Sondaż publiczny

Czy robisz zakupy na jarmarkach świątecznych

Felieton

Autor
Dariusz Dyrda: Fiksum Dyrdum

Śląska, czy nie śląska

Śląska, czy nie śląska

ilustracja

Tak się składa, że obaj, z moim szanownym kolegą z tej felietonowej strony, wzięliśmy w tym tygodniu na warsztat noblistów. Z tym, że on dawnego, a ja świeżo upieczoną, Olgę Tokarczuk. Wprawdzie duży tekst o noblistach mieliśmy też w poprzednim numerze, ale to, co o Tokarczukowej (tak, niej samej, a nie jej twórczości) czytam, skłoniło mnie do napisania słów paru.

Przede wszystkim wstyd mi za polskiego prezydenta i premiera. Kiedy byle kopacz piłki czyjej nad siatką uderzacz wygra jakiś mecz, zaraz lecą na wyprzódki, aby tego „wielkiego dla Polski” sukcesu gratulować. Kiedy polska pisarka dostaje Nobla, ani pan Andrzej, ani pan Mateusz przez niemal miesiąc nie znajdują czasu, by się z nią spotkać. Znając nieco poglądy pani Olgi mniemam wprawdzie, że jej też do spotkania z panami Andrzejem i Mateuszem niespieszno, ale jednak oni, oprócz tego, że są Andrzejem i Mateuszem, są też prezydentem i premierem Polski, ona jest polską noblistką, więc choć jeden z panów powinien ją zaprosić i uhonorować. Chyba, że rządzących Polską elementarna kindersztuba już nie obchodzi.

Zresztą tym polskim literackim noblistom jakoś z rządzącą prawicą zawsze nie po drodze. Miłosz im nie pasował, Szymborska im nie pasowała, Tokarczuk też nie trawią – najwyraźniej nie chcą zrozumieć, że literackiego Nobla nikt już raczej za poglądy ksenofobiczne, rasistowskie, nacjonalistyczne nie przyzna. Nie mają więc Pietrzak, Wolski czy Rymkiewicz na co liczyć, nawet gdyby talentem pani Oldze dorównywali. A chociaż Nobla literackiego dostał niedawno piosenkarz Bob Dyla, to Zenek Martyniuk też raczej niech nie liczy, choć według PiS-u to artysta wybitny.

Wracając do świeżej noblistki, fascynują mnie te liczne bluzgi w internecie, że jest antypolską szmatą, bo pokazuje choćby polski antysemityzm. Antysemityzm, który przecież ja sam obserwuję na każdym kroku (choćby powszechne bajdurzenie, że „Żydy nami rządzą”, a tymi Żydami są rzekomo niemal każdy polski polityk z Kaczyńskim na czele), więc co dziwnego, że o nim pani Olga pisze. Nobla jednak, drodzy wy bluzgacze, dostała jednak nawet nie za to, o czym pisze, tylko jak pisze. A to proza najwyższej próby, chociaż czasem w fabule- choćby Biegunów –połapać się trudno.

Jeszcze bardziej jednak fascynują mnie śląskie fora internetowe, których dyskutanci zastanawiają się, czy jest Tokarczuk noblistką śląską, czy nie jest. Jedni twierdzą, że jest jak najbardziej, urodziła się przecież na Śląsku, tu większość życia mieszka, deklarując, że Warszawy, w której przyszło jej spędzić kawałek życia, nie lubi, bo jest ta Warszawa – jak twierdzi – miastem szorstkim i nieprzyjaznym. Jakże po śląsku, bo trudno znaleźć Ślązaka, który by do tego miasta nad Wisłą pałał ciepłymi uczuciami.

Drudzy jednak podnoszą, że aby uznać Olgę Tokarczuk za pisarkę prawdziwie śląską, konieczna byłaby jakaś jej deklaracja, że się do tej śląskości poczuwa. A takiej deklaracji nie ma. Ci pierwsi wprawdzie zauważają, że ci dawni śląscy nobliści, którymi się słusznie szczycimy (a o których Echo pisało dwa tygodnie temu) też takich deklaracji raczej nie składali, ale ci drudzy odpowiadają, że ich stosunku do śląskości już poznać okazji nie mamy, a pani Olga może się wypowiedzieć. Nie mają zresztą do końca racji, bo w sąsiednim felietonie Jurek udowadnia, że pierwszy noblista ze Śląska utożsamiał się z naszym regionem jak najbardziej.

