Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy takie zdarzenia, jak ostatnia wichura, bardzo ci się dają we znaki?

Wynik głosowania:

75%
0%
25%
 
Tak! Wtedy uświadamiam sobie, jak bardzo uzależnieni jesteśmy od elektryczności
 
Nie, bo jak powiedziała pewna blondynka: sorry, taki mamy klimat
 
Ja tam wiem że była wichura tylko z internetu.

Naszym tropem

Ktoś tu ściemnia

W Mikołowie, zgodnie z przysłowiem, najciemniej pod latarnią

ilustracja

Nowe, ekologiczne oświetlenie w Mikołowie miało przed wyborami podkreślić skuteczność burmistrza Stanisława Piechuli w pozyskiwaniu środków unijnych. Tymczasem stało się źródłem problemów. Urząd Marszałkowski, zamiast wypłacić pieniądze, zwrócił się do Prokuratury Okręgowej w Katowicach, aby zbadała, co się święci i świeci w Mikołowie.

Jeszcze w 2016 roku burmistrz Stanisław Piechula tak pisał na profilu facebookowym o wymianie oświetlenia w Mikołowie: „Pozyskaliśmy milion złotych, by dodatkowo oszczędzać rocznie 300 tysięcy. Wartość całego projektu to ponad 1,2 mln. zł, z czego ponad milion (85% kosztów) stanowi pozyskana dotacja”. Niestety, te informacje nie są prawdziwe, a przynajmniej straciły na aktualności.

 

Nowoczesne oświetlenie – dobra rzecz

Pieniądze na poprawę efektywności energetycznej oświetlenia dosyć szerokim strumieniem płynęły w ostatnich latach do śląskich gmin. Część samorządów nie robiła wokół tego zamieszania, traktując to jako jedną z wielu unijnych dotacji, które w miarę łatwo można dostać. Natomiast w wielu miastach, do których należy Mikołów, pozyskane pieniądze na ekologiczne, ledowe żarówki stały się motorem pijarowych akcji, podkreślających skuteczność lokalnych władz.

W sumie nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że wszystko robione jest jak należy. Niestety, w Mikołowie coś poszło nie tak, Projekt dofinansowany przez Urząd Marszałkowski przewidywał montaż 1047 energooszczędnych opraw oświetleniowych i nowoczesnego systemu sterowania. W nocy, kiedy miasto śpi, a oświetlenie jest przyciemnione, operator może w ciągu kilku sekund w pełni rozświetlić kilka latarni w miejscu wypadku lub robót drogowych. To dobre i oszczędne rozwiązanie.

 

Obniżanie standardów

 

Teoretycznie, zrealizowanie takiej inwestycji za milion złotych nie powinno sprawiać problemów w Mikołowie, który niedawno przebrnął przez budowę kanalizacji za pół miliarda.Tymczasem już pierwszy przetarg na oświetlenie został w niejasnych okolicznościach unieważniony w maju 2016 roku. W czerwcu szybko ogłoszono kolejny. Przy okazji skrócono o połowę (ze 100 tys. do 50 tys. godzin) wymagany czas świecenia diod LED w oprawach drogowych. W praktyce oznacza to, że zamiast ćwierć wieku będą służyły 12-13 lat, ale to jest najmniejsza z wątpliwości.

Przetargi ogłaszane przez instytucje publiczne słyną z zaostrzonych norm i wymagań. Wszystko po to, aby odsiać firmy, które dla zdobycia zlecenia gotowe są zaniżać ceny w myśl zasady: dostać kontrakt, a później się martwić. Mikołowski magistrat poszedł inną drogą. W ogłoszeniu o przetargu nie wymagano doświadczenia w realizacji podobnych prac, referencji czy obowiązku zatrudnienia np. kierownika budowy na etacie. Potencjalny wykonawca nie musiał nawet wykazać się odpowiednią ilością gotówki, gwarancjami bankowowymi lub chociażby ubezpieczeniem OC. Urzędnicy zamawiając nowoczesny system sterowania nie pomyśleli, aby zażądać od oferentów szczegółowych informacji o jego funkcjonowaniu lub chociażby prezentacji.

