Felieton

Autor
Dariusz Dyrda: Fiksum Dyrdum

Nie bierz babo polityka

Nie bierz babo polityka

ilustracja

Brytyjski portal playojo.com zapytał kobiety z facetami uprawiającymi jakie zawody niechętnie poszłyby na randkę. Nie wiem, czy Brytyjki są inne od Polek, ale dwa razy częściej spróbowałyby romansu (związku) ze śmieciarzem i grabarzem, niż politykiem. Od polityka u brytyjskiej płci pięknej szanse mniejsze ma w zasadzie tylko wypychacz zwierząt, pracownik rzeźni, deratyzator, parkingowy, sprzedawca ryb, komornik i… księgowy. Mniej, niż co 15 Brytyjka poszłaby na randkę
z politykiem. Inna sprawa – co im w księgowym nie pasuje?
Niezależnie od tego księgowego, badanie zaciekawiło mnie, bo okazuje się, że nie tylko u nas, ale także w tej kolebce europejskiej demokracji politycy nie są postrzegani jako elity, tylko szumowiny jakieś takie, którym się pracować nie chce, to sobie w politykę poszły. Z tej perspektywy cieszę się, że mimo prób nie udało mi się zostać senatorem, bo ja jednak wolę (żono moja, nie czytaj!) randkę od ględzenia o budżecie państwa albo ustawie o pochówku zmarłych.
Czemu jednak polityk nie jest atrakcyjny dla kobiety? Jest wszak elegancko ubrany, pachnący, ma modną fryzurę i pieniądze też ma, może zaprosić na bankiet czy koncert, na który normalny człowiek wstępu nie ma, a jeśli ma to musi za niego słono zapłacić, podczas gdy polityk zaproszenie dostaje. A jednak okazuje się, że kobiety randek z politykami nieciekawe. Czemu?
Popytałem o to znajome kobiety. Nie było łatwo, bo początkowo same nie wiedziały, co o tym myśleć, i chyba, wbrew wszelkiej logice, polscy politycy mają lepszą markę niż brytyjscy (czyżby tak za Brexit przechlapane mieli?), bo jednak większość moich znajomych stwierdziła, że by poszła. Zaraz jednak dodały, że z bliższą znajomością byłyby bardzo ostrożne.
Dlaczego? Bo polityk to zasadniczo kłamca i oszust, pozbawiony wszelkich zasad – wyjaśniały. Wszystko obieca z największą łatwością, bo i tak dotrzymać nie zamierza. Jeśli jest porządny, to się na randki nie umawia, bo jest żonaty, a jeśli się umawia, jak ten Pięta z Bielska, to może bajdurzyć o pięknym wspólnym życiu, a i tak potem podwinie ogon i ucieknie do żony. A jeśli polityk żony nie ma, to widocznie łajza ostatnia, że sobie żadnej baby przygruchać nie umie. No chyba, że jest Biedroniem, to brak kobiety można zrozumieć – ale znowu po co się z Biedroniem na randkę umawiać? Nawet jeśli taki sympatyczny…
Prawdę powiedziawszy wszystko powyższe (za wyjątkiem Biedronia oczywiście) może dotyczyć każdego innego mężczyzny, tak samo jak polityków, ale przeciętny mężczyzna ma najwyraźniej
u kobiet wiarygodność od polityka wyższą.
Ale – dodają moje znajome – polityk wadę ma jeszcze jedną. Jak w wyborach przepadnie, to jeszcze pół biedy, partyjni koledzy dadzą mu jakąś fuchę w spółkach skarbu państwa albo innej państwowej instytucji. Jednak jeśli przepadnie nie tylko on, lecz także cała jego polityczna formacja, nagle okazuje się, że on nic robić nie umie, do żadnej pracy się nie nadaje, i będzie na kobiety swojej utrzymaniu. Nawet tej pracy nie specjalnie szukając, bo wciąż kombinując jedynie, jak do polityki wrócić. Słowem - po co brać sobie na garb potencjalnego pasożyta?
Słuchając tych słów doszedłem do wniosku, że my sami, z własnej nieprzymuszonej woli wybieramy do rządzenia nami ludzi niesolidnych, nieuczciwych, którzy do tego nic robić nie umieją. Wprawdzie zdarza się, że człowiek ma i takiego szefa (jakże często zresztą dzięki jego politycznym koneksjom), ale szefa nam los w teczce przynosi – i nic na to nie poradzisz, a polityka wybieramy sami.
Może też dlatego tak trudno zniszczyć PiS-owi marszałka senatu Grodzkiego. Bo nie wiem, jak tam u niego z tą solidnością i uczciwością, ale nikt o profesorze medycyny nie powie przecież, że nic robić nie umie, i jeśli z polityki wypadnie to będzie na garnuszku swojej żony. W jego przypadku polityka to wybór, nie życiowa konieczność. Dlatego być może państwa, którym się dobrze powodzi to te, w których zanim zostaje się politykiem – udowadnia się swoją klasę i umiejętności
w innych dziedzinach życia. U nas politykiem do niedawna zostawało się za styropianowy życiorys, a od kilku lat za noszenie teczki tym, którzy mają styropianowy życiorys. Za nimi już kolejne pokolenie nowych wilczków teczki nosi. Uczciwie więc byłoby, gdyby kandydat na polityka, pytany w wyborach o kompetencje, odpowiadał zgodnie z prawdą: nosiłem teczkę za Macierewiczem, albo za Tobiszowskim, albo za Schetyną czy innym Kosiniakiem. Panu Czarzastemu teczkę nosiłem.
I tak dalej, i tak dalej.
Dlatego nie wiem, jak wy, ale ja po zapoznaniu się z preferencjami brytyjskich kobiet postanowiłem, że nigdy nie zagłosuję na kandydata, który ma w życiorysie bycie asystentem innego polityka. Bo to oznacza tyle, że jedyne co umie, to nosić za kimś teczkę.