Jest więc Tokarczuk pierwszą śląską literacką noblistką czy nie jest? Prawdę powiedziawszy, chociaż bywam czasem nazywany nawet śląskim nacjonalistą, a śląskim patriotą jestem na pewno – niewiele mnie to interesuje. Nigdy czytając pisarzy, a noblistów też, nie patrzę na ich twórczość przez pryzmat narodowości, chyba że ta narodowość, jak choćby u Twardocha, w twórczości tej jest ważna. Ale czy czytając „Stary człowiek i morze” ktoś zastanawiał się nad narodowością Hemingwaya? Czy narodowość ma wpływ na prozę Dona Browna, Paulo Coelho i wielu innych najbardziej poczytnych pisarzy? Albo na malarstwo Picassa czy Salvadora Dali?

Wielki artysta, artysta światowego formatu to właśnie taki, który zdołał swoją twórczością przełamać narodowe, plemienne schematy, tworząc dzieła uniwersalne, które w takim samym stopniu umieją poruszyć człowieka wychowanego w kulturze anglosaskiej, słowiańskiej, romańskiej – a chińskiej i japońskiej też. Gdyby nie międzynarodowe wawrzyny (Nobel nie jest przecież pierwszym), które na Tokarczuk spływają, nawet nie wiedziałbym, że ona do tych światowych artystów się zalicza – bo skąd niby mam wiedzieć, co porusza Duńczyka, Portugalczyka, Brazylijczyka i Chińczyka – ale dzięki tym nagrodom wiem, że twórczość Tokarczuk porusza także ich. Dzięki nim wiem, że oto mniej więcej w tym samym czasie co ja, na tym samym Śląsku, urodziła się Wielka Pisarka, a chociaż przez tę śląską wspólnotę nijak część jej chwały na mnie nie spływa – cieszę się, że urodziła się w tym samym regionie co ja, a nie w Katalonii, Szkocji czy nawet na Mazowszu.

Olga Tokarczuk jest już w panteonie polskich i śląskich artystów wybitnych. Polaków wybitnych. Czego o tych, którzy nie mają czasu się z nią spotkać i którzy na nią plują po gazetach i w internecie, powiedzieć nijak nie można.

Dariusz Dyrda

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Uśmiech ładuje nasze akumulatory

Rozmowa z Katarzyną Polok- Marcol, Prezesem Fundacji Bajtel- Mysłowice Pomagają

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Czterej Jeźdźcy Apokalipsy

Według jednej z legend, interpretacji (nieco inaczej niż w biblii) czterej jeźdźcy Apokalipsy to wojna, zaraza, głód i śmierć - i chyba właśnie ci przybysze zawitali w XIX wieku na teren Górnego Śląska, gdy w tle sączącej się wojny ludzie, zwłaszcza ci mniej zamożni, cierpieli głód, za którym krok dalej przyszła zaraza, by potem śmierć zakończyła los chorych ludzi, zostawionych samych sobie. Tak naprawdę choroba przychodziła i zabierała tych z którymi było już naprawdę źle - przychodziła na gotowe, a by ją zaprosić wystarczył łyk wody ze strumienia lub też najzwyklejszy oddech… z morowej chmury, która na zmianę z tyfusem dziesiątkowała ludność Śląska.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Niech żyją szampinioki!

Tak grzyb ten nazywa się po śląsku, i każdy poliglota domyśli się od razu o co chodzi, bo niemal identycznie nazwa pieczarki brzmi po angielsku, francusku, niemiecku, hiszpańsku, włosku czy rosyjsku. Baszą nazwę pieczarka zrozumie chyba tylko Czech czy Chorwat, od biedy Ukrainiec. Tak jednak czy inaczej, niech żyje szampiniok, niech żyje pieczarka!

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Elektrownia atomowa tuż za Wisłą?

Kilka kilometrów od Bierunia, trzy kilometry od Bojszów, mniej niż 30 kilometrów od Tychów może powstać elektrownia atomowa! Planuje ją wybudować najbogatszy Polak Michał Sołowow wraz z japońskim koncernem Hitachi Nuclear Energy.

więcej

Partnerzy