 

Firma-kogucik i brak certyfikatów UE

Do walki o kontrakt stanęły trzy firmy. Najdroższa oferta wynosiła 1,257 mln zł, kolejna 1,139 mln zł. Przebiła je mała i nieznana firma z Warszawy, która zadeklarowała, że zamontuje oświetlenie w Mikołowie za 885 tys. zł. W magistracie nikomu nie zapaliła się czerwona lampka, że tak tania oferta może wróżyć kłopoty. Nie widziano nic podejrzano w tym, że firma zajmująca się nowoczesnymi inwestycjami oświetleniowymi za miliony, ma siedzibę w … skromnym, warszawskim mieszkaniu.

Realizacji projektu z uwagą przyglądali się działacze mikołowskim organizacji pozarządowych, które śledzą, co, jak i za ile robi magistrat. Są wśród nich fachowcy z branży oświetleniowej i to oni przygotowali druzgocący raport z przebiegu montażu oświetlenia. Wskazali na 20 uchybień popełnionych – ich zdaniem - przez wykonawcę, a które zbagatelizował mikołowski magistrat.

Okazało się, że firma w dokumentacji ofertowej przedstawiła oprawy lamp innej firmy, niż te które później zamontowano. W przypadku 430 opraw parkowych nie było deklaracji CE, obowiązkowej dla towarów sprzedawanych w Unii Europejskiej. Te i inne zastrzeżenia dotyczą spraw technicznych. Niewiele mówią ludziom spoza branży, ale znawcy problematyki oświetleniowej nie mają wątpliwości, że organizacja przetargu i sama realizacja tego zadania daleko odbiegała od przyjętych standardów. Burmistrz Stanisław Piechula bagatelizuje te zarzuty.

- Ludzie związani z firmą, która przegrała przetarg teraz się mszczą i nie chcą, aby nasze miasto dostało pieniądze z Urzędu Marszałkowskiego – mówi burmistrz Piechula.

 

 

Zamiast splendorów- prokurator

 

Urząd Marszałkowski potraktował jednak te zastrzeżenia poważnie. Najpierw zlecił kontrolę realizacji projektu, a w lipcu skierował sprawę do Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Mikołów zapłacił za wymianę oświetlenia z własnego budżetu. Wypłata dotacji z Urzędu Marszałkowskiego została wstrzymana, dopóki nie zostaną wyjaśnione wszystkie wątpliwości.

Jerzy Filar

Autor jest redaktorem naczelnym „Naszej Gazety”, miesięcznika ukazującego się w powiecie mikołowskim

Wywiad

ilustracja

Gra każdy, wygrywają najlepsi

Rozmowa z Krzysztofem Kołodziejczykiem, wiceprezesem Polskiego Związku Skata i prezesem okręgu tyskiego

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

1945 na Śląsku

Zbrodnia, która zaczęła się 27 stycznia

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Pieprzne tematy

Stoi na stole w specjalnym, dedykowanym przyprawniku - zawsze na straży, zawsze pod ręką. Tak się do niego przyzwyczailiśmy, że przy gotowaniu nawet nie wymieniamy go jako składnika – przecież to jasne jak słońce, że do każdego mięsa, zupy, pierogów, czy choćby jajecznicy koniecznie trzeba dodać pieprz i sól. Chociaż... od tego drugiego staramy się odchodzić, nie przesalać, bo to niezdrowe. A pieprz? Zmieniają się mody na diety i alergie, ale to jedno póki co zostaje niezmienione: pieprzą weganie, wegetarianie, bezglutenowcy i mięsożercy. Bo przepieprzenie grozi co najwyżej kichaniem, więc... czemu nie?

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Kolejowe obiecanki - cacanki

Od kilku lat PKP opowiadała nam, jak to będzie rewitalizować zlikwidowane przed laty połączenia kolejowe. Na przykład z Orzesza przez Tychy do Bierunia i Oświęcimia. Teraz okazuje się, że obiecanki cacanki a głupiemu radość.

więcej

Partnerzy