Dariusz Dyrda

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Uczeń z depresją

Rozmowa z Elizą Cieślikowską, psychologiem ze szpitala Megrez

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Zbyt bogaci na niepodległość

Rok temu jesienią poświęciliśmy wielki tekst odradzaniu się państwa polskiego w 1918 roku. W końcu to setna rocznica niepodległej. Jednak u nas mało kto wtedy o Polsce myślał. Tutaj wtedy najważniejszym tematem było, czy uda się stworzyć państwo śląskie. A grudzień był akurat tym miesiącem, gdy w tej sprawie działo się najwięcej.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Cynamon!

Pamiętam prześmieszną rozmowę między moim ojcem a jego łódzkim przyjacielem. Ojciec zawsze przekonywał go, że oryginalna mowa śląska, a nie jej kabaretowe podróbki, bardziej podobna jest do języka czeskiego niż polskiego. Tamten kiedyś wracając z Czech, zagadnął: jeśli tak, to powiedz, jak po czesku będzie cynamon. Ojciec: skurzica? Adriana zamurowało: rzeczywiście, skurice… Mnie nie, bo w domu mojej babci i ojca zawsze mówiono skurzica. Nie bez sensu, bo to przecież skóra drzewa. Idą święta, więc czas na skurzicę!

więcej

Reportaż

ilustracja

Kup sobie swoją kurtkę

Co jakiś czas każdy z nas staje przed faktem kiedy szafa się nie domyka a nowo nabytych ubrań nie ma już gdzie chować. Z tym problemem mierzą się głównie panie. Wtedy też przychodzi czas na wietrzenie szaf i sortowanie, w czym jeszcze zamierzamy chodzić, a w czym już raczej nie. I chociaż jej zawartości nadaje się jeszcze do noszenia, moda tak szybko się zmienia, że większość z ubrań albo wyszła z mody, albo już przestała się nam podobać. Dochodzimy do wniosku że trzeba się ich pozbyć i zrobić trochę miejsca na nowe rzeczy.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Planowany przy jeziorze

Kanał Wisła-Odra to inwestycja jeszcze bardziej mityczna, niż budowa nowej nitki drogi S-1, mającej od Mysłowic, przez Ustroń prowadzić na Słowację. Budowa planowanej od dobrych dwudziestu lat S-1 może się znów przesunąć, gdyż podobno zastrzeżenia zgłasza (w okolicach Bierunia i Oświęcimia) UNESCO. Natomiast Kanał Śląski Odra-Wisła, o którym mówi się od lat ponad pięćdziesięciu ma planowaną nową trasę, która tym razem ma prowadzić tuż przy Jeziorze Paprocańskim.

więcej

Partnerzy