rodzaju Międzynarodowego Dnia Kota, Dnia Języka Ojczystego i tym podobne są potrzebne?

Naszym tropem

Święty czy podciep czyli kim jest Mikołaj

Wyobrażacie sobie, że w rocznicę urodzin papieża-Polaka ktoś – twierdząc, że to ku jego pamięci – będzie chodził ubrany w strój klauna i przedstawiał się, jako Jan Paweł II? Najdalej za dwie godziny ktoś poleci  na prokuraturę, donieść o obrazie uczuć religijnych. I w zasadzie można zrozumieć, że taka sytuacja kogoś, kto czci Jana Pawła II, bądź co bądź świętego, może obrażać. Podobnie jak ktoś, kto wciągnie na siebie skórę niedźwiedzia – i nie będzie twierdził, że jest teraz miśkiem, tylko, powiedzmy, św. Krzysztofem, patronem Tychów. To chyba też obraza uczuć religijnych, też na prokuraturę trzeba lecieć.

ilustracja

Tylko dlaczego ten sam człowiek nie leci na prokuraturę 6 grudnia? Gdy wszędzie wokół jakieś podciepy, ubrane w czerwone galoty i czerwone mycki, twierdzą, że są świętymi. Dokładnie świętymi Mikołajami…  Przecież jeszcze niedawno był to taki sam święty, a w zasadzie jest nadal, choć w … ograniczonym zakresie.
Święty Mikołaj – jeśli istniał - był biskupem, nie ubierał się w czerwone galoty i filcowe buty, nie nosił czapki z pomponem. Nosił się, jak na biskupa przystało. Zauważyła to zresztą Rada Języka Polskiego, która zaleca rozróżnianie pisanego z dużej litery Świętego Mikołaja (biskupa) od pisanego z liter małych świętego mikołaja, czyli tego podciepa.
Historia a raczej legenda biskupa Mikołaja, świętego Kościoła Rzymsko-Katolickiego, obok, w osobnej ramce. Tu zajmiemy się tym podciepem w czerwonych galotach. Skąd się w naszej kulturze wziął. Bo wziął się całkiem niedawno. W zasadzie był pierwszym symbolem amerykanizacji naszej kultury.

Był biskupem, miał pomagiera

W takiej Holandii bowiem do dziś prezenty rozdaje św. Mikołaj, ale nawiązujący do pierwowzoru, w biskupich szatach. A za pomagiera nie ma elfa ani wiewiórki, ale jak to na Bliskim Wschodzie, małego murzynka.
W grudniu wspólnie przybywają do Amsterdamu statkiem z ciepłych krajów. Także na Śląsku przed wojną towarzyszył mu zazwyczaj Knecht Roprecht. U nas nie był to murzynek, ale bardziej z wyglądu przypominał diabła, niż towarzysza świętego. Natomiast sam Mikołaj był jak najbardziej w biskupich infule i z pastorałem. Skąd więc wziął się i kiedy zamiast niego podciep w czerwonych galotach?
Historia rozwijała się powoli. I zaczęło się w zasadzie od tego murzynka, który jakoś nie pasował do zimowego klimatu. Podobnie jak w trzaskające mrozy biskup przybywający z ciepłych krajów. Zamarzłby biedaczysko. Dlatego Amerykanom spodobał się, napisany na początku XIX wieku wiersz Clementa Moore’a pod tytułem Noc Wigilijna, w którym to utworze biskup nie przybywa z Azji Mniejszej, tylko z bieguna północnego, na saniach ciągniętych przez renifery. Sanie znacznie lepiej pasowały do zimy, niż murzynek, więc taki wizerunek zaczął się upowszechniać. Ale podróżujący tymi saniami był wciąż biskupem.
A w roku 1881 amerykański tygodnik Harper’s Weekly opublikował ilustrację, w której Mikołaj nie ma na głowie sakry, tylko elfią czapkę i rozdaje prezenty żołnierzom wojny secesyjnej. A podciep w galotach?

Mikołaj to jest to!

To już robota Coca-Coli.
W roku 1930 zaprzęgła Mikołaja do swojej kampanii reklamowej. Ostateczny kształt jego ubiorowi nadał rok później – też dla Coca-Coli, rysownik Haddon Sundblom. Kampania napoju była na tyle mocna, że z Ameryki Północnej i Anglii nowy Mikołaj szybko wyparł biskupa. A jego czerwona czapka z białym pomponem, stała się jednym z komercyjnych symboli świąt Bożego Narodzenia.
Rosjanie zmienili go na Dziadka Mroza, nie tylko z powodu obowiązującej w ZSRR ateizacji, ale z bardziej podobieństwa do postaci z ich ludowej bajki Mróz Czerwony Nos. A Holendrzy mają ich dwóch, Mikołaj (Sinterklaas) zjawia się koło 15 listopada
i rozdaje prezenty do 6 grudnia, zaś w okolicy świąt pojawia się Kerstman, który w Wigilię przez komin wrzuca dzieciom prezenty. Dlaczego przez komin? To też nawiązanie do hagiografii św. Mikołaja. W legendach o nim znajdujemy opowieść, jak pewien człek chciał z biedy sprzedać swoje trzy córki w niewolę. Biskup Mikołaj podrzucił więc przez komin trzy sakiewki, dzięki czemu dziewczyny nie tylko niewolnicami nie zostały, ale jeszcze miały przyzwoity posag.
Zasadniczo jednak Mikołaj poszedł w komercję i wykorzystywany jest masowo przez handlowców, jako osoba zachęcająca do kupowania prezentów. Inna sprawa, że Polska należy do niewielu krajów, gdzie rozdaje je
w tradycyjnej dacie 6 grudnia a nie w Wigilię Bożego Narodzenia – wtedy bowiem dają je u nas inne postaci. O tym jednak za dwa tygodnie. Chociaż i u  nas zdarzają się rodziny, które Mikołaj odwiedza dwa razy w roku, 6 i 24 grudnia.
Potęga postaci wymyślonej przez Coca-Colę jest tak wielka, że wręcza ona prezenty nawet w krajach nie mających żadnych chrześcijańskich tradycji. Chociaż tam często obdarowuje prezentami na Nowy Rok.

