Sondaż publiczny

W Dzień Matki:

Felieton

Autor
Jerzy Ciurlok

Felieton z fiołkiem

Felieton z fiołkiem

ilustracja

Czy wiecie Państwo, że fiołki można powąchać tylko raz? Potem, gdy po krótkiej chwili drugi raz wciągniemy do nosa ich zapach, już nie czuje się tej niezwykłej, wyjątkowej, delikatnej, subtelnej woni. Trzeba nieco dłużej odczekać i dopiero wtedy można ponownie oddać się niezwykłym doznaniom węchowym. Można to sprawdzić, bo właśnie kwitną.
Fiołki to niezbyt powszechnie występujący u nas kwiat. Ale są takie miejsca, gdzie te piękne kwiaty tworzą prawdziwe kobierce. Tak jest między innymi na terenach należących obecnie do Śląskiego Ogrodu Botanicznego, a konkretnie na wzniesieniu zwanym "Fiołkową Górą". Dziś miejsce to porasta las, ale kilkadziesiąt lat temu była tam tylko łąka, która w porze kwitnienia fiołków przybierała barwę niebieską, co było z daleka widoczne. Szkoda, że wówczas nie trafił tam żaden malarz o impresjonistycznej wrażliwości. Żeby być precyzyjnym dodam, że to pomiędzy Mokrem
a Bujakowem, czyli dziś w obrębie Mikołowa.
Miejsce to w ogóle jest specyficzne pod względem przyrodniczym i stanowi część obszaru zwanego niegdyś "Szwajcarią Bujakowską". Nie znałem takiego określenia, aż do momentu, gdy przeczytałem opracowanie zatytułowane: "Osobliwości i zabytki przyrody Województwa Śląskiego", które napisał Andrzej Gudek,
a które opublikowane zostało przez Państwową Radę Ochrony Przyrody 90 lat temu, w 1929 roku. Opis jest dość lakoniczny i można go raczej nazwać rejestrem, ale uzupełnia go 21 fotografii i trzy mapki. Obejmuje obszar od Beskidu Śląskiego po dawny powiat lubliniecki.
Autor z żalem pisze między innymi o ginących na skutek zanieczyszczeń rakach w śląskich rzekach. Ale proszę sobie wyobrazić, że według jego słów w tym czasie występowały one jeszcze dość powszechnie we wszystkich rzekach i strumieniach poza Rawą i Bytomką. Łapano je np. w Kłodnicy i Jamnie. Dolina tej ostatniej wymieniana jest, obok wspomnianej Szwajcarii Bujakowskiej, jako jedno z najbardziej malowniczych i przyrodniczo bogatych miejsc na obszarze Autonomicznego Województwa Śląskiego. Ubolewa jednocześnie nad coraz dotkliwszymi przemysłowymi zanieczyszczeniami
i wycinką lasów, prowadzącymi do unicestwienia wielu rzadkich gatunków roślin i zepsucia krajobrazu. Tereny te autor, pod względem walorów rekreacyjnych, porównał do Beskidów. Niestety, spełniły się pesymistyczne przewidywania
i opisywane obszary uległy dalszej degradacji, a rzeki zmieniły się
w ścieki, tak, że po żyjących niegdyś w nich rakach i rybach nie pozostało nawet wspomnienie.
Nie ma też chyba śladu po cietrzewiach, czaplach, głuszcach, żurawiach czy wydrach, które osiemdziesiąt lat temu, wedle słów autora, dość powszechnie występowały na Górnym Śląsku – chociaż, ostatnimi czasy, wiele spośród gatunków, które uległy wyginięciu, jest restytuowanych. Ciekawe natomiast, czy przetrwały niezwykłe drzewa opisane w owym niepozornym zeszyciku. Ponad 300-letni Dąb Tanera, który rósł w pobliżu linii kolejowej przy stacji Katowice – Brynów, tuż obok ogrodzenia kopalni „Wujek”, a który już wówczas otaczano niezwykłą opieką, niestety dziś już nie stoi na swoim miejscu. Szkoda to wielka! Także ze względu na swoją niezwykłą historię. Nazwę otrzymał od nazwiska jednego z kierowników budowy linii kolejowej, który przesunął o kilka metrów planowany przebieg toru po to, by uratować sędziwe drzewo. Ciekawe czy
w Lubszy rośnie jeszcze owa stara lipa, mająca ponad 6 metrów obwodu i czy w ogrodzie przy starej szkole przetrwała grusza zasadzona przez Józefa Lompę? Nie wiem tego, ale szczerze wątpię.
W tamte okolice też warto wybrać się na spacer, bo może na pobliskim wzgórzu Grojec znajdzie ktoś storczyk trójzębny lub obuwik. A jeśli nie, to przynajmniej fantastyczne widoki Państwa nie ominą, bo pejzaż w tej okolicy jest niezwykły. Liczące sobie po ponad 500 lat dęby - jeśli przetrwały, to dziś już mają po ok. 600 lat – odnalazł autor w kilku miejscach, m.in. w Studzionce koło Pszczyny, w Hadrze nad Liswartą, w Warszowicach,
a w dolinie Małej Panwi koło Truszczyc aż 60 okazów. W Reptach Starych przy farskim ogrodzie wymienia autor dąb jeszcze starszy, mający ponad 7 metrów obwodu. Ponadto w tymże ogrodzie rósł największy, najpiękniejszy na Śląsku kasztan jadalny. Zaś
w lesie koło Jędryska niedaleko Kalet rósł najstarszy na Śląsku, dziś ponad 600 - letni cis. No i jeszcze niezwykła grusza, podobno pamiętająca czasy szwedzkiego potopu, będąca własnością rodziny Plutów w Wymyślaczu koło Lublińca. Autor pisze o dwóch metrach obwodu i 6 wysokości. Oh; łza się w oku kręci!
Ile pozostało spośród wszystkich wymienionych kilkusetletnich dębów, buków, lip, jesionów, cisów, modrzewi, sosen i grusz? Warto się za nimi, ale także za innymi przyrodniczymi cudeńkami, rozejrzeć podczas wiosennych spacerów.
A pogoda w tym roku wyjątkowo po temu sprzyjająca. Przyroda Śląska z wolna odżywa po morderczym, ponad stuletnim unicestwianiu. Doceńmy to. Doceńmy
a gdzie się da także pomóżmy jej.•

