Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy uważasz, że Dzień Górnośląskiej Flagi to dobra inicjatywa?

Felieton

Autor
Jerzy Ciurlok

Między Chrobacją a Chorwacją

Między Chrobacją a Chorwacją

ilustracja

 

Wakacje tuż, tuż a one sprzyjają niespodziewanym odkryciom, czy choćby tylko nieoczekiwanym konstatacjom na tematy dobrze nam znane, choć może w nieco stereotypowy sposób.
Lubię odpoczywać w Chorwacji - już od lat. Ale lubię też przy okazji poznawać historię i kulturę tych regionów. No właśnie – regionów; bo Chorwacja nie jest etnicznym, historycznym i kulturowym monolitem. Często żartuję, że moje dobre samopoczucie tam i sympatia do mieszkańców tej uroczej krainy wynika z bliskiego pobratymstwa - gdyż istnieje bardzo prawdopodobna hipoteza, iż Chorwaci powędrowali przed ponad tysiącem lat na południe z terenów dzisiejszej południowo-zachodniej Małopolski.
To byli tzw. „Biali Chorwaci” - a właściwie „Chrobaci”; bo taka jest pierwotna forma nazwy tego słowiańskiego plemienia. Było jeszcze jedno plemię tej samej nazwy, które zajmowało niewielki obszar leżący dziś na terenie Czech. W kranice napisano o nich „drudzy Chrobaci”. Ale wróćmy do czasów dzisiejszych; do wakacyjnych podróży i obserwacji. Jakże zdumiałem się kiedyś, gdy wśród tradycyjnych dalmatyńskich tańców ludowych zobaczyłem dobrze znany nam na Śląsku taniec ilustrujący opowieść o dziewczynie, co poszła po ziele i nazbierała niewiele, a gdy przyszedł do niej Jasiczek, to połamał jej koszyczek, zaś ona mu grozi, mówiąc: "oj ty, ty za koszyczek zapłać mi".
Ten typowo śląski taniec ma nazwę „grożony”. Toż już w szkole podstawowej nas tego uczono, a prawie każdy śląski zespół regionalny ma to w swoim repertuarze. Tymczasem Chorwaci dokładnie to samo tańczą, na tę samą melodię. To raczej nie archaiczny relikt pradawnych wspólnych korzeni, lecz skutek przynależności części Śląska i Chorwacji do austrowęgierskiej monarchii, co powodowało przepływanie ludzi, choćby poprzez wojskowe zaciągi. Prawie na pewno wynikiem tych ostatnich jest, przeflancowanie – mówiąc kolokwialnie - na nasz grunt chorwackiej pieśni wojackiej o tej Maryjannie, co to obiecała i zapomniała.
Takie przykłady można długo mnożyć. W tym roku przyszło mi na myśl jeszcze jedno; otóż w Chorwacji kultywowane jest najstarsze „śląskie” pismo. Trochę przewrotnie to brzmi, dlatego zastosowałem cudzysłów i już wyjaśniam o co chodzi. Początek ta historia ma w IX wieku. Wówczas to tereny dziś zwane Górnym Śląskiem, a zamieszkałe przez plemiona Golęszyców, Opolan i Gupidów (w kwestii tej ostatniej nazwy ciągle toczą się dyskusje, bowiem w kronice Geografa Bawarskiego zapisano ją jako „Lupiglaa” i nie bardzo wiadomo, jak brzmiała naprawdę),  niemal w całości były pod wpływem a może i zależnością państwa wielkomorawskiego. Wielka Morawa była pierwszą słowiańską organizacją państwową z prawdziwego zdarzenia. Była, zatem łakomym kąskiem dla innych feudalnych państewek. Powodem najazdów była też misja chrystianizacyjna i chęć przyłączenia bogatych ziem do istniejących już na zachodzie biskupstw; np. diecezji salzburskiej.
W każdym razie władca wielkomorawski, książę Rościsław, zwrócił się o przysłanie misjonarzy do cesarza bizantyjskiego Mikołaja III, chroniąc się tym sposobem przed zakusami zachodnich sąsiadów - głównie Franków. Wybór padł na uczonego mnicha Konstantyna, czyli Cyryla i jego nie mniej światłego brata, Metodego. Znani są oni także jako Bracia Sołuńscy a Sołuń to dzisiejsze Thessaloniki. Jako, że wówczas było to miasto słowiańskie, więc bardzo możliwe, że przynajmniej matka Cyryla i Metodego była Słowianką, a z całą pewnością znali oni język Słowian. Zanim udali się w daleką drogę, postanowili Słowianom przybliżyć święte księgi.
Pamiętajmy, że tylko trzy języki były wówczas liturgicznymi: hebrajski, greka i łacina. Cyryl i Metody po długich perypetiach, za papieską zgodą dokonali niebywałego przełomu; dołączyli do tej trójki język słowiański. Zachodnim duchownym nie mogło się to pomieścić w głowach. Bracia stworzyli pierwszy słowiański alfabet; głagolicę, który oddawał pewne niuanse fonetyki słowiańskiej. Następnie przetłumaczyli dwie części Biblii: "Psałterz" i "Dzieje Apostolskie" a także kilka modlitw i w 863 roku przybyli do państwa wielkomorawskiego. W ciągu 40 miesięcy prowadzili misję chrystianizacyjną i kształcili miejscowych duchownych. Przeciwko takiemu obrotowi spraw ostro zaprotestowali biskupi zachodni, ale papieskie poparcie skutecznie hamowało zapędy wrogów słowiańskiej liturgii.
Już po śmierci Cyryla, Metody przetłumaczył na język słowiański pozostałe księgi biblijne. Po jego z kolei śmierci misję kontynuowali uczniowie, ale krótko. Liturgia słowiańska po 885 roku - czyli po śmierci Metodego - została zakazana przez papieża Stefana V, zaś uczniów Cyryla i Metodego wygnano ze środkowej Europy. Ale u nas, na Śląsku, ryt słowiański w Kościele, choć zwalczany, trzymał się jeszcze kilkaset lat. Trafili między innymi do Dalmacji. Stąd Chorwacja do XV wieku posługiwała się głagolicą, jako własnym alfabetem o nieco przekształconej formie, zaś współcześnie od niedawna dzieci w szkołach uczą się go od nowa.
    Co to ma wspólnego ze Śląskiem? Skoro dzisiejszy Śląsk – także Dolny – był w kręgu Wielkiej Morawy, to i pismo tego państwa mu przysługuje. A przynajmniej, w ramach wakacyjnego poluzowania intelektualnego, można tak przyjąć. Jedno jest pewne; warto dowiedzieć się tego i owego o historii naszej ziemi - także tej anegdotycznej; i w tym też  wakacje mogą być pomocne.
Jerzy Ciurlok

