Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że nasze miejscowości mają dobrą ofertę naferie dla dzieci?

Felieton

Autor
Dariusz Dyrda: Fiksum Dyrdum

Wylęgarnią jest stadion

Wylęgarnią jest stadion

ilustracja

Żyjemy w dziwnym kraju. Dziewięć lat temu zdarzył się tragiczny wypadek – a ja od tych dziewięciu lat stale słucham, że to był zamach. 13 stycznia zdarzył się zamach, terrorystyczny zamach – a niektórzy próbują mi wmówić, że to był wypadek.
Sam zapaliłem ku pamięci zamordowanego dwa znicze –jeden w Tychach a jeden w Katowicach. Nie znałem oczywiście Pawła Adamowicza, ale te znicze nie są hołdem oddanym człowiekowi,
o którym w sumie wiem niewiele. Są, jak w przypadku zapewne niemal wszystkich, którzy je zapalali, protestem przeciw ogromnej agresji w naszym życiu publicznym.
I lękiem, co będzie dalej, bo przecież widać, że agresja narasta. Aresztowanie paru oszołomów, którzy sieją nienawiść w internecie to za mało. Zresztą aresztowani są – na ile obserwuję media - tylko ci, których nienawiść skierowana jest przeciw zabitemu prezydentowi Gdańska. Mowa nienawiści wobec Arabów czy Ślązaków nadal ma się dobrze. Tak, Ślązaków! Trzy lata temu, podczas sejmowej debaty nad uznaniem narodowości śląskiej, poseł PiS-u z Bielska-Białej ogłosił: „Korfanty kazałby do was strzelać!”. W internecie wyzywanie tych, którzy chcą uznania tej narodowości od folksdojczów (zazwyczaj z wulgarnym przymiotnikiem) i wartych śmierci zdrajców – wciąż jest normą. Mowy nienawiści są pełne portale sportowe. Kibiców  jednej drużyny, wobec drużyny innej, i jej kibiców. Za tę mowę nienawiści nikt nie ściga.  
Zamiast tego rady niektórych miast rozważają obecność na obradach strażników miejskich, dla zwiększenia bezpieczeństwa. Tak, jakby w razie jakiegoś aktu terroru jeden strażnik miejski miał
w czymś pomóc? Albo nawet dwóch. Słyszę pomysły, że prezydenci dużych miast powinni mieć ochronę. Jak premier. Popadniemy w paranoję. Bo jeśli ochronę ma mieć prezydent Warszawy, Krakowa  i Wrocławia, to czemu nie prezydent Katowic? A jeśli prezydent Katowic, to czemu nie prezydenci Tychów i Mysłowic? Jeśli będą ją mieli oni, to potem kolej na ochronę burmistrza Mikołowa i starosty bieruńsko-lędzińskiego. Ale co, wójt Bojszów albo Ornontowic gorszy? Jeśli wójt, to i wicewójt oraz przewodniczący rady gminy. Po nim wiceprzewodniczący a wreszcie każdy radny… I tak naród polski podzieli się po połowie na ochroniarzy i ochranianych. Ot, pracuje sobie radny powiedzmy Orzesza, prywatnie ślusarz, przy swoim warsztacie, a stoi przy nim ochroniarz. Opłacany z podatków tego radnego (i innych mieszkańcy gminy).
Gdy w innych europejskich państwach coraz częściej premier porusza się masową komunikacją bez ochrony – u nas po zamordowaniu Pawła Adamowicza, rodzą się pomysły państwa ochroniarskiego. A przecież to droga donikąd. Bezpiecznie jest nie wtedy, gdy na każdym winklu stoi albo policjant, albo ochroniarz, tylko wtedy, gdy państwo nie hoduje dyszących zemstą frustratów. Dzisiejsza Polska właśnie ich hoduje. Nawet nasza szkoła uczy nienawiści. Tak, tak, podręczniki choćby historii uczą nienawiści do Niemców, do ruskich, do komunistów. Programy telewizyjne, audycje radiowe, wiele gazet – podobnie. W Polsce jad sączy się zewsząd, wszyscy opluwają wszystkich. Niezrównoważonym w pewnym momencie opluwanie przestaje wystarczać, więc sięgają po kij bejsbolowy, nóż czy siekierę. Od bójek kiboli do zabicia polityka droga już naprawdę niedaleka.
W tyskich szkołach po zabiciu prezydenta Adamowicza, organizowane są lekcje tolerancji. Podobnie jak w wielu innych miastach kraju. Ale wystarczy wybrać się na stadion, nieważne czy hokejowy czy piłkarski, żeby na trybunach doświadczyć popisu nietolerancji. Festiwalu nienawiści. Dopóki nie uporamy się z tą plagą, mowa o jakichkolwiek lekcjach tolerancji nie ma sensu. Ale jakoś nikt – analizując na setki sposobów mowę nienawiści – nie chce zauważać, że to właśnie wokół sportu młody człowiek, nie interesujący się polityką, pobiera tej nienawiści lekcje. Może więc zamiast wymyślać coraz więcej ochroniarzy dla polityków, zajmijmy się wprowadzeniem kultury na stadionach. Bo to one są wylęgarnią bandytów.
Może by tak na początek, po dowolnym meczu piłki czy hokeja, w oparciu o materiał filmowy, na podstawie 141 artykułu kodeksu wykroczeń, wlepić po 1000 złotych mandatu tysiącowi kiboli – za używanie słów nieprzyzwoitych
w miejscu publicznym. Bo kto bywa, ten wie, że pół trybun śpiewa piosenki w treści plugawe, w formie wulgarne. Podpadające pod ten paragraf jak najbardziej. Druga połowa słucha tego z zażenowaniem. Ja w zasadzie z tej przyczyny niemal przestałem na mecze chodzić. Bo jak zabrać syna w miejsce, gdzie tłum uczy go nienawiści do innych – a ich inność polega tylko na tym, że mają spodenki i koszulki w innym kolorze. I uczy stadion mojego syna okazywać tę nienawiść w sposób wulgarny. Jak, zabierając go w takie miejsce, mam potem wymagać, by nie odnosił się tak samo do szkolnego kolegi, z którym w spór jakiś – błahy z mojego punktu widzenia, ale z jego ważny - popadł?
Jeśli ktoś nie dostrzega związku, między stadionowym zdziczeniem, a zdziczeniem całego życia publicznego, ten nie rozumie zupełnie procesów społecznych. W Polsce znów, na szybko, po śmierci prezydenta Adamowicza, próbuje się dokonać jakiejś wielkiej reformy, wyplenić mowę nienawiści zewsząd. Polscy decydenci znów nie chcą iść  metodą małych kroczków, zacząć od czegoś, co realne i wykonalne. Tylko snują jakieś dziwaczne wizje, że można młodych ludzi  wychować bez nienawiści, zarazem hojnie z publicznych pieniędzy tę stadionową nienawiść finansując.
A ja, bez żadnych socjologicznych badań, jestem gotów się założyć, że niemal każdy kibol, powiedzmy katowickiej Gieksy, który nienawidzi – powiedzmy - Ruchu Chorzów, nienawidzi też ludzi o innym kolorze  skóry czy innej orientacji seksualnej. Idę o zakład, że kibol w koszulce z żołnierzami wyklętymi o wiele częściej cieszy się, że kogoś zabito, niż człowiek, który na koszulce ma, powiedzmy Budkę Suflera. Albo nawet słowo Konstytucja, chociaż w Polsce nawet ten najważniejszy akt prawny stał się… mową nienawiści. •