Ważny w naszej kulturze

Mikołaj jest także ważną cezurą czasową w życiu młodego człowieka, które dzieli się na okres wczesnodziecięcy, kiedy wierzy w świętego Mikołaja i późnodziecięcy, kiedy, nieraz ku swojemu utrapieniu, dowiaduje się, że prezent podrzuca mama albo dziadek, a ten Mikołaj, z którym robił sobie fotki, to tylko przebieraniec. Czasem bywa  z tym zabawnie, na przykład trzyletni syn jednej z tyskich dziennikarek, odebrawszy od czerwonego brodacza w czapce z pomponem swój prezent, szepnął do ucha mamy: Mamo, ale patrz, ten Mikołaj ukradł dziadkowi buty! Marcin dopiero dwa lata później skojarzył, że nie Mikołaj ukradł buty, tylko dziadek ukradł coca-colowemu Mikołajowi kostium.
Europoseł Marek-Plura zaś z mysłowicką organizacją Ślonsko Ferajna ubiera Mikołaja w barwy nie czerwono-białe, lecz śląskie, żółto-niebieskie.
I w towarzystwie tego Mikołaja rozdają prezenty. A tyskie Hale Targowe chwalą się, że u nich jest prawdziwy święty Mikołaj, bo… amerykański.
Ważne jednak by pamiętać, że ten nieważne czy żółto-niebieski czy czerwono złoty, nie jest – zgodnie z decyzją Rady Języka Polskiego - żadnym Świętym Mikołajem, tylko świętym mikołajem. I być może pisząc o nim popełniamy najczęstszy w języku polskim błąd ortograficzny. Ale jak go nie popełniać, jeśli nawet mój komputer mikołaja z małej litery podkreśla, jako ortograficzny błąd. Najwyraźniej nie uznaje decyzji tej Rady. Jak widać po całym tekście, ja też nie.

Wywiad

ilustracja

Zbiorowe wyparcie

Z Markiem Łuszczyną, autorem „Polskich Obozów Koncentracyjnych” rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Z Korony Czeskiej do Prus

25 grudnia na dobrych 200 lat zdecydowano o losach Śląska

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Po prostu…czosnek!

Odwraca fazę księżyca, dlatego boją się go wampiry, strzygi i inne żądne krwi potworności - dlatego właśnie należy się wystrzegać ludzi, którzy go unikają. Wydłuża życie o setki lat, włożony
w pępek działa antykoncepcyjnie, odstrasza żmije, krokodyle i niechcianych adoratorów.  Mój ojciec żartuje, że jak się chce na satelitę odbierać telewizję Izrael, to trzeba jej talerz posmarować czosnkiem. To wszystko oczywiście bzdury (może poza tym przedostatnim), natomiast faktem jest, że czosnek obrósł w masę legend nie dlatego, że przywieźli go do nas kosmici.
W każdej bajce jest trochę prawdy, a w tym przypadku śmiało można powiedzieć, że czosnek to trochę „nadwarzywo”, można znaleźć
w jego bogactwie trochę…magii.

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Smartfon - mój przyjaciel, mój wróg

Smartfon to zdecydowanie symbol naszych czasów. Pytanie czy jest to nasz sprzymierzeniec czy przeciwnik. Telefon typu smartfon na pewno ułatwia życie i pracę, ale czy nie jest tak, że smartfon zaczął przejmować kontrolę nad naszym życiem? Na pewno każdy kierowca zna przypadek, gdy wpatrzony w telefon, przechodzień wtargnął na ulice, nie patrząc się na boki. Tak samo jak rozmawiający przez telefon kierowca, lub - co gorsze - piszący e-meile albo sms-y. Co ciekawe, za rozmowę przez telefon za kierownicą można dostać mandat, ale za wpatrywanie się w ekran zamiast przed siebie – nie! Często widzę grupkę znajomych przy stole w restauracji. Nie rozmawiają ze sobą, każdy z telefonem w ręce, niby przy stoliku, ale tak naprawdę w innym świecie. Czy nie jest tak, że smartfon przestał być dla nas, a my staliśmy się dodatkiem do wirtualnego świata, z którym nas łączy? Czy to za jego sprawą pełno wokół nieskojarzonych dzieci, z głową jak sito, w której nie zatrzymuje się żadna użyteczna informacja?

więcej

Partnerzy