Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy wierzysz, że wpadka polityków PiS-u z materiałami wyborczymi opatrzonymi numerami listy przed ich losowaniem?

Felieton

Autor
Jerzy Ciurlok

Srebra już nie ma, ale skarb pozostał

Srebra już nie ma, ale skarb pozostał

ilustracja

Nic nie trwa wiecznie – choć to truizm, to warto czasami przypomnieć tę maksymę. Nic nie trwa wiecznie, choć czasami, to co zakończyło swą egzystencję, otrzymuje nowe życie. Na przykład relikty, dawne obiekty przemysłowe stają się atrakcjami turystycznymi. To dzieje się na naszych oczach. I nie dotyczy to tylko tych najstarszych, lecz – rzeklibyśmy – „całkiem jeszcze świeżych”. Ostatnio trwają starania o turystyczne zagospodarowanie wielkiego pieca Huty „Pokój”. A pamiętam, że całkiem niedawno płynęła z niego surówka. Niektóre spośród owych reliktów dawnego przemysłu nabierają wartości takiej samej, jak najcenniejsze pałace, lub katedry. Są pod szczególną ochroną, wpisywane są na listy krajowego i światowego dziedzictwa. Tak stało się z tarnogórskimi podziemiami dawnych kopalń kruszcowych, które znalazły się na liście UNESCO – 9 lipca tego roku miną dwa lata od dokonania wpisu. Te podziemia, to m.in. „Sztolnia Czarnego Pstrąga”.

Sztolnia to wyrobisko korytarzowe o niewielkim przekroju poprzecznym, wydrążone w górotworze od jakiegoś zbocza poziomo lub z niewielkim nachyleniem. Sztolnia może mieć funkcje związane bezpośrednio z pozyskiwaniem i transportowaniem urobku, lub może służyć odwadnianiu i wentylacji. „Sztolnia Czarnego Pstrąga” służyła właśnie odwadnianiu złóż srebronośnej rudy. Od roku 1957 stała się turystyczną atrakcją. A tak naprawdę jest ona zaledwie 600 metrowym fragmentem odwadniającej „Głębokiej Sztolni Fryderyk”, która liczy 4568 metrów. Drążono ją przez 13 lat; od 21 kwietnia 1821 roku do 15 lipca roku 1834. Jak obliczono, przez tydzień posuwano się o ponad 3 metry. Przy czym drążenie nie odbywało się z jednego punktu, lecz na 14 przodkach równocześnie.

Stary dowcip mówi, że kolej transamerykańska ma dwa tory dlatego, iż budowano ją z dwóch stron i tory się nie spotkały. Ponoć tak też powstała pierwsza autostrada. A 200 lat temu z okładem, bez nowoczesnych urządzeń mierniczych, udało się z 14 podziemnych chodników połączyć w jednej linii. By to zrobić, wpierw wydrążono stosowną liczbę nowych szybików, a do tego aż 25 wentylacyjnych. Niektórym nadano zwyczajowe nazwy, odnoszące się czasem do postaci, czasem do religii, ale często także do ich miejsca, lub jakieś sytuacji. Np. „Kummer” - co znaczy: „Zmartwienie”. Albo „Glückhilf” czyli: „Szczęśliwa Pomoc”. Lub po prostu „Pośredni” - w oryginale „Zwischen”. U wylotu sztolni wybudowano piękną, kamienną bramę. Podobna powstała później u wylotu sztolni „Luiza” w Zabrzu a wcześniej przy „Lisiej Sztolni” w Wałbrzychu. Wszystkie one związane są z postacią jednego człowieka: Friedricha Wilhelma von Redena. Co prawda, wielki odnowiciel śląskiego przemysłu w momencie otwarcia sztolni jego imienia od dawna już nie żył. Ba! Nie żył już w momencie podjęcia decyzji o jej budowie, ale służyć ona miała kopalni, którą za jego sprawą otwarto w roku 1784 i która także nosiła jego imię. Całkiem przypadkowo hrabia Reden miał takie same imiona, jak pruski król, co z pewnością było szczęśliwym trafem z punktu widzenia dyplomacji.

