Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Frekwencja podczas wyborów samorządowych wyniesie

Felieton

Autor
Dariusz Dyrda: Fiksum Dyrdum

Wszystko jest polityką

Wszystko jest polityką

ilustracja

Platon, taki dawny grecki filozof, powiadał, że człowiek jest zoon politicon. Zwierzę polityczne. I ja takim zwierzęciem na pewno jestem.  Każdy z nas  jest. Dlatego bawią mnie deklarację ludzi, którzy twierdzą, że polityką się nie interesują.
Bo nie interesować się polityką oznacza, nie interesować się ceną masła i paliwa na stacji benzynowej; nie interesować się, czemu jako jedyni w UE musimy mieć wizy do USA. Nie interesować się, czemu drogi są dziurawe,
a pielęgniarki na potęgę zwiewają na Zachód.  Czeskie jakoś nie zwiewają, a w 1989 roku my i Czesi startowaliśmy dokładnie z tego samego poziomu.
Nie interesować się polityką – oznacza nie interesować się, czy nas z tej UE wyciepią (albo sami wyjdziemy) i znów do Hiszpanii, ale i tych Czech trzeba będzie mieć paszport – a może i wizę. Ale nie interesować się polityką oznacza też kompletnie mieć gdzieś, jaki jest poziom szkoły, do której chodzi nasze dziecko (wnuk); tym, jak długo czeka się na wizytę u lekarza; tym, co leci w telewizji, jakością wody w kranie a nawet tym, jaką bieliznę noszą nasze kobiety. Bo na każdą, absolutnie każdą z tych spraw, wpływ ma polityka.
Ba! Nawet na sprawy najintymniejsze, także małżeńskie. W średniowieczu stosunek, nazywany potocznie „na pieska”, nawet między małżonkami, karany był śmiercią. Bo tak chciała polityka. Polityką jest niemal wszystko, co nas otacza w relacjach z cywilizacją, z innymi ludźmi. Kto  więc twierdzi, że polityką się nie interesuje, jest albo idiotą, albo powinien zostać pustelnikiem, zamieszkać w jakiejś jaskini, żywić się jagodami, grzybkami i tym, co złowi gołymi rękami. Bo łowienie czy polowanie przy pomocy jakichkolwiek narzędzi, jakiejkolwiek broni – to już też polityka. Politycy bowiem decydują, że ze sztucerem opatrzonym w laserowy celownik można polować – oczywiście
o ile przyjmą nas do myśliwych - ale z łukiem już nie.   Politycy decydują o tym, gdzie polować można, a gdzie nie. Politycy decydują nawet, czy jeśli nasz piesek nasra na miejskim trawniku, mamy to posprzątać, czy też możemy zastawić pułapkę na czyjeś białe buty.
Różnica taka, że o jednym decydują politycy szczebla centralnego, a o innym gminnego. Ale to wciąż politycy. Dlatego bawi mnie słowo „samorządowiec”, nie mające swojego odpowiednika w chyba żadnym innym języku. Po prostu dlatego, że żaden samorządowiec nie istnieje. Są lokalni politycy. Bo czy radny, powiedzmy Bierunia, z PiS-u, nie realizuje polityki swojej partii, nie propaguje jej?
I czy na przykład Wojciech Saługa, gdy był wiceprezydentem Jaworzna (z legitymacją partyjną w kieszeni) – był samorządowcem, gdy wybrano go senatorem – stał się politykiem, a gdy został marszałkiem naszego województwa – znów jest samorządowcem?  Oczywiście, że nie,  tylko najpierw był politykiem rangi miejskiej, potem drugorzędnym politykiem polskim, a teraz jest najważniejszym politykiem wojewódzkim. Ale wciąż jest politykiem.
Nam, obywatelom polskim, polityka obrzydła, bo też jest uprawiana obrzydliwie, jak mało gdzie na świecie. Dlatego lokalni politycy nazwali siebie samorządowcami. Ale  to niczego nie zmienia. Pies, gdy nazwiemy go najlepszym przyjacielem człowieka, psem być nie przestaje.
Warto to sobie uświadamiać zwłaszcza przy okazji wyborów. Bo raz na cztery  lata (a  teraz  już na pięć) możemy pokazać naszym lokalnym politykom, że jesteśmy z nich zadowoleni, albo żeby już sobie poszli w cholerę i ustąpili innym, być może lepszym. Tylko czasem warto się dobrze zastanowić, bo co, jeśli ten „być może lepszy” okaże się w rzeczywistości znacznie gorszy?
I dlatego to też mnie w Polsce zdumiewa, że nawet duże partie potrafią, choćby na urząd prezydenta miasta, wystawić kogoś, za kim nie stoją żadne osiągnięcia, sukcesy, dorobek.
A lud zagłosuje, bo „może będzie lepszy”. To tak, jakby z reprezentacji Polski  w fusbal wyrzucić Arka Milika, bo często haniebnie pudłuje, a na jego miejsce wziąć pana Zenka  z  Łazisk. Który podobno bardzo sprawnie kopie. Tyle, że rowy i studnie.
A potem przez całą kadencję zgrzytamy zębami i  nikt się nie przyzna, że na niego głosował. •     
                                              
  Dariusz DYRDA

PS. Jeśli przypadkiem jakiś pan Zenek z Łazisk, zajmujący się zawodowo kopaniem rowów, startuje na radnego – niech się nie obraża. Nie jego miałem na myśli.

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Niezbędny kwiatek do kożucha

Rozmowa z, nauczycielem, pisarzem, propagatorem edukacji regionalnej

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Papież śląski ale niewygodny

Pius X prawie na pewno był Ślązakiem. Ale cicho-sza

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Czas na bakłażana!

Bakłażan, czy oberżyna? Nie do końca wiadomo, która z tych nazw jest bardziej popularna. Wiadomo jednak, że jeśli kiedyś usłyszymy o psiance podłużnej, jajku krzewiastym, bakmanie, czy gruszce miłosnej możemy się bardzo zdziwić...

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Giżyński Gate!

Znowu nas wyrolowali. Rolnicy w swoich sprawach zamiast do Mikołowa, będą jeździć do Częstochowy

więcej

Partnerzy