     
Dariusz DYRDA

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Zbiorowe wyparcie

Z Markiem Łuszczyną, autorem „Polskich Obozów Koncentracyjnych” rozmawia Dariusz Dyrda

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Biały pułkownik

Komisarz stanu wojennego, który stanął po stronie załogi

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Zozwór, jak go tu dawniej zwano

Przyszedł styczeń - miesiąc postanowień noworocznych. Podziwiam z dumą powtarzane hasła w stylu: Nowy Rok – nowa ja. Albo „nowy ja”, bo coroczne szaleństwo dotyczy wszystkich, bez wyjątku. Dla tych, którzy za chwilę po raz pierwszy włożą buty do biegania i postanowią zafundować swojemu nieprzygotowanemu organizmowi terapię szokową (albo już to zrobili i czekają na efekty) mam dwie wiadomości - jak w kawałach... złą i dobrą. Pierwsza jest taka, że z kiepską odpornością i kondycją prawie na pewno zapracujecie na przeziębienie, a druga – żeby nie zniechęcać tak do gruntu – są na to sposoby. Dobre i domowe. Sprawa wygląda tak – chcecie igrać ze styczniową pogodą? Zróbcie zapas imbiru!

 

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Mały ZUS, wielkie cygaństwo!

Z dniem 1 stycznia wszedł „mały ZUS”. Obecne władze reklamują ją jako niezwykłą ulgę dla mikroprzedsiębiorstw. A ja zakładam się w ciemno, że na terenie działania całego tyskiego urzędu skarbowego załapie się na nią nie więcej, niż 100 przedsiębiorców. A może mniej, niż 20. Bo tak naprawdę ci, którzy spełniali kryteria wymyślone przez  rząd PiS-u, albo już umarli z głodu, albo wyemigrowali zbierać pomidory do Holandii, albo zamknęli firmę, żeby iść do najgorzej nawet płatnej roboty.

więcej

Partnerzy