„Głęboka Sztolnia Fryderyka” powstała z konieczności. Początkowo chciano wykorzystać już istniejące chodniki, pochodzące z wcześniejszych wieków. Bowiem rudy ołowiowe i srebrne wydobywano pomiędzy Tarnowicami i Bytomiem od wieków – z długimi przerwami spowodowanymi właśnie przez zalewającą wyrobiska wodę. Rzec można, że Reden rozpoczął trzeci historyczny etap na tym polu. Pierwszy rozpoczął się jeszcze w średniowieczu a zakończył go podziemny potop, spowodowany – i tu są wątpliwości: czy przez ducha Szarleja, czy w wyniku klątw: biskupiej a potem papieskiej, rzuconych po utopieniu przez mieszczan bytomskich dwóch księży. Odnowę tegoż górnictwa zapoczątkował margrabia Jerzy Fryderyk Hohenzollern w XVI wieku, ale w kolejnym wieku wyczerpały się złoża dostępne ówczesnym gwarkom. Lecz po nich pozostały sztolnie, które następcy postanowili wykorzystać, początkowo wyłącznie celem dotarcia do złóż. Były to niedokończone „Sztolnia Krakowska” i „Sztolnia Boże Pomogej”.

Ponieważ ponowne prace wokół budowy sztolni utrudniała – jak i w przeszłości – woda, niezwykle pomocną okazała się, sprowadzona z Anglii przez hrabiego Redena, maszyna parowa do odwadniania wyrobisk. Wreszcie, w 1806 roku, po wielu trudach i ogromnych nakładach, ukończono to, co zaczęto 150 lat wcześniej. Długość sztolni wyniosła 3544 metry, a długość wszystkich ganków, którymi woda do sztolni spływała, to 5468 metrów. Po 20 latach od przekopania, sztolnia okazała się dalece niewystarczającą i wówczas przystąpiono do drążenia zupełnie nowej sztolni, poniżej przebiegu tych starych. Otrzymała ona nazwę: „Głęboka Sztolnia Fryderyka”.

A skąd nazwa „Sztolnia czarnego pstrąga”? Ano stąd, że w krystalicznie czystych wodach pojawiły się pstrągi, wyglądające w mroku na czarne. Tak naprawdę to pstrągi tęczowe, które przeprowadziły się do podziemi z rzek, których nurty podziemne wody zasilają: Stoły i Dramy.

Jerzy Ciurlok

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Wierzę w ten Teatr

Rozmowa ze Sławkiem Żukowskim, reżyserem, aktorem, rysownikiem, malarzem, a nawet muzykiem!

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Echo historii

ilustracja

Wio koniku

Przełom XIX i XX wieku to czas, kiedy rozwój cywilizacji bardzo przyspieszył. Mówimy  o nim w kontekście elektryczności, hut, samochodów, samolotów, chirurgii nawet. Tymczasem dla naszych górnośląskich przodków najważniejsze były być może zmiany, które zachodziły w transporcie… konnym. Ponieważ jednak najlepiej znam temat z okolic Mysłowic, będę operował przede wszystkim tutejszymi przykładami.

 

więcej

W naszej kuchni

ilustracja

Śląska oberiba!

Alka, Delikates Biała, Gabi czy Wiedeńska Biała - coś wam to mówi? No tak. A może po prostu…oberiba? Pewnie części nie trzeba już bardziej tłumaczyć. Tak proszę Państwa - dzisiaj biorę na warsztat kalarepę.

więcej

Reportaż

ilustracja

Góra śmieci czy też wyspa skarbów?

Ostatnio był u nas wywóz tak zwanych śmieci wielkogabarytowych, ludzie powystawiali stare kanapy, sprzęt AGD, zabawki dziecięce którymi już się ich pociechy się nie bawią albo sprzęty z których już wyrosły. Wynoszenie zaczęło się już w weekend. I gdy siedziałam na schodach paląc papierosa jechała bagażówka - i ni z tego ni z owego zatrzymała się na ulicy; mężczyzna siedzący przedtem na miejscu pasażera wysiadł z auta i zabrał sprzed jednego z domów stojący wśród innych śmieci mały, różowy, dziecięcy rowerek, po czym zaniósł go do samochodu. Najwyraźniej dla niektórych śmieci, a dla innych skarby.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

W Kamionce nie chcą szerokiej drogi

Plan zagospodarowania przestrzennego, który burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula pokazał mieszkańcom dzielnicy Kamionka – bardzo się im nie spodobał. Mało powiedziane, na spotkaniu 25 lipca było bardzo gorąco. Padały pod adresem burmistrza i planu gorące słowa. Najwięcej kontrowersji wzbudza szeroka ulica, prowadząca przez środek dzielnicy. Mieszkańcy nie wiedzą, czemu ma ona służyć, ale obawiają się, że stanie się drogą praktycznie tranzytową, a ich spokojna, cicha, wiejska w zasadzie dzielnica zmieni się nie do poznania.

więcej

Partnerzy