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Chcę pokazać kłamstwa i hejt!

 W ciągu zaledwie kilku dni, od 8 czerwca, tyski lekarz Dawid Ciemięga zebrał w internetowej zbiórce niemal 50 000 złotych na film o antyszczepionkowcach, który zamierza nakręcić. Zbiórka wciąż trwa a Ciemięga jest zachwycony odzewem. Nie tylko z powodu wysokości kwoty – raczej dlatego, iż odzew ten jest dowodem, że według wielu z nas taki film jest potrzebny.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Miasta Duchów

Czy to cień, czy jeniec były, polski, niemiecki, sowiecki? Czy to wiatr, czy echo dawnych salw? Wiatr hula, historia zawodzi, zwiedzać, czy brać za pas nogi? Cicho wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie…

Turystyka to nie tylko piękne pałace, strzeliste góry, czyste jeziora. Są tacy, którzy wolą zwiedzać miejsca ludne niegdyś, a dziś wymarłe. Miasta widma. Wiele takich na świecie, ale i na zachodzie Polski, na dawnych terenach niemieckich, także parę znaleźć można. Zapraszam do miast wymarłych.

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Bóbr i żubr – dwa bratanki

Zanim komuś strzeli pomysł, żeby wybrać się na polowanie, proponuję sprawę wrzucenia żubra czy bobra na talerz zgłębić nieco bardziej. Miało być sezonowo – to będzie, powiem więcej – będzie i sezonowo i modnie. Otwartą głowę warto mieć zawsze – trzeba tylko pamiętać, żeby przy okazji nie wpadało do niej co bądź. Dlatego też to, co wpadło ostatnio niektórym smakoszom narodowym spróbuję przeanalizować i...przetrawić, wbrew zaleceniom - na chłodno.

więcej

Reportaż

ilustracja

Coś do jedzenia, proszę

Niedawno zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje, ale wakacje to nie tylko letni czas wypoczynku, w którym kurorty i wakacyjne miejscowości zapełniają się turystami… zwiększa się też liczba ludzi tam żebrzących. Pod tym względem wakacje niczym się nie różnią od okresu przed świętami, kiedy skokowo zwiększa się liczba ludzi w potrzebie, ale nie dajmy się zwieść - większość
z nich tak naprawdę nic ze zjawiskiem skrajnej biedy wspólnego nie ma, a takie żebranie może być dochodowym zajęciem.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Grosz do grosza…

Postanowiłam sprawdzić, jak to jest, gdy masz pieniądze na przyzwoite zakupy, ale są one w maleńkich nominałach. Grosz, dwa grosze, pięć groszy, dwadzieścia to już grubsza kasa. Dysponuję takimi zawsze, bo mój maż ma dziwny zwyczaj zbieractwa, a raczej porzucania po domu w przeróżnych miejsca drobnych monet, które ja, wychowana w szacunku do pieniądza, zbieram do wielkiego słoika… i zawsze mam dylemat, co zrobić z zebranymi miedziakami. No to dzisiaj sprawdzę, ile są warte. Ruszam w miasto!

więcej

Partnerzy