 Jerzy CIURLOK

 

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Niech żyje teatr

Z Dorotą Pociask-Frącek, dyrektorem Teatru Małego w Tychach rozmawia Dariusz Dyrda.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Bardzo zacięte bitwy

Na Górnym Śląsku II wojna światowa  trwała do 8 maja!

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Rzodkiewka – królowa nowalijek

W końcu na poważnie zaświeciło słońce. I to nie jest już pogodowy kaprys, anomalia na kilka dni i powrót na stare, jesienno - zimowe śmieci. Przyroda wystartowała i teraz już nie ma wątpliwości – nic jej nie zatrzyma przez następne pół roku, nawet te chwilowe „zera” w nocy. Poza tym, że wszędzie robi się malowniczo zielono i słonecznie, dzień jest długi, to wchodzimy znowu w dobry czas dla sezonowego jedzenia.
I świetnie, o to przecież chodzi – żeby jeść to, co chwilowo rośnie dookoła, naturalnie. Długo na nią czekałam i jak tylko zaczęła się pojawiać musiałam poszperać i dowiedzieć się co w niej drzemie. Według mnie to najsmaczniejszy symbol wiosny – rzodkiewka!

więcej

Reportaż

ilustracja

Do Ziemi Świętej z orkiestrą symfoniczną z Bergisch Gladbach

Izrael • Projekt „Razem” niemieckich i izraelskich muzyków

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Nadchodzi czas inwazji kleszcza, komary też już latają

Na zewnątrz coraz cieplej wiec kleszczy i komarów będzie coraz więcej. Mylnie uważa się, że atak kleszcza grozi nam tylko w lecie. Tychy już przygotowują się do oprysków przeciw nim, Katowice z nich zrezygnowały. Kto ma rację?

więcej

Partnerzy