Nie siedź w domu

Sondaż publiczny

Czy podejmujesz postanowienia wielkopostne?

Felieton

Autor
Grzegorz Poloczek : Z mojego placu

Pierwszy rolnik RP

Pierwszy rolnik RP

ilustracja

Jestem szczęśliwy, bo robię to, co lubię i to co potrafię robić najlepiej. Ludzie mi zazdroszczą, że potrafię łączyć dwie rzeczy - teatr i rolnictwo. Lubię zagrać w teatrze, dostać kwiatki, pochlebną recenzję, a potem wracać do mojego gospodarstwa, gdzie na mnie czekają moje dzieci, ukochana małżonka, niezaorane pole oraz krowa, świnki, króliki, koguty, kury, gęsi, psy i koty.

No… koty już nie wszystkie czekają, bo ostatnio załączyłem kosiarkę nie zerknąwszy do środka i po kici pozostały wspomnienia oraz wyrzuty sumienia, które mnie wyłączyły na tydzień z prac polowych. Tylko leżałem i rozpaczałem.
Mogę powiedzieć, że praca w polu mnie całkowicie pochłonęła. Jako jedyny w naszej wsi ryję ziemię zwykłym szpadlem, a żniwuję sierpem. Nie żebym był aż takim tradycjonalistą. Mam po prostu tak wąski pasek ziemi, że kombajn na nim się nie mieści. Stać mnie na kombajn, ale jakbym go na polu postawił, to by zahaczał o miedzę sąsiada Ten tego bardzo nie lubi. Powiem żartobliwie - lepiej rydlem ziemię ryć, ale żyć.
Mam własną filozofię. I to zarówno w produkcji zbóż jak i trzody chlewnej. Nie tyle dbam o ilość co o jakość. Nie powiększam swojego gospodarstwa, bo chcę więcej przebywać z rodziną. Mam wystarczająco duże pole. Jego przeoranie lub obsianie to kwestia jednego przedpołudnia. Po obiedzie mogę już, po pracach w polu, z żoneczką kawę pić, a wieczorem zobaczyć z dziećmi dobranockę. Po prostu tak sobie to poukładałem.
Mam świadomość, że mam rodzinę, a rodzina wie, że ma ojca. Tak właśnie powinien żyć nowoczesny rolnik – przy pracy w polu odbiornik radiowy a w domu: telewizja, pralka automatyczna. I elektroniczny kamień do kiszenia kapusty.
W gospodarstwie musi być właściwa organizacja. Od zasiania do zbiorów wcale nie wychodzę w pole. Zainstalowałem kamery i na ekranie obserwuję przyrost, tego co zasiałem. Jak taki rzepak nagram na video, a potem odtworzę na przewijaniu, to on mi tak szybko pnie się do góry, że aż serce rośnie. Powiem krótko - nowoczesność w domu i zagrodzie.
Tacy Amerykanie się chwalą, że są wielkimi farmerami. Ale w tym co oni robią, nie ma nic ludzkiego. Żadnej prorodzinności. Amerykanin jak idzie orać pole, to się z rodziną musi pożegnać, bo w jedną stronę do końca swojego areału ma ze dwa tygodnie piechotą. W Ameryce farmerzy przemysłowo hodują zwierzęta w takiej ilości, że nie rozpoznają nawet własnych świń i krów. Tam liczy się sztuka. I nie znaczy to, że jakiś artyzm czy uczucie. Farmer liczy się od kilku tysięcy sztuk biednych krówek czy świnek w górę.
Ja znam wszystkie swoje zwierzęta. Nawet się z nimi przyjaźnię. Znam ich charaktery, potrafię kilkakrotnie w ciągu dnia do nich podejść, pogłaskać. Pozmawiam z nimi. Znam ich potrzeby.
To nie są dla mnie trzy bezimienne świnie tylko Cindy, Betty i knur Ken. Mam, można powiedzieć, pedagogiczne podejście do moich świnek i wiem, że one też nieraz chciałyby mi coś miłego powiedzieć, ale nie żądam od nich wdzięczności. Mnie wystarczy, jak one przybierają na wadze. Chociaż teraz właściwie się to zmieniło, w przeciwną stronę. 
Pamiętam, że był kiedyś taki tragiczny moment, jak mi moje podopieczne zanieczyściły oborę. Tak się wtedy wkurzyłem, że to był ułamek minuty a już je miałem na w samochodzie i wiozłem do skupu żywca wieprzowego. Gdybyście wtedy mogli widzieć, jak one płakały, jak patrzyły mi w oczy, jakby chciały zapytać - Warum meine liebe, Warum?
Na szczęście cena skupu była za niska, a i przerośniętych nie chcieli. No... Betty ma już 40 lat. Co było robić? Wróciliśmy do domu. Zaciągnąłem kredyt i wybudowałem saunę. Sindy, Betty i Ken zrzucają nadwagę i dzięki temu znowu pięć lat jesteśmy razem.
Żeby dobrze dbać o moje zwierzaki nie mogę bardziej rozwijać gospodarstwa. Dopłacam do produkcji rolniczej, ale robię to świadomie. Tylko ja wiem, ile pieniędzy kosztowała mnie moja krowa Milka. Ile wydałem na jej badania okresowe i leki. Ile czasu z nią spędziłem w przychodni lekarskiej. Przecież sam o mało nie dostałem choroby wściekłych krów, jak ją chciałem zapisać do kasy chorych. Niestety, zanim się to udało, a później wyznaczono jej termin u specjalisty na wizytę, padła bidulka. Czegoś się nażarła, że aż kolor zmieniła. Na tablicy pamiątkowej ku jej czci kazałem napisać – „tu leży moja ukochana krowa, Milka… fioletowa”.
Każdy zawód jest trudny pod względem emocjonalnym. I nie jest to temat do żartów. Żeby być szczęśliwym, najważniejsze jest, aby w tym co robimy, było uczucie. Nie wystarczy kupić i dać komuś czekoladki „Merci”, jak nie ma w nich uczucia. Za takie „Merci”, choćby były nawet fioletowe, to ja dziękuję. Znaczy, merci. •     


                  Grzegorz Poloczek

Dodaj swój komentarz

Wywiad

ilustracja

Stanisław Dziegieć – Najważniejsza jest rodzina, nawet mała…

Cyklicznie na łamach Echa publikujemy relacje seniorek, seniorów z cyklu "Babciu, Dziadku opowiedz swoim wnuczętom" w myśl idei Papieża Franciszka, który w lipcu 2016 roku, w trakcie ŚDM w Krakowie zaapelował do młodych ludzi, aby odwiedzali swoich dziadków i babcie i poświęcili im swój czas. Nie wystarczy zadzwonić do nich od czasu od czasu pytając zdawkowo o zdrowie i jak leci, aby dowiedzieć się jak ciekawe historie mają do opowiedzenia. Dzisiaj z tego cyklu przedstawiamy rozmowę z Stanisławem Dziegieciem, porucznikiem Wojska Polskiego.

więcej

Stare fotografie

ilustracja

Mąż wyrusza na wojnę

Maria Piekorz (1879-1951), szanowana akuszerka bojszowska z pierwszym mężem Grelą, który jako marynarz poległ na I wojnie światowej.

więcej

Pisaliśmy przed laty

ilustracja

Siedem lat z „Echem”

Zacznę od pewnej refleksji. To była szczęśliwa siódemka. Moje siedem lat pracy w redakcji „Echa” - czas zdobywania szlifów dziennikarskich i nieustających emocji. Dlatego zaproszenie redaktora naczelnego do napisania wspomnień przyjęłam ze wzruszeniem, ale też z niepokojem, czy potrafię odtworzyć z przeszłości coś istotnego...

więcej

Reportaż

ilustracja

Portugalia - tam, gdzie kończyła się Ziemia

13 maja papież Franciszek dokonał w Fatimie kanonizacji pastuszków Franciszka i Hiacynty, którym 100 lat temu objawiła się w tym miejscu Matka Boża. Na beatyfikację czeka siostra Łucja, która zmarła 13. grudnia 2005 w klasztorze w Coimbrze. Ja długi majowy weekend, niezbadanymi wyrokami Opatrzności Bożej, spędziłam na wycieczce w Portugalii. Mało wiedziałam o tym kraju, który jest ponad trzy razy mniejszy pod względem powierzchni i ludności od Polski, ale bardzo podobny jeśli chodzi o tradycje patriotyczne i religijne.

więcej

Naszym tropem

ilustracja

Przeznaczona na deweloperkę?

Co dalej z budynkiem po SP 21?

Zamknięta od trzech lat szkoła przy ulicy Młodzieżowej 7 w Tychach wciąż stoi bezczynnie. Choć w budynku tkwi ogromny potencjał, nikt dotąd nie podjął jakichkolwiek kroków, by go wykorzystać.

więcej

Interwencje

ilustracja

Poniewierka na stare lata

Tychy • Eksmisja do baraków na ul. Świerkowej

więcej

